P‑38 Lightning nad Afryką Północną cz.2

Samolot myśliwski P-38 Lightning z 1. FG podchodzi do lądowania na jednym lotnisk polowych przy granicy z Tunezją.

Samolot myśliw­ski P‑38 Lightning z 1. FG pod­cho­dzi do lądo­wa­nia na jed­nym lot­nisk polo­wych przy gra­nicy z Tunezją.

Pod koniec kam­pa­nii w Tunezji jed­nostki Lightningów ponow­nie wyko­rzy­stały naj­więk­szy atut swo­ich myśliw­ców – duży zasięg, który pozwa­lał im siać spu­sto­sze­nie wśród samo­lo­tów i żeglugi prze­ciw­nika w Cieśninie Sycylijskiej.

Luty 1943 r.

Przed połu­dniem 2 lutego 16 Lightningów z 96. FS (jed­nego z dywi­zjo­nów ze składu 82. FG) otrzy­mało zada­nie eskor­to­wa­nia sze­ściu bom­bow­ców B‑26 Marauder z 319. BG. Celem wyprawy był kon­wój w Cieśninie Sycylijskiej, roz­dzie­la­ją­cej Tunezję od Sycylii i Afrykę od Europy. Chociaż nie­miec­kie i wło­skie myśliwce jed­no­sil­ni­kowe sta­cjo­no­wały po obu stro­nach tego akwenu o sze­ro­ko­ści ok. 150 – 200 km, ich piloci nie­chęt­nie zapusz­czali się tak daleko od sta­łego lądu. W efek­cie Amerykanie cie­szyli się tam zdu­mie­wa­jącą swo­bodą dzia­ła­nia, którą skrzęt­nie wyko­rzy­sty­wali.
Nad kon­wo­jem i w jego pobliżu krą­żyło ok. 20 nie­przy­ja­ciel­skich maszyn róż­nych typów. Piloci Lightningów zestrze­lili Junkersa Ju 88, któ­rego pilo­to­wał Hptm. Franz Ibold, Kommandeur III./KG 54 (poległ z całą załogą), wło­ski wod­no­sa­mo­lot Cant Z.506B ze 144a Squadriglia/ 85º Gruppo Regia Marina (jego pilot, Ten. Alberto Notari, zgi­nął) oraz dwu­sil­ni­kowy myśli­wiec Bf 110 z III./ZG 26 (jego załoga oca­lała). W powsta­łym zamie­sza­niu prze­padł 2/Lt. James Filkins. Przypuszczalnie tra­fił go Lt. Paul Bley z 8./ZG 26, jeden z nie­licz­nych asów Bf 110.
Zupełnie ina­czej wyglą­dała sytu­acja nad tune­zyj­skimi lot­ni­skami – piloci Messerschmittów Bf 109 i Focke-Wulfów Fw 190 zacie­kle bro­nili swo­ich baz. Rankiem 3 lutego 95. i 97. FS (82. FG) eskor­to­wały 15 Marauderów z 17. BG nad lot­ni­sko w Gabes, pro­wo­ku­jąc do startu Bf 109 z II./JG 51. Niemcy dogo­nili ame­ry­kań­ską wyprawę, kiedy ta odla­ty­wała znad celu. Zestrzelili, bez strat wła­snych, trzy P‑38 (zgi­nęli pod­po­rucz­nicy: Earl Wilson, Edward Drompp i James Johnson) oraz jed­nego B‑26.
Krótko póź­niej 96. FS (82. FG) eskor­to­wał 11 Marauderów z 319. BG, któ­rych celem były dwa tan­kowce wra­ca­jące z Bizerty do Włoch. Nad stat­kami krą­żyły cztery Bf 110 z III./ZG 26. Ich piloci na widok nad­la­tu­ją­cych nisko Marauderów, które wzięli za samo­loty tor­pe­dowe, zanur­ko­wali za nimi, wysta­wia­jąc się na atak Lightningów. 2/Lt. William Vantrease zestrze­lił dwa, a 2/Lt. Soren Anton jed­nego. Załogi Messerschmittów bro­niły się do końca. Od ognia tyl­nych strzel­ców zgi­nął 2/Lt. Jessie Duncan, a 2/Lt. Anton, tra­fiony kulą w prawy łokieć, w dro­dze powrot­nej omal nie wykrwa­wił się na śmierć. Wylądował w Telergma, pilo­tu­jąc lewą ręką. Jego obra­że­nia oka­zały się na tyle poważne, że ode­słano go do Stanów Zjednoczonych.
Po połu­dniu 4 lutego 1. i 82. FG eskor­to­wały Latające Fortece z 97. i 301. BG oraz Maraudery z 17. BG, któ­rych celem był lot­ni­ska w oko­licy Gabes. Do walki z nimi wystar­to­wały II./JG 51 i JG 77. Niemcy zestrze­lili dwa Lightningi z 82. FG (2/Lt. Richard Grady zgi­nął, 2/Lt. John Doddridge tra­fił do nie­woli).
Załogi Latających Fortec pora­dziły sobie same. Podczas ataku na nie został ciężko ranny Hptm. Anton Hackl, Staffelkapitän 5./JG 77 i jeden z czo­ło­wych asów Luftwaffe (któ­rego lista suk­ce­sów w tym cza­sie liczyła ponad 120 zwy­cięstw).

Porucznik James Hagenback z 1. FG przy swoim Lightningu o imieniu „Bat Out of Hell”.

Porucznik James Hagenback z 1. FG przy swoim Lightningu o imie­niu „Bat Out of Hell”.

Po połu­dniu 7 lutego Amerykanie, siłami 32 Latających Fortec z 97. i 301. BG oraz 26 Marauderów z 17. BG pod eskortą Lightningów z 1. i 82. FG, zbom­bar­do­wali kom­pleks lot­nisk Cagliari-Elmas na Sardynii. Nalot był udany – bomby znisz­czyły co naj­mniej trzy He 111 z II./KG 26 i pięć Ju 88 z III./KG 26, które spe­cja­li­zo­wały się w ata­kach na statki i okręty alian­tów. Na prze­chwy­ce­nie wystar­to­wało 13 Reggiane Re.2001 i sześć Macchi C.202 z 24º Gruppo Aut. CT, ale ze starć myśliw­ców nic nie wyni­kło. Włosi odno­to­wali jedy­nie, że trzy Macchi zostały uszko­dzone ogniem obron­nym strzel­ców.
Niemcy byli bar­dziej kon­se­kwentni i sku­teczni. Tego dnia Fw. Elias Kühlein, pilot Bf 109 z 4./JG 51, wystar­to­wał prze­chwy­cić Lightninga z 3. PRG (jed­nostki roz­po­zna­nia foto­gra­ficz­nego), który poja­wił się nad Gabes. Ścigał go przez ponad 100 km, aż w końcu zestrze­lił w oko­licy El Guettar.
2/Lt. William Nye wysko­czył ze spa­do­chro­nem i dostał się do nie­woli.
W połu­dnie 8 lutego 18 pilo­tów z 82. FG odpro­wa­dzało mie­szaną for­ma­cję 15 Marauderów z 17. BG i 18 bom­bow­ców B‑25 Mitchell z 310. BG nad lot­ni­ska wokół Gabes. Tam doszło do zacie­kłej bitwy mię­dzy Lightningami a Bf 109 z II./JG 51 i III./JG 77. 2/Lt. Gerald Rounds wspo­mi­nał:
Gdzie nie spoj­rza­łem, wszę­dzie widać było P‑38 i Me 109. Pikowały do ziemi albo rwały pio­nowo w górę. Niektóre manew­ro­wały w głę­bo­kich prze­chy­łach na skrzy­dło, cią­gnąc za koń­ców­kami skrzy­deł strugi kon­den­sa­cyjne.
Walczyliśmy przez około 20 minut, od wyso­ko­ści 3000 metrów aż do samej ziemi. Kiedy migał mi przed nosem Me 109, odkła­da­łem poprawkę i strze­la­łem krótką serią. W tej samej chwili kątem oka dostrze­ga­łem, że inny Me 109 robi to samo mnie. Wykręcałem w jego stronę, żeby skró­cić do mini­mum czas, kiedy miał mnie w polu raże­nia i w miarę moż­li­wo­ści odpo­wia­da­łem ogniem. Mijaliśmy się i łapa­łem w celow­nik następ­nego.
Zdarzało się, że widzia­łem Me 109 ści­ga­nego przez P‑38, za któ­rym leciał inny Me 109, który miał na ogo­nie kolej­nego P‑38. Cały ten koro­wód trwał nie dłu­żej niż sekundę, dwie. Kiedy tylko piloci orien­to­wali się w sytu­acji, samo­loty roz­pierz­chały się na wszyst­kie strony. Czasem migała pod nami zie­mia i wtedy widzie­li­śmy bijące w niebo pió­ro­pu­sze czar­nego dymu. Wszyscy myśle­li­śmy to samo: „P‑38? Ilu nas jesz­cze zostało?”. Nagle było po wszyst­kim. Robiłem zwroty i uniki, spraw­dza­jąc mar­twe pola widze­nia, ale wszę­dzie widzia­łem tylko nasze P‑38!
Tym razem Niemcy, zwią­zaw­szy walką eskortę, skon­cen­tro­wali się na bom­bow­cach. Zestrzelili cztery Mitchelle oraz jed­nego P‑38 (2/Lt. William Dunn zgi­nął). Sami też ponie­śli straty – w walce z Lightningami poległ Lt. Hubertus Pownug z 7./JG 77, a dwóch pilo­tów 6./JG 51, Lt. Karl-Heinz Dumkow i Uffz. Hans-Günther Koch, zostało ran­nych.
Przez kilka kolej­nych dni ulewne desz­cze w znacz­nym stop­niu ogra­ni­czyły dzia­ła­nia lot­ni­cze nad Tunezją. Wraz z nie­znaczną poprawą pogody, 13 lutego ośmiu pilo­tów z 1. FG eskor­to­wało Mitchelle z 310. BG nad Cieśninę Sycylijską. Zamiast celów nawod­nych, Amerykanie napo­tkali for­ma­cję trans­por­to­wych, trój­sil­ni­ko­wych Junkersów Ju 52/3m. Zestrzelili dwa – po jed­nym z KGr zbV 600 i IV./KG zbV 1. Zginęły obie 4‑osobowe załogi Lt. Arnulfa Hausteina i Lt. Heinza Unrau.
Po połu­dniu 15 lutego dwa dywi­zjony ze składu 82. FG eskor­to­wały Maraudery z 17. BG nad Kairuan. Wkrótce po nich nad­le­ciały Mitchelle z 12. BG, eskor­to­wane przez jeden z dywi­zjo­nów 1. FG. Nalot odpie­rały Bf 109 z JG 53 i Fw 190 z II./JG 2. Chociaż piloci Focke-Wulfów zgło­sili zestrze­le­nie aż dzie­wię­ciu P‑38, w rze­czy­wi­sto­ści jedyną stratą po obu stro­nach był B‑25 tra­fiony przez arty­le­rię prze­ciw­lot­ni­czą.
W poło­wie lutego 1. FG opu­ściła Biskrę, prze­no­sząc się ok. 150 km na pół­noc, do Chateaudun du Rhumel. W tym cza­sie woj­ska sił Osi w połu­dnio­wej Tunezji prze­szły do kontr­ofen­sywy, któ­rej kul­mi­na­cją była bitwa o Przełęcz Kasserine. Zwłaszcza dla Amerykanów była to bole­sna wska­zówka, że wynik kam­pa­nii w Tunezji jesz­cze nie został prze­są­dzony na ich korzyść.
Po połu­dniu 17 lutego Amerykanie prze­pro­wa­dzili, siłami B‑17 i B‑25 eskor­to­wa­nych przez 1. i 82. FG, serię nalo­tów na lot­ni­ska Sardynii. Także tym razem potyczka z wło­skimi myśliw­cami nie przy­nio­sła żad­nych wymier­nych rezul­ta­tów. Jedynie 2/Lt. Claude Kinsey z 82. FG wypa­trzył i zestrze­lił wod­no­sa­mo­lot Cant Z.506B ze 146a Squadriglia/ 85º Gruppo RM (Regia Marina). S.Ten. Remo Colacicchi i jego załoga zostali uznani za zagi­nio­nych.
Po połu­dniu 21 lutego 17 maszyn z 95. FS (82. FG) eskor­to­wało pięć Mitchelli z 310. BG ata­ku­ją­cych żeglugę w Cieśninie Sycylijskiej. Podczas gdy bom­bowce ata­ko­wały napo­tkany frach­to­wiec, w polu widze­nia uka­zała się grupa Ju 88. Piloci Lightningów roz­pę­dzili je na wszyst­kie strony, zgła­sza­jąc zestrze­le­nie sze­ściu. Przypuszczalnie wła­śnie w tym star­ciu II./KG 30 stra­ciła cztery Junkersy. Ponadto tego dnia, w tej samej oko­licy, prze­pa­dły jesz­cze trzy Ju 88 (po jed­nym z 9./KG 54, 2./KG 76 i 5./KG 76). Kiedy walka zeszła na mniej­szą wyso­kość, Maj. Robert Kirtley dostrzegł i zestrze­lił kolej­nego prze­ciw­nika, któ­rego roz­po­znał jako Arado Ar 196. W rze­czy­wi­sto­ści naj­praw­do­po­dob­niej był to wło­ski wod­no­sa­mo­lot Fiat RS.14 (ze 144a Squadriglia/ 85º Gruppo RM lub 170a Squadriglia/ 83º Gruppo RM) – jedna z dwóch maszyn tego typu, które nie wró­ciły z wypadu nad cie­śninę.
Niedługo póź­niej z podob­nym zada­niem, w towa­rzy­stwie Mitchelli z 310. BG, wybrało się 15 Lightningów z 97. FS (82. FG). Piloci eskorty dostrze­gli śle­dzący ich wyprawę samo­lot. Najprawdopodobniej był to roz­po­znaw­czy Ju 88D z 1.(F)/122. Podporucznik Jack Washburn zawró­cił i zaata­ko­wał go, zapa­la­jąc jego lewy sil­nik. W tej samej chwili dosię­gła go seria wystrze­lona przez tyl­nego strzelca i oba samo­loty runęły do morza. Wówczas 2/Lt. Louis Towson zanur­ko­wał, by ostrze­lać uno­szące się na wodzie resztki Junkersa, źle oce­nił wyso­kość i roz­bił się o powierzch­nię morza, ginąc na miej­scu.
W tym okre­sie ważyły się losy bitwy o Przełęcz Kasserine i 22 lutego do ataku na cele naziemne skie­ro­wano rów­nież samo­loty 1. FG. Prowadził je Capt. Newell Roberts:
Postanowiłem, że zaata­ku­jemy tyra­lierą – Capt. Rimke i jego skrzy­dłowy po mojej lewej, a Jack Ilfrey po pra­wej. Lecieliśmy jakieś 15 – 30 m poni­żej chmur, które zale­gały zwartą pokrywą nie wię­cej, jak 60 – 90 m nad zie­mią. Kiedy prze­la­ty­wa­li­śmy nad naszymi oddzia­łami, zaczęli do nas walić ze wszyst­kiego, co mieli pod ręką. Oberwaliśmy od swo­ich. Ogień z ziemi zestrze­lił dwa Lightningi. Capt. Clarence Rimke zgi­nął, a Lt. Thomas Chambers dostał się do nie­woli.
Tego samego dnia 14 Lightningów z 82. FG osła­niało sześć Mitchelli z 310. BG, który w rejo­nie Tunisu ata­ko­wały kon­wój mor­ski. Przy oka­zji 2/Lt. Paul Cochran zestrze­lił Ju 88. Przypuszczalnie był to samo­lot z 6./KG 76, w któ­rym zgi­nął, razem z całą załogą, Staffelkapitän Maj. Richard Mayer.
Nazajutrz, 23 lutego, Lightningi 82. FG ponow­nie ope­ro­wały nad Cieśniną Sycylijską. Podczas gdy sześć eskor­to­wa­nych przez nie Mitchelli z 310. BG ata­ko­wało nie­miec­kie promy mor­skie typu Siebel, 2/Lt. Claude Kinsey zestrze­lił, już po raz drugi w swoim dorobku, Canta Z.506B. Wodnosamolot nale­żał do 287a Squadriglia RM (Ten. Amleto Tarantino prze­padł wraz z całą załogą).

  • Tomasz Szlagor

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE