Radziecki czołg średni T-55 i jego wer­sje oraz pojazdy pochodne

  • Wojsko i Technika – Historia numer spe­cjalny 4/2018
Czolg T-55 – widoczny otwor kursowego karabinu maszynowego w przednim pancerzu ponizej falochronu oraz masywne sruby mocujace cokol wlazu dowodcy, co wskazuje na nieobecnosc oslony przeciwradiacyjnej.

Czolg T-55 – widoczny otwor kur­so­wego kara­binu maszy­no­wego w przed­nim pan­ce­rzu poni­zej falo­chronu oraz masywne sruby mocu­jace cokol wlazu dowodcy, co wska­zuje na nie­obec­nosc oslony prze­ciw­ra­dia­cyj­nej.

Opracowanie czołgu T-54 było zna­czą­cym suk­ce­sem radziec­kich kon­struk­to­rów i prze­my­słu. Był pro­sty, bar­dzo nie­za­wodny, dosko­nale nada­wał się do maso­wej pro­duk­cji. Równocześnie jego opan­ce­rze­nie i siła ognia wyraź­nie prze­wyż­szały czołgi poprzed­niej, wojen­nej gene­ra­cji. To wła­śnie T-54 stał się sym­bo­lem radziec­kiej powo­jen­nej potęgi pan­cer­nej. Na doda­tek wóz miał spory poten­cjał moder­ni­za­cyjny. Bez trudu zaopa­trzono go w jedno-, a potem dwu­płasz­czy­znowy sta­bi­li­za­tor armaty, zain­sta­lo­wano pro­ste przy­rządy nok­to­wi­zyjne, zabez­pie­czono załogę przed dzia­ła­niem broni maso­wego raże­nia. Realne były także dal­sze moder­ni­za­cje, nad któ­rymi pra­co­wano rów­no­le­gle z pro­duk­cją kolej­nych wer­sji T-54. Z cza­sem, głów­nie z powo­dów pro­pa­gan­do­wych, zde­cy­do­wano o nada­niu kolej­nej wer­sji nowego numeru – tak powstał T-55.

Historia powsta­nia aku­rat tej wer­sji T-54 była dość nie­ty­powa. W biu­rze kon­struk­cyj­nym fabryki nr w Niżnym Tagile doko­nano następ­nej, sto­sun­kowo nie­wiel­kiej moder­ni­za­cji czołgu T-54B nada­jąc mu ozna­cze­nie „Obiekt 137G2M”. Dwa pro­to­typy zbu­do­wano w Niżnym Tagile bez zamó­wie­nia ze strony mini­ster­stwa „na cześć 40 rocz­nicy rewo­lu­cji”, co było spo­so­bem na obej­ście for­mal­nych pro­ce­dur i posta­wie­nie poten­cjal­nego użyt­kow­nika przed fak­tem doko­na­nym. Było to sprawą życia lub śmierci dla biura, które skom­pro­mi­to­wało się nie­uda­nym pro­jek­tem „140” i zostało ofi­cjal­nie pozba­wione prawa do pro­wa­dze­nia samo­dziel­nych prac kon­struk­cyj­nych (patrz WiT Historia nr 218). Inżynierem pro­wa­dzą­cym pro­jekt był począt­kowo K. Dobruskies, a potem J. Lewkowskij. „Jubileuszowe czołgi” skie­ro­wano na próby poli­go­nowe już pod koniec 1957 r. W wyniku ich pomyśl­nego prze­biegu wozom nadano nowe ozna­cze­nie: „Obiekt 155” i bły­ska­wicz­nie, bo 8 maja 1958 r. decy­zją Rady Ministrów nr 9493 – 230 przy­jęto do uzbro­je­nia jako T-55. Wcześniej to ozna­cze­nie pla­no­wano zasto­so­wać dla „Obiektu 139”, czyli T-54 z moc­niej­szym sil­ni­kiem, armatą D-54 i pery­sko­po­wym celow­ni­kiem T-2S. Jego pro­to­typ powstał w 1955 r.
Zmiany, wpro­wa­dzone w porów­na­niu z T-54B były nie­wiel­kie. Znaczna część z nich została wcze­śniej wypró­bo­wana na pro­to­ty­pach, które nie weszły do pro­duk­cji. Np. kom­bi­no­wane zbior­niki paliwa – ste­laże dla amu­ni­cji po raz pierw­szy poja­wiły się na czołgu, nazwa­nym T-54M i testo­wa­nym w 1954 r. Na tym samym wozie testo­wano nowe koła bieżne i napi­na­jące, które zna­la­zły zasto­so­wa­nie w T-55.
Najbardziej widoczną róż­nicą w porów­na­niu z T-54 był brak kara­binu maszy­no­wego DSzK na wieży. W związku z tym uprosz­czono kon­struk­cję włazu ładow­ni­czego, umiesz­cza­jąc go bez­po­śred­nio na pły­cie stropu wieży, a nie na cokole z obrot­ni­kiem. Rezygnację z DSzK tłu­ma­czono dwo­jako. Po pierw­sze, uznano, że w warun­kach bojo­wych czołg musi dzia­łać z zamknię­tymi wszyst­kimi wła­zami – w przy­padku uży­cia przez nie­przy­ja­ciela tak­tycz­nej broni jądro­wej nie byłoby czasu, by obsłu­gu­jący DSzK ładow­ni­czy ukrył się w wozie i zary­glo­wał właz. Po dru­gie, kara­biny maszy­nowe uznano za nie­sku­teczne wobec coraz szyb­szych samo­lo­tów odrzu­to­wych, cedu­jąc funk­cje obrony prze­ciw­lot­ni­czej na coraz licz­niej­sze w jed­nost­kach pan­cer­nych działa samo­bieżne ZSU-57 – 2.
Następna róż­nica, to brak wen­ty­la­tora w przed­niej czę­ści stropu wieży przy­kry­tego cha­rak­te­ry­styczną spłasz­czoną kopułką. Przyczyna tej zmiany była pro­sta – T-55 lepiej przy­sto­so­wano do jądro­wego pola walki. Po upły­wie 0,3 s od zare­je­stro­wa­nia przez spe­cjalny czuj­nik RBZ-1 sil­nego pro­mie­nio­wa­nia gamma był ini­cjo­wany cały cykl czyn­no­ści: wyłą­czał się sil­nik, zamy­kały żalu­zje pro­wa­dzące do wnę­trza prze­działu napę­do­wego, odcię­ciu ule­gało zasi­la­nie elek­tryczne głów­nych urzą­dzeń pokła­do­wych, uru­cha­miała się apa­ra­tura fil­tro­wen­ty­la­cyjna, pom­pu­jąca oczysz­czone powie­trze pod nie­wiel­kim nad­ci­śnie­niem do wnę­trza prze­działu bojo­wego. Prostokątny wlot powie­trza do fil­tra umiesz­czono u nasady wieży z jej pra­wej burty, poni­żej przed­niego haka. Warto pamię­tać, że pierw­sza par­tia T-55 została zbu­do­wana z wyko­rzy­sta­niem zapasu wież T-54B – wozy te miały właz ładow­ni­czego na typo­wym cokole, choć bez kara­binu maszy­no­wego, miały też wen­ty­la­tor z kopu­la­stą osłoną na stro­pie wieży, a ich insta­la­cja ochrony przed skut­kami wybu­chu jądro­wego była nie­kom­pletna.
Nieznacznie zmie­niony kształt pokryw na prze­dziale napę­do­wym był skut­kiem zasto­so­wa­nia zmo­der­ni­zo­wa­nego sil­nika W-55 o mocy zwięk­szo­nej z 380 do 425 kW za cenę wzro­stu zuży­cia paliwa. Zainstalowano pod­grze­wacz kar­teru oraz odśrod­kowy dokładny filtr oleju MC-1. Silnik napę­dzał trzy­stop­niową tło­kową sprę­żarkę AK-150S (ciśnie­nie 150 atm.). Umożliwiała ona regu­larne pom­po­wa­nie dwóch pię­cio­li­tro­wych zbior­ni­ków sprę­żo­nego powie­trza. Na T-54 mon­to­wano takie same zbior­niki, ale napeł­niane sprę­żo­nym powie­trzem w bata­lio­no­wym warsz­ta­cie. Dzięki tej pozor­nie drob­nej zmia­nie można było zmie­nić zasady uru­cha­mia­nia sil­nika czołgu – wcze­śniej roz­ruch był elek­tryczny z uży­ciem star­tera ST-16M o mocy 11 kW, a pneu­ma­tyczny trak­to­wano jako awa­ryjny. W T-55 pod­sta­wowy był roz­ruch pneu­ma­tyczny, co zna­cząco popra­wiło żywot­ność aku­mu­la­to­rów. Drobne zmiany w ukła­dzie prze­nie­sie­nia mocy objęły reduk­tory bur­towe o ukła­dzie dwu­rzę­do­wym – jeden z rzę­dów wyko­nano jako pla­ne­tarny.
Zapas paliwa zwięk­szono dzięki zasto­so­wa­niu kom­bi­no­wa­nych zbior­ni­ków-ste­laży dla amu­ni­cji. Umieszczono je w przed­niej czę­ści kadłuba, mie­ściły 300 litrów paliwa i 18 nabo­jów. Zlikwidowano nato­miast środ­kowy zbior­nik w tyl­nej czę­ści prze­działu bojo­wego, insta­lu­jąc tam dodat­kowy ste­laż dla 10 szt. amu­ni­cji. Łączny zapas paliwa prze­wo­żo­nego wewnątrz kadłuba wzrósł z 532 do 680 l, co zapew­niło wzrost zasięgu czołgu o ok. 30%. Liczba nabo­jów do armaty zwięk­szyła się z 34 do 43 szt.
Jako pod­sta­wowy spo­sób sta­wia­nia zasłon dym­nych wybrano apa­ra­turę dymo­twór­czą TDA (wtrysk paliwa do spa­lin), zamon­to­waną w rurze wyde­cho­wej. Umożliwiło to rezy­gna­cję z uży­cia świec dym­nych BDSz-5 moco­wa­nych do tyl­nego pan­ce­rza. W ich miej­scu umiesz­czono wspor­niki dla dwóch dwu­stu­li­tro­wych beczek paliwa, które nie były pod­łą­czone do insta­la­cji pali­wo­wej wozu, a do prze­ta­cza­nia z nich oleju napę­do­wego słu­żyła pompa, prze­wo­żona w skrzynce na pra­wej półce nad­gą­sie­ni­co­wej.
  • Tomasz Szulc

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE