Pancerne smoki na zie­miach pol­skich

  • Wojsko i Technika Historia numer specjalny 4/2019
Radzieccy fizylierzy w natarciu z czołgiem-miotaczem ognia ОТ-34.

Radzieccy fizy­lie­rzy w natar­ciu z czoł­giem-mio­ta­czem ognia ОТ-34.

Należały do naj­rzad­szych rodza­jów wozów pan­cer­nych. Miały prze­ra­żać wroga swoim uzbro­je­niem i w cza­sie zma­so­wa­nego ataku wywo­ły­wać panikę oraz słu­żyć do obez­wład­nia­nia schro­nów i innych punk­tów oporu . Ostatecznie – naj­le­piej spraw­dziły się w trak­cie dzia­łań bojo­wych w hitle­row­skich mia­stach-twier­dzach.

Prace nad tego typu bro­nią roz­po­częto w Związku Radzieckim na prze­ło­mie lat dwu­dzie­stych i trzy­dzie­stych ubie­głego wieku. Początkowo w mio­tacz ognia wypo­sa­żono tan­kietki T‑27. Jednak praw­dziwy roz­wój tej broni nastą­pił dopiero z chwilą wyko­rzy­sta­nia czołgu T‑26. Radziecki czołg lekki T‑26, który był oparty na bry­tyj­skim modelu Vickers 6‑Ton (Mk E), był pro­du­ko­wany od 1931 r. w ogrom­nej licz­bie wer­sji, sza­co­wa­nej na ponad sześć­dzie­siąt. W latach 1933 – 1939 trzy z nich wypo­sa­żono w mio­ta­cze ognia KS-24 i w ten spo­sób została zapo­cząt­ko­wana w Robotniczo-Chłopskiej Armii Czerwonej era czoł­gów che­micz­nych nazy­wa­nych „pan­cer­nymi smo­kami”.
Rozbity czołg chemiczny ChТ-26.

Rozbity czołg che­miczny ChТ-26.

Badania nad tego typu pojaz­dami kon­ty­nu­owano także po wybu­chu dru­giej wojny świa­to­wej. Wówczas opra­co­wano kolejne wer­sje oparte na bazie czoł­gów T‑34 i T‑34 – 85 oraz KW‑8, które uzbro­jono w mio­tacz ognia ATO-42. Był on wypo­sa­żony w dwa zbior­niki o pojem­no­ści od 570 do 600 l płynu zapa­la­ją­cego umoż­li­wia­jące odda­nie od 54 do 60 ogni­stych strza­łów. W póź­niej­szym okre­sie wpro­wa­dzono zmo­der­ni­zo­wany mio­tacz ognia ATO-43. W cza­sie dru­giej wojny świa­to­wej wypro­du­ko­wano 1501 czoł­gów-mio­ta­czy ognia OT-34 i OT-34 – 85 oraz 102 KW-8s.
Warto wspo­mnieć, że w wypo­sa­że­niu Armii Czerwonej znaj­do­wało się 67 proc. pro­duk­cji świa­to­wej czoł­gów-mio­ta­czy ognia. Jeśli cho­dzi o tak­tykę, to począt­kowo radziec­kie „pan­cerne smoki” miały pod­le­gać jed­nost­kom pan­cer­nym i być użyte przy ata­kach na umoc­nione pozy­cje, punkty oporu, twier­dze oraz ufor­ty­fi­ko­wane mia­sta. W chwili roz­po­czę­cia natar­cia miały znaj­do­wać się w dru­giej linii za czoł­gami linio­wymi i wkra­czać do akcji dopiero w bez­po­śred­niej bli­sko­ści obiektu, który miał być znisz­czony. Funkcjonowała rów­nież kon­cep­cja, aby w natar­ciu dzia­łały jed­no­cze­śnie w roz­wi­nię­tej tyra­lie­rze, co miało mieć destruk­tywny wpływ na psy­chikę prze­ciw­nika. Jednak póź­niej­sze doświad­cze­nia skło­niły dowód­ców do decen­tra­li­za­cji sił i środ­ków na wybra­nych odcin­kach. Czołgi-mio­ta­cze ognia mię­dzy innymi kie­ro­wano do grup sztur­mo­wych ata­ku­ją­cych duże mia­sta. Wówczas współ­dzia­łały z czoł­gami linio­wymi, arty­le­rią, pie­chotą i sape­rami.
Na prze­ło­mie 194445 r. Armia Czerwona dys­po­no­wała zale­d­wie sied­mioma samo­dziel­nymi puł­kami czoł­gów che­micz­nych – ina­czej czoł­gów-mio­ta­czy ognia. Zgodnie z usta­lo­nymi sta­nami eta­towi powinny one dys­po­no­wać: 18 czoł­gami che­micz­nymi, 3 czoł­gami linio­wymi, 6 samo­cho­dami pan­cer­nymi BA-64, 7 moto­cy­klami, 21 samo­cho­dami cię­ża­ro­wymi oraz 240 żoł­nie­rzami. Jednostkami tego typu roz­po­rzą­dzał 1. Front Białoruski – 516. Samodzielny Pułk Czołgów-Miotaczy Ognia i 2. Front Białoruski – 510. Samodzielny Pułk Czołgów-Miotaczy Ognia. Zarys ich dzia­ła­nia na zie­miach pol­skich zapre­zen­tu­jemy w poniż­szym tek­ście.

Na przed­po­lach Białegostoku

25 lipca 1944 r. dowódz­two 510. Samodzielnego Pułku Czołgów-Miotaczy Ognia (spcmo) otrzy­mało ustne pole­ce­nie szefa wojsk inży­nie­ryj­nych 3. Armii 2. Frontu Białoruskiego naka­zu­jące udział w wal­kach o Białystok. W ten spo­sób 510. spcmo został włą­czony do ope­ra­cji bia­ło­stoc­kiej (5−27 lipca 1944 r.), która była jed­nym z eta­pów słyn­nej ope­ra­cji „Bagration”. Na mocy roz­kazu dowódcy 41. Korpusu Strzeleckiego – pułk został pod­po­rząd­ko­wany 120. Dywizji Strzeleckiej Gwardii. Zgodnie z pole­ce­niem dowódcy dywi­zji miał on dzia­łać w rejo­nie odpo­wie­dzial­no­ści 336. Pułku Strzeleckiego Gwardii na rubieży Dojlidy-Dojlidy Górne.
26 lipca 1944 r. o godzi­nie 8:00 po dzie­się­cio­mi­nu­to­wym przy­go­to­wa­niu arty­le­ryj­skim, pułk w skła­dzie 12 czoł­gów-mio­ta­czy ognia, ruszył do ataku. Najpierw znaj­do­wał się on w dru­giej linii, tuż za czoł­gami saper­skimi 40. Pułku Czołgów Saperskich, ale póź­niej zrów­nał się z czo­ło­wymi maszy­nami. Nie zwa­ża­jąc na silny ostrzał arty­le­ryj­ski i moź­dzie­rzowy czołgi 510. spcmo wraz z pie­chu­rami 336. Pułku Strzeleckiego Gwardii w ciągu godziny opa­no­wały wieś Kuriany, w któ­rej Niemcy ponie­śli spore straty. Zginęło do 100 żoł­nie­rzy i ofi­ce­rów Wehrmachtu, znisz­czono: 5 schro­nów, 2 działa samo­bieżne, 3 bate­rie moź­dzie­rzy, 7 cięż­kich kara­bi­nów maszy­no­wych i 11 ręcz­nych. Straty wła­sne wynio­sły: 4 zabi­tych ofi­ce­rów i pod­ofi­ce­rów oraz 3 ran­nych. Dwa czołgi spło­nęły, a kolejne dwa zostały uszko­dzone. Po zaję­ciu wsi roz­po­częto bój o pobli­ską szosę pro­wa­dzącą do Białegostoku.
W trak­cie tych starć po wyj­ściu z Kurian dwa czołgi zako­pały się w bło­cie, a dwa zostały znisz­czone przez działa sztur­mowe nie­przy­ja­ciela strze­la­jące z Folwarku Białostoczek. Pozostałe cztery czołgi ruszyły w kie­runku Folwarku Białostoczek i zmu­siły nie­miec­kie trzy działa sztur­mowe do odwrotu. Później prze­ciw­nik kil­ka­krot­nie kontr­ata­ko­wał gru­pami pan­cer­nymi zło­żo­nymi z 6 – 7 czoł­gów i dział pan­cer­nych, aby za wszelką cenę nie prze­pu­ścić sił rosyj­skich do Białegostoku.

  • Robert Primke

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE