Próba nawią­za­nia soju­szu Polski i Litwy w 1938 – 1939 cz.2

Próba nawiązania sojuszu Polski i Litwy w 1938-1939 w relacji pułkownika L. Mitkiewicza

Próba nawią­za­nia soju­szu Polski i Litwy w 1938 – 1939 w rela­cji puł­kow­nika L. Mitkiewicza

Jednak 10 marca 1939 r., głów­no­do­wo­dzący litew­skimi siłami zbroj­nymi gen. Statys Rasztikis w roz­mo­wie w cztery oczy z pol­skim atta­ché woj­sko­wym w Kownie płk. dypl. Leonem Mitkiewiczem, u niego w domu, zło­żył oświad­cze­nie o koniecz­no­ści natych­mia­sto­wego poro­zu­mie­nia woj­sko­wego mię­dzy Litwą a Polską w obli­czu zagro­że­nia niemieckiego.1 Gen. Rasztikis, jak dostrzegł L. Mitkiewicz, naj­wy­raź­niej nawią­zał do suge­stii w spra­wie współ­pracy, zgło­szo­nej płk. Dulksnysowi w grud­niu 1938 r. Czy naresz­cie dojść miało do prze­łomu?

W edle litew­skiego gene­rała, pań­stwa bał­tyc­kie zawrzeć miały sojusz woj­skowo-poli­tyczny z Polską z nie­odzowną gwa­ran­cją tego poro­zu­mie­nia przez mocar­stwa zachod­nie i Rosję Sowiecką. Wszakże, pomi­ja­jąc wszel­kie kwe­stie sen­ty­men­talne należy też zgo­dzić się z opi­nią Mitkiewicza, że rząd litew­ski, a za nim litew­ski głów­no­do­wo­dzący uczy­nił to dopiero wobec wyraź­nego zagro­że­nia Kłajpedy. Polski atta­che zde­cy­do­wa­nie staje po stro­nie ini­cja­tywy litew­skiej czyni jed­nak przy tym zna­mienną uwagę. Wyraża wąt­pli­wość (lecz nie przed Rasztikisem) co do tego, czy strona pol­ska oce­nia podob­nie sytu­ację poli­tyczną w Europie, a tym samym, czego Mitkiewicz nie chce jakby dopo­wie­dzieć, czy przy­stąpi ona do ewen­tu­al­nych roko­wań pol­sko-litew­skich z takim samym zaan­ga­żo­wa­niem.

Rosyjskie samoloty myśliwskie Polikarpow I-16 wzmacniając front polski na kierunku niemieckim od samego początku 1939 r. nie mogły zagrozić w niczym integralności Polski w sytuacji kiedy towarzyszyłaby takiemu przemieszczeniu obecność oficerów Francji oraz dyplomacja brytyjska.

Rosyjskie samo­loty myśliw­skie Polikarpow I‑16 wzmac­nia­jąc front pol­ski na kie­runku nie­miec­kim od samego początku 1939 r. nie mogły zagro­zić w niczym inte­gral­no­ści Polski w sytu­acji kiedy towa­rzy­szy­łaby takiemu prze­miesz­cze­niu obec­ność ofi­ce­rów Francji oraz dyplo­ma­cja bry­tyj­ska.

Nie komen­tuje też faktu, że pro­po­zy­cja Rasztikisa jest zło­żona wła­ści­wie nie tyle w ostat­nim momen­cie, lecz w dniu kiedy docho­dzi do rap­tow­nego zwrotu w stra­te­gii ZSRR. Właśnie 10 marca 1939 r. pod­czas obrad XVIII Zjazdu Wszechzwiązkowej Komunistycznej Partii (bol­sze­wi­ków) (od 1952 r. – Komunistyczna Partia Związku Radzieckiego) Józef Stalin wygło­sił swą sła­wetną, trans­mi­to­waną przez radio, „mowę kasz­ta­nową”, w któ­rej ofi­cjal­nie, lecz w spo­sób wyra­fi­no­wany i sprytny zara­zem odwró­cił się od kon­cep­cji (poli­tyki) wro­go­ści do III Rzeszy, przy­pi­su­jąc pań­stwom Zachodu złe zamiary. Jaką od tego momentu war­tość mogą mieć pro­po­zy­cje z grud­nia 1938 r. mjr. Korotkicha albo pro­po­zy­cja gen. Rasztikisa?

Wkrótce potem, po zaję­ciu Czech i Moraw 15 marca 1939 r., a dzień wcze­śniej po ogło­sze­niu przez Słowację nie­pod­le­gło­ści, a więc pogor­sze­niu sytu­acji geo­po­li­tycz­nej Rzeczypospolitej zro­zu­miałe staje się, że wyda­rze­nia te wpły­nęły hamu­jąco na zamiary zbrojne naszych sąsia­dów pół­noc­nych: państw bał­tyc­kich, a Litwy z pew­no­ścią. Czy za dosta­tecz­nie uza­sad­niony uznać wolno pogląd, że od tego momentu, a jeśli cho­dzi o dokładną datę – od 23 marca 1939 r., kiedy Niemcy bez walki odbie­rają Litwie Kłajpedę – nie będzie już mowy o żad­nym real­nie wyglą­da­ją­cym poro­zu­mie­niu woj­sko­wym pomię­dzy Litwą i Polską? Niemcy narzu­cają Litwie pakt o nie­agre­sji, wyklu­cza­jący zwią­za­nia się jaki­mi­kol­wiek klau­zu­lami woj­sko­wymi. Co gorzej, jak wynika z zapi­sów naszego atta­che, Sztab Główny nie tylko nie infor­muje o panu­ją­cej sytu­acji poli­tycz­nej jego, ani posła RP w Kownie Franciszka Charwata, który ponadto twier­dzi sta­now­czo, że to Sztab Główny wpływa w Polsce na poli­tykę zagra­niczną i pcha do naprę­że­nia sytu­acji, co może nam gro­zić wojną z Niemcami.

Bieg wypad­ków na linii Polska-Litwa poka­zy­wał, że oba pań­stwa idąc wciąż osobno nie są w sta­nie rady­kal­nie odmie­nić swego poło­że­nia na forum mię­dzy­na­ro­do­wym. Wykonywane są wpraw­dzie widoczne dla opi­nii publicz­nej posu­nię­cia, ale nie mogą mieć one zna­cze­nia na skalę stra­te­giczną. Co wię­cej, z wręcz widocz­nym prze­ra­że­niem litew­ski mini­ster spraw zagra­nicz­nych Urbszys przyj­muje dekla­ra­cję min. J. Becka 17 kwiet­nia 1939 r., że Litwa w wypadku zbroj­nego napadu nie­miec­kiego (…) otrzyma (…) pomoc ze strony Polski. Dochodzi też do nie­sły­cha­nej jed­nak sytu­acji, że pre­zy­dent Litwy nie chce nawet przy­jąć u sie­bie posła pol­skiego ażeby wysłu­chać pol­skiej pro­po­zy­cji. Z kolei gen. Rasztakis będąc świeżo po wizy­cie w Niemczech z oka­zji 50-lecia uro­dzin Adolfa Hitlera w cza­sie któ­rej zapo­znał się ze sta­nem daleko zawan­so­wa­nej moto­ry­za­cji wojsk III Rzeszy, licz­nych jed­no­stek pan­cer­nych itd. w roz­mo­wie z pol­skim atta­che nie daje żad­nych złu­dzeń co do tego, że litew­ska kon­cep­cja z 10 marca 1939 r. może być utrzy­mana. Zbyt wiele, daje wprost do zro­zu­mie­nia, zmie­niło się od tego czasu.

Kiedy przy­cho­dzi czas przy­go­to­wa­nia wizyty gen. Rasztikisa w Polsce, w maju 1939 r., płk Mitkiewicz ma raz jesz­cze oka­zję prze­pro­wa­dze­nia roz­mów ze swymi naj­wyż­szymi prze­ło­żo­nymi. Przychodzi mu wów­czas z zasko­cze­niem kon­sta­to­wać, że gen. Wacław Stachiewicz, szef Sztabu Głównego, scep­tycz­nie zapa­truje się na sku­tecz­ność nie­miec­kiej broni pan­cer­nej. Wyraża to przy tym w dość zło­śliwy spo­sób gdy dziwi się, że Litwini (Rasztikis) tak wie­rzą w potęgę nie­miec­kiej broni. Mitkiewicz kon­sta­tuje przy tym, że zagad­nie­nia poru­szone prze­zeń w rapor­tach do Sztabu Głównego w grud­niu 1938 r. w spra­wie koali­cji anty­nie­miec­kiej wedle kon­cep­cji rosyj­skiej zostały zlek­ce­wa­żone. Komentując taki stan rze­czy napi­sze: Zdaje się, że pro­wa­dzona jest poli­tyka opie­ra­nia się na Zachodzie i wiary w nasze wła­sne siły…

Opis prze­biegu wizyty gen. Rasztikisa w Polsce brzmi miej­scami tak nie­by­wale, że aż nie­ła­two dać temu wiarę. Przywitanie Rasztikisa na dworcu Wschodnim w Warszawie odbyło się z pompą wła­ściwą dla głowy pań­stwa. Gościa witał mar­sza­łek Edward Śmigły-Rydz wraz z licz­nymi gene­ra­łami i mini­strem spraw woj­sko­wych, gen. dyw. Tadeuszem Kasprzyckim. Po raz pierw­szy w Polsce orkie­stra zagrała litew­ski hymn naro­dowy. Dobry począ­tek został zna­ko­mi­cie zro­biony. L. Mitkiewicz odno­to­wuje jed­nak zepsu­cie ewen­tu­al­nych owo­ców w wyniku wizyty S. Rasztikisa u J. Becka. Około dwu­mi­nu­towy pobyt w jego gabi­ne­cie litew­skiego gościa, po któ­rym nasz mini­ster nie odpro­wa­dził go do drzwi zapewne był wyni­kiem jakiejś trud­nej tajem­nicy, ale nie możemy tu zga­dy­wać dla­czego.

Wydarzenia z wojny? Inne ele­menty pobytu Rasztikisa w Polsce wypa­dły dużo lepiej, lecz z tego co prze­ka­zał L. Mitkiewicz wynika, że bar­dziej prze­ło­żyły się na zewnętrzną oprawę niźli kon­kretne efekty. Bardzo dobrze zacho­wał się pre­mier Felicjan Sławoj-Składkowski oka­zu­jąc sza­cu­nek i dobre maniery, jesz­cze pięk­niej­sze było przy­ję­cie na Zamku Królewskim, jed­nakże wizyta litew­skiego gene­rała była spóź­niona. Szansa na liczącą się dwu­stronną współ­pracę w zakre­sie obrony i soju­szu prze­pa­dła, także z powodu postawy władz pol­skich. Generał Wacław Stachiewicz przy­sia­da­jąc się na śnia­da­niu na Zamku do puł­kow­ni­ków Mitkiewicza i Dulksnysa i po uzy­ska­niu od litew­skiego gościa bar­dzo szcze­rego, jasnego i praw­dzi­wego zobra­zo­wa­nia sytu­acji w pań­stwach bał­tyc­kich nie pod­jął w ogóle tematu i zmie­nił temat roz­mowy. Podczas wie­czor­nego obiadu u Edwarda Śmigłego-Rydza, mar­sza­łek nie naj­le­piej wypadł w roli gospo­da­rza. Popadł w zadumę, zmie­nił się na twa­rzy i jakby posta­rzał; było to zale­d­wie parę dni po mowie Józefa Becka, kiedy ujaw­nione osta­tecz­nie już zostały zamiary III Rzeszy wobec Polski.

Wieczorem na obie­dzie wyda­nym przez posła Litwy, w Sali Malinowej hotelu Bristol, nie było żad­nych mów przy stole. Mitkiewiczowi wypa­dło sie­dzieć przy dyr. Tadeuszu Kobylańskim, uzna­wa­nym za prawą rękę J. Becka. Według zapisu poczy­nio­nego we „Wspomnieniach kowień­skich” wszech­władny dyrek­tor przed­sta­wiał obraz cał­ko­wi­cie zała­ma­nego czło­wieka, nie mogą­cego utrzy­mać noża i widelca. Kobylański miał dywa­go­wać na temat utra­co­nych szans w związku z bier­no­ścią Polski oka­za­nej przed zaję­ciem Austrii, zamiast wspól­nie z Czechosłowacją prze­ciw­sta­wić się III Rzeszy. Bez względu jed­nak jak oce­nimy te wypo­wie­dzi, można stwier­dzić jedno: reflek­sje Kobylańskiego były spóź­nione, a co gorzej, dal­szy bieg wypad­ków poka­zał, że zabra­kło wła­ści­wej kon­cep­cji co czy­nić dalej. Nadzwyczajna w swym brzmie­niu mowa J. Becka 5 maja 1939 r., zaostrza­jąca jed­nak kon­flikt zamiast uda­wa­nej (co powinno być oczy­wi­ste) woli kon­ty­nu­owa­nia kursu jakiejś współ­pracy z III Rzeszą, jesz­cze moc­niej uśmie­rzała obawy Zachodu (i ZSRR), że Polska podąży kur­sem Czechosłowacji lub ugnie się przez Hitlerem. Czy warto było dawać komu­kol­wiek tego rodzaju pew­ność?

Czy ISTOTNIE trzeba było przy­jąć choćby wstęp­nie sowiec­kie pro­po­zy­cje? Doświadczenie jakie zgro­ma­dzi­li­śmy na wscho­dzie mówiło, że nie nale­żało im ufać. Ale jed­no­cze­śnie nie wolno było odwra­cać się ple­cami do pro­po­zy­cji obron­nych ze strony ZSRR. Braterstwo broni jest jed­nak naj­sil­niej­szym uczu­ciem wią­żą­cych ludzi bez względu na ide­olo­gię. Tego też nie nale­żało pomi­jać. Istniał wszakże jesz­cze waż­niej­szy powód wsz­czę­cia roz­mów. Szło o to, ażeby na naszą miarę uczy­nić wszystko, by prze­szko­dzić zmo­wie wiel­kich sąsia­dów prze­ciw nam, któ­rej zawsze się oba­wiano i na temat któ­rej otrzy­my­wano nie­po­ko­jące infor­ma­cje.

Jak wynika z opu­bli­ko­wa­nych przez prof. Marka Kornata zacho­wa­nych doku­men­tów, z wielu stron przy­cho­dziły do Polski wia­do­mo­ści dające pod­stawy do tego, by utra­cić wszel­kie złu­dze­nia co do szans na unik­nię­cie utraty nie­pod­le­gło­ści w wypadku kon­ty­nu­owa­nia dotych­cza­so­wej poli­tyki zagranicznej.2 Zauważmy także, że już w 1959 r. pol­ski atta­che woj­skowy z Berlina płk Antoni Symański w wyda­nej przez Veritas książce przy­to­czył skie­ro­waną doń wypo­wiedź byłego adiu­tanta asa myśliw­skiego z I wojny świa­to­wej, Manfreda von Richthofena, gen. Karla Bodenschatza, z początku 1939 r. Niemiecki woj­skowy głę­boko prze­jęty wagą wyko­ny­wa­nej wów­czas misji wprost prze­strze­gał pol­skiego atta­che przed nie­uchron­nym soju­szem Hitlera ze Stalinem, jeśli Polska nie przyj­mie nie­miec­kich propozycji.3 Ta wstrzą­sa­jąca infor­ma­cja nie przy­nio­sła po stro­nie pol­skich czyn­ni­ków pań­stwo­wych odpo­wied­nich decy­zji.

Płk Leon Mitkiewicz podał, z kolei, że cze­cho­sło­wacki atta­che woj­skowy płk. Halle (z Moskwy) w końcu lutego 1939 r. prze­strze­gał o pla­nach nie­miec­kich napa­ści na Czechy i Polskę w 1939 r., a węgier­ski atta­che woj­skowy Desoe (także z Moskwy) w marcu 1939 r. ostrze­gał o spi­sku sowiecko-nie­miec­kim.

  • Edward Malak

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE