Przygotowania lot­nic­twa sowiec­kiego do ope­ra­cji powietrz­no­de­san­to­wych: 1930 – 1941 r.

Desant sowieckich spadochroniarzy z samolotu bombowego Tupolew TB-3.

Desant sowiec­kich spa­do­chro­nia­rzy z samo­lotu bom­bo­wego Tupolew TB-3.

W latach 30. XX wieku Robotniczo-Chłopska Armia Czerwona pla­nu­jąc ope­ra­cje woj­skowe, pre­fe­ro­wała dzia­ła­nia ofen­sywne. Rozpatrywano tylko dwa sce­na­riu­sze wojenne: w pierw­szym – wróg napada na ZSRR, dążąc do prze­ła­ma­nia obrony ponosi duże straty i zaczyna się wyco­fy­wać, woj­ska sowiec­kie prze­cho­dzą do prze­ciw­u­de­rze­nia, które koń­czy się cał­ko­wi­tym roz­gro­mie­niem prze­ciw­nika, w dru­gim – wszystko zaczyna się od rewo­lu­cyj­nych wystą­pień „uci­ska­nych mas pra­cu­ją­cych” w sąsied­nich kra­jach, któ­rym ZSRR musi udzie­lić „inter­na­cjo­na­li­stycz­nej pomocy”.

W oby­dwu wypad­kach natar­cie Armii Czerwonej miało być pro­wa­dzone z dużym roz­ma­chem, w szyb­kim tem­pie i z maso­wym wyko­rzy­sta­niem naj­now­szej tech­niki woj­sko­wej. Pierwsze miało ata­ko­wać lot­nic­two stra­te­giczne: olbrzy­mie bom­bowce miały zrzu­cić na wroga grad bomb, nie­kie­ro­wa­nych i kie­ro­wa­nych radiem skrzy­dla­tych poci­sków rakie­to­wych, zalać zie­mię bojo­wymi środ­kami tru­ją­cymi. Samoloty myśliw­skie miały wywal­czyć pano­wa­nie w powie­trzu, po czym roz­po­cząć się miało arty­le­ryj­skie przy­go­to­wa­nie natar­cia oraz ruszyć atak czoł­gów i tan­kie­tek, wspie­ra­nych z powie­trza bom­bow­cami lek­kimi i sztur­mow­cami. W natar­ciu miały brać też udział samo­chody pan­cerne i zmo­to­ry­zo­wana pie­chota na cię­ża­rów­kach.
Poraża ogrom takiej ope­ra­cji, jed­nak trzeba przy­znać, że ist­niały pod­stawy do snu­cia tego typu pla­nów. W Armii Czerwonej tych lat, stu­kot pod­ków kawa­le­rii był sys­te­ma­tycz­nie wypie­rany przez jazgot gąsie­nic opan­ce­rzo­nych wozów bojo­wych. Ogromne wydatki na zbro­je­nia spo­wo­do­wały, że ZSRR stał się świa­to­wym lide­rem pod wzglę­dem ilo­ści posia­da­nego uzbro­je­nia i sprzętu woj­sko­wego, a dys­po­nu­jąc liczebną prze­wagą we wszyst­kich pod­sta­wo­wych rodza­jach broni, można było myśleć o natar­ciu.
Ważną rolę w ofen­syw­nej dok­try­nie Armii Czerwonej przy­pi­sy­wano desan­tom powietrz­nym, które miały zdo­by­wać mosty i prze­prawy, ważne węzły dro­gowe i kole­jowe, lot­ni­ska, klu­czowe obiekty admi­ni­stra­cyjne i prze­my­słowe. Desanty miały sta­no­wić także wspar­cie dla grup dywer­syjno-roz­po­znaw­czych i par­ty­zan­tów na tyłach wroga.
Już w cza­sie I wojny świa­to­wej, prze­rzu­cano samo­lo­tami poje­dyn­czych szpie­gów i dywer­san­tów za linię frontu, jed­nak były to ope­ra­cje na małą skalę. W latach 20., Anglicy zdo­byli pewne doświad­cze­nie w tej dzie­dzi­nie, prze­wo­żąc trans­por­tem powietrz­nym nie­wiel­kie liczeb­nie oddziały oraz broń i amu­ni­cję pod­czas „utrzy­my­wa­nia porządku” w kolo­niach. Próbowali też zaopa­try­wać samo­lo­tami odda­lone gar­ni­zony i punkty kon­tro­lne. Sowieccy mar­szał­ko­wie pode­szli w zupeł­nie innej skali do tych zagad­nień i zaczęli przy­go­to­wy­wać ope­ra­cje desan­to­wa­nia dużych jed­no­stek woj­sko­wych i sprzętu cięż­kiego.
Zaczęto podob­nie, jak zro­bili to Anglicy. Podczas walk z Basmaczami w górach Azji Środkowej, wyko­rzy­sty­wano samo­loty do prze­rzu­ca­nia posił­ków, ponie­waż na tam­tej­szych bez­dro­żach był to naj­szyb­szy spo­sób trans­portu a ówcze­sne statki powietrzne nie miały zbyt wiel­kich wyma­gań co do lądo­wisk – wystar­czył kawa­łek rów­nego terenu. W 1927 r., trzema samo­lo­tami prze­wie­ziono 15 żoł­nie­rzy a dwa lata póź­niej w rejon mia­sta Garm w Tadżykistanie dostar­czono 45 ludzi sze­ścioma maszy­nami. W oby­dwu wypad­kach, byli to zwy­kli czer­wo­no­ar­mi­ści, bez spe­cjal­nego, desan­to­wego przy­go­to­wa­nia.
Lądować z desan­tem w zasięgu ognia prze­ciw­nika, nie było bez­piecz­nie, dla­tego też się­gnięto po spa­do­chrony, które w tym cza­sie były już sto­sun­kowo powszechne w lot­nic­twie, jed­nak uwa­żano je dotych­czas wyłącz­nie za śro­dek ratun­kowy dla załogi samo­lotu. Idea zrzutu żoł­nie­rzy na spa­do­chro­nach miała zalety: spa­do­chro­niarz wylą­duje tam, gdzie nie może zro­bić tego samo­lot, trud­niej też wyeli­mi­no­wać z walki grupę spa­do­chro­nia­rzy, niż znisz­czyć pod­cho­dzący do lądo­wa­nia lub znaj­du­jący się na ziemi samo­lot. Ideę tę aktyw­nie pro­pa­go­wał L. G. Minow. Po przy­by­ciu latem 1930 r. do Woroneża w celu prze­szko­le­nia załóg 11. Brygady Lotniczej w posłu­gi­wa­niu się spa­do­chro­nami, zor­ga­ni­zo­wał on nie­wielki odział desan­towy zło­żony z ochot­ni­ków. 2 sierp­nia w cza­sie manew­rów Moskiewskiego Okręgu Wojskowego z samo­lotu Farman Goliath w rejo­nie wsi Kłoczkowo, zrzu­cono 12 spa­do­chro­nia­rzy dowo­dzo­nych przez Minowa. Ich uzbro­je­nie sta­no­wiły rewol­wery, kara­biny i gra­naty, a po wylą­do­wa­niu, trzy samo­loty R-1 zrzu­ciły im amu­ni­cję i dwa ręczne kara­biny maszy­nowe w spe­cjal­nych kon­te­ne­rach. Był to pierw­szy na świe­cie desant spa­do­chro­nowy.
Wydarzenie to zwró­ciło uwagę i zostało pozy­tyw­nie przy­jęte przez kie­row­nic­two ZSRR. Entuzjaści mogli zacząć roz­wi­jać swoje pomy­sły, opra­co­wu­jąc zarówno spe­cjalne wypo­sa­że­nie dla wojsk desan­to­wych, jak i tak­tykę ich zasto­so­wa­nia. Kilka zespo­łów przy­go­to­wało wiele pro­jek­tów i pro­po­zy­cji, a prym wio­dła wśród nich grupa P. I. Grochowskiego i Błagina. Większość z nich została zaak­cep­to­wana na nara­dzie w Instytucie Naukowo-Badawczym Sił Powietrznych, która odbyła się 25 maja 1931 r. Spadochroniarzy trzeba było wypo­sa­żyć we wszystko, co nie­zbędne, zwłasz­cza w spa­do­chrony z któ­rymi w tym cza­sie w ZSRR sytu­acja nie była pro­sta.
  • Dariusz Paduch

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE