Pancernym w szcze­liny

zialon 75 mm armaty polowej wz. 02/26 w trakcie cwiczen. W stosunku do „Schneiderow” armaty „Prawoslawne” wymagaly mniej zaangażowania, jeśli chodzi o ich wykorzystanie do bezposrednich strzelan przeciwpancernych.

zia­lon 75 mm armaty polo­wej wz. 0226 w trak­cie cwi­czen. W sto­sunku do „Schneiderow” armaty „Prawoslawne” wyma­galy mniej zaan­ga­żo­wa­nia, jeśli cho­dzi o ich wyko­rzy­sta­nie do bez­po­sred­nich strze­lan prze­ciw­pan­cer­nych.

Na długo przed wybu­chem II wojny świa­to­wej w Wojsku Polskim obo­wią­zy­wało sze­reg wytycz­nych regu­lu­ją­cych spo­soby walki z czoł­gami. Jeszcze w 1933 r. powstały „Tymczasowa instruk­cja zwal­cza­nia broni pan­cer­nej przez oddziały pie­choty” oraz jej odpo­wied­nik dla arty­le­rii. Cztery lata póź­niej opu­bli­ko­wano doku­ment „Działanie broni pan­cer­nej i jej zwal­cza­nie”; w 1939 r. poja­wiły się dru­kiem aż trzy instruk­cje: „Tymczasowa instruk­cja zwal­cza­nia broni pan­cer­nej przez arty­le­rię”, „Tymczasowa instruk­cja uży­cia i dzia­ła­nia oddzia­łów prze­ciw­pan­cer­nych” oraz „Wskazówki dla walki z bro­nią pan­cerną dla małych oddzia­łów pie­choty”.

Wszystkie te doku­menty sta­rały się ubrać w regu­la­mi­nową formę czyn­ność, która wyma­gała dużej ela­stycz­no­ści i umie­jęt­no­ści impro­wi­za­cji w zmien­nych, trud­nych do ujed­no­li­ce­nia warun­kach. Dlatego rów­no­le­gle do ana­lizy doku­men­tów nor­ma­tyw­nych należną uwagę trzeba poświę­cić dostęp­nym środ­kom walki – zwłasz­cza tym, dla któ­rych walka z bro­nią pan­cerną była zada­niem dodat­ko­wym.

Podrasowany Schneider

Temat drąż­ków celow­ni­czych (lub kie­run­ko­wych) wie­lo­krot­nie poja­wiał się w lite­ra­tu­rze przed­miotu, jed­nak na ogół przed­sta­wiano go zdaw­kowo. Często trudno jest nawet usta­lić, o jakim okre­sie czasu mówi autor i kiedy roz­po­częto prace. Niejasna pozo­staje też rze­czy­wi­sta skala całego przed­się­wzię­cia. Wbrew pozo­rom na wiele pytań doty­czą­cych tego pro­stego mecha­ni­zmu możemy dziś udzie­lić kon­kret­nej odpo­wie­dzi, pomimo – jak to zwy­kle bywa – roz­pro­sze­nia mate­ria­łów. Równocześnie zazna­czyć należy, że w 1937 r. zda­wano sobie już sprawę, że klu­czo­wym argu­men­tem w walce z czoł­gami jest zwrot­ność dzia­ło­nów armat 75 mm. Zaznaczyć tutaj należy, że 75 mm armaty polowe wz. 0226 były w nieco lep­szej sytu­acji, ponie­waż fabrycz­nie miały już drążki celow­ni­cze i eta­towo obsłu­gu­ją­cego je kie­row­ni­czego. Mimo to „pra­wo­sławki”, tak samo jak „Schneidery”, przy strze­la­niu w piasz­czy­stym lub mięk­kim grun­cie zapa­dały się w zie­mię na tyle głę­boko, że zmiana ich kie­runku zaj­mo­wała obsłu­dze kil­ka­dzie­siąt nie­zwy­kle cen­nych w walce z bro­nią pan­cerną sekund. Nie bez zna­cze­nia pozo­sta­wał też fakt dość dużych roz­mia­rów jak na broń prze­ciw­pan­cerną, a przez to trud­no­ści w masko­wa­niu. Aby choć czę­ściowo zmie­nić ten stan, prace nad fak­tyczną mody­fi­ka­cją stan­dar­do­wego działa lek­kiego WP, czyli 75 mm armaty polo­wej wz. 1897, pod­jęto wcze­sną wio­sną 1937 r.
Dokładnie 5 maja kie­row­nik Instytutu Technicznego Uzbrojenia płk inż. Stanisław Witkowski wysłał do zain­te­re­so­wa­nych stron krótki mel­du­nek „Przystosowanie 75 mm a wz. 97 do zwal­cza­nia czoł­gów – zwo­ła­nie kon­fe­ren­cji”. Informowano w nim m.in. sze­fów Oddziału I Sztabu Głównego oraz DepArt. MSWojsk., że w Zbrojowni nr 2 trwa prze­róbka dwóch armat, w związku z czym konieczne będzie spo­tka­nie usta­la­jące prze­bieg prób dla tego sprzętu. W czerwcu 1937 r. powstaje pismo „Adaptacja 8 szt. a.p. 75 mm wz. 97 do strze­lań prze­ciw­czoł­go­wych”, w któ­rym zawia­da­miano szefa DepUzbr. o decy­zji pod­ję­tej bez­po­śred­nio przez szefa SG gen. W. Stachiewicza. Lakoniczny doku­ment brzmiał: Pan Szef Sztabu Głównego wyra­ził zgodę na adap­ta­cję do strze­lań prze­ciw­czoł­go­wych jesz­cze 8 szt. dział 75 mm. wz. 97 i odda­nie ich do dys­po­zy­cji Szefa Dep.Art. w celu prze­pro­wa­dze­nia prób w cza­sie tego­rocz­nej szkoły ognia. Równocześnie pro­szę Pana Pułkownika o poda­nie dokład­nych danych o moż­li­wo­ściach prze­bi­cia płyt pan­cer­nych gra­na­tów ppanc. wz. 1910. Zatem przez następne dwa lata w rękach WP znaj­do­wać się miało przy­naj­mniej dzie­sięć ulep­szo­nych armat polo­wych Schneidera, które wyko­rzy­sty­wano do roz­ma­itych strze­lań i prób.
Na szer­szą skalę pro­ble­mem zajęto się jed­nak dopiero w 1939 r. – 20 lipca szef Departamentu Artylerii wystą­pił z umo­ty­wo­wa­nym pro­jek­tem zaopa­trze­nia armat 75 mm wz. 97 w drążki celow­ni­cze. Powód był zro­zu­miały: prze­pro­wa­dzone we wcze­śniej­szych latach próby wyka­zały dwu­krot­nie wyż­szą sku­tecz­ność strze­la­nia prze­ciw­pan­cer­nego w przy­padku sprzętu wypo­sa­żo­nego w ten pro­sty ele­ment. Na początku trze­ciej dekady lipca DepUzbr. poprzez mjr. Laskowskiego miał dopro­wa­dzić do zamó­wie­nia odpo­wied­niej liczby urzą­dzeń; ter­min reali­za­cji zle­ce­nia sza­co­wano na 6 – 8 tygo­dni, czyli naj­prę­dzej w pierw­szych dniach wrze­śnia 1939 r. Chcąc przy­spie­szyć pro­ces moder­ni­za­cyjny, DepUzbr. wydał spe­cjalną instruk­cję o spo­so­bie przy­mo­co­wa­nia drąż­ków przez oddziały we wła­snym zakre­sie, co miało zająć jed­nost­kom arty­le­rii WP około mie­siąca. Nietrudno zatem okre­ślić, że przy­sto­so­wa­nie armat do pro­wa­dze­nia ognia prze­ciw­pan­cer­nego zakoń­czy­łoby się naj­prę­dzej w pierw­szej poło­wie paź­dzier­nika. Z pro­jektu pisma I Wiceministra MSWojsk. z początku sierp­nia 1939 r. pod nazwą „Drążki celow­ni­cze do a. 75 m – wyko­na­nie” dowia­du­jemy się, jak bar­dzo przy­spie­szył i tak już gwał­towny pro­ces moder­ni­za­cji dział. Spływające na prze­ło­mie lipca/sierpnia 1939 r. mel­dunki z ćwi­czeń spe­cjal­nych kolejny raz wska­zy­wały, że praca dzia­ło­nów arty­le­rii lek­kiej, szcze­gól­nie w reali­za­cji strze­lań do celów rucho­mych, popra­wia się zna­cząco, gdy dzia­łony dys­po­nują ww. drąż­kami kie­row­ni­czymi. Potwierdza to cho­ciażby spra­woz­da­nie z prze­glądu prze­pro­wa­dzo­nego w cza­sie szkoły ognia 27 pułku arty­le­rii lek­kiej (pal) z Włodzimierza Wołyńskiego, w któ­rym stwier­dzono: (…) 3. Wobec dodat­nich wyni­ków doświad­czeń, nale­ża­łoby przy­spie­szyć zaopa­try­wa­nie wszyst­kich dział 75 mm w drążki kie­row­ni­cze (dla celów ppanc.).
Według sza­cun­ków szefa DepUzbr. i orga­nów cen­tral­nych MSWojsk. z początku sierp­nia dla uzy­ska­nia cząst­ko­wej cho­ciaż poprawy sytu­acji i to w moż­li­wie jak naj­krót­szym ter­mi­nie nale­żało zaopa­trzyć w drążki kie­row­ni­cze około 800 armat. Biorąc pod uwagę, że znany jest jed­nost­kowy koszt prze­bu­dowy armaty wz. 1897, który wyno­sił około 500 zł, to cały pro­gram pod­nie­sie­nia ich funk­cjo­nal­no­ści kosz­to­wałby około 40 000 zł. W doku­men­tach odna­leźć można też wzmiankę, że czas mon­tażu wspor­ni­ków pod celow­niki i drąż­ków celow­ni­czych dla jed­nego działa wyno­sił około dwóch dni i to w sytu­acji, kiedy per­so­nel danej jed­nostki zostałby wsparty ekipą fachow­ców ze Zbrojowni nr 2. Warto pamię­tać, że z podob­nym pro­ble­mami zma­gali się rów­nież Francuzi, któ­rzy sprawę zwięk­sze­nia manew­ro­wo­ści armat wz. 1897 pró­bo­wali roz­wią­zać na kilka spo­so­bów. Pierwszym z nich były drążki kie­row­ni­cze wystę­pu­jące w kilku, nieco pry­mi­tyw­niej­szych niż pol­ski, warian­tach; dru­gim – kołowa pod­stawa pod działo, tzw. Arbel, dająca moż­li­wość obrotu armaty o 360o. Rozwiązanie to nie przy­jęło się w prak­tyce i, jak podaje Stephane Ferrard, zostało zaadap­to­wane tylko w nie­licz­nych bate­riach.

  • Jędrzej Korbal

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE