Pierwsze hisz­pań­skie czołgi

  • Wojsko i Technika – Historia numer spe­cjalny 2/2019
Pierwszym czołgiem armii hiszpańskiej (jak i wielu innych) był francuski Renault FT. Pozyskanie niewielkiej liczby egzemplarzy nastręczyło Hiszpanii wielu problemów.

Pierwszym czoł­giem armii hisz­pań­skiej (jak i wielu innych) był fran­cu­ski Renault FT. Pozyskanie nie­wiel­kiej liczby egzem­pla­rzy nastrę­czyło Hiszpanii wielu pro­ble­mów.

Hiszpańska broń pan­cerna ma rodo­wód dłuż­szy, niż czołgi. Jednocześnie jest sto­sun­kowo słabo opi­sana, mimo cie­ka­wej histo­rii. Przyjrzyjmy się więc bli­żej powsta­niu i roz­wo­jowi broni pan­cer­nej w Hiszpanii oraz two­rzą­cych ją czoł­gów na początku ich drogi.

Właściwie od epoki napo­le­oń­skiej do końca komu­ni­styczno-faszy­stow­skiej wojny domo­wej Hiszpania nie była pań­stwem sta­bil­nym. Upadali kró­lo­wie i kró­lowe, dwu­krot­nie usta­na­wiano repu­blikę, a czę­ste prze­wroty pała­cowe, lokalne bunty i więk­sze wojny domowe, połą­czone z tra­dy­cyj­nymi anta­go­ni­zmami mię­dzy­re­gio­nal­nymi, odzie­dzi­czo­nymi jesz­cze po okre­sie jed­no­cze­nia pań­stwa, nie sprzy­jały roz­wo­jowi gospo­dar­czemu, poli­tycz­nemu czy nauko­wemu – stąd też daw­niej silna Hiszpania stop­niowo zaczy­nała odsta­wać od kon­ku­ren­tów. Paradoksalnie pewien pro­gres nastą­pił po prze­gra­nej woj­nie ze Stanami Zjednoczonymi za regen­cji Marii Krystyny Austriackiej (kró­lem był wów­czas mało­letni Alfons XII – panu­jący zresztą przez więk­szość inte­re­su­ją­cego nas okresu) – w jej wyniku prze­pro­wa­dzono sze­reg reform (m.in. pod auspi­cjami kil­ku­krot­nego pre­miera Segismundo Moreta), choć, jak się oka­zało, nie­peł­nych. Nie udało się zaże­gnać wielu kon­flik­tów spo­łecz­nych, dopro­wa­dzić do szczę­śli­wego (dla Madrytu) końca sprawę kon­troli nad Marokiem, czy prze­bu­do­wać nieco archa­iczne struk­tury pań­stwowe na miarę XX wieku. Kulminacyjnym punk­tem zawi­ro­wań był wyjazd króla i usta­no­wie­nie II Republiki w 1931 r., któ­rej już drugi rząd (1934−1936) dopro­wa­dził do wybu­chu wojny domo­wej.
Jeden z samochodów pancernych Schneider-Brillié (pod lokalnym oznaczeniem N° 15) otoczony przez żołnierzy i marokańskich cywili (prawdopodobnie zima 1912 r.).

Jeden z samo­cho­dów pan­cer­nych Schneider-Brillié (pod lokal­nym ozna­cze­niem N° 15) oto­czony przez żoł­nie­rzy i maro­kań­skich cywili (praw­do­po­dob­nie zima 1912 r.).

Geneza

Początków hisz­pań­skiej broni pan­cer­nej należy szu­kać jesz­cze przed wybu­chem Wielkiej Wojny, wśród reform, które zaini­cjo­wały Kortezy (hisz­pań­ski par­la­ment) w 1908 r. Były one efek­tem prze­gra­nej dekadę wcze­śniej wojny ze Stanami Zjednoczonymi. Na roz­wój wojsk lądo­wych i mary­narki wojen­nej przy­znano nie­ba­ga­telną kwotę 200 mln peset. Już rok póź­niej armia – wciąż prze­cież nie­go­towa – musiała sta­nąć do kolej­nej rundy zma­gań w Maroku, gdzie Madryt dys­po­no­wał jed­nymi ze swo­ich ostat­nich kolo­nii. Niestety, 29 lipca 1909 r. doszło do klę­ski pod Barraco del Lobo – teo­re­tycz­nie nowo­cze­sna armia nie spro­stała kra­jow­com. Jako jedno z roz­wią­zań wska­zano pozy­ska­nie mło­dziut­kiej wów­czas broni – samo­cho­dów pan­cer­nych. Rozważano zakup pojaz­dów róż­nych firm: Maudslay, SAG, Thornycroft, Armstrong-Withworth, Hotchkiss, RMM czy Schneider-Brillié.
Po kil­ku­mie­sięcz­nych ana­li­zach, 9 listo­pada król Alfons XII wyra­ził ofi­cjalną zgodę na zakup jed­nej sztuki ostat­niego z wymie­nio­nych samo­cho­dów pan­cer­nych, a odpo­wie­dzialna za całą pro­ce­durę miała być Komisja Doświadczeń, Projektów i Zatwierdzania Materiałów Wojennych (La Comisión de Experiencias, Proyectos y Comprabación del Material de Guerra). Do Szkoły Samochodowej Artylerii (Escuela de Automovilismo de Artilleria) tra­fił on 20 czerwca 1910 r. pod nazwą Artilleria N° 15. Zakupy nie szły jed­nak zbyt szybko – drugi egzem­plarz pozy­skano dopiero po zakoń­cze­niu testów w 1911 r., kolejny zaś w… 1922 r. Dwa pierw­sze brały udział w wal­kach w rejo­nie Melilli od stycz­nia 1912 r., choć bez więk­szych suk­ce­sów.
Kolejne istotne zakupy poczy­niono dopiero kilka lat póź­niej – Hiszpania padła ofiarą typo­wego dla sła­bych państw o boga­tej prze­szło­ści prze­ro­stu ambi­cji nad rze­czy­wi­stymi moż­li­wo­ściami. Tuż po 1920 r. zaku­piono kilka samo­cho­dów pan­cer­nych róż­nych typów: budo­wane na pod­wo­ziu ame­ry­kań­skiej cię­ża­rówki Nash-Quad (8 szt.) oraz zapro­jek­to­wane i wyko­nane w Hiszpanii pojazdy powstały jako odpo­wiedź na powsta­nie Rifenów w Maroku Hiszpańskim. Te samo­chody w odróż­nie­niu od fran­cu­skich impor­to­wa­nych samo­cho­dów pan­cer­nych ode­grały już nie­małą rolę w eskor­cie kon­wo­jów na pustyni.
Powstały też inne rodzime wozy: Federal (1 szt., wsła­wiona tym, że… była pierw­szym pojaz­dem pan­cer­nym armii hisz­pań­skiej znisz­czo­nym przez prze­ciw­nika – miało to miej­sce 31 lipca 1921 r.), Landa (2 szt.) i Camión Protegido Benz (2 szt.). Najliczniejszym hisz­pań­skim pojaz­dem tego okresu był Camión Protegido Latil, zbu­do­wany na bazie fran­cu­skiego cią­gnika arty­le­ryj­skiego Latil FTARH w ilo­ści 20 szt.
Najważniejszym kom­po­nen­tem broni pan­cer­nej są jed­nak czołgi (carro de com­bate). Madryt zain­te­re­so­wał się nową bro­nią sto­sun­kowo szybko, bo już pod koniec I wojny świa­to­wej. Pozyskaniem czoł­gów dla armii hisz­pań­skiej miały się zająć ata­szaty znaj­du­jące się w wio­dą­cych pań­stwach Ententy. Sztuka ta udała się jedy­nie przed­sta­wi­ciel­stwu woj­sko­wemu we Francji. Oferta opie­wała na wyjąt­kowo udany w tam­tym cza­sie czołg lekki Renault FT. Zamówienie zło­żono 18 paź­dzier­nika 1918 r. Właściwą umowę pod­pi­sano jed­nak dopiero w stycz­niu 1919 r., na jedną sztukę Renault FT z armatą kal. 37 mm, nieco póź­niej zaś – na cztery kolejne wozy, w tym jeden uzbro­jony w kara­bin maszy­nowy.
5 marca 1919 r. pod­pi­sano kolejny aneks, tym razem obej­mu­jący dwa czołgi w warian­cie z armatą. Być może z powo­dów poli­tycz­nych (rywa­li­za­cja w Afryce Północnej?), 20 marca strona fran­cu­ska zerwała nego­cja­cje.
Wróciła jed­nak do nich po jakimś cza­sie, ale wów­czas udało się Hiszpanom kupić tylko jeden czołg uzbro­jony w kara­bin maszy­nowy. W poło­wie sierp­nia zamó­wiono kolej­nych 11 czoł­gów: 8 z kara­bi­nem maszy­no­wym, 2 z armatą i 1 dowo­dze­nia (Renault TSF), wraz z odpo­wied­nim zapa­sem amu­ni­cji. I tym razem czołgi te nie tra­fiły na uzbro­je­nie armii hisz­pań­skiej. Dopiero po jej poraż­kach w poło­wie 1921 r. Francja wyra­ziła zgodę na sprze­daż 10 Renault FT uzbro­jo­nych w kara­bin maszy­nowy i 1 w wer­sji dowo­dze­nia.
Nieco wię­cej szczę­ścia mieli Hiszpanie z firmą Schneider, zdo­łali bowiem 16 wrze­śnia 1921 r. kupić 6 czoł­gów cięż­kich CA-1, 6 cią­gni­ków Latil TAR i tyleż przy­czep amu­ni­cyj­nych wraz z zapa­sem amu­ni­cji, czę­ści zamien­nych itd. Wszystkie wymie­nione pojazdy dostar­czono do początku 1922 r., po czym roz­po­częło się szko­le­nie załóg. 6 marca czołgi CA-1 oraz kilka pojaz­dów nie­opan­ce­rzo­nych skie­ro­wano do Melilli, two­rząc pod dowódz­twem kpt. Carlosa Ruiza de Toledo pierw­szy w histo­rii armii hisz­pań­skiej oddział pan­cerny, liczący 39 ludzi. Carros Pesados de Artilleria M 16 CA-1 (jak ozna­czono fran­cu­skie wozy Schneidera) mimo tego, że już w momen­cie zakupu były prze­sta­rzałe, ode­grały nie­ba­ga­telną rolę w tłu­mie­niu powsta­nia w Maroku. Za udział w woj­nie oddział otrzy­mał odzna­cze­nie Medalla Militar.
Zaledwie kil­ka­na­ście dni po czoł­gach cięż­kich CA-1 do Afryki tra­fiły także lek­kie Renault FT, two­rząc kom­pa­nię podzie­loną na 2 plu­tony po 5 czoł­gów i sztab z wozem dowo­dze­nia TSF. Wspólnie wzięły udział w pierw­szych w histo­rii hisz­pań­skich czoł­gi­stów wal­kach w rejo­nie miej­sco­wo­ści Ambar i Tuguntz (14 marca 1922 r.). Sukces został oku­piony uszko­dze­niem 3 czoł­gów Renault oraz 2 Schneidera, co było efek­tem nie­umie­jęt­nego uży­cia broni pan­cer­nej. Ponoć docho­dziło do sytu­acji, w któ­rych pozba­wione wspar­cia pie­choty czołgi były ata­ko­wane przez powstań­ców z uży­ciem… broni bia­łej! Nie bez zna­cze­nia była też trud­no­do­stępna amu­ni­cja – stan­dar­dowe uzbro­je­nie Hiszpanów było inne, niż ory­gi­nalne fran­cu­skie zaku­pione wraz z czoł­gami.
Doświadczenia z uży­cia czoł­gów były mimo wszystko pozy­tywne. Kolejny zakup doty­czył także fran­cu­skich czoł­gów Chentilette-Saint Chamond, któ­rych 7 szt. kupiono w 1923 r. Owe rewo­lu­cyjne jak się wów­czas zda­wało czołgi kołowo-gąsie­ni­cowe od samego początku tra­pione były licz­nymi awa­riami. Czołgi te tra­fiły do Melilli 5 sierp­nia i do końca mie­siąca awa­rie wyeli­mi­no­wały z walki aż 5 z nich. Poza nie­do­pra­co­waną trak­cją, zało­gom doskwie­rały także słabe opan­ce­rze­nie, mierna widocz­ność czy kiep­ska ergo­no­mia. Z tego powodu szybko wyco­fano te czołgi z uzbro­je­nia i prze­ka­zano je na poli­gon w Carabanchel jako sprzęt eks­pe­ry­men­talny. W tym samym roku zło­żono zamó­wie­nie na 6 kolej­nych Renault FT, na które przy­szło jed­nak pocze­kać Hiszpanom aż dwa lata.
Być może pod wpły­wem wąt­pli­wej rze­tel­no­ści fran­cu­skiego dostawcy Hiszpanie posta­no­wili w 1924 r. kupić we Włoszech poje­dyn­czy czołg lekki FIAT 3000A, znacz­nie bar­dziej nowo­cze­sny od Renault FT. Dotarł on do nowego użyt­kow­nika w stycz­niu 1925 r. Z dal­szych zaku­pów Hiszpanie zre­zy­gno­wali, w zamian za to zde­cy­do­wali się pod­jąć sta­ra­nia ukie­run­ko­wane na samo­dzielne opra­co­wa­nie czołgu pie­choty (póź­niej­szy Carro Ligero de Combate para infan­te­ria Mod. Trubia 75 HP tipo Rapido Serie A, w skró­cie: Trubia A-4 lub – rza­dziej – po pro­stu Trubia), o tym jed­nak póź­niej. Pod wpły­wem stra­chu przed wzro­stem wpły­wów Wielkiej Brytanii w Maroku, Francja zde­cy­do­wała się wspo­móc Hiszpanię w 1925 r. Dzięki temu Hiszpanie nie tylko w końcu otrzy­mali zamó­wione dwa lata wcze­śniej czołgi, ale też i wymierne wspar­cie mili­tarne.
Na schył­kowy okres walk ze Skonfederowaną Republiką Plemion Rifu przy­pada bodaj pierw­szy desant z udzia­łem czoł­gów w histo­rii ope­ra­cji wodno-lądo­wych – 8 wrze­śnia na plaże w zatoce Alhucemas z barek desan­to­wych typu K zje­chało 10 hisz­pań­skich czoł­gów, które udzie­liły wspar­cia pie­cho­cie. Po for­mal­nym zakoń­cze­niu wojny (27 maja 1926 r.) czołgi wró­ciły do Europy. Na bazie Renault FT sfor­mo­wano w 1931 r. dwa pułki czoł­gów: 1. w Madrycie i 2. w Saragossie. Czołgi CA-1 wró­ciły z Afryki nieco póź­niej (1929 r.), by zasi­lić sze­regi arty­le­rii i słu­żyć do szko­le­nia.

Koniec okresu pio­nier­skiego

Początek lat trzy­dzie­stych przy­niósł Hiszpanii nie tylko kry­zys gospo­dar­czy wywo­łany kra­chem po dru­giej stro­nie Atlantyku, ale i kry­zys poli­tyczny. W stycz­niu upa­dła dyk­ta­tura gene­rała Miguela Primo de Rivery, spra­wu­ją­cego fak­tyczną wła­dzę nad Hiszpanią od 1923 r. Był to dla kraju okres raczej pomyślny, zna­czony szyb­kim wzro­stem mili­tar­nym oraz (prawda, wymę­czo­nym) suk­ce­sem w Maroku. Król Alfons XIII pró­bo­wał rato­wać monar­chię, powo­łu­jąc na fotel pre­miera gen. Damaso Berenguera (zwa­nego póź­niej „mięk­kim dyk­ta­to­rem”), który utrzy­mał wła­dzę zale­d­wie do lutego 1931 r.
Po kilku nie­pew­nych kan­dy­da­tach, stały rząd utwo­rzyć miał adm. Juan Bautista Aznar, monar­chi­sta. Ustalił ter­min wybo­rów samo­rzą­do­wych na 12 kwiet­nia 1931 r. Choć w ogóle wygrali je zwo­len­nicy monar­chii, w wiel­kich mia­stach znacz­nie sil­niejsi byli repu­bli­ka­nie. Pojawiły się oskar­że­nia o sfał­szo­wa­nie wybo­rów. Nastroje rewo­lu­cyjne dopro­wa­dziły do upadku rządu, wyjazdu króla Alfonsa XIII (14 kwiet­nia) do Francji, a póź­niej do Włoch, gdzie w 1941 r. abdy­ko­wał na rzecz swego syna, Jana (ojca póź­niej­szego „praw­dzi­wego” króla Jana III Karola. Ponadto ofi­cjal­nie pro­kla­mo­wano II Republikę Hiszpańską (14 kwiet­nia) z rzą­dem tym­cza­so­wym pod kie­row­nic­twem Niceto Alcala-Zamory. 10 grud­nia for­mal­nie został on pre­zy­den­tem repu­bliki (do 7 kwiet­nia 1936 r.), dzień po zatwier­dze­niu nowej kon­sty­tu­cji. Ministrem wojny został Manuel Azaña, który w okre­sie od kwiet­nia do wrze­śnia 1931 r. wydał sze­reg dekre­tów zbior­czo okre­śla­nych jako Reforma Azañi. Postulował on reduk­cję sił zbroj­nych przy rów­no­cze­snej ich moder­ni­za­cji.
Za istotne Manuel Azaña uznał m.in. zre­du­ko­wa­nie liczby gene­ra­łów: w przed­dzień usta­no­wie­nia Republiki na 16 dywi­zji wojsk lądo­wych przy­pa­dało… 800 gene­ra­łów! Oczywiście reforma rewo­lu­cyjna skut­ko­wała czyst­kami, które spo­wo­do­wały odej­ście około 40% ofi­ce­rów. Szesnaście dowództw dywi­zyj­nych zre­du­ko­wał on do ośmiu, zamknął Generalną Akademię Wojskową, powo­łał gen. Francisco Franco na dowódcę hisz­pań­skiej Legii Cudzoziemskiej, skró­cił czas obo­wiąz­ko­wej służby woj­sko­wej do dwu­na­stu mie­sięcy, a nieco póź­niej (6 lutego 1932 r.) powo­łał kon­sor­cjum prze­my­słu zbro­je­nio­wego, które miało scen­tra­li­zo­wać zarzą­dza­nie zakła­dami zbro­je­nio­wymi. Część jego reform została jed­nak cof­nięta pod naci­skami armii.
Kolejny mini­ster, Diego Hidalgo, w 1934 r. zapro­po­no­wał powo­ła­nie do życia Szybkiej Dywizji Zmotoryzowanej (La División Rápida Motorizada). Z braku środ­ków powsta­nie dość nowo­cze­snego kon­cep­cyj­nie związku tak­tycz­nego nie doszło do skutku. Być może jego ist­nie­nie zapo­bie­głoby roz­po­wszech­nia­niu się ter­roru anar­chi­stów, któ­rzy po powo­ła­niu II Republiki zyski­wali na sile na pro­win­cji – taki był zresztą zamiar pomy­sło­dawcy. Jego rolę czę­ściowo prze­jęły oddziały sztur­mowe poli­cji, wypo­sa­żone także w samo­chody pan­cerne. Zakupy dla poli­cji zyskały tak duży prio­ry­tet, że armia musiała posił­ko­wać się prze­bu­dową sta­rych cię­ża­ró­wek na samo­chody pan­cerne.
Najszerzej pro­du­ko­wa­nym hisz­pań­skim samo­cho­dem pan­cer­nym był Bilbao Modelo 1932, wybrany pomimo wcze­śniej­szego zain­te­re­so­wa­nia pół­gą­sie­ni­co­wym samo­cho­dem pan­cer­nym AMC Citroën-Kégresse Modele 1929 (kupiono 1 egzem­plarz do testów) czy tan­kiet­kami Carden-Loyd. Nie lepiej było z zaku­pami czoł­gów – dekla­ra­cje zarówno z lep­szych cza­sów monar­chii, jak i repu­bli­kań­skie, oka­zały się być mrzonką. Podobnie zresztą było z repu­bli­kań­skim ładem – zamiast zapew­nić oby­wa­te­lom dobro­byt, repu­blika dopro­wa­dziła do kolej­nej wojny domo­wej.

Wojna domowa 1936 – 1939

Doszło do kilku prób oba­le­nia władz repu­bli­kań­skich, głów­nie ze strony armii. Czarę gory­czy prze­peł­niły naj­pierw rządy pra­wi­cowe, a póź­niej zwy­cię­stwo lewicy w dość męt­nych (jak wszyst­kie poprzed­nie…) wybo­rach w lutym 1936 r. Lewicowy Front Ludowy uzy­skał 278 miejsc w par­la­men­cie na 527 (plus 3 nie­ob­sa­dzone), pozo­stałe zajęli w więk­szo­ści poli­tycy pra­wi­cowi. Premierem został znany nam już Manuel Azaña. Niestety rady­ka­ło­wie z obu stron roz­pę­tali ter­ror na nie­spo­ty­kaną od dawna skalę, do czego przy­czy­nili się w dużej mie­rze komu­ni­ści kon­tro­lu­jący część resor­tów „siło­wych”. Seria zabójstw przy­wód­ców pra­wicy (z któ­rych wielu rów­nież miało krew na rękach) w lipcu 1936 r. dopro­wa­dziła do wybu­chu powsta­nia, co miało miej­sce 17 – 18 lipca. Na jego czele sta­nęli dowódca sił na Wyspach Kanaryjskich gen. Francisco Franco, dowódca bry­gady w Nawarze gen. Emilio Mola i prze­by­wa­jący od czte­rech lat na emi­gra­cji w Portugalii gen. José Sanjurjo. Buntownikom udało się prze­jąć część sił lądo­wych (w tym czołgi i samo­chody pan­cerne) i lot­nic­twa, nie udało się jed­nak prze­jąć floty. Dysproporcja sił na nie­ko­rzyść rebe­lian­tów była ogromna i tylko póź­niej­sza pomoc wło­sko-nie­miecka ura­to­wała fran­ki­stow­ski zamach stanu.
Zdecydowaną więk­szość prze­sta­rza­łego sprzętu pan­cer­nego utrzy­mali w swo­ich rękach repu­bli­ka­nie – już w dniach 19 – 20 lipca czołgi Renault FT i CA-1 oraz samo­chody pan­cerne Bilbao Mod. 1932 zostały użyte do stłu­mie­nia pra­wi­co­wych roz­ru­chów wokół Madrytu, tydzień póź­niej wal­czyły już w Sierra de Guadarrama. Pojazdy pan­cerne brały udział w wal­kach o Alcazar, Oviedo czy Méridę. Zapał wła­ściwy woj­nom domo­wym nie mógł zastą­pić wyszko­le­nia czy zor­ga­ni­zo­wa­nego zaple­cza, obie strony pono­siły więc znaczne straty. Przykładowo, z 36 samo­cho­dów pan­cer­nych Bilbao w pierw­szych mie­sią­cach walk utra­cono pięt­na­ście.
Straty w samo­cho­dach pan­cer­nych uzu­peł­niano z początku doraźną pro­duk­cją, opartą o przed­wo­jenne zapasy cię­ża­ró­wek czy auto­bu­sów i o to, co aku­rat było pod ręką, a czym dało się opan­ce­rzyć samo­chód cię­ża­rowy. Samochody te, jak Somua-Naval (na bazie fran­cu­skiego auto­busu Somua, pro­du­ko­wany w zakła­dach Sociedad Española de Construcción Naval, w skró­cie La Naval), były na ogół opan­ce­rzony za pomocą bla­chy o gru­bo­ści 6 – 10 mm, zwy­kle nie były one uzbro­jone, musiały wystar­czyć ręczne kara­biny maszy­nowe i kara­biny zabie­ra­nych żoł­nie­rzy (były więc w pew­nym sen­sie bar­dziej trans­por­te­rami opan­ce­rzo­nymi, ani­żeli wozami bojo­wymi). Próbowano też budo­wać czołgi, np. Carro Landesa, na pod­sta­wie cią­gnika Landesa.
Zdecydowanie lepiej radzili sobie repu­bli­ka­nie – nacjo­na­li­ści Franco nie dys­po­no­wali wła­snym zaple­czem prze­my­sło­wym o odpo­wied­nich moż­li­wo­ściach. Sama tylko Katalonia dostar­czyła stro­nie repu­bli­kań­skiej 260 – 300 pojaz­dów (m.in. samo­cho­dów pan­cer­nych T-69) w cza­sie wojny, co nie może dzi­wić, region był bowiem naj­bar­dziej uprze­my­sło­wioną pro­win­cją Hiszpanii.
Hiszpańska wojna domowa była pierw­szym kon­flik­tem, w któ­rym zostały użyte względ­nie nowo­cze­sne czołgi, zdolne do roz­wi­ja­nia dużych pręd­ko­ści. Był to więc poli­gon dla rodzą­cego się dopiero blitz­kriegu i teo­rii głę­bo­kich ope­ra­cji. Obie strony otrzy­mały sze­roki stru­mień pomocy mię­dzy­na­ro­do­wej – repu­bli­ka­nie głów­nie od ZSRR (ale nie tylko, ochot­nicy wal­czący za lewi­cową i „demo­kra­tyczną” stronę zjeż­dżali ocho­czo z całego świata), kupo­wali też sporo broni poza Związkiem Radzieckim (w Polsce pozy­skano m.in. 64 czołgi Renault FT z około 90 dostar­czo­nych ogó­łem, choć i nacjo­na­li­ści kupili nad Wisłą nieco róż­nej broni; ogólna war­tość eks­portu uzbro­je­nia i sprzętu woj­sko­wego dla obu stron się­gnęła 190 mln zł, czyli dwóch trze­cich eks­portu pol­skiej broni w dwu­dzie­sto­le­ciu mię­dzy­wo­jen­nym w ogóle), z kolei nacjo­na­li­ści otrzy­mali potężne wspar­cie ze strony nazi­stow­skiej III Rzeszy i faszy­stow­skiego Królestwa Włoch.

Mimo zadrażnień politycznych, Hiszpania w latach dwudziestych próbowała kupować także inne francuskie czołgi. Madryt pozyskał m.in. kilka Schneiderów CA-1.

Mimo zadraż­nień poli­tycz­nych, Hiszpania w latach dwu­dzie­stych pró­bo­wała kupo­wać także inne fran­cu­skie czołgi. Madryt pozy­skał m.in. kilka Schneiderów CA-1.

  • Bartłomiej Kucharski

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE