Pechowa Foka

Pechowa Foka w Stoczni  im. Komuny Paryskiej w Gdyni.  Fot. zbiory Zbigniewa Sandacha

Pechowa Foka w Stoczni im. Komuny Paryskiej w Gdyni. Fot. zbiory Zbigniewa Sandacha

27 kwiet­nia br. w gdyń­skiej Stoczni Remontowej „Nauta” prze­wró­cił się i czę­ściowo zato­nął dok pły­wa­jący wraz ze znaj­du­ją­cym się na nim remon­to­wa­nym nor­we­skim che­mi­ka­liow­cem Hordafor V. Niektóre media oznaj­miły, że jest to pierw­szy taki przy­pa­dek w Polsce. Być może, że nigdy wcze­śniej nie zato­nął u nas sta­tek razem z dokiem, no ale były inne przy­padki tonię­cia jed­no­stek w stoczni.

W sztor­mową noc wigi­lijną 1980 r. zerwał się z uwięzi w Stoczni im. Komuny Paryskiej w Gdyni wielki nor­we­ski samo­cho­do­wiec Höegh Trader (B-487/1). Uderzył w śro­dek kadłuba będą­cego w budo­wie panam­skiego masowca Bah-Kim (B-533/12) i go zato­pił.
Drugim przy­pad­kiem, który szcze­gó­łowo opi­suję, było zato­nię­cie i póź­niej­sze wydo­by­cie traw­lera-zamra­żalni B-18/1 Foka. Ona to, podob­nie jak i Hordafor V, prze­wró­ciła się na prawą burtę i czę­ściowo zato­nęła, nawet w podob­nych godzi­nach – mię­dzy 13:00 a 14:00. Gdyby ta histo­ria w „Naucie” wyda­rzyła się w latach 60. ub.w., to pew­nie pora­dzi­łoby sobie z nią Polskie Ratownictwo Okrętowe i stocz­nia nie musia­łaby wzy­wać na pomoc firm z zagra­nicy. Przedsiębiorstwo to odno­siło wtedy wiele suk­ce­sów przy wydo­by­wa­niu zato­pio­nych jed­no­stek mor­skich.
Foka była wów­czas naszym naj­więk­szym stat­kiem poło­wo­wym, pro­to­ty­pem serii liczą­cej 9 sztuk i budo­wa­nym przez gdyń­ską „Komunę” dla PPDiUR „Odra” Świnoujście. U szefa pro­duk­cji stoczni, inż. Jaskółkowskiego, odbyła się 3 wrze­śnia 1964 r. narada doty­cząca tego wła­śnie traw­lera. Obecny był na niej m.in. kie­row­nik budowy jed­nostki inż. Felicjan Łada i kie­row­nik Wydziału Dokowego mgr inż. Zenon Stefański. Tam też zade­cy­do­wano o potrze­bie doko­wa­nia statku, to jest pod­ję­cia go z wody w celu wyko­na­nia nie­zbęd­nych prac kon­ser­wa­cyjno-malar­skich, jak też wyrów­na­nia jego około dwu­me­tro­wego prze­głę­bie­nia na rufę.
W dniu następ­nym inż. Łada skon­tak­to­wał się z Biurem Konstrukcyjnym i zażą­dał okre­śle­nia warun­ków bala­sto­wa­nia statku przed jego doko­wa­niem. Warunki te okre­ślił inż. Jagielski z działu obli­czeń teo­re­tycz­nych na pod­sta­wie doku­men­ta­cji i obser­wa­cji zanu­rze­nia statku. Na 200 t wyli­czył ilość dodat­ko­wego bala­stu (wod­nego i sta­łego) potrzeb­nego do umiesz­cze­nia na dzio­bie Foki.
W wyniku tych dzia­łań inż. Łada prze­ka­zał inż. Stefańskiemu tele­fo­nicz­nie dane o bala­sto­wa­niu. Ponadto usta­lił, że należy umie­ścić w komo­rach łań­cu­cho­wych łań­cuch kotwiczny, a kotwice poło­żyć na pokła­dzie, co mieli wyko­nać pra­cow­nicy Wydziału Ślusarni Ciężkiej. Ewentualnie bra­ku­jący balast stały miał być uzu­peł­niony po poro­zu­mie­niu się z Wydziałem Dokowym.
W tym cza­sie Stefański zapo­znał mistrza Pastuszkę, mistrza Czesława Ziejkę i pilota Bronisława Dobbka z pra­cami na traw­le­rze. Pastuszko miał zająć się bala­sto­wa­niem zbior­ni­ków wodą, Ziejka przy­go­to­wa­niem bala­stu sta­łego i jego uło­że­niem po uzgod­nie­niu miej­sca z budow­ni­czym traw­lera, a Dobbek pro­wa­dzić prace zwią­zane z prze­ho­lo­wa­niem i wpro­wa­dze­niem statku do suchego doku. Stefański zajął się przy­go­to­wa­niem doku i ope­ra­cją doko­wa­nia.
4 wrze­śnia napeł­niono wodą zbior­niki, a rano następ­nego dnia kie­row­nik Wydziału Dokowego pole­cił Ziejce przy­go­to­wa­nie bala­stu sta­łego. Wykorzystano 9 pojem­ni­ków po 5 t cię­żaru.

  • Krzysztof Stefański

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE