Radziecki Czołg średni T-54

T-44 z armata kal. 85 mm. Fot. T. Szulc

T-44 z armata kal. 85 mm. Fot. T. Szulc

Podczas two­rze­nia jesie­nią 1943 r. pro­jektu nowego czołgu w KB-520, czyli biu­rze kon­struk­cyj­nym char­kow­skiej fabryki czoł­gów nr 183 ewa­ku­owa­nej do Niżnego Tagiłu, w pełni wyko­rzy­stano doświad­cze­nia zebrane pod­czas pro­duk­cji, zasto­so­wa­nia bojo­wego i moder­ni­za­cji T-34.

Szereg jego roz­wią­zań uznano za aksjo­maty: nowy wóz miał być napę­dzany sil­ni­kiem wyso­ko­pręż­nym, amor­ty­za­cję miały zapew­niać wałki skrętne z krót­kimi waha­czami, kadłub miał być spa­wany z płyt pan­cer­nych uło­żo­nych pod znacz­nym kątem, a wieża – z dużych, kształ­to­wych modu­łów. Wprowadzono także istotne inno­wa­cje: kadłub miał być o 250 mm szer­szy i o 200 mm niż­szy. Szerszy kadłub umoż­li­wił usta­wie­nie sil­nika poprzecz­nie, dzięki czemu prze­dział napę­dowy zajął mniej­szą część dłu­go­ści kadłuba (był o 430 mm krót­szy od nie­zbęd­nego dla sil­nika usta­wio­nego wzdłuż­nie). Układ napę­dowy trzeba było jed­nak prze­bu­do­wać, aby zmniej­szyć jego wyso­kość – w ten spo­sób powstał sil­nik W-2 – 44. Zmiany były istotne: mię­dzy sil­ni­kiem a prze­kład­nią główną zna­la­zła się dodat­kowa, jed­no­stop­niowa prze­kład­nia, filtr powie­trza prze­nie­siono znad bloku cylin­drów na bok prze­działu napę­do­wego, chłod­nica sil­nika została także usta­wiona poprzecz­nie i umiesz­czona za prze­kład­nią główną, wen­ty­la­tor zaś prze­su­nięto na tył prze­działu i połą­czono z wałem napę­do­wym za pomocą sprzę­gła cier­nego, co wyklu­czyło moż­li­wość uszko­dze­nia łopa­tek wsku­tek nagłej zmiany obro­tów sil­nika.
Dłuższy prze­dział bojowy pozwo­lił na prze­su­nię­cie wieży do tyłu, bli­żej środka masy wozu. Przyniosło to sze­reg korzy­ści: układ jezdny nie był prze­cią­żony w przed­niej czę­ści, trzej z czte­rech człon­ków załogi zaj­mo­wali miej­sca w cen­tral­nej czę­ści wozu, przez co byli mniej nara­żeni na nega­tywne skutki koły­sa­nia. Z punktu widze­nia odpor­no­ści bali­stycz­nej naj­waż­niej­sza była moż­li­wość prze­nie­sie­nia włazu kie­rowcy z przed­niego pan­ce­rza na przed­nią część stropu kadłuba – mono­li­tyczna przed­nia płyta pan­cerna miała znacz­nie więk­szą odpor­ność. Szerszy kadłub umoż­li­wił zwięk­sze­nie śred­nicy pier­ście­nia wio­dą­cego wieży do 1800 mm, dzięki czemu załoga miała lep­sze warunki pracy mimo insta­la­cji więk­szej armaty i dodat­ko­wego wypo­sa­że­nia. Zachowano kształt wieży podobny do spraw­dzo­nego w T-34/85, ale oprócz armaty kal. 85 mm posta­no­wiono prze­te­sto­wać działo kal. 122 mm. Próby poli­go­nowe dowio­dły jed­nak, że D-25 z nową zespo­loną amu­ni­cją zupeł­nie się nie spraw­dza i w powięk­szo­nej wieży zain­sta­lo­wano armatę ZIS-S-53 kal. 85 mm. Dzięki racjo­na­li­za­cji kształtu kadłuba, a głów­nie rezy­gna­cji z nisz nad­gą­sie­ni­co­wych, masę czołgu udało się zmniej­szyć w porów­na­niu z T-34/85, co zapew­niało korzyst­niej­szy sto­su­nek masy do mocy i mniej­szy nacisk jed­nost­kowy. Zmiana prze­ło­że­nia reduk­to­rów bur­to­wych z 7,11 do 5,89 poskut­ko­wała wzro­stem pręd­ko­ści mak­sy­mal­nej do 60 km/h. Pod tymi wzglę­dami nowy wóz był lep­szy nie tylko od wcze­śniej­szych, ale i póź­niej­szych radziec­kich czoł­gów śred­nich. Ostatecznie nowy czołg – T-44 – oka­zał się raczej ewo­lu­cyj­nym roz­wi­nię­ciem T-34 niż kon­struk­cją nowej gene­ra­cji i byłby ide­al­nym narzę­dziem walki, gdyby Związek Radziecki musiał wziąć udział w kolej­nej woj­nie pod koniec lat 40. Na nieco dal­szą przy­szłość potrzebny był jed­nak czołg o znacz­nie więk­szym poten­cjale.
Sprawą o klu­czo­wym zna­cze­niu było pod­ję­cie stra­te­gicz­nej decy­zji: czy nowy czołg ma być kon­struk­cją ewo­lu­cyjną czy rewo­lu­cyjną. T-34 po BT-5 sta­no­wił praw­dziwą rewo­lu­cję – mię­dzy tymi dwoma wozami bojo­wymi, pod­sta­wo­wymi radziec­kimi czoł­gami kolej­nych, przed­wo­jen­nych gene­ra­cji nie było wła­ści­wie żad­nych podo­bieństw. Ryzyko zwią­zane z takim podej­ściem do pro­blemu ist­niało jed­nak ogromne i omal nie dopro­wa­dziło wów­czas do kata­strofy (gdyby T-34 nie udało się na czas dopra­co­wać, Armia Czerwona zapewne prze­gra­łaby wojnę). Na doda­tek po 1945 r. nie było goto­wych rewo­lu­cyj­nych kon­cep­cji. Wprawdzie nie­któ­rzy radzieccy fachowcy wska­zy­wali na celo­wość sko­pio­wa­nia… nie­miec­kiej Pantery, głów­nie za sprawą jej hybry­do­wego napędu, racjo­nal­nie ukształ­to­wa­nego pan­ce­rza i nowo­cze­snych przy­rzą­dów obser­wa­cyjno-celow­ni­czych, ale decy­denci nie byli na to gotowi. Po pierw­sze Pantery prze­grały wojnę, a po dru­gie radziecki prze­mysł nie był w sta­nie sko­pio­wać ich naj­waż­niej­szych kom­po­nen­tów, a co dopiero mówić o ich zna­czą­cym udo­sko­na­le­niu.
Ponieważ nie ist­niała atrak­cyjna kon­cep­cja nowa­tor­skiego czołgu śred­niego, wybrano drogę ewo­lu­cji z wyko­rzy­sta­niem jako bazy czołgu T-44 (od 1952 r. nosił też ozna­cze­nie obiekt 136). Produkcję tego ostat­niego uru­cho­miono w Fabryce nr 75 w Charkowie w dru­giej poło­wie 1944 r., na uzbro­je­nie przy­jęto go 23 listo­pada tego roku, do końca 1945 r. wypro­du­ko­wano ponad 800 wozów tego typu, a łącz­nie do końca 1946 r. fabryka prze­ka­zała armii 1823 czołgi T-44 kilku wer­sji (pier­wotny plan prze­wi­dy­wał wypro­du­ko­wa­nie 5550 szt.). Niektóre źró­dła rosyj­skie podają inny podział liczby wypro­du­ko­wa­nych T-44 na lata: 1944 r. – 25 szt., 1945 – 880, 1946 – 718 i 1947 – 200.
Z opu­bli­ko­wa­nych wspo­mnień wynika, że użyt­kow­nicy nie­zbyt cenili nowy czołg; jego siła ognia była taka sama jak T-34, pod­czas gdy eks­plo­ata­cja przy­spa­rzała znacz­nie wię­cej kło­po­tów. Na wyso­kim szcze­blu na T-44 spo­glą­dano z innej per­spek­tywy i wóz uznano za istotny na tyle, że zaka­zano jego eks­portu, uzbro­jono weń głów­nie jed­nostki bazu­jące w klu­czo­wej, zachod­niej czę­ści ZSRR i objęto daleko posu­nię­tym utaj­nie­niem. Z tego ostat­niego powodu foto­gra­fie T-44 z lat służby są bar­dzo rzad­kie. Czołg był kil­ka­krot­nie moder­ni­zo­wany – ostatni raz w 1963 r. (!) Wozy wyco­fane z jed­no­stek pozo­sta­wały w rezer­wie mobi­li­za­cyj­nej do lat 80. ub. wieku.

  • Tomasz Szulc

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE