Pierwsza bitwa o Caen: czer­wiec 1944 r.

Czołg Panzer IV z 6./SS-Pz.Rgt. 12 – 6. kom­pa­nii pułku pan­cer­nego 12. SS-Pz.Div. „Hitlerjugend” – z desan­tem mło­do­cia­nych gre­na­die­rów na pan­ce­rzu.

Spośród bitew sto­czo­nych na fron­cie zachod­nim, mało która docze­kała się tak skraj­nie róż­nych ocen, jak ta o Caen. Dla jed­nych pozo­staje wiel­kim bla­ma­żem Montgomery’ego, dla innych ofiar­nym gestem na rzecz ame­ry­kań­skich sojusz­ni­ków, który zwią­zał pan­cerne siły nie­przy­ja­ciela i umoż­li­wił czoł­gom Pattona szarżę ku Sekwanie.

Od czasu, gdy zapa­dła decy­zja o utwo­rze­niu tzw. dru­giego frontu we Francji, w pla­nach alian­tów Caen zna­la­zło się w cen­trum zain­te­re­so­wa­nia. To mia­sto (w okre­sie przed inwa­zją liczyło ok. 60 000 miesz­kań­ców) było głów­nym węzłem komu­ni­ka­cyj­nym Normandii, z któ­rego drogi i linie kole­jowe roz­cho­dzą się pro­mie­ni­ście po całym regio­nie. Ponadto na połu­dniowy wschód od mia­sta koń­czył się region bocage – klau­stro­fo­biczny labi­rynt żywo­pło­tów, w któ­rym uty­kały pojazdy mecha­niczne – a zaczy­nały się otwarte rów­niny, umoż­li­wia­jące roz­wi­nię­cie natar­cia w głąb Francji. Generał Montgomery, dowódca 21. Grupy Armii (wszyst­kich lądo­wych wojsk inwa­zyj­nych), spo­dzie­wał się, że Niemcy będą bro­nić tej rubieży za wszelką cenę i na tym zało­że­niu oparł swoją stra­te­gię:
Mój plan pole­gał na tym, by po uchwy­ce­niu sta­bil­nego przy­czółka sza­cho­wać prze­ciw­nika groźbą prze­ła­ma­nia frontu na wschod­niej flance – to zna­czy, w sek­to­rze Caen. W ten spo­sób zamie­rza­łem zwa­bić tam główne odwody nie­przy­ja­ciela i zwią­zać je walką, uży­wa­jąc do tego wojsk bry­tyj­skich i kana­dyj­skich. Po osią­gnię­ciu tego celu pla­no­wa­łem doko­nać prze­łomu na flance zachod­niej, siłami ame­ry­kań­skiej armii gen. Bradleya, następ­nie obró­cić cały front [o 90° – przyp. aut.] wokół Caen. Amerykanie mieli ude­rzyć na połu­dnie, ku doli­nie Loary, następ­nie wyko­nać zwrot na wschód, kie­ru­jąc się sze­ro­kim łukiem ku Sekwanie w rejo­nie Paryża. Ten manewr miał na celu odcię­cie wojsk nie­przy­ja­ciela na połu­dnie od Sekwany, po uprzed­nim znisz­cze­niu mostów
na tej rzece przez lot­nic­two.
Ta stra­te­gia wyni­kała przede wszyst­kim z ana­lizy roz­miesz­cze­nia rezer­wo­wych sił nie­przy­ja­ciela w Europie zachod­niej oraz prze­biegu linii kole­jo­wych i dróg pro­wa­dzą­cych do Normandii, a także przez wzgląd na zada­nie, które było prio­ry­te­tem tej ope­ra­cji – zdo­by­cia por­tów. Zajęcie Półwyspów Cotentin i Bretońskiego w celu uzy­ska­nia dostępu do tam­tej­szych por­tów ozna­czało, że na zacho­dzie musimy doko­nać szyb­kich postę­pów tere­no­wych. Na wschod­niej flance roz­sze­rza­nie przy­czółka nie było tak pilne, pod warun­kiem speł­nie­nia wymo­gów sił powietrz­nych, które doma­gały się miej­sca pod budowę lot­nisk. Aby eks­pan­sja na zacho­dzie mogła prze­bie­gać w dużym tem­pie, musie­li­śmy odcią­gnąć stam­tąd gros sił nie­przy­ja­ciela. W tym zada­niu wielce nam pomógł fakt, że Caen miało olbrzy­mie zna­cze­nie stra­te­giczne.
Początkowo roz­ła­du­nek zaopa­trze­nia i posił­ków miał się odby­wać w dwóch sztucz­nych por­tach Mulberry. Były one jed­nak wielką nie­wia­domą, podatną na kaprysy pogody. Nic więc dziw­nego, że Montgomery chciał dys­po­no­wać cho­ciaż jed­nym sta­łym, głę­bo­ko­wod­nym por­tem prze­ła­dun­ko­wym przed nadej­ściem jesien­nych sztor­mów. Do czasu zdo­by­cia Cherbourga przez Amerykanów, następ­nie roz­po­czę­cia przez nich ofen­sywy ku doli­nie Loary, bry­tyj­sko-kana­dyj­ska 2. Armia gen. Dempseya miała pro­wa­dzić takie dzia­ła­nia, by Niemcy uznali ją za główne zagro­że­nie. Jak długo miało to trwać, zale­żało od tempa postę­pów 1. Armii Bradleya. Taki plan Montgomery przed­sta­wił na gene­ral­nej odpra­wie przed inwa­zją, prze­pro­wa­dzo­nej w Londynie 7 kwiet­nia 1944 r., następ­nie trzy­mał się go z żela­zną kon­se­kwen­cją, nie bacząc na rosnące grono kry­ty­ków.
Po roz­cią­gnię­ciu rejonu desantu od pod­stawy pół­wy­spu Cotentin (gdzie na pla­żach „Utah” i „Omaha” lądo­wali Amerykanie) aż po ujście rzeki Orne (plaża „Sword”), Caen zna­la­zło się na skraju lewej flanki alian­tów – w nader nie­for­tun­nym miej­scu. Orne, która prze­pływa przez to mia­sto, ucho­dzi do zatoki Sekwany na pół­noc od mia­sta. Na tym odcinku, rów­no­le­gle do rzeki i w odle­gło­ści nie­ca­łych 400 m, bie­gnie kanał żeglu­gowy. Ta podwójna prze­szkoda wodna utrud­niała szyb­kie obej­ście Caen od wschodu, by wziąć mia­sto w klesz­cze. Oba brzegi były połą­czone, w poło­wie odle­gło­ści mię­dzy Caen a morzem, dwoma mostami (po jed­nym na rzece i kanale) w osi drogi Bénouville – Ranville. Montgomery posta­no­wił zdo­być oba te mosty desan­tem z powie­trza i utwo­rzyć przy­czó­łek na wschod­nim brzegu Orne. Liczył jed­nak, że samo mia­sto zdoła zająć szyb­kim wypa­dem pie­choty i czoł­gów. Cel znaj­do­wał się w odle­gło­ści zale­d­wie 14 km od miej­sca, w któ­rym miały wylą­do­wać oddziały wyzna­czone do jego zdo­by­cia.

Animozje feld­mar­szał­ków

Niemieckim głów­no­do­wo­dzą­cym na zacho­dzie Europy był von Rundstedt. Pod swoją komendą miał woj­ska we Francji pół­noc­nej i Belgii (Grupa Armii B), Francji połu­dnio­wej (Grupa Armii G) i w Holandii – łącz­nie ok. 60 dywi­zji, w tym dzie­więć pan­cer­nych i jedna gre­na­die­rów pan­cer­nych. Jego nomi­nal­nym pod­wład­nym był Rommel, legen­darny dowódca Afrikakorps, który dowo­dził Grupą Armii B, zło­żoną z 7. i 15. Armii. Za Francję pół­nocno-zachod­nią (Normandia i Bretania), odpo­wia­dała 7. Armia. Obaj feld­mar­szał­ko­wie byli zgodni przy­naj­mniej w jed­nej kwe­stii – że tzw. Wał Atlantycki jest wiel­kim ble­fem nie­miec­kiej pro­pa­gandy, który nie zatrzyma inwa­zji. Mieli nadzieję, że wszyst­kie te schrony, zasieki i pola minowe cho­ciaż spo­wol­nią natar­cie prze­ciw­nika w głąb lądu, dając im czas na zor­ga­ni­zo­wa­nie kontr­ataku.
Pierwszą prze­szkodą alian­tów na dro­dze do Caen była 716. Inf.Div. (dywi­zja pie­choty). Dowodził nią GenLt. Wilhelm Richter, wete­ran kam­pa­nii w Polsce, na fron­cie zachod­nim i w Rosji. Z racji mniej­szej liczby środ­ków trans­portu, w prak­tyce była dywi­zją obrony wybrzeża. Niemcy for­ma­cje tego typu okre­ślali mia­nem boden­stän­dige (obrony sta­tycz­nej). Uważano je za mało war­to­ściowe, lek­ce­wa­żąc ich poten­cjał bojowy. Tymczasem był on cał­kiem spory. Trzon dywi­zji sta­no­wiły dwa pułki gre­na­die­rów (Gren.Rgt. 726 i 736), każdy liczący cztery bata­liony, w tym jeden „wschodni”. Oprócz nich miała na sta­nie m.in. pułk arty­le­rii (Art.Rgt. 1716), bata­lion sape­rów (Pi.Abt. 716), dywi­zjon prze­ciw­pan­cerny (Pz.Jg.Abt. 716) i dywi­zjon arty­le­rii cięż­kiej (s.Art.Abt. 989). Ponadto żoł­nie­rze Richtera, razem z dywi­zjo­nem arty­le­rii nad­brzeż­nej (H.K.A.Abt. 1260), sta­no­wili obsadę sze­ściu sta­łych bate­rii (kal. od 10 do 15,5 cm) poło­żo­nych na tyłach plaży „Sword” i jed­nej w Merville, na wschod­nim brzegu Orne.
W połą­cze­niu z sys­te­mem for­ty­fi­ka­cji (w sek­to­rze plaży „Sword” i za nią znaj­do­wało się aż 20 umoc­nio­nych punk­tów oporu), 716. Inf.Div. sta­no­wiła poważną i nie­do­ce­nioną przez alian­tów prze­szkodę na dro­dze do Caen. Jej naj­więk­szą sła­bo­ścią był zbyt duży sek­tor do obrony. Odcinek 32 km po obu stro­nach Caen, od Asnelles na zacho­dzie aż po ujście rzeki Dives, za który była odpo­wie­dzialna, obej­mo­wał nie tylko plażę „Sword” i przy­czó­łek na wschod­nim brzegu Orne, ale także plażę „Juno” i czę­ściowo „Gold”. To ozna­czało, że dywi­zja Richtera, licząca zale­d­wie ok. 7800 ludzi, miała prze­ciwko sobie nie­mal całą bry­tyj­sko-kana­dyj­ską 2. Armię.
Zgodnie z zało­że­niami nie­miec­kiego planu obrony, dru­gim eta­pem miał być pan­cerny kontr­atak. W tej kwe­stii było naj­wię­cej roz­bież­no­ści. Rommel chciał roz­mie­ścić czołgi na wybrzeżu, by ude­rzyć nimi, zanim woj­ska inwa­zyjne umoc­nią się na przy­czół­kach. Von Rundstedt wolał trzy­mać pan­cerne odwody z dala od plaż, by łatwiej nimi manew­ro­wać i trzy­mać je poza zasię­giem arty­le­rii okrę­to­wej. Ponadto Hitler chciał zacho­wać kon­trolę nad jed­nost­kami pan­cer­nymi we Francji, które uwa­żał za swoją stra­te­giczną rezerwę. Rommel jed­nak już pod­czas kam­pa­nii w Afryce Północnej doświad­czył, jaką potęgą stało się lot­nic­two tak­tyczne alian­tów. Obawiał się, że z powodu nalo­tów trans­port dywi­zji na front spo­wo­duje nie­do­pusz­czalne opóź­nie­nia i straty. Alianckie lot­nic­two już w okre­sie przed inwa­zją zre­du­ko­wało wydaj­ność sieci kole­jo­wej we Francji o 60% (po roz­po­czę­ciu walk pociągi docie­rały nie bli­żej niż 150 – 200 km od linii frontu).
Hitler pró­bo­wał roz­wią­zać ten kon­flikt polu­bow­nie. Na jego roz­kaz trzy dywi­zje pan­cerne (2., 21. i 116. Pz.Div.) utwo­rzyły rezerwę Grupy Armii B, czyli Rommla. Ten roz­mie­ścił je wzdłuż wybrzeża pół­noc­nej Francji, wycho­dząc z zało­że­nia, że jedna dywi­zja bli­sko przy­czółka zdziała wię­cej niż trzy, które dotrą na pole walki trzy dni póź­niej. W ten spo­sób 2. i 116. Pz.Div. zna­la­zły się na pra­wym brzegu Sekwany, z dala od Normandii. Rommel nie miał nato­miast kon­troli nad czte­rema dywi­zjami z tzw. rezerwy OKW (naczel­nego dowódz­twa Wehrmachtu). Ich dzi­waczny sta­tus spra­wił, że admi­ni­stra­cyj­nie nale­żały do Panzergruppe West, ale ope­ra­cyj­nie pod­le­gały I Korpusowi Pancernemu SS, któ­rym dowo­dził Obergruppenführer Dietrich. Chociaż jego for­mal­nym zwierzch­ni­kiem był von Rundstedt, wyłączne prawo do dys­po­no­wa­nia dywi­zjami z rezerwy OKW zastrzegł sobie Hitler. Ponadto były one roz­pro­szone jesz­cze bar­dziej niż te trzy, któ­rymi dys­po­no­wał Rommel – 1. SS-Pz.Div. „Leibstandarte” znaj­do­wała się w Belgii, nato­miast 17. SS-Pz.Gren.Div. w rejo­nie Nantes na fran­cu­skim wybrzeżu Atlantyku. Tylko pozo­stałe dwie, sta­cjo­nu­jąc na zachód od Paryża, znaj­do­wały się w miarę bli­sko Normandii (nieco ponad 100 km w linii pro­stej od Caen) – w Acon 12. SS-Pz.Div. „Hitlerjugend”, a w Nogent-le-Rotrou dywi­zja Panzer-Lehr.
Najgorzej na tym kom­pro­mi­sie wyszedł von Rundstedt. Sfrustrowany, po woj­nie powie­dział prze­słu­chu­ją­cym go alian­tom: Moja wła­dza nie wykra­czała poza zmianę warty przed bramą. We Francji znaj­do­wały się jesz­cze trzy dywi­zje pan­cerne – 9. i 11. Pz.Div. oraz 2. SS-Pz.Div. „Das Reich”. Te jed­nak sta­cjo­no­wały na połu­dniu i nale­żały do rezerwy Grupy Armii G. Doszło więc do tego, że pierw­szego, kry­tycz­nego dnia inwa­zji w całym rejo­nie desantu znaj­do­wała się tylko jedna nie­miecka dywi­zja pan­cerna. Na nie­szczę­ście alian­tów, sta­cjo­no­wała wokół Caen.

Cyrk Rommla

Oryginalna 21. Pz.Div. prze­pa­dła w Tunezji razem z Afrikakorps. Odtworzona we Francji w poło­wie 1943 r., długo nie mogła osią­gnąć stanu goto­wo­ści. Na pewno miała mar­nego dowódcę. GenMaj. Edgar Feuchtinger otrzy­mał to sta­no­wi­sko mimo braku kom­pe­ten­cji, dzięki zna­jo­mo­ściom w krę­gach wpły­wo­wych nazi­stów, które zdo­był jesz­cze przed wojną, orga­ni­zu­jąc woj­skowe parady pod­czas zjaz­dów NSDAP. Gdy o świ­cie 6 czerwca jego dywi­zja ruszała do walki, zaba­wiał się z kochanką w Paryżu.
Z dru­giej strony, 21. Pz.Div. miała zna­mie­ni­tego dowódcę swo­jego pułku pan­cer­nego. Był nim Obst. Hermann von Oppeln-Bronikowski, złoty meda­li­sta w jeź­dziec­twie na olim­pia­dzie w Berlinie. W latach 1941 – 1943 wal­czył na fron­cie wschod­nim, gdzie został ciężko ranny (pod Kurskiem, w omył­ko­wym nalo­cie Luftwaffe). Jego pułk pan­cerny (Pz.Rgt. 22)1 skła­dał się z dwóch bata­lio­nów. Pierwszy miał w każ­dej z czte­rech kom­pa­nii po 17 czoł­gów PzKpfw IV i pięć w kom­pa­nii szta­bo­wej. Drugi bata­lion, oprócz 26 czoł­gów tego typu, posia­dał 35 zdo­bycz­nych, ex-fran­cu­skich czoł­gów Somua S35 o zni­ko­mej war­to­ści bojo­wej. Realną siłę pułku (który eta­towo powi­nien był liczyć 179 czoł­gów) sta­no­wiła więc nie­cała setka PzKpfw IV.
Sytuację ura­to­wał Maj. Alfred Becker, zna­jomy Feuchtingera jesz­cze sprzed wojny. Ten inży­nier i ofi­cer arty­le­rii przez lata wymy­ślał i kon­stru­ował, na bazie zdo­bycz­nego sprzętu, opan­ce­rzone pojazdy dla Wehrmachtu, głów­nie samo­bieżną arty­le­rię. W sumie zbu­do­wał ich ponad 2000. Pod auspi­cjami mini­stra Speera sfor­mo­wał Baukommando Becker i reali­zo­wał swoje pro­jekty w zakła­dach zbro­je­nio­wych we Francji. Na pod­wo­ziach eks-fran­cu­skich czoł­gów Hotchkiss i cią­gni­ków arty­le­ryj­skich Lorraine mon­to­wał armaty ppanc. kal. 7,5 cm oraz hau­bice kal. 10,5 i 15 cm. Pojazdy tego typu, znane m.in. jako nisz­czy­ciele czoł­gów Sd.Kfz. 135 Marder I i hau­bice Sd.Kfz. 1351, słu­żyły na fron­cie wschod­nim i w Afrikakorps. We Francji tra­fiły na wypo­sa­że­nie m.in. dywi­zjonu ppanc. 716. Inf.Div. Z kolei na cię­ża­rów­kach pół­gą­sie­ni­co­wych Somua MCG i P107 zain­sta­lo­wał wyrzut­nie rakie­towe Nebelwerfer, Reihenwerfer i 8 cm Raketen-Vielfachwerfer, a nawet działa ppanc. kal. 7,5 cm, a same pojazdy opan­ce­rzył.
Feuchtinger, który mimo konek­sji nie mógł się dopro­sić o sprzęt dla swo­jej dywi­zji, zwró­cił się o pomoc wła­śnie do niego. Becker dopo­sa­żył oba pułki gre­na­die­rów pan­cer­nych (Pz.Gren.Rgt. 125 i 192) dywi­zji Feuchtingera. Kompanie „cięż­kie” (4. i 8.), po jed­nej w każ­dym bata­lio­nie, miały na sta­nie po 3 – 4 samo­bieżne działa ppanc. kal. 7,5 cm. Ponadto w każ­dym pułku 9. kom­pa­nia była uzbro­jona w sześć hau­bic kal. 15 cm (Sd.Kfz. 1351), a 10. kom­pa­nia w cztery samo­bieżne wyrzut­nie rakie­towe Reihenwerfer. Również za sprawą Beckera, w pułku arty­le­rii pan­cer­nej (Pz.Art.Rgt. 155) tylko pierw­szy dywi­zjon miał arty­le­rię holo­waną – cztery nie­miec­kie armaty polowe kal. 10,5 cm i osiem eks-rosyj­skich hau­bic kal. 12,2 cm. W pozo­sta­łych dwóch dywi­zjo­nach 24 hau­bice kal. 10,5 cm i tuzin kal. 15 cm były samo­bieżne.
W uzna­niu zasług, krótko przed inwa­zją Maj. Becker otrzy­mał przy­dział do dywi­zji Feuchtingera i dowódz­two dywi­zjonu dział sztur­mo­wych (Stug.Abt. 200). Każda z bate­rii miała na sta­nie sześć dział ppanc. kal. 7,5 cm (Marder I) i cztery hau­bice kal. 10,5 cm zamon­to­wane na pod­wo­ziu czoł­gów Hotchkiss H39 – łącz­nie 50 dział sztur­mo­wych. Siły mobilne dywi­zji dopeł­niał bata­lion sape­rów (Pz.Pi.Btl. 220) i roz­po­znaw­czy (Pz.Aufkl.Abt. 21). Inwencją Beckera był zachwy­cony dowódca Grupy Armii B. Podobno tak czę­sto chwa­lił 21. Pz.Div., że nazy­wano ją „cyr­kiem Rommla”. Gwoli prawdy, dla alianc­kich czoł­gów naj­więk­sze zagro­że­nie sta­no­wił dywi­zjon ppanc. (Pz.Jg.Abt. 200) – cho­ciaż nie był samo­bieżny, jego uzbro­je­nie sta­no­wiły 24 armaty kal. 8,8 cm.
W przed­dzień inwa­zji 21. Pz.Div. liczyła ok. 16 200 żoł­nie­rzy. Kwatera główna znaj­do­wała się w Saint-Pierre-sur-Dives, 30 km na połu­dniowy wschód od Caen. Nieopodal, w Jort i oko­licz­nych wio­skach, roz­lo­ko­wał się I./Pz.Rgt. 22 – pierw­szy bata­lion pułku pan­cer­nego. Jeszcze dalej od Caen, w Fresné-la-Mère (nie­da­leko Falaise), usa­do­wił się II./Pz.Rgt. 22. Na nie­szczę­ście alian­tów, reszta dywi­zji kwa­te­ro­wała znacz­nie bli­żej przy­szłego pola bitwy. Poszczególne kom­pa­nie obu puł­ków gre­na­die­rów sta­cjo­no­wały wokół Caen, w odle­gło­ści od kilku do kil­ku­na­stu km od cen­trum. Generalnie, oba bata­liony Pz.Gren.Rgt. 192 oraz I./Pz.Gren.Rgt. 125 znaj­do­wały się na zachod­nim brzegu Orne, nato­miast II./Pz.Gren.Rgt. 125 na wschod­nim, razem z dzia­łami sztur­mo­wymi Stug.Abt. 200. Z kolei więk­szość arty­le­rii roz­miesz­czono na pół­noc od Caen, bli­żej wybrzeża i przy­szłej plaży „Sword”.
To znaczne roz­pro­sze­nie pod­od­dzia­łów 21. Pz.Div. zdez­o­rien­to­wało aliancki wywiad, który dopiero pod koniec maja zaczął alar­mo­wać o obec­no­ści tej jed­nostki gdzieś w pobliżu Caen. Tę infor­ma­cję zba­ga­te­li­zo­wano do tego stop­nia, że dowód­com niż­szego szcze­bla w ogóle jej nie prze­ka­zano. Brygadier Smith, dowódca 185th Inf. Bde (bry­gady pie­choty), wspo­mi­nał: Nie spo­dzie­wa­łem się, że w dro­dze do Caen napo­tkam 21. dywi­zję pan­cerną, ani jaką­kol­wiek inną for­ma­cję tego typu. Informacje na temat siły i roz­miesz­cze­nia 716. dywi­zji pie­choty były nieco mgli­ste, ale bio­rąc pod uwagę pla­no­wane duże tempo natar­cia oraz wspar­cie naszego 7. pułku arty­le­rii i czoł­gów Staffordshire Yeomanry, nie spo­dzie­wa­łem się żad­nego więk­szego oporu.

Desant z powie­trza

Kwadrans po pół­nocy w pobliżu obu mostów na osi drogi Bénouville – Ranville roz­legł się pomruk sil­ni­ków samo­lo­to­wych, pro­wo­ku­jąc kano­nadę dział arty­le­rii plot. Ich łoskot zagłu­szył szum i świst sze­ściu pod­cho­dzą­cych do lądo­wa­nia szy­bow­ców typu Horsa z bry­tyj­skiej 6th Airborne Div. (dywi­zji powietrznodesantowej)2. Każdy z nich wiózł po jed­nym plu­to­nie wzmoc­nio­nej kom­pa­nii D ze składu 2nd/Ox & Bucks (2. bata­lionu pułku Oxfordshire & Buckinghamshire Light Infantry) oraz po pię­ciu sape­rów z plu­tonu Royal Engineers.
Piloci trzech szy­bow­ców lądu­ją­cych pod Bénouville wyka­zali się wiel­kim kunsz­tem, dostar­cza­jąc pra­wie 90 żoł­nie­rzy nie­całe 100 m od celu – zwo­dzo­nego mostu na kanale żeglu­go­wym. Pierwsza Horsa przy­zie­miła zale­d­wie ok. 50 m od mostu, wyha­mo­wu­jąc na zwo­jach drutu kol­cza­stego. Atak popro­wa­dził Lt. Herbert Brotheridge. Jeden z war­tow­ni­ków zdą­żył wystrze­lić czer­woną flarę, pod­no­sząc alarm. Brotheridge zabił go serią ze Stena, następ­nie pobiegł w kie­runku naj­bliż­szego sta­no­wi­ska kara­binu maszy­no­wego i cisnął weń gra­na­tem. W następ­nej chwili padł tra­fiony kulą w kark – pierw­szy aliancki żoł­nierz pole­gły w Dniu D. Gwoli ści­sło­ści, pierw­szą ofiarą ataku był star­szy sze­re­gowy Greenhalgh. Szybowiec, w któ­rym leciał, przy­zie­mił na skraju stawu i prze­ła­mał się na pół. Nieprzytomny żoł­nierz wypadł na zewnątrz, sto­czył się do wody i uto­nął. Reszta kom­pa­nii D bły­ska­wicz­nie „oczy­ściła” teren z prze­ciw­nika (oba mosty były bro­nione przez ok. 20 żoł­nie­rzy z 3./Gren.Rgt. 736) – cała akcja trwała zale­d­wie kwa­drans. Pierwszy z mostów, ten na kanale żeglu­go­wym, nie­da­leko Bénouville, otrzy­mał nazwę Pegasus. Ten drugi, na rzece Orne, obok
Ranville, nazwano Horsa.
Niemal w tym samym cza­sie, dalej na wschód ska­kała 22. samo­dzielna kom­pa­nia spa­do­chro­nowa, z zada­niem ozna­cze­nia lądo­wisk dla obu bry­gad spa­do­chro­no­wych. Kompanię roz­rzu­ciło na znacz­nym tere­nie, dla­tego nie zdą­żyła na czas wyko­nać zada­nia, przez co 5. Brygada Spadochronowa (w sile trzech bata­lio­nów), która przy­była pół godziny póź­niej, wylą­do­wała w dużym roz­pro­sze­niu. Wszędzie wokół docho­dziło do cha­otycz­nych starć z nie­miec­kimi oddzia­łami, któ­rym spa­do­chro­nia­rze wylą­do­wali pra­wie na gło­wach. Tak było np. w przy­padku jed­nej z kom­pa­nii sape­rów Richtera (1./Pi.Abt. 716) w Hérouvillette, która nawet zaczęła brać jeń­ców.

  • Tomasz Szlagor

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE