Początki służby czoł­gów roz­po­znaw­czych TK cz.1

W swoich raportach kpt. Edward Karkoz zawarł kilkadziesiąt uwag co do technicznych braków i funkcjonalnych niedomagań TK. Końcowa ocena była jednak dodatnia, podkreślając wyraźnie szereg zalet tych niewielkich i sprawnych pojazdów gąsienicowych.

W swo­ich rapor­tach kpt. Edward Karkoz zawarł kil­ka­dzie­siąt uwag co do tech­nicz­nych bra­ków i funk­cjo­nal­nych nie­do­ma­gań TK. Końcowa ocena była jed­nak dodat­nia, pod­kre­śla­jąc wyraź­nie sze­reg zalet tych nie­wiel­kich i spraw­nych pojaz­dów gąsie­ni­co­wych.

Dotychczasowe publi­ka­cje oraz dys­ku­sja na temat pol­skich czoł­gów typu TK sku­piały się na pra­cach reali­zo­wa­nych przez Dowództwo Broni Pancernych i pod­le­głe mu Biuro Badań Technicznych mają­cych w więk­szo­ści cha­rak­ter czy­sto doświad­czalny. Tematyka innych opra­co­wań kon­cen­tro­wała się z kolei wokół zasto­so­wa­nia bojo­wego czoł­gów roz­po­znaw­czych w kam­pa­nii pol­skiej 1939 r. Nadal nato­miast przy­to­czyć można wiele infor­ma­cji doty­czą­cych poko­jo­wej służby czoł­gów typu TK w Wojsku Polskim, szcze­gól­nie w okre­sie ich naj­więk­szej pro­spe­rity, tj. w pierw­szej poło­wie lat trzy­dzie­stych. Organizowane corocz­nie duże ćwi­cze­nia i manewry woj­skowe sku­piały dzie­siątki czoł­gów roz­po­znaw­czych pozwa­la­jąc na udo­sko­na­le­nie tak­tyki ich dzia­ła­nia oraz wpro­wa­dza­nie ulep­szeń kon­struk­cyj­nych. Pierwsze ćwi­cze­nia mię­dzy­bry­ga­dowe, na któ­rych sta­nęły naprze­ciwko sie­bie zupeł­nie nowe TK‑3 oraz zaku­pione wcze­śniej Carden-Loyd Mk VI odbyły się na prze­ło­mie sierp­nia i wrze­śnia 1931 r.

Jest koniec pierw­szej połowy 1931 r., kiedy szef Sztabu Głównego powo­łuje do pracy spe­cjalny zespół z zada­niem usta­le­nia typu sprzętu pan­cer­nego, który powi­nien zna­leźć się w posia­da­niu pol­skiej broni pan­cer­nej. Drugim z zadań sta­wia­nym przed komi­sją jest wstęp­nie usta­le­nie czy i w jakiej for­mie mogą odbyć się zakupy pożą­da­nego przez WP uzbro­je­nia. Komisja two­rzy doku­ment, w któ­rym wyszcze­gól­nia się dwa pod­sta­wowe kry­te­ria przy­jęte dla oceny sprzętu. Pierwsze to całość zdol­no­ści tak­tycz­nych, takich jak ruchli­wość i cha­rak­te­ry­styki tere­nowe. Drugie zaś opiera się na ana­li­zie ści­śle tech­nicz­nych para­me­trów pojazdu bojo­wego (typ napędu, moc sil­nika, wytrzy­ma­łość ukła­dów na zuży­cie i kon­sump­cja paliwa).Warto pamię­tać, że w owym cza­sie naj­po­waż­niej­szym kon­ku­ren­tem czoł­gów w wyścigu o pan­cerną domi­na­cję, były pro­du­ko­wane w wielu odmia­nach samo­chody pan­cerne. Ich pod­sta­wowe zada­nie to towa­rzy­sze­nie i wspie­ra­nie ogniem wojsk szyb­kich, za które nadal ucho­dziła konna i słabo wypo­sa­żona w nowo­cze­sną broń kawa­le­ria. Rolę powol­nych czoł­gów upa­try­wano raczej we wspar­ciu mozol­nie wal­czą­cej o każdą piędź ziemi pie­choty, potrze­bu­ją­cej lepiej opan­ce­rzo­nego i cię­żej uzbro­jo­nego sprzętu. Swoistej rewo­lu­cji w tym pro­stym podziale doko­nał czołg szyb­ko­bieżny, który łączył w sobie zarówno pręd­kość i zwrot­ność, jak i siłę pan­ce­rza z ade­kwat­nym uzbro­je­niem. Przenikanie się dotych­cza­so­wych pojęć spo­wo­do­wało, że rów­nież pol­scy kawa­le­rzy­ści zaczęli żywiej inte­re­so­wać się czoł­giem, jako przy­szłym wozem bojo­wym, przy czym musiał on speł­niać kilka wymo­gów:

  • ruchli­wo­ści wyra­ża­nej poprzez dużą szyb­kość na dro­gach i poza nimi oraz zwrot­ność i zdol­no­ści poko­ny­wa­nia wszel­kich prze­szkód w nawet trud­nym tere­nie;
  • siły i dyna­miki ognia broni maszy­no­wej i/lub armaty połą­czo­nych z moż­li­wym bły­ska­wicz­nym manew­rem ognio­wym;
  • dużym pro­mie­niem dzia­ła­nia osią­ga­nym dzięki znacz­nemu zapa­sowi paliwa prze­wo­żo­nemu w pojeź­dzie oraz eko­no­micz­no­ści jego zuży­cia nawet w jeź­dzie
    tere­no­wej.

Dwa lata wcze­śniej, latem 1929 r., dotarła do Polski par­tia 10 angiel­skich tan­kie­tek Carden-Loyd Mk IV uzbro­jo­nych w kara­biny maszy­nowe. Wyprodukowane zostały przez zakłady kon­cernu Vickers-Armstrong Ltd., który rok wcze­śniej wchło­nął nie­wiel­kie przed­się­bior­stwo pro­wa­dzone przez Johna Cardena i Viviana Loyda. W tym cza­sie armia bry­tyj­ska dys­po­no­wała już nie­mal setką czoł­gów tego typu, któ­rych rola ogra­ni­czona została jed­nak do trans­por­tera kara­binu maszy­no­wego lub znacz­nie rza­dziej lek­kiego cią­gnika arty­le­ryj­skiego. Krótko po dosta­wie strona pol­ska coraz żywiej zaczęła inte­re­so­wać się kolej­nym pro­duk­tem zbro­je­nio­wego giganta czyli 6‑tonowym czoł­giem Vickers Mk E Alternative A. Zanim jed­nak na dobre roz­wi­nął się nad Wisłą trend szyb­ko­bież­nego czołgu „V” posia­dane już tan­kietki otrzy­mały numery porząd­kowe 1143 do 1152. Sformowano z nich dwa 5‑pojazdowe plu­tony i bar­dzo szybko dele­go­wano do roz­ma­itych prób. W ciągu roku powstają nad Wisłą rów­nież dwa pol­skie Carden-Loydy wyko­rzy­stu­jące zaku­pione w Anglii czę­ści zamienne oraz pierw­sze zebrane już doświad­cze­nia użyt­kowe. Maszyny te są w porów­na­niu do swo­ich zachod­nich odpo­wied­ni­ków wyraź­nie udo­sko­na­lone, szcze­gól­nie jeśli cho­dzi o układ zawie­sze­nia. Podobnie jak pier­wo­wzory tra­fiają do kom­pa­nii czoł­gów roz­po­znaw­czych Doświadczalnej Grupy Pancerno-Motorowej dowo­dzo­nej przez mjr. Wilczewskiego. Pod koniec 1930 r. przed­sta­wi­ciele armii roz­po­częli z PZInż. roz­mowy doty­czące wytwo­rze­nia w kraju pierw­szej par­tii 100 wozów bojo­wych o cał­ko­wi­cie zamknię­tym kadłu­bie oraz zmo­dy­fi­ko­wa­nym ukła­dzie jezd­nym.

W lutym, w trak­cie kon­fe­ren­cji w Fabryce Samochodów „Ursus” usta­lono, że Huta Bismarka dostar­czy trzy par­tie blach nie­pan­cer­nych (żela­znych) po 5 kom­ple­tów odpo­wied­nio do: 15 kwiet­nia, 11 maja i 6 czerwca 1931 r. Wykonawca czoł­gów dekla­ro­wał, że potrze­buje około pół­tora mie­siąca na zmon­to­wa­nie blach i ukom­ple­to­wa­nie każ­dej z par­tii maszyn. Na początku marca wydano tym­cza­sowe WT nr 3026 na „Lekki czołg szyb­ko­bieżny TK” i zgod­nie z usta­le­niami pro­duk­cja pierw­szej, prób­nej par­tii 15 czoł­gów TK‑3 roz­po­częła się w kwiet­niu. Całość prac reali­zo­wano w koope­ra­cji z woj­skową pla­cówką badaw­czą funk­cjo­nu­jącą już pod nazwą Wojskowego Instytutu Badań Inżynierii (WIBI). Jak się oka­zało, pilo­ta­żowe czołgi nie były w pełni pro­duk­tem kra­jo­wym, część bar­dziej skom­pli­ko­wa­nych ele­men­tów zamó­wiono jesz­cze w kon­cer­nie Vickers-Armstrong. W począt­kach czerwca pierw­sze trzy wozy bojowe TK, czyli przed­se­ryjne TK‑3, tra­fiły do modliń­skiego plu­tonu szkol­nego TK pod dowódz­twem por. Kazimierza Misiaka. Można podej­rze­wać, że było to dzia­ła­nie na wpół ofi­cjalne, ponie­waż woj­sko for­mal­nie nie ode­brało tych pojaz­dów, jed­nak potrze­bo­wało kie­row­ców mogą­cych pro­wa­dzić mające nadejść nie­ba­wem pozo­stałe czołgi TK‑3.

Od połowy mie­siąca prze­pro­wa­dzono wspól­nie z Carden-Loydami pierw­sze strze­la­nia, prze­mar­sze próbne na duże odle­gło­ści i pokazy przez roz­ma­itymi ofi­ce­rami. Ostateczny odbiór posia­da­ją­cych jesz­cze tzw. żela­zne opan­ce­rze­nie pojaz­dów nastą­pił w dwóch par­tiach, które otrzy­mały nume­ra­cję 1154 do 1168. Obie wspo­mniane grupy, liczące odpo­wied­nio dzie­sięć i pięć wozów ofi­cjal­nie prze­ka­zano woj­sku na tere­nie zakła­dów w Czechowicach na prze­ło­mie pierw­szej i dru­giej dekady sierp­nia 1931 r. Dodajmy, że nieco wcze­śniej, bo 14 lipca szef Sztabu Głównego przy­jął popra­wiony wariant pol­skiego wozu bojo­wego TK na uzbro­je­nie armii. Oficjalna nazwa wytwa­rza­nego w kra­jo­wych zakła­dach pojazdu brzmiała „lekki czołg roz­po­znaw­czy TK‑3”.

  • Jędrzej Korbal

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE