Przełamanie nie­miec­kiej obrony w Normandii: US Army, lipiec-sier­pień 1944 r.

Czolgi lekkie M5A1 Stuart nalezace do 4. Dywizji Pancernej. Wozow tego typu uzywano glownie do rozpoznania, ale takze do wsparcia piechoty zmechanizowanej.

Czolgi lek­kie M5A1 Stuart nale­zace do 4. Dywizji Pancernej. Wozow tego typu uzy­wano glow­nie do roz­po­zna­nia, ale takze do wspar­cia pie­choty zme­cha­ni­zo­wa­nej.

Alianckie woj­ska wylą­do­wały w Normandii 6 czerwca 1944 r. w ramach ope­ra­cji „Overlord”, która zakoń­czyła się spek­ta­ku­lar­nym suk­ce­sem. Po cięż­kich wal­kach pierw­szego dnia, opi­sa­nych przez Corneliusa Ryana w jego kul­to­wej książce „Najdłuższy dzień”, stop­niowo udało się posze­rzyć przy­czó­łek. Alianci pew­nie usa­do­wili się na fran­cu­skim wybrzeżu.

Po kilku dniach nastą­pił jed­nak impas. Niemcy wbrew wszel­kim prze­ciw­no­ściom zor­ga­ni­zo­wali twardą obronę. Caen, ważny węzeł komu­ni­ka­cyjny na dro­dze do Paryża, miało zostać zdo­byte jesz­cze pierw­szego, a naj­póź­niej następ­nego dnia ope­ra­cji „Overlord”. Tymczasem nie udało się zdo­być tego mia­sta ani pierw­szego dnia, ani w pierw­szym tygo­dniu, ani nawet w pierw­szym mie­siącu ope­ra­cji! W końcu czerwca alianci wciąż drep­tali w miej­scu kil­ka­na­ście kilo­me­trów od nor­mandz­kich plaż. Wydawało się, że w per­spek­ty­wie jest oko­powa powtórka frontu zachod­niego z lat 1914 – 1918.
W końcu czerwca 1944 r. alianci potrze­bo­wali w Normandii trzech rze­czy: po pierw­sze prze­strzeni do manew­ro­wa­nia, tak by móc wybrać rejon, z któ­rego wypro­wa­dzone zosta­nie główne natar­cie, po dru­gie – prze­strzeni do roz­miesz­cze­nia świe­żych sił i zapa­sów logi­stycz­nych wraz z tyło­wym zaple­czem i wresz­cie prze­strzeni, by odda­lić linię frontu od tyłów, które z koniecz­no­ści wciąż były bez­po­śred­nio za ple­cami wal­czą­cych wojsk, czę­sto w zasięgu arty­le­rii prze­ciw­nika.
Niemcy, choć zdo­łali zor­ga­ni­zo­wać w Normandii efek­tywną obronę, to jed­nak nie zdo­łali ode­przeć inwa­zji, ani zepchnąć alian­tów do morza. Chociaż na lądzie pano­wała względna rów­no­waga, to jed­nak przy­tła­cza­jąca prze­waga alian­tów w powie­trzu unie­moż­li­wiała manewr nie­miec­kich wojsk, pano­wa­nie na morzu zaś spra­wiało, że w rejo­nie wybrzeża arty­le­ria okrę­towa była śmier­tel­nie groźna dla nie­miec­kich wojsk. W rezul­ta­cie Niemcy nie zdo­łali zor­ga­ni­zo­wać efek­tyw­nego prze­ciw­na­tar­cia w Normandii i zostali zmu­szeni do przej­ścia do obrony.
Mając do wyboru dwa kie­runki natar­cia – na wschód, przez porty kanału La Manche w kie­runku obszaru nazy­wa­nego Pas-de-Calais, czyli nad­mor­skiego obszaru wzdłuż naj­węż­szej czę­ści kanału, oraz w kie­runku na połu­dnie – na Falaise, skąd była sto­sun­kowo dogodna droga do Paryża przez w miarę otwarty teren, gen. Dwight D. Eisenhower (1890−1969) zde­cy­do­wał się na wybór dru­giego wariantu. Co prawda zdo­by­cie takich por­tów, jak Le Havre, Dieppe, Boulogne, Calais i Dunkierka mogłoby upro­ścić sytu­ację logi­styczną (nie są to duże porty, ale wyko­rzy­stu­jąc kilka jed­no­cze­śnie można było roz­wią­zać pro­blemy zaopa­trze­niowe), to jed­nak wariant ten miał wię­cej wad, niż zalet. Po pierw­sze, trzeba by for­so­wać wszel­kie rzeki ucho­dzące do kanału La Manche, w tym dwie cał­kiem spore: Sekwanę i Sommę. Ponadto teren nad­mor­ski na okre­ślo­nych obsza­rach był pod­mo­kły, a nie­kiedy wręcz bagienny. W dodatku w Pas-de-Calais wciąż tkwiła nie­miecka 15. Armia (dwa­na­ście dywi­zji pie­choty w czte­rech kor­pu­sach i pięć bez­po­śred­nio pod­le­głych, jedna dywi­zja pan­cerna), która wyko­rzy­stu­jąc teren mogła sta­wić twardy opór. Z kolei kie­ru­nek na połu­dnie, w kie­runku Falaise – Argentan – Chambois, z póź­niej­szym zwro­tem na wschód w obsza­rze pomię­dzy rze­kami Sekwana a Loara, był atrak­cyjny z kilku powo­dów. Po pierw­sze odkryty, „pan­cerny” teren, raczej rów­ninny i z dobrą sie­cią dróg bie­gną­cych do Paryża. Po dru­gie, brak koniecz­no­ści poko­ny­wa­nia więk­szych prze­szkód wod­nych. I wresz­cie po trze­cie, po prze­ła­ma­niu nie­miec­kiej obrony nie było tam nie­miec­kich wojsk ani umoc­nień, mogły tam być tylko te woj­ska, które by się wyco­fały w ten rejon pod napo­rem wojsk alianc­kich lub zosta­łyby tam pośpiesz­nie ścią­gnięte, co dawało im mało czasu na przy­go­to­wa­nie solid­niej­szej obrony.
Na początku lipca 1944 r. alianci mieli przed sobą zróż­ni­co­wany teren. Odcinek poło­żony naj­da­lej na wschód, na wprost lewego skrzy­dła sek­tora bry­tyj­skiego, sta­no­wiła rów­nina ze sto­sun­kowo otwar­tym tere­nem i zie­mią twardą na tyle, by utrzy­mać cięż­kie pojazdy pan­cerne, cią­gnąca się aż poza Falaise, pod Argentan, skąd oś natar­cia miała zostać skie­ro­wana na wschód. Nieco dalej na zachód, na wprost pra­wego skrzy­dła wojsk bry­tyj­skich, pomię­dzy rze­kami Orne a Vire, teren był bar­dziej pagór­ko­waty, z nie­wiel­kimi gór­kami i dość wąskimi kotli­nami mię­dzy nimi. Drogi wiły się tu mię­dzy owymi gór­kami, któ­rych zdo­by­cie było klu­czem do dal­szego posu­wa­nia się. W rejo­nie na zachód od rzeki Vire, na wprost skraju lewego skrzy­dła wojsk ame­ry­kań­skich, znaj­do­wały się bagna i tereny pod­mo­kłe, poprze­ci­nane stru­my­kami i rowami melio­ra­cyj­nymi, czyli teren nie­zwy­kle trudny do pro­wa­dze­nia dzia­łań ofen­syw­nych. Za to mię­dzy tere­nem bagien a zachod­nim wybrze­żem Normandii (któ­rego zakoń­cze­nie sta­nowi Półwysep Cotentin) teren był rów­nież pagór­ko­waty, ale ze wzgó­rzami o więk­szej wyso­ko­ści i szer­szymi doli­nami pomię­dzy nimi. Natarcie, za wyjąt­kiem wschod­niej połowy sek­tora bry­tyj­skiego, było więc dość trudne, teren sprzy­jał obro­nie, zaś w rejo­nie w pobliżu styku wojsk ame­ry­kań­skich i bry­tyj­skich, czę­ściowo na wprost skraju wschod­niego skrzy­dła Amerykanów, teren w zasa­dzie unie­moż­li­wiał dzia­ła­nia ofen­sywne – bagna i depre­sje z nie­wiel­kimi, ale za to licz­nymi prze­szko­dami wod­nymi.
Zdając sobie z tego sprawę, a także rozu­mie­jąc zna­cze­nie Caen jako waż­nego węzła komu­ni­ka­cyj­nego, Niemcy główny wysi­łek obrony skie­ro­wali na ten sek­tor. To tutaj roz­wi­nęła się samo­dzielna (do końca czerwca 1944 r. była ona cza­sowo pod­po­rząd­ko­wana dowódz­twu 7. Armii) Panzergruppe „West” (Grupa Pancerna „Zachód”) skła­da­jąca się z kilku kor­pu­sów pan­cer­nych i wspie­ra­ją­cych je jed­no­stek pie­choty. O wiele słab­sza 7. Armia zło­żona z dwóch kor­pu­sów (armij­nego i spa­do­chro­no­wego) odpo­wia­dała za obronę całego sek­tora ame­ry­kań­skiego i czę­ściowo pra­wego skrzy­dła wojsk bry­tyj­skich, na „nie­pan­cer­nych” tere­nach. W tej sytu­acji, trudno się dzi­wić, że Brytyjczycy będąc w isto­cie słabsi od bro­nią­cych się wojsk nie­miec­kich, nie byli w sta­nie szybko zdo­być Caen.

  • Michał Fiszer, Jerzy Gruszczyński

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE