Przygotowania lot­nic­twa sowiec­kiego do wojny che­micz­nej 1925 – 1941 r.

Przygotowania lotnictwa sowieckiego do wojny chemicznej 1925-1941 r.

Przygotowania lot­nic­twa sowiec­kiego do wojny che­micz­nej 1925 – 1941 r. Samolot myśliw­ski ŁaGG-3 z dwoma lot­ni­czymi przy­rzą­dami wylew­czymi WAP-6M.

Broń che­miczna, była naj­bar­dziej śmier­cio­no­śną z broni, aż do poja­wie­nia się broni ato­mo­wej. Mimo zaka­zów Konwencji Haskiej, sze­roko sto­so­wano ją na polach bitew pierw­szej wojny świa­to­wej. Używano gazów duszą­cych z butli, wypeł­niano poci­ski arty­le­ryj­skie i bomby lot­ni­cze środ­kami tru­ją­cymi. Bomb uży­wali bojowo fran­cu­scy i nie­mieccy lot­nicy, a od lata 1915 r. zaczęto je two­rzyć rów­nież w Rosji.

W paź­dzier­niku 1915 r. powstała pierw­sza par­tia rosyj­skich bomb che­micz­nych wypeł­nio­nych chlo­rem, spo­śród któ­rych +450 sztuk tra­fiło na front, jed­nak nie doszło do ich bojo­wego zasto­so­wa­nia. Nowa broń, oka­zała się nad­zwy­czaj nie­bez­pieczna w prze­cho­wy­wa­niu, trans­por­cie oraz użyt­ko­wa­niu. Na doda­tek, próby poli­go­nowe prze­pro­wa­dzone na zwie­rzę­tach, wyka­zały bar­dzo niską sku­tecz­ność pierw­szych rosyj­skich bomb che­micz­nych. Dlatego w maju 1916 r. zde­cy­do­wano o prze­rwa­niu ich pro­duk­cji.
Podczas wojny domo­wej Armia Czerwona sto­so­wała broń che­miczną w ogra­ni­czo­nym zakre­sie, głów­nie w cza­sie tłu­mie­nia powsta­nia chłop­skiego w oko­li­cach Tambowa. Artyleria ostrze­li­wała poci­skami z fos­ge­nem zbun­to­wane wsie, ale dzia­ła­jące tam sowiec­kie lot­nic­two uży­wało tylko kon­wen­cjo­nal­nych bomb. Najprawdopodobniej, bomby che­miczne, pozo­stałe z car­skich cza­sów, nie wytrzy­mały dłu­giego prze­cho­wy­wa­nia. Zestawienie na dzień 1 stycz­nia 1923 r., nie wyka­zuje ani jed­nej sztuki takiej broni w wypo­sa­że­niu Armii Czerwonej.
W 1921 r., zgod­nie z posta­no­wie­niem X Zjazdu RKP(b), przy­stą­piono do reali­za­cji dzie­się­cio­let­niego planu moder­ni­za­cji lot­nic­twa, któ­rego czę­ścią, było opra­co­wa­nie nowych typów uzbro­je­nia, w tym che­micz­nego. Po trzech latach, wpro­wa­dzono do pro­duk­cji seryj­nej bomby che­miczne ACh-8 (Awiacionnaja Chimiczieskaja), kon­struk­cji A. A. Dzierzkowicza, o masie 8 kg. W 1926 r., w sta­dium pro­jek­to­wa­nia było jesz­cze kilka typów bomb che­micz­nych i odłam­kowo-che­micz­nych o masie od 8 do 32 kg. Większość z nich, została wypro­du­ko­wana w znacz­nej ilo­ści. W tym cza­sie uwa­żano, że więk­sze wago­miary takich bomb nie są efek­tywne, ponie­waż wytwa­rzają obłok gazowy wyż­szy, niż kawa­le­rzy­sta na koniu a co za tym idzie, zmniej­sza się pole raże­nia środka tru­ją­cego zawar­tego w bom­bie. W 1928 r., kil­ka­set bomb che­micz­nych dostar­czono do Azji Średniej, jed­nak nie wia­domo, czy użyto ich do walki z Basmaczami. Pod koniec lat dwu­dzie­stych i na początku trzy­dzie­stych, żadna armia na świe­cie nie wyobra­żała sobie pro­wa­dze­nia wojny bez uży­cia broni che­micz­nej a i w ofen­syw­nych pla­nach Armii Czerwonej, odgry­wała ona nie­ba­ga­telną rolę.
Bomba, to urzą­dze­nie jed­no­ra­zo­wego użytku, nie powinno więc dzi­wić, że coraz wię­cej uwagi zaczęto poświę­cać lot­ni­czym przy­rzą­dom wylew­czym WAP (Wyliwnoj Awiacionnyj Pribor), urzą­dze­niom, które można było tan­ko­wać i uży­wać wie­lo­krot­nie i które, szybko stały się pod­sta­wo­wym środ­kiem prze­no­sze­nia bojo­wych środ­ków tru­ją­cych w lot­nic­twie sowiec­kim. Były to zbior­niki zmo­co­wane w komo­rach bom­bo­wych, lub na zewnątrz samo­lotu, które napeł­niano roz­two­rem tru­ci­zny i roz­py­lano go w cza­sie lotu. Warto wspo­mnieć, że w tym cza­sie, w Armii Czerwonej sto­so­wano 25% roz­twór ipe­rytu lub luizytu (nie chro­niła przed nim sama maska prze­ciw­ga­zowa, bo pora­żał rów­nież przez skórę). Wkrótce do tego arse­nału doszedł jesz­cze fos­gen.
Po włą­cze­niu WAP (za pomocą elek­trycz­nego lub mecha­nicz­nego wyrzut­nika bom­bo­wego), otwie­rały się zawory wylo­towe, oraz zawór we wle­wie (ten ostatni, w wyniku naporu stru­mie­nia powie­trza na będący w locie samo­lot, zapew­niał uzy­ska­nie ciśnie­nia wewnątrz WAP, potrzeb­nego do szyb­kiego wypchnię­cia cie­czy ze zbior­nika). Roztwór, dzięki odpo­wied­nim dyszom, był roz­py­lany do kro­pel o pożą­da­nej wiel­ko­ści i powoli osia­dał na powierzchni ziemi. Samolot pora­żał środ­kami tru­ją­cymi pas terenu, któ­rego sze­ro­kość zale­żała od wyso­ko­ści lotu, a dłu­gość od zapasu roz­tworu w lot­ni­czych przy­rzą­dach wylew­czych.

  • Dariusz Paduch

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE