PZL-Świdnik S.A. – perła w koronie

WiT-2_2016_PZL

Z Krzysztofem Krystowskim, wice­pre­ze­sem Finmeccanica Helicopter Division, o wyjąt­ko­wym w skali kraju cha­rak­te­rze zakła­dów PZL-Świdnik S.A., o poten­cjale zakładu i moż­li­wych pro­po­zy­cjach na śmi­głowce dla Sił Zbrojnych RP roz­ma­wiają Jerzy Gruszczyński i Maciej Szopa.

W tym roku PZL-Świdnik obcho­dzi dwie rocz­nice – 65-lecia powsta­nia zakła­dów lot­ni­czych i 60-lecia roz­po­czę­cia pro­duk­cji śmi­głow­ców. Jesteście jedy­nym kra­jo­wym pod­mio­tem zdol­nym do samo­dziel­nego opra­co­wy­wa­nia śmi­głow­ców, ich pro­duk­cji oraz wspar­cia ich eks­plo­ata­cji w całym cyklu życio­wym. Jaka jest obecna kon­dy­cja PZL-Świdnik?
W ciągu ostat­nich 30 lat funk­cjo­no­wa­nia PZL-Świdnik, firma ta nigdy nie miała się tak dobrze jak dzi­siaj. Od czasu pry­wa­ty­za­cji nasze przy­chody wzro­sły nie­mal trzy­krot­nie, a zatrud­nie­nie – przy­naj­mniej do czasu ostat­nich decy­zji prze­tar­go­wych – utrzy­muje się na sta­bil­nym pozio­mie. Jeśli cho­dzi o nasze dzie­dzic­two, to jako jedyni w Polsce mamy zdol­ność do bycia inte­gra­to­rem sys­te­mów śmi­głow­co­wych. To bar­dzo ważne, bo w dużej mie­rze dzięki histo­rii i tra­dy­cji, PZL-Świdnik należy do świa­to­wej eks­tra­klasy w dzie­dzi­nie wytwa­rza­nia i pro­jek­to­wa­nia śmi­głow­ców. Państw w Unii Europejskiej, które mają na swoim tery­to­rium zakłady śmi­głow­cowe na tym pozio­mie zaawan­so­wa­nia tech­no­lo­gicz­nego jest zale­d­wie pięć. Są to: Włochy, Wielka Brytania i Polska (poprzez Finmeccanica Helicopter Division) oraz Francja i Niemcy (w ramach Airbus Helicopters). Należymy zatem do eli­tar­nej grupy państw i trzeba o tym przy­po­mi­nać, tak jak i o wyjąt­ko­wym cha­rak­te­rze Świdnika. Historia tak się szczę­śli­wie uło­żyła, że dys­po­nu­jemy uni­ka­to­wymi tech­no­lo­giami w skali świa­to­wej. Zajmujemy się pro­duk­cją tak skom­pli­ko­wa­nych stat­ków powietrz­nych, że sta­no­wimy elitę i jest to powód do dumy.

Macie w port­felu pro­duk­cyj­nym SW-4 i W-3 Sokół. Nadal sta­wia­cie na te konstrukcje?
Tak. Sokół wciąż jest pro­duk­tem przez nas roz­wi­ja­nym, mamy zresztą całą ich rodzinę, gdyż pro­du­ku­jemy ten śmi­gło­wiec w róż­nych wer­sjach. Chciałbym zwró­cić uwagę na roz­wo­jowe wer­sje tych maszyn. Sokół wspar­cia pola walki to śmi­gło­wiec W-3PL Głuszec, który jest znacz­nie nowo­cze­śniej­szy od bazo­wej wer­sji. To w dużej mie­rze zupeł­nie nowy śmi­gło­wiec. Decydują o tym: zin­te­gro­wany sys­tem awio­niczny – powstały we współ­pracy z Instytutem Technicznym Wojsk Lotniczych – ale też w pełni zin­te­gro­wany sys­tem uzbro­je­nia. Historia SW-4 zaczęła się w latach 90. XX wieku, a dziś mamy śmi­gło­wiec SW-4 w wer­sji SW-4 RUAS, który star­to­wał i lądo­wał bez załogi, także na plat­for­mach mor­skich, w trak­cie prób w Wielkiej Brytanii i we Włoszech. To jedyna taka kon­struk­cja w Europie. Tylko w Stanach Zjednoczonych testo­wane są dwie maszyny podob­nej klasy. SW-4 RUAS jest efek­tem, z jed­nej strony wysiłku inte­lek­tu­al­nego i doświad­cze­nia pol­skich inży­nie­rów, a z dru­giej to pozy­tywny rezul­tat bycia czę­ścią wiel­kiej, glo­bal­nej grupy. Wsparcie wło­skich i bry­tyj­skich kole­gów przy reali­za­cji prac nad Solo było ogromne.

Czyli zakup zakła­dów przez grupę AgustaWestland był dla PZL-Świdnik jed­no­znacz­nie dobrym wydarzeniem?
Tak, dopro­wa­dził nie tylko do potro­je­nia przy­cho­dów, ale także do napływu ogrom­nych inwe­sty­cji, war­tych setki milio­nów zło­tych. Nowi part­ne­rzy ozna­czali także dostęp do naj­now­szych tech­no­lo­gii. Wcześniej PZL-Świdnik, jako firma pań­stwowa, o przy­cho­dach rzędu 300 – 400 mln zło­tych, miała trud­ność w dostę­pie do świa­to­wych ryn­ków i naj­now­szych roz­wią­zań tech­nicz­nych. Dziś jest inte­gralną czę­ścią jed­nej z trzech naj­więk­szych na świe­cie grup pro­du­ku­ją­cych śmi­głowce i mamy dostęp do wielu ryn­ków. Sprzedajemy śmi­głowce w Chinach, Afryce, Ameryce Południowej i Europie. Możemy ofe­ro­wać na całym świe­cie wyroby opra­co­wane w Polsce i odno­simy w tym suk­cesy. W ostat­nich latach sprze­da­li­śmy SW-4 do Chin, Sokoły do Ugandy i Hiszpanii. Uczestniczymy teraz w kolej­nych postę­po­wa­niach w Azji i Afryce… to wielka war­tość dodana.

Mówiło się, że do Chin będzie­cie mogli sprze­dać 250 SW-4 i Sokołów. Jak poto­czyły się losy tej transakcji?
W 2015 r. pod­pi­sa­li­śmy umowę dys­try­bu­cyjną z chiń­skim przed­się­bior­stwem, która obej­mo­wała zobo­wią­za­nie sprze­daży 10 śmi­głow­ców SW-4 w Chinach. Rozmów o Sokołach z chiń­skimi klien­tami aktu­al­nie nie pro­wa­dzimy. Promujemy je jed­nak na innych ryn­kach. Warto dodać, że w ubie­głym roku pod­pi­sa­li­śmy umowę na moder­ni­za­cję cze­skich Sokołów. Wbrew opi­niom kry­ty­ków, któ­rzy mówili, że Czesi nie chcą już eks­plo­ato­wać tych maszyn, wcho­dzimy wła­śnie w fazę reali­za­cji kon­traktu. Jest to potwier­dze­nie, że nasz pro­dukt, opra­co­wany w Polsce, cie­szy się dobrą opi­nią klien­tów. Nasz hisz­pań­ski part­ner – HASA – który kupił Sokoły do gasze­nia poża­rów, jest do tego stop­nia z nich zado­wo­lony, że co chwilę powięk­sza swoją flotę kolej­nymi zamó­wie­niami i wyko­rzy­stuje te śmi­głowce na coraz to nowych rynkach.

  • Jerzy Gruszczyński, Maciej Szopa

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE