Podwodni tro­pi­ciele. Misja Kujawiak zakończona

Piotr „Generał” Wytykowski z banderą Polskiej Marynarki Wojennej na wraku Kujawiaka. Po 74 latach od zatopienia niszczyciela biało-czerwona znowu „załopotała” na polskim okręcie. Fot. Gianmichele Iaria

Piotr „Generał” Wytykowski z ban­derą Polskiej Marynarki Wojennej na wraku Kujawiaka. Po 74 latach od zato­pie­nia nisz­czy­ciela biało-czer­wona znowu „zało­po­tała” na pol­skim okrę­cie. Fot. Gianmichele Iaria

Jesienią 2014 r. pol­scy nur­ko­wie w ramach eks­pe­dy­cji o nazwie „The Hunt for L 72”, jako pierwsi odna­leźli wrak nisz­czy­ciela eskor­to­wego ORP Kujawiak, który spo­czy­wał na głę­bo­ko­ści bli­sko 100 m w pobliżu La Valletty na Malcie. Zlokalizowano wrak znaj­du­jący się od 72 lat na dnie Morza Śródziemnego. Wreszcie roz­wią­zano zagadkę – usta­lono praw­dziwe współ­rzędne geo­gra­ficzne zato­pio­nego okrętu. Był to dopiero począ­tek wiel­kiej przy­gody i kil­ku­let­niego projektu…

Sześć pol­skich okrę­tów nawod­nych i pod­wod­nych, które brały udział w wal­kach na morzach i oce­anach pod­czas II wojny świa­to­wej zato­nęło po roku 1939 (nisz­czy­ciele Grom i Orkan, okręty pod­wodne Orzeł i Jastrząb, nisz­czy­ciel eskor­towy Kujawiak oraz krą­żow­nik lekki Dragon – ten ostatni kilka lat po woj­nie został czę­ściowo roze­brany bez pod­no­sze­nia go z wody). Od wielu dzie­się­cio­leci wraki naszych okrę­tów zazdro­śnie strzegą swo­ich tajem­nic. Okazuje się, że w przy­padku kilku z nich nie znamy dokład­nej pozy­cji zato­pie­nia. Od dłuż­szego czasu spę­dzają sen z powiek histo­ry­kom naszej „małej floty” nie­wy­ja­śnione losy ostat­niego patrolu bojo­wego dumy pol­skich sił pod­wod­nych – ORP Orzeł. Kilkakrotne poszu­ki­wa­nia wraku tego okrętu zakoń­czyły się nie­po­wo­dze­niem. Kolejne teo­rie i hipo­tezy bada­czy i entu­zja­stów histo­rii na temat praw­do­po­dob­nego miej­sca spo­czynku ponad 80-metro­wej dłu­go­ści jed­nostki pod­wod­nej nie potwier­dziły się.
Dopiero 11 sierp­nia 2004 r. udało się zejść pierw­szemu Polakowi, doświad­czo­nemu nur­kowi Mirosławowi Standowiczowi, na głę­bo­kość ponad 100 m do wraku nisz­czy­ciela ORP Grom, który spo­czywa w zim­nych i ciem­nych wodach fiordu Rombakken w Norwegii. Polski okręt jest prze­ła­many na dwie czę­ści. Jednak dokładna pozy­cja zato­nię­cia Groma była znana już 6 paź­dzier­nika 1986 r. Otóż po rocz­nych sta­ra­niach władz Muzeum Wojny w Narwiku po raz pierw­szy prze­ba­dano wrak Groma. Stało się to za sprawą minia­tu­ro­wego okrętu pod­wod­nego ste­ro­wa­nego ze statku Benjamin Norweskiej Królewskiej Marynarki Wojennej. Jednocześnie przed­sta­wi­ciele nor­we­skiego urzędu mor­skiego, moty­wu­jąc to amu­ni­cją znaj­du­jącą się zarówno w czę­ści dzio­bo­wej, jak i rufo­wej okrętu, wydali sta­now­czy zakaz nur­ko­wa­nia wokół wraku i podej­mo­wa­nia jakich­kol­wiek prób eks­plo­ra­cji zato­pio­nego Groma przez samo­wol­nych poszu­ki­wa­czy przy­gód. Jednakże kilka lat temu zła­go­dzono ten prze­pis, o czym świad­czy udział pol­skich i zagra­nicz­nych ekip, które nur­ko­wały na wrak niszczyciela.
Musiało minąć 10 lat od chwili, gdy pol­ski nurek poznał tajem­nicę wraku Groma, żeby kolejny zespół kilku zapa­leń­ców, poszu­ki­wa­czy wra­ków, pro­wa­dząc dłu­gie „śledz­two” w archi­wach zagra­nicz­nych wypra­wił się na eks­pe­dy­cję i zlo­ka­li­zo­wał zato­piony nisz­czy­ciel eskor­towy ORP Kujawiak. Zidentyfikowano okręt, któ­rego poszu­ki­wa­nia pro­wa­dzone przez nur­ków zagra­nicz­nych trwały od dziesięcioleci.

Historia pew­nej znajomości

Przygoda z odna­le­zie­niem Kujawiaka zaczęła się dość przy­pad­kowo. W lutym 2014 r. Piotr Wytykowski, nurek z wie­lo­let­nim doświad­cze­niem i poszu­ki­wacz wra­ków, wró­cił ze swoją ekipą z Sierra Leone w Afryce, gdzie przez trzy tygo­dnie pro­wa­dzili dokład­niej­szą iden­ty­fi­ka­cję eks­plo­ro­wa­nego dwa lata wcze­śniej holen­der­skiego uzbro­jo­nego okrętu żaglo­wego Diemermeer. Żmudne bada­nia pozwo­liły na wyja­śnie­nie wielu waż­nych, histo­rycz­nych szcze­gó­łów doty­czą­cych wraku tego pra­wie 300-let­niego żaglowca, który roz­bił się u wybrzeży Afryki Zachodniej. Podczas dru­giej wyprawy do Sierra Leone spę­dzili na wraku ponad 30 godzin, wyko­nu­jąc 29 nur­ko­wań każdy. Odnaleźli wspa­niale zacho­wane działa, kotwice… i złoty pier­ścień, który tra­fił do muzeum we Freetown.

  • Mariusz Borowiak

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE