Radziecki czołg średni T-54 cz.2

Polskie T-54 podczas forsowania przeszkody wodnej.

Polskie T-54 pod­czas for­so­wa­nia prze­szkody wod­nej.

T-54 powsta­wał w okre­sie, w któ­rym roz­wój broni pan­cer­nej był bar­dzo szybki. Szczególnie w ZSRR budo­wano bar­dzo dużo pro­to­ty­pów – spo­śród nich woj­skowi mieli wybrać te pojazdy, które naj­le­piej paso­wały do obo­wią­zu­ją­cej dok­tryny mili­tar­nej i roko­wały nadzieje na przy­szłość. Oprócz czoł­gów kon­stru­owano także pojazdy pochodne: działa samo­bieżne, wozy inży­nie­ryjne, trans­por­tery opan­ce­rzone…

W latach 50. ub. wieku ryzyko wybu­chu kolej­nej wojny świa­to­wej uzna­wano za bar­dzo wyso­kie; w ramach przy­go­to­wań do niej wła­dze ZSRR posta­no­wiły nakło­nić do roz­po­czę­cia pro­duk­cji nowo­cze­snego uzbro­je­nia swo­ich sojusz­ni­ków, choć w więk­szo­ści przy­pad­ków mieli oni inne prio­ry­tety.

Prototypy kon­struk­cji per­spek­ty­wicz­nych

Gdy zaczęła się pro­duk­cja T-54, w char­kow­skim KB Morozowa roz­po­częto prace nad zupeł­nie nowym, pod wie­loma wzglę­dami rewo­lu­cyj­nym czoł­giem – póź­niej­szym T-64. Natomiast inży­nie­ro­wie z KB fabryki nr 183 w Niżnym Tagile pro­jek­to­wali na bazie T-54 kon­struk­cje mniej awan­gar­dowe, ale też i mniej ryzy­kowne.
Pierwszy ory­gi­nalny pomysł, bazu­jący na T-54, powstał wio­sną 1949 r. Miał to być pojazd zewnętrz­nie bar­dzo podobny do swego poprzed­nika, ale znacz­nie lżej­szy wsku­tek zasto­so­wa­nia słab­szego opan­ce­rze­nia. Niewątpliwie nawią­zy­wano w ten spo­sób do tren­dów rysu­ją­cych się na zacho­dzie Europy, które zaowo­co­wały powsta­niem Leoparda-1 (pan­cerz przedni 70 mm, przód wieży 60 mm) i AMX-30 (odpo­wied­nio – 80 i 80 mm). „Lekki T-54” miał przedni pan­cerz gru­bo­ści 80 mm i wieżę mak­sy­mal­nej gru­bo­ści 180 mm (dla ówcze­snego T-54 te war­to­ści wyno­siły 120 i 200 mm), a jego masa nie prze­kra­czała 31 t (T-54 – 36 t). Zmiany były jed­nak zapewne zbyt mało rady­kalne i nie roko­wały nadziei na zna­czące korzy­ści w rodzaju zwięk­szo­nej istot­nie ruchli­wo­ści w tere­nie lub wyraź­nie niż­szej ceny. Pomysł nie zain­te­re­so­wał radziec­kich woj­sko­wych; nie zbu­do­wano nawet pro­to­typu, a doku­men­ta­cja tra­fiła do… Chin, o czym dalej.
Kolejne pro­jekty doty­czyły insta­la­cji w wozie wiel­ko­ści T-54 sil­niej­szego uzbro­je­nia. Armatę D-10T wybrano dla T-54 jako roz­wią­za­nie tym­cza­sowe, prze­wi­du­jąc począt­kowo zastą­pie­nie jej bro­nią więk­szego kali­bru (122 mm – testo­wana bez powo­dze­nia na T-44), a póź­niej 100 mm armatą dużej mocy.
Najpierw jed­nak wypró­bo­wano dwie kon­struk­cje przej­ściowe, które miały się róż­nić od D-10 głów­nie lep­szym wywa­że­niem, a więc i łatwo­ścią współ­pracy ze sta­bi­li­za­to­rem. Pierwszą taką armatą była D-46T opra­co­wana w OKB arty­le­ryj­skiej fabryki nr 9 w Swierdłowsku. Prędkość począt­kowa wystrze­li­wa­nych z niej poci­sków miała się­gać 1000 m/s (o ok. 100 m/s wię­cej niż z armaty D-10), a zwięk­sze­niu szyb­ko­strzel­no­ści miał słu­żyć elek­tro­me­cha­niczny dosy­łacz. Dwa pro­to­ty­powe działa były gotowe jesie­nią 1949 r., a w lecie 1951 r. ukoń­czono pro­jekt T-54 z odpo­wied­nio zmo­dy­fi­ko­waną wieżą, ale ze względu na wąt­pli­wo­ści co do spraw­nego dzia­ła­nia skom­pli­ko­wa­nego mecha­ni­zmu łado­wa­nia pro­to­typu nie zbu­do­wano.
Następna była armata S-84SA współ­pra­cu­jąca ze sta­bi­li­za­to­rem S-88S, opra­co­wana w sław­nym arty­le­ryj­skim CNII-58 pod kie­run­kiem W. Grabina. Pierwszy z dwóch T-54, spe­cjal­nie dosto­so­wa­nych do tego uzbro­je­nia, został zbu­do­wany w lutym 1951 r., a próby poli­go­nowe obu maszyn zakoń­czono pomyśl­nie dwa lata póź­niej. Ich wyniki były tylko nie­znacz­nie lep­sze od strze­lań z pro­du­ko­wa­nych seryj­nie armat, wobec czego z wdro­że­nia zre­zy­gno­wano.
Docelową armatą miała być D-54 W. Grabina (numer w ozna­cze­niu wska­zuje, że od początku prze­wi­dy­wano ją jako uzbro­je­nie T-54). Jej ener­gia wylo­towa miała być o 30% więk­sza od wpro­wa­dza­nej wła­śnie bry­tyj­skiej armaty czoł­go­wej L7, która na całe dzie­się­cio­le­cia stała się stan­dar­dem dla zachod­nich czoł­gów. Dla zacho­wa­nia umiar­ko­wa­nej masy działa zapla­no­wano zasto­so­wa­nie do jej pro­duk­cji stali naj­wyż­szej wytrzy­ma­ło­ści, nazy­wa­nej w ZSRR „0−100”. Prędkość począt­kowa poci­sków pod­ka­li­bro­wych miała wyno­sić 1015 m/s, a ich prze­bi­jal­ność pan­ce­rza – 235 mm z odle­gło­ści 1000 m. Dla armaty kon­stru­owano całą gamę dedy­ko­wa­nej amu­ni­cji, poczy­na­jąc od poci­sków pod­ka­li­bro­wych przez kumu­la­cyjne, a na pierw­szych radziec­kich poci­skach rdze­nio­wych z oddzie­la­ją­cym się płasz­czem koń­cząc. Te ostat­nie, o pręd­ko­ści począt­ko­wej ok. 1500 m/s, miały z odle­gło­ści kilo­me­tra prze­bi­jać pan­cerz gru­bo­ści 310 mm. D-54 od początku dys­po­no­wała eżek­to­rem, a silny odrzut miał kom­pen­so­wać hamu­lec wylo­towy, podobny do sto­so­wa­nego na czoł­go­wych arma­tach kal. 122 mm. To ostat­nie roz­wią­za­nie budziło naj­wię­cej kry­tyki ze strony woj­sko­wych, gdyż wzno­szone przez hamu­lec kłęby kurzu lub śniegu dema­sko­wały czołg i utrud­niały zało­dze celo­wa­nie.
Dla insta­la­cji armaty D-54T z jed­no­płasz­czy­zno­wym sta­bi­li­za­to­rem Raduga w 1952 r. w KB fabryki nr 183 skon­stru­owano zmo­dy­fi­ko­waną wieżę, którą umiesz­czono na nie­znacz­nie zmie­nio­nym kadłu­bie T-54 – tak powstał Obiekt 141. Jego pro­to­typ zbu­do­wano w 1954 r., ale już pierw­sze próby wyka­zały nie­za­do­wa­la­jące dzia­ła­nie sta­bi­li­za­tora i inne usterki, co dopro­wa­dziło do prze­rwa­nia testów w 1955 r.
Niewiele wię­cej szczę­ścia miał Obiekt 139 z nie­mal taką samą armatą D-54TS i dwu­płasz­czy­zno­wym sta­bi­li­za­to­rem Mołnia. Dodatkowo w jego wieży zamon­to­wano nie­za­leż­nie sta­bi­li­zo­wany pery­sko­powy celow­nik T-2S Udar. W przed­niej czę­ści kadłuba usta­wiono dwa zbior­niki paliwa, będące jed­no­cze­śnie ste­la­żami dla amu­ni­cji (w ścia­nie zbior­ni­ków wyko­nano otwory, połą­czone z cylin­drycz­nymi, szczel­nymi „kie­sze­niami” dla nabo­jów, oto­czo­nymi pali­wem), dzięki czemu zapas nabo­jów wzrósł do 50. W 1955 r. zbu­do­wano trzy pro­to­typy czołgu w takiej kon­fi­gu­ra­cji, który otrzy­mał pół­ofi­cjalne ozna­cze­nie T-55 i miał w 1959 r., po pomyśl­nym zakoń­cze­niu prób, zastą­pić na liniach pro­duk­cyj­nych T-54B. Okazało się jed­nak, że na prze­szko­dzie temu sta­nęły aż trzy obiek­tywne przy­czyny. Po pierw­sze prze­mysł optyczny nie był w sta­nie dostar­czyć odpo­wied­niej liczby rela­tyw­nie skom­pli­ko­wa­nych celow­ni­ków pery­sko­po­wych (z tru­dem zaspo­ka­jał potrzeby zakła­dów pro­du­ku­ją­cych zaopa­trzone w nie czołgi cięż­kie); po dru­gie – zakłady meta­lur­giczne miały ogromne pro­blemy z pro­duk­cją „super-stali” na lufy i więk­szość armat D-54 pod­le­gała z tego powodu wybra­ko­wa­niu, a pozo­stałe rekor­dowo czę­sto zawo­dziły pod­czas strze­lań. Po trze­cie wresz­cie prace nad dedy­ko­waną amu­ni­cją prze­ciw­pan­cerną – zarówno rdze­niową, jak kumu­la­cyjną – bar­dzo się prze­cią­gały. Doprowadziło to do rezy­gna­cji z uzbro­je­nia czoł­gów śred­nich w armatę D-54.

  • Tomasz Szulc

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE