Północnokoreański sys­tem rakietowy

Precyzyjny Hwaseong-6 na nowej wyrzutni gasienicowej podczas defilady 15 kwietnia 2017 r.

Precyzyjny Hwaseong-6 na nowej wyrzutni gasie­ni­co­wej pod­czas defi­lady 15 kwiet­nia 2017 r.

Przywódcy Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej naj­wy­raź­niej doszli do wnio­sku, że pre­zen­ta­cja atrap nowego sprzętu bojo­wego na defi­la­dach w Pjongjangu nie wystar­cza jako stra­szak wobec bliż­szych i dal­szych sąsia­dów. Aby groźba była wia­ry­godna, sprzęt musi dzia­łać, a co naj­mniej spra­wiać takie wra­że­nie. Dlatego po uro­czy­stym ujaw­nie­niu nowego sprzętu, coraz czę­ściej nastę­puje pre­zen­ta­cja jego prób poli­go­no­wych w pół­noc­no­ko­re­ań­skich mediach.

Tak było na przy­kład z poci­skiem bali­stycz­nym Hwaseong-12 (patrz WiT 6/2017), udane testy 14 maja, 29 sierp­nia i 15 wrze­śnia, czy z mię­dzy­kon­ty­nen­tal­nymi Hwaseong-14 (odpa­le­nia 2 i 28 lipca) czy Hwaseong-15 (28÷29 listo­pada), dwoma pierw­szymi poka­za­nymi po raz pierw­szy na defi­la­dzie w kwiet­niu tego roku. W czerwcu poka­zano także zdję­cia i filmy z odpa­leń dwóch kolej­nych typów kie­ro­wa­nych poci­sków rakie­to­wych, które debiu­to­wały pod­czas tego­rocz­nej defi­lady. Był to naj­now­szy wariant poci­sku „zie­mia – zie­mia” Hwaseong-6 i odpa­lany z lądo­wej wyrzutni samo­bież­nej pocisk przeciwokrętowy.

Precyzyjny Hwaseong

Do nie­dawna jedy­nymi spraw­dzo­nymi pół­noc­no­ko­re­ań­skimi rakie­tami „zie­mia – zie­mia” były kopie radziec­kich poci­sków 8K14 (R-17/R-300), czyli sław­nych Scudów. Koreańczycy rela­tyw­nie długo pro­du­ko­wali ich wierne kopie i korzy­stali z ory­gi­nal­nych wyrzutni na czte­ro­osio­wych nośni­kach MAZ-543. Na eks­port ofe­ro­wali także prost­sze wyrzut­nie, zamon­to­wane na szo­so­wych nacze­pach, które mogły holo­wać dowolne komer­cyjne cią­gniki sio­dłowe. Sprzedali je m.in. do: Iranu, Iraku, Libii, Syrii, Jemenu i Pakistanu. Pierwsze lokalne moder­ni­za­cje samego poci­sku miały zwięk­szyć jego zasięg. Osiągnięto to naj­pierw zmniej­sza­jąc masę gło­wicy bojo­wej, potem zwięk­sza­jąc dłu­gość zbior­ni­ków paliwa i utle­nia­cza, czyli wydłu­ża­jąc rakietę. Kolejnym kro­kiem było połą­cze­nie obu roz­wią­zań, a następ­nym i rów­no­cze­śnie pierw­szym naprawdę zna­czą­cym z tech­nicz­nego punktu widze­nia, stało się opra­co­wa­nie gło­wicy oddzie­la­ją­cej się w locie od nosi­ciela, miesz­czą­cego układ napę­dowy. To ostat­nie roz­wią­za­nie nie tylko kolejny raz zwięk­szyło zasięg, ale też uczy­niło pocisk trud­niej­szym celem dla środ­ków radio­lo­ka­cyj­nych i obrony prze­ciw­ra­kie­to­wej przeciwnika.
Każde kolejne zwięk­sze­nie zasięgu skut­ko­wało jed­nak spad­kiem cel­no­ści, która nawet w ory­gi­nal­nych 8K14 o zasięgu 280 km nie była impo­nu­jąca, gdyż błąd kołowy tra­fie­nia mógł wyno­sić nawet kilo­metr. W cza­sach ZSRR nie sta­no­wiło to pro­blemu, gdyż stan­dar­dem dla tej rakiety były gło­wice jądrowe, nie­które o mocy prze­kra­cza­ją­cej 100 kT. Przy takiej sile wybu­chu kilo­me­trowe odchy­le­nie nie­mal nie wpły­wało na sku­tecz­ność. Dla Koreańczyków z Północy, nie­dy­spo­nu­ją­cych gło­wi­cami jądro­wymi, i ich zagra­nicz­nych kon­tra­hen­tów był to jed­nak poważny pro­blem. Nawet po zasto­so­wa­niu gło­wic kase­to­wych, któ­rymi zresztą KRLD albo nie dys­po­nuje, albo ich nie eks­por­tuje, uzy­ska­nie zado­wa­la­ją­cych efek­tów uży­cia tak nie­cel­nych rakiet jest bar­dzo problematyczne.
Dlatego, po pre­sti­żo­wym eta­pie zwięk­sza­nia zasięgu, oczy­wi­stym kolej­nym kro­kiem powinno stać się zwięk­sze­nie cel­no­ści pro­du­ko­wa­nych rakiet. Niemal rów­no­cze­śnie poja­wiły się dwa nowe spo­soby osią­gnię­cia tego celu. Pierwszym było wyko­rzy­sta­nie roz­wią­zań, opra­co­wa­nych przez KBM z Kołomny przy kon­stru­owa­niu tak­tycz­nego sys­temu rakie­to­wego 9K79 Toczka. Jego rakiety przy zasięgu 70 lub 120 km uzy­skują pre­cy­zję tra­fie­nia rzędu 10 metrów! Koreańczykom udało się zaku­pić pewną liczbę wyrzutni 9P129 i poci­sków 9M79. Być może część kupili w pań­stwach powsta­łych na gru­zach Związku Radzieckiego, ale naj­bar­dziej praw­do­po­dob­nym źró­dłem są kraje trze­ciego świata, które kupiły je w ZSRR, a potem wymie­niły je z KRLD na licz­niej­sze i prost­sze w obsłu­dze Hwaseongi. Jest co naj­mniej praw­do­po­dobne, że liczba poci­sków, a szcze­gól­nie wyrzutni uzy­ska­nych w ten spo­sób nie była duża i zapewne z tego powodu w Korei Północnej skon­stru­owano wła­sną wyrzut­nię do nich na bazie szo­so­wej cię­ża­rówki Tabeksan (licen­cyjny, uprosz­czony Kamaz). Pociski 9M79 to jed­nak kon­struk­cja pod każ­dym wzglę­dem znacz­nie bar­dziej zaawan­so­wana od 8K14 i jest co naj­mniej praw­do­po­dobne, że w KRLD do dziś nie zdo­łano tej rakiety sko­pio­wać. Także prze­nie­sie­nie pre­cy­zyj­nych ukła­dów sta­bi­li­za­cji i kie­ro­wa­nia z now­szego poci­sku do pry­mi­tyw­niej­szego 8K14 nie jest sprawą łatwą. Dlatego wizja powsta­nia takiej hybrydy jest nie­zbyt prawdopodobna.
Drugi spo­sób zwięk­sze­nia cel­no­ści poci­sków bali­stycz­nych jest znacz­nie prost­szy i opiera się na łatwym dostę­pie do sygna­łów sate­li­tów sys­te­mów nawi­ga­cyj­nych, w pierw­szej kolej­no­ści GPS NAVSTAR. Wiadomo wpraw­dzie, że w przy­padku „wiel­kiej wojny” wła­ści­ciel sys­temu, czyli Stany Zjednoczone, zmieni kody i uczyni sygnały bez­u­ży­tecz­nymi dla dotych­cza­so­wych użyt­kow­ni­ków, ale w przy­padku kon­flik­tów lokal­nych takie posu­nię­cie jest mało praw­do­po­dobne. Koreańczycy z Północy mogą bez trudu kupo­wać odbior­niki GPS za gra­nicą i insta­lo­wać je w swoim sprzę­cie. Oczywiście, zain­sta­lo­wa­nie odbior­nika GPS w gło­wicy poci­sku nie wystar­czy, by zwięk­szyć jego cel­ność. Potrzebne są nie­za­wodne mecha­ni­zmy wyko­naw­cze – stery gazo­dy­na­miczne lub aero­dy­na­miczne, a naj­le­piej jedne i dru­gie, gdyż stery aero­dy­na­miczne są sku­teczne tylko na począt­ko­wym i koń­co­wym odcinku tra­jek­to­rii, czyli w miarę gęstych war­stwach atmosfery.
Istnieją także dwa spo­soby „tra­dy­cyjne”, nie­zwią­zane ze spe­cy­ficzną sytu­acją KRLD. Pierwszy z nich, to stop­niowe dosko­na­le­nie ukła­dów bez­wład­no­ścio­wych (żyro­sko­po­wych), nie­za­leż­nych od sygna­łów GPS. Tu także ist­nieje moż­li­wość dys­kret­nego sko­rzy­sta­nia z cudzych osią­gnięć – wia­domo np. że w Chinach przez dłu­gie lata pra­co­wano nad taką wła­śnie metodą popra­wia­nia cel­no­ści rakiet bali­stycz­nych i osią­gnięto spore suk­cesy w tej dzie­dzi­nie. Druga metoda, eks­plo­ro­wana z umiar­ko­wa­nym powo­dze­niem na świe­cie od lat 70., to zasto­so­wa­nie układu napro­wa­dza­nia na cel na koń­co­wym odcinku tra­jek­to­rii – może to być poszu­ku­jąca gło­wica optyczna, radio­lo­ka­cyjna lub ter­miczna. Każda z nich ma swoje wady i zalety, każda nadaje się też do wykry­wa­nia innego rodzaju celów. Problem sta­nowi iden­ty­fi­ka­cja obiektu ataku i ogra­ni­czone moż­li­wo­ści kory­go­wa­nia dużych odchy­leń, gdyż pro­ces wykry­wa­nia zaczyna się krótko przed upad­kiem gło­wicy. Dla uprosz­cze­nia i przy­spie­sze­nia prac można pró­bo­wać wyko­rzy­stać w tym celu dostępne gło­wice poszu­ku­jące uzbro­je­nia innego typu: bomb kie­ro­wa­nych, poci­sków prze­ciw­o­krę­to­wych, a nawet prze­ciw­lot­ni­czych. Wyniki prób ich adap­ta­cji zwy­kle roz­cza­ro­wują, ale pozorna łatwość takiego roz­wią­za­nia jest bar­dzo kusząca.

  • Tomasz Szulc

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE