Próba nawią­za­nia soju­szu Polski i Litwy w 1938 – 1939

Próba nawiązania sojuszu Polski i Litwy w 1938-1939 w relacji pułkownika L. Mitkiewicza

Próba nawią­za­nia soju­szu Polski i Litwy w 1938 – 1939 w rela­cji puł­kow­nika L. Mitkiewicza

Cennym zapi­sem i komen­ta­rzem wyda­rzeń zaist­nia­łych w pol­skiej poli­tyce zagra­nicz­nej roku 1938 oraz wywo­ła­nych przez nie następstw jaki wszedł do lite­ra­tury histo­rycz­nej, jest pamięt­nik pol­skiego atta­che woj­sko­wego w Kownie, płk. dypl. Leona Mitkiewicza (1896−1972) wywo­dzą­cego się z patrio­tycz­nej rodziny, repre­sjo­no­wa­nej po powsta­niu stycz­nio­wym, o dale­kich litew­skich korze­niach. „Wspomnienia kowień­skie” wydano w 1968 r. kiedy żyło wielu ofi­ce­rów i poli­ty­ków II RP, a wśród nich gen. broni Kazimierz Sosnkowski, a zwłasz­cza b. szef Sztabu Głównego gen. bryg. Wacław Stachiewicz, czy też – po stro­nie litew­skiej – gen. Stasys Rasztikis.

Wojenna prze­szłość Autora, pamięć o tam­tych wyda­rze­niach w kraju i zagra­nicą powo­do­wała, że sens, zasad­ni­cze tezy i nar­ra­cję książki odbie­ramy jako zgodną z fak­tami. Zresztą, sam wydawca (Veritas, Londyn) swą misję mógł reali­zo­wać tylko przez dąże­nie do prawdy. To wszystko powinno kie­ro­wać nas w stronę prze­ko­na­nia, że praw­dzi­wość wspo­mnień zasłu­guje na powa­ża­nie. Wypowiedź płk. dypl. Leona Mitkiewicza, 30 lat wcze­śniej wyzna­czo­nego na sta­no­wi­sko atta­che przez Marszałka Edwarda Śmigłego-Rydza, zakwa­li­fi­ko­wać można do nurtu ukształ­to­wa­nego przez pamięt­niki opu­bli­ko­wane w Czerwonej Serii Veritasu przez gene­ra­łów Antoniego Szymańskiego, Stanisława Kopańskiego, Józefa Zająca, Stanisława Sosabowskiego czy (już poza serią w 1980 r.) Tadeusza Machalskiego. Nie mogą zatem sta­no­wić zasko­cze­nia poja­wia­jące się kry­tyczne uwagi pod adre­sem poli­tyki woj­sko­wej i zagra­nicz­nej II RP. Główna ener­gia, w opi­nii Autora, nie była w latach 1938 – 1939 w pro­por­cjo­nal­nym stop­niu sko­re­lo­wana z posia­da­nym poten­cja­łem, na tle wiel­kich sąsia­dów.

Wspomnienia kowień­skie, mające swój począ­tek w marcu 1938 r., posia­dają, gdy idzie o ten typ lite­ra­tury (źró­deł), waż­nego pre­kur­sora (w sen­sie rze­czowo-cza­so­wym) w postaci wspo­mnień wybit­nego Tadeusza Katelbacha (1897−1977): „Za litew­skim murem”,1 obej­mu­ją­cych okres od 1933 do początku 1937 r. T. Katelbach z widocz­nym znaw­stwem, w spo­sób pogłę­biony, kre­ślił obraz ówcze­snej, poli­tycz­nej atmos­fery epoki Litwy kowień­skiej nasy­co­nej nie dość roz­ważną postawą wzglę­dem życz­li­wie nasta­wio­nego pol­skiego sąsiada. A sta­no­wiło to war­tość samą w sobie, gdy brać pod uwagę nie­sta­bil­ność powo­jen­nej Europy, poczy­na­jąc od układu nie­miecko-sowiec­kiego w Rapallo 1922 r. – przy coraz widocz­niej­szym mara­zmie Zachodu – aż po połowę lat 30. zwia­stu­ją­cych szybki wzrost potęgi, ambi­cji Niemiec i ZSRR. Przerwanie zatem spe­cy­ficz­nej, litew­skiej izo­la­cji w marcu 1938 r. było roz­strzy­gnię­ciem dają­cym szansę na oca­le­nie, rozu­mia­nej jako zwięk­sze­nie praw­do­po­do­bień­stwa na odda­le­nie zama­chu wiel­kich sąsia­dów na nie­pod­le­głość Litwy. Tymczasem odpy­cha­jąc pol­skość, litew­ska sui gene­ris splen­did iso­la­tion pocią­gała wie­lo­ra­kie kon­se­kwen­cje, aż po zerwane tory na gra­nicy i zaro­śniętą trawą drogę.

Jeśli jed­nak brać pod uwagę sytu­ację mię­dzy­na­ro­dową ist­nie­jący spór o Wilno daw­nych, lecz roz­łą­czo­nych już czę­ści Rzeczypospolitej Obojga Narodów nie słu­żył żad­nej z nich. Powinno być nie do zakwe­stio­no­wa­nia, że znajdą się one z cza­sem w obli­czu tery­to­rial­nych żądań ze strony nie­miec­kiej lub podob­nego rodzaju rosz­czeń, jako że poli­tyka wschod­niego sąsiada także nie napa­wała opty­mi­zmem. Odrodzona Polska, odzy­sku­jąca po I woj­nie świa­to­wej w dużej czę­ści swe dawne tery­to­ria kosz­tem przej­ściowo upa­dłych impe­rial­nych potęg, usy­tu­owana na głów­nych szla­kach ze wchodu na zachód nie mogła liczyć na spo­kój ze strony dra­pież­nych sąsia­dów, przy­wy­kłych do uni­ce­stwia­nia pol­skich dążeń nie­pod­le­gło­ścio­wych. Litwa, podob­nie jak II RP, posia­dała w sfe­rze swej pamięci histo­rycz­nej także duże pokłady wyrzą­dzo­nej jej krzywdy przez zabory, tym nie mniej posia­dała, wię­cej niż epi­zody współ­pracy z Rosją i Niemcami, wymie­rzo­nej w pol­skie zamy­sły odbu­dowy pań­stwa.

Litwa pomimo nie­wiel­kiego tery­to­rium, jako pań­stwo usy­tu­owane w tzw. pasażu, czyli zwę­że­niu bał­tycko-bia­ło­mor­skim odgry­wała istotną rolę w rachunku mocarstw. Zwężenia te – jak pisze Julian Skrzyp – gdy są roz­pa­try­wane w skali makro, sta­no­wią swego rodzaju prze­smyk uła­twia­jący spra­wo­wa­nie kon­troli bądź orga­ni­zo­wa­nie rubieży obrony. Z tego powodu obsza­rom (tery­to­riom państw) znaj­du­ją­cym się na [tego typu pasażu] w stra­te­gii (poli­tyce) mocarstw przy­pi­suje się duże zna­cze­nie. Z tery­to­rium Litwy naj­ła­twiej było kon­tro­lo­wać szlaki komu­ni­ka­cji mor­skiej w środ­ko­wej i połu­dnio­wej czę­ści Morza Bałtyckiego, gdyż posia­dała port mor­ski Kłajpedę. Litwa odci­nała naj­do­god­niej­szy dostęp do nie­za­ma­rza­ją­cych por­tów na Bałtyku Rosji, prą­cej od stu­leci w kie­runku Europy.

Odwieczny nacisk ple­mion i naro­dów z Azji w kie­runku zachod­nim, w postaci nie­zli­czo­nych aktów napa­ści, zapi­sa­nych po wie­lo­kroć w pamięci Obojga Narodów, zna­la­zło cenione po dzień dzi­siej­szy uję­cie w postaci wyjąt­kowo inspi­ru­ją­cej kon­cep­cji sir Halforda Mackinder’a, który w 1904 r., na posie­dze­niu Królewskiego Towarzystwa Geograficznego przed­sta­wił prze­bieg owego pro­cesu dzie­jo­wego – eks­pan­sję Heartlandu (azja­tyc­kiego Wschodu) w kie­runku zachod­nim. Dla Polaków i Litwinów z czasu budo­wa­nia nie­pod­le­gło­ści jego idee nie były wyłącz­nie teo­rią. Sir H. J. Mackinder po I woj­nie świa­to­wej dzięki zdo­by­temu wcze­śniej roz­gło­sowi i uzna­niu był wyko­rzy­sty­wany przez wła­dze bry­tyj­skie przy reali­za­cji pouf­nych dzia­łań o cha­rak­te­rze poli­tycz­nym. Jeśliby jego misja u gene­rała Antona Denikina i Piłsudskiego zakoń­czy­łaby się powo­dze­niem zaist­nia­łaby szansa na inny kształt sto­sun­ków mię­dzy­na­ro­do­wych, w tym i pol­sko-litew­skich.

Naczelnik Państwa Polskiego Józef Piłsudski wie­dząc jed­nak, że biali gene­ra­ło­wie w swej post­im­pe­rial­nej men­tal­no­ści byli gotowi co naj­wy­żej zgo­dzić się na Polskę kadłu­bową (etno­gra­ficzną) musiał pod­jąć decy­zję, która odpo­wia­dała sytu­acji. Czy jed­nak powinno to dopro­wa­dzić J. Piłsudskiego do poro­zu­mie­nia z bol­sze­wi­kami, aby zwięk­szyć ich szansę na poko­na­nie wojsk Denikina? – zapy­ty­wał w 1936 r. prof. Uniwersytetu Stefana Batorego Marian Zdziechowski. Po stro­nie pol­skiej jak wia­domo nie spo­dzie­wano się wdzięcz­no­ści A. Denikina za oka­zaną pomoc umoż­li­wia­jącą mu zwy­cię­stwo. Piłsudski zatem nie odczu­wa­jąc lęku przez bol­sze­wi­kami, dążąc do utrzy­ma­nia nie­za­wi­sło­ści odra­dza­ją­cego się pań­stwa pol­skiego, pod­jął liczącą się w skali stu­leci decy­zję która pole­gała na odmo­wie udzie­le­nia popar­cia bia­łej Rosji. Wielki cha­rak­ter, o cechach genial­no­ści, a przy tym wyka­zu­jący olbrzy­mie pra­gnie­nie, skłon­no­ści do abso­lut­nie samo­dziel­nych dzia­łań Józef Piłsudski, odrzu­cił w tym momen­cie ryzyko współ­dzia­ła­nia z Ententą, trud i ryzyko wdra­ża­nia tego typu kom­bi­na­cji prze­ciw bol­sze­wi­kom.

Dopuszczając do klę­ski „bia­łych” spró­bo­wał potem poko­nać „czer­wo­nych”. Tym samym zasto­so­wał stra­te­gię powstrzy­ma­nia jed­nego z wro­gów Rzeczypospolitej poprzez wią­za­nie się z jego wro­giem, choć także i prze­ciw­ni­kiem Polski, co dopro­wa­dziło do wiel­kiego star­cia pol­sko-bol­sze­wic­kiego i pol­skiego zwy­cię­stwa. Będący koń­co­wym akor­dem jego poli­tyki pokój ryski z 1921 r., wsku­tek mało traf­nego potrak­to­wa­nia kwe­stii tery­to­rial­nych oraz lud­no­ścio­wych przez dele­ga­cję pol­ską, został jed­nak czę­ściowo stor­pe­do­wany. Zmniejszając przez to szansę RP na nie­pod­le­głe trwa­nie. Porzucenie zaś ponad milio­no­wej, odwiecz­nej tam popu­la­cji pol­skiej stało się nie­szczę­ściem.

I dla­tego prof. Marian Zdziechowski stwier­dził otwar­cie: Chwalić się jed­nak z owo­ców zwy­cię­stwa nie możemy. Mocą trak­tatu ryskiego zwy­cięzcy oddali zwy­cię­żo­nej, pobi­tej Rosji sowiec­kiej (…) roz­le­głe obszary z prze­szło milio­nową lud­no­ścią pol­ską, które przed najaz­dem były w ręku naszym i któ­rych syno­wie, zaczy­na­jąc od magna­tów, a na drob­nej szlach­cie zaścian­ko­wej koń­cząc, za sprawę pol­ską wal­czyli. I to wszystko z lek­kim ser­cem, bez żalu, bez wyrzu­tów sumie­nia. I dla­tego chyba nigdy już nie unik­niemy pyta­nia, czy z pew­no­ścią nie wygrane w Rydze per­trak­ta­cje z Rosją, nie pozo­sta­wiły nas w prze­ko­na­niu, że jest to nie tylko prze­ciw­nik silny orę­żem, lecz także lep­szy w nego­cja­cjach w skali makro, co ode­zwać mogło się echem na prze­ło­mie 193839 r.?

Czy na tle tam­tego wiel­ko­ska­lo­wego kon­fliktu, walki o domi­na­cję i wła­dzę na tery­to­rium daw­nego rosyj­skiego impe­rium, innego ure­gu­lo­wa­nia niż się to stało zaznać mogły rela­cje pol­sko-litew­skie? Z pew­no­ścią tak, albo­wiem gdyby nie rozum poli­tyczny i uczu­cia wiel­kiego roman­tyka (się­ga­ją­cego w razie koniecz­no­ści także po siłę) Józefa Piłsudskiego – kon­flikt pol­sko-litew­ski mógł zaznać roz­strzy­gnię­cia o gor­szych kon­se­kwen­cjach. Niekoniecznie trzeba było przejść do porządku dzien­nego nad fak­tem czyn­nego współ­dzia­ła­nia Litwy z Rosją bol­sze­wicką, kiedy we wrze­śniu 1920 r., woj­ska spod znaku Pogoni, zaata­ko­wały siły pol­skie pono­sząc w efek­cie dotkliwą porażkę.8 Atak nastą­pił w chwili gdy roz­po­czy­nała się bitwa nie­meń­ska, która decy­do­wała, po bitwie war­szaw­skiej o osta­tecz­nym losie wojny i losie Rzeczypospolitej.

  • Edward Malak

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE