Pomorze 1939 – ana­to­mia klę­ski

Pomorze 1939 – anatomia klęski

Pomorze 1939 – ana­to­mia klę­ski

Jeżeli 1 wrze­śnia 1939 r. na pol­skim Pomorzu był w kate­go­riach wyści­gów kolar­skich pro­lo­giem w postaci jazdy na czas, to 2 wrze­śnia był eta­pem gór­skim z nie­skoń­czoną ilo­ścią pre­mii naj­wyż­szej próby, gdzie Polacy jechali rowe­rami, a Niemcy spor­to­wymi samo­cho­dami.

Na początku warto spoj­rzeć na mapę ope­ra­cyjną w skali 1:300 000, a każdy dostrzeże, że pół­nocna część kory­ta­rza pomor­skiego pozo­stała prak­tycz­nie nie­bro­niona, pomię­dzy Kościerzyną a Czerskiem zaś nie ma dosłow­nie żad­nej jed­nostki pol­skiej. Podobnie jest na obsza­rze na zachód od gra­nicy nie­miec­kiej, aż po linię Jezior Koronowskich (głę­bo­kość do 40 km), gdzie wszyst­kie oddziały pol­skiego 22. pułku pie­choty (pp) wyco­fały się na pozy­cję główną.
2 wrze­śnia 1939 r. w rękach Polaków pozo­sta­wały dwa, wza­jem­nie nie współ­dzia­ła­jące obszary: trój­kąt zamy­ka­jący się miej­sco­wo­ściami Dębowiec-Bysław-Bramka (dłu­gość 20 km i sze­ro­kość około 10 km) oraz Bydgoszcz i tereny poło­żone na pół­noc od niej.
Wojska sku­pione na pół­nocy skła­dały się z oddzia­łów 9. i 27. Dywizji Piechoty (DP) oraz Pomorskiej Brygady Kawalerii (BK). Wszystkie bez wyjąt­ków miały jeden cel – prze­do­sta­nie się do zba­wien­nego przed­mo­ścia Bydgoszcz. Jeżeli zdamy sobie sprawę z tego, że oddziały 27. DP prze­ma­sze­ro­wały poprzed­niego dnia od 35 do 50 km i w nocy pułki tej dywi­zji, bez kon­taktu ze sobą, odpo­czy­wały w lasach, wnio­sek co do szans walk prze­bo­jo­wych nasuwa się już na początku. Troszkę inna sytu­acja była w 9. DP. Jednostka ta, a w zasa­dzie jej 34. pp i 35. pp, zeszła z pozy­cji obron­nych pod Tucholą i wyko­nała manewr na połu­dnie, kon­cen­tru­jąc się w lasach na zachód od Lubiewa. Poszczególne bata­liony spły­wały do miejsc kon­cen­tra­cji przez całą noc, nie nie­po­ko­jone przez nie­przy­ja­ciela.
Od świtu czo­łowe kom­pa­nie pol­skie roz­po­częły roz­po­zna­wa­nie linii nie­miec­kich. Jak się miało wkrótce oka­zać, na ich dro­dze znaj­do­wała się dobrze przy­go­to­wana pozy­cja nie­miecka, wsparta bar­dzo dużą liczbą czoł­gów. Wszelkie próby zna­le­zie­nia luk oka­zy­wały się bez­sku­teczne. Jedynie wysłana w kie­runku Świecia Pomorska BK zamel­do­wała, że obszar poło­żony nad samą Wisłą jest jesz­cze wolny od nie­przy­ja­ciela i można tam­tędy pró­bo­wać się prze­bi­jać na połu­dnie. Tam też został skie­ro­wany 23. pułk pie­choty, 1. bata­lion 24. pp, 2. dywi­zjon 27. pułku arty­le­rii lek­kiej (pal) i 27. dywi­zjon arty­le­rii cięż­kiej (dac) oraz część Pomorskiej BK.
O godzi­nie 9:30 dowódca Armii „Pomorze” wysłał za pośred­nic­twem pilota roz­kaz do dowódcy 27. DP gen. Juliusza Drapelli, by ten objął dowódz­two grupy i wyko­nał sko­or­dy­no­wane ude­rze­nia na połu­dnie. Rozkaz ten nie dotarł, gdyż sku­teczna pol­ska obrona prze­ciw­lot­ni­cza strze­lała do każ­dego samo­lotu, uzna­jąc go za wrogi. Wysyłani kolejni piloci także nie powra­cali, aż w końcu ppor. pil. Sobolewski zamel­do­wał się w szta­bie 27. DP, przy­wo­żąc roz­kazy. Była już wtedy godzina 14:00. Zmieniało to poprzed­nie roz­kazy, otrzy­mane przez dywi­zję około godz. 10:00 (rela­cja szefa sztabu 27. DP), w któ­rych to naka­zy­wano prze­gru­po­wa­nie na połu­dnie w rejon Łowinek, Pruszcz. Poprzedni roz­kaz był i tak nie­ak­tu­alny, gdyż Niemcy opa­no­wali ten teren i by go osią­gnąć, Polacy musie­liby wywal­czyć sobie drogę bojem, a po opa­no­wa­niu Łowinka zna­leź­liby się wewnątrz ugru­po­wa­nia nie­miec­kiej 3. Dywizji Pancernej (DPanc). Taki manewr byłby nie­jako dobro­wol­nym wej­ściem do nie­woli. Co istotne, gen. J. Drapella uznał, że prze­ka­zane mu roz­kazy odej­ścia na Fordon i przej­ścia do odwodu armii nie­jako zwal­niają go z koniecz­no­ści współ­pracy ze szta­bem 9. DP – i od tego momentu aż do końca walk w kory­ta­rzu pomor­skim łącz­ność pomię­dzy 9. a 27. DP prak­tycz­nie zamarła.
  • Wojciech Zalewski

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE