Pomocnicze okręty patro­lowe Médoc i Pomerol

zatopienie OF Medoc

Niemiecki samo­lot bom­bowy topi celną tor­pedą OF Médoc (tu błęd­nie nama­lo­wany ze zna­kiem bur­to­wym Pomerola). Obraz Adama Werki.

W dniu kapi­tu­la­cji Francji, 22 czerwca 1940 r., dość poważne, ale tylko liczeb­nie jej siły mor­skie znaj­do­wały się w por­tach bry­tyj­skich. 70 lat od powsta­nia upa­dła Trzecia Republika Francuska, 10 lipca tr. prze­stał kie­ro­wać kra­jem rząd sędzi­wego marsz. Philippe’a Pétaina, mia­no­wa­nego sze­fem pań­stwa. Rozpoczęła się epoka Francji Vichy, kola­bo­ru­ją­cej z oku­pan­tem, i rów­no­le­głych dzia­łań gen. Charlesa de Gaulle’a, który ogło­sił stwo­rze­nie Sił Wolnych Francuzów, w opar­ciu o Wielką Brytanię. Przed Polską Marynarką Wojenną poja­wiła się szansa na otrzy­ma­nie z podziału kilku jed­no­stek Marine Nationale, które bądź zostały opusz­czone przez załogi po dotar­ciu do sojusz­ni­czej Anglii, bądź miały tylko szcząt­kowe obsady. Wkrótce roz­po­częły dal­szą służbę pod pol­ską i fran­cu­ską ban­derą. Jednak nie mogły uży­wać przed nazwą okrętu skrótu – „ORP”.

Francja zanie­chała walk, roz­po­czę­tych 10 maja 1940 r., już po 43 dniach od nie­miec­kiej ofen­sywy. W trak­cie blitz­kriegu, który przy­niósł olbrzy­mie suk­cesy armii nie­miec­kiej, Benito Mussolini, przy­wódca ruchu faszy­stow­skiego we Włoszech, posta­no­wił połą­czyć losy swego kraju
z Niemcami, ogła­sza­jąc wojnę prze­ciwko Aliantom. Ten „par­szywy bul­dog”, jak w przy­pły­wie sza­lo­nego gniewu Adolf Hitler nazy­wał Winstona Churchilla, wie­dział, że aby sku­tecz­nie prze­ciw­sta­wić się nawał­nicy państw Osi i mieć szansę na osta­teczne zwy­cię­stwo – Wielka Brytania nie mogła wypu­ścić z rąk prze­wagi na morzu. Brytyjczycy pozo­stali osa­mot­nio­nym bastio­nem, zde­cy­do­wa­nym oprzeć się prze­mocy nie­miec­kiej, mając w tym okre­sie jedy­nych odda­nych sprzy­mie­rzeń­ców: Czechów, Norwegów i Polaków. Na Wyspie roz­po­częto orga­ni­zo­wa­nie obrony na lądzie i wzmoc­nie­nie swych mor­skich sił w rejo­nie kanału La Manche i połu­dnio­wej czę­ści Morza Północnego. Nie może dzi­wić fakt, że Admiralicja bry­tyj­ska posta­no­wiła uzbroić i obsa­dzić w pośpie­chu każdy sta­tek, który nada­wał się do służby jako okręt wojenny i po uzbro­je­niu w działa i broń prze­ciw­lot­ni­czą (dalej – plot.) były „gotowe” do walki z ewen­tu­al­nymi siłami inwa­zyj­nymi.
W chwili kapi­tu­la­cji Francji w por­tach połu­dnio­wej Anglii – w Plymouth i będą­cym jego czę­ścią Devonport, Southampton, Dartmouth i Portsmouth – zna­la­zło się ponad 200 fran­cu­skich jed­no­stek róż­nego typu, od pan­cer­ni­ków do mniej­szych okrę­tów i małych jed­no­stek pomoc­ni­czych. Dotarły one na drugą stronę kanału La Manche z powodu ewa­ku­acji pół­noc­nych por­tów fran­cu­skich, w okre­sie od końca maja do 20 czerwca. Wiadomo, że z grona wie­lo­ty­sięcz­nego per­so­nelu pły­wa­ją­cego duża część ofi­ce­rów, pod­ofi­ce­rów i mary­na­rzy opo­wie­działa się po stro­nie rządu Vichy (2÷3 kraju zna­la­zło się pod oku­pa­cją nie­miecką), na któ­rego czele stał wice­pre­mier Pierre Laval, nie zamie­rza­jąc uczest­ni­czyć w dal­szych dzia­ła­niach mor­skich u boku Royal Navy.
1 lipca gen. de Gaulle mia­no­wał dowódcą sił mor­skich Wolnej Francji wadm. Émile’a Museliera, który odpo­wia­dał za zasady dzia­łal­no­ści mary­narki wojen­nej pod trój­ko­lo­rową ban­derą oraz Krzyżem Lotaryngii.
Okazuje się, że jesz­cze pod koniec czerwca dowódz­two fran­cu­skie roz­wa­żało zamysł prze­pro­wa­dze­nia floty do Afryki Północnej. Dla Brytyjczyków takie roz­wią­za­nie było nie do zaak­cep­to­wa­nia, ponie­waż ist­niało poważne nie­bez­pie­czeń­stwo, iż część tych okrę­tów może nie­ba­wem zna­leźć się pod kon­trolą Niemców. Gdy wszel­kie próby per­swa­zji zawio­dły, w nocy z 2 na 3 lipca, uzbro­jone oddziały mary­na­rzy i pie­choty mor­skiej (Royal Marines) prze­jęły siłą fran­cu­skie okręty. Na około 15 000 per­so­nelu pły­wa­ją­cego, jak podają źró­dła fran­cu­skie, jedy­nie 20 ofi­ce­rów oraz 500 pod­ofi­ce­rów i mary­na­rzy zade­kla­ro­wało się za Muselierem. Tych mary­na­rzy, któ­rzy opo­wie­dzieli się za rzą­dem Vichy inter­no­wano, a póź­niej repa­trio­wano do Francji.
W zamia­rze unie­moż­li­wie­nia Niemcom zawład­nię­cia dal­szej czę­ści floty fran­cu­skiej Churchill wydał roz­kaz zatrzy­ma­nia, lub w razie odmowy prze­ję­cia – zato­pie­nia okrę­tów Marine Nationale roz­miesz­czo­nych czę­ściowo w por­tach fran­cu­skich i Afryki fran­cu­skiej. Eskadra fran­cu­ska w Aleksandrii pod­po­rząd­ko­wała się Brytyjczykom, nato­miast wobec odmowy pozo­sta­łych sił Royal Navy w dniach 3 – 8 lipca 1940 r. zaata­ko­wała
i czę­ściowo znisz­czyła okręty fran­cu­skie w Mers el-Kébir w pobliżu Oranu; m.in. zato­piono pan­cer­nik Bretagne i uszko­dzo­nych zostało kilka dal­szych jed­no­stek. W całej akcji prze­ciwko flo­cie La Royale (kró­lew­skiej) w tej algier­skiej bazie zgi­nęło 1297 fran­cu­skich mary­na­rzy, około 350 zostało ran­nych.
Mimo że w por­tach angiel­skich cumo­wała liczna flota fran­cu­ska, w rze­czy­wi­sto­ści jej war­tość bojowa oka­zała się zni­koma wobec braku załóg i nie­spe­cjal­nie war­to­ścio­wego składu. Jedynym roz­wią­za­niem było prze­ka­za­nie czę­ści jed­no­stek mor­skich flo­tom sojusz­ni­czym. Propozycję taką otrzy­mały m.in. Holandia, Norwegia i Polska. W przy­padku tej ostat­niej zaofe­ro­wano prze­ję­cie dotych­cza­so­wego okrętu fla­go­wego fran­cu­skiej eska­dry w Wielkiej Brytanii – pan­cer­nika Paris. Choć wyda­wało się, że sprawa ta zosta­nie sfi­na­li­zo­wana, co mogło w efek­cie pod­nieść pre­stiż PMW, osta­tecz­nie w Kierownictwie Marynarki Wojennej (KMW) oce­niono, że poza wymia­rem pro­pa­gan­do­wym ewentu–
alne przy­szłe koszty eks­plo­ata­cyjne prze­sta­rza­łego okrętu, który pozo­sta­wał w służ­bie od 1914 r., narażą pol­ską małą flotę na ogromne wydatki. Ponadto przy zbyt małej pręd­ko­ści (21 w.) ist­niało duże praw­do­po­do­bień­stwo zato­pie­nia go przez U-Boota. Brakowało także wystar­cza­ją­cej liczby ofi­ce­rów i pod­ofi­ce­rów (latem 1940 r. PMW w Wielkiej Brytanii miała 11 ofi­ce­rów oraz 1397 pod­ofi­ce­rów i mary­na­rzy), któ­rzy mogli obsa­dzić sta­lo­wego – jak na pol­skie warunki – kolosa o wypor­no­ści peł­nej ponad 25 000 t, na któ­rym słu­żyło pra­wie 1200 ludzi.
Kontradmirał Jerzy Świrski – szef KMW w Londynie, po stra­cie nisz­czy­ciela ORP Grom 4 maja 1940 r. w fior­dzie Rombakken pod Narwikiem, zabie­gał o nowy okręt w Admiralicji bry­tyj­skiej. Admirał Sir Dudley Pound, Pierwszy Lord Morski i głów­no­do­wo­dzący Royal Navy w latach 1939 – 1943, w odpo­wie­dzi na zapy­ta­nia szefa KMW tak pisał w liście z 14 lipca 1940 r.:
Drogi Admirale,
Zdaję sobie sprawę jak bar­dzo chce pan obsa­dzić swo­imi ludźmi nowy nisz­czy­ciel, ale jak pan wie ze wszyst­kich sił usi­łu­jemy wpro­wa­dzić do służby tak wiele nisz­czy­cieli jak tylko się aktu­al­nie da.
Jak pan słusz­nie zauwa­żył, oba­wiam się, że w tym momen­cie jest to nie­moż­liwe, aby prze­zna­czyć nisz­czy­ciel, który jest w służ­bie i obsa­dzić go nową załogą.
W związku z tym oba­wiam się, że nie możemy prze­ka­zać Wam [nisz­czy­ciela – M. B.] „Gallanta” z powyż­szych powo­dów. Jeśli cho­dzi o [fran­cu­ski nisz­czy­ciel – M. B.] „Le Triomphante” nie jest jesz­cze gotów, aby wyjść w morze i na ten moment prze­zna­czony jest jako okręt fla­gowy dla kontr­ad­mi­rała dowo­dzą­cego nisz­czy­cie­lami. Chciałbym jed­nak zasu­ge­ro­wać, że ludźmi, któ­rych ma pan do dys­po­zy­cji można obsa­dzić fran­cu­ski okręt „Ouragan” i fran­cu­skie statki „Pomerol” i „Médoc” oraz ści­ga­cze okrę­tów pod­wod­nych „Ch 11” i „Ch 15”. Jeśli taka sytu­acja by panu odpo­wia­dała bar­dzo zna­cząco wzmoc­ni­łoby to w tym wcze­snym okre­sie nasze siły na wodach przy­brzeż­nych, co jest dla nas bar­dzo ważne. Bierzemy pod uwagę prze­ka­za­nie wam fran­cu­skiego pan­cer­nika „Paris” chyba, że są jakieś prze­ciw­wska­za­nia, o któ­rych ja nie wiem.
Nie wiem, czy pan wie, że w spra­wie okrę­tów fran­cu­skich, które są obsa­dzone bry­tyj­ską załogą zostało zde­cy­do­wane, że na okrę­tach tych powinna powie­wać obok sie­bie bry­tyj­ska i fran­cu­ska ban­dera i jeśli obsa­dzimy fran­cu­ski okręt pol­ską załogą będzie konieczne, aby powie­wały dwie ban­dery pol­ska i fran­cu­ska.
Byłbym wdzięczny, gdyby poin­for­mo­wał mnie pan, czy będzie pan w sta­nie obsa­dzić swoją załogą okręty o któ­rych wspo­mnia­łem powy­żej i czy zga­dza się pan, aby naro­dowa ban­dera powie­wała jak to przed­sta­wi­łem powy­żej.

  • Mariusz Borowiak

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE