Ostatnia dekada Marynarki Wojennej PRL

Symbolem pozycji naszej Marynarki Wojennej w silach UW na Bałtyku miało byc posiadanie jednostki klasy niszczyciel. Na zdjeciu ORP Warszawa projektu 56AE sfotografowany w Sundzie w drodze na Morze Polnocne.

Symbolem pozy­cji naszej Marynarki Wojennej w silach UW na Bałtyku miało byc posia­da­nie jed­nostki klasy nisz­czy­ciel. Na zdje­ciu ORP Warszawa pro­jektu 56AE sfo­to­gra­fo­wany w Sundzie w dro­dze na Morze Polnocne.

Marynarka Wojenna w swo­jej stu­let­niej współ­cze­snej histo­rii zawsze była nie­do­in­we­sto­wana. W zasa­dzie tylko w latach 60. i na początku lat 70. XX wieku pre­zen­to­wała siłę zdolną do reali­za­cji sta­wia­nych przed nią zadań. Później było już tylko gorzej. Dzisiejsza zapaść, to kon­se­kwen­cja wielu dekad zanie­dbań, które swój począ­tek mają w okre­sie, gdy kra­jem rzą­dził I sekre­tarz PZPR Edward Gierek.

Teza na wstę­pie może i śmiała, ale raczej łatwa do obrony. Rok 1971 mor­ski rodzaj Sił Zbrojnych powi­tał dość pokaź­nym sta­nem posia­da­nia sił i środ­ków. Wyposażenie więk­szo­ści okrę­tów czy stat­ków powietrz­nych nie było może zbyt wyra­fi­no­wane tech­nicz­nie, jed­nak roz­bu­do­wane struk­tury i wyszko­lone obsługi sta­no­wiły poten­cjał cze­ka­jący, zgod­nie z przy­ję­tymi w 1969 r. pla­nami, na sys­te­ma­tyczny roz­wój i wzrost war­to­ści bojo­wej mają­cego nadejść nowego sprzętu. Siła eko­no­miczna pań­stwa, w tym roz­bu­dowa prze­my­słu stocz­nio­wego i innych gałęzi gospo­darki, mogą­cych dostar­czyć wypo­sa­że­nie dla woj­ska, w zasa­dzie gwa­ran­to­wały spo­kojną reali­za­cję przy­ję­tego pro­gramu moder­ni­za­cji tech­nicz­nej. Co więc poszło nie tak?

Ambitny plan

Przyjęte w 1969 we wszyst­kich rodza­jach sił zbroj­nych pro­gramy roz­woju aż po rok 1985 miały zagwa­ran­to­wać sta­bilny roz­wój i nasy­ca­nie jed­no­stek coraz nowo­cze­śniej­szym sprzę­tem. Podobnie miało być w Marynarce Wojennej (MW), dla któ­rej w per­spek­ty­wie następ­nych 15 lat nie prze­wi­dy­wano zna­czą­cej roz­bu­dowy struk­tur orga­ni­za­cyj­nych, ale za to grun­towną wymianę sprzętu już tak.
Na liście okrę­tów, które do końca 1985 r. miały tra­fić pod biało-czer­woną ban­derę były pier­wot­nie wpi­sane:

  • duży okręt ZOP (nisz­czy­ciel) proj. 61,
  • 4 nisz­czy­ciele arty­le­ryj­sko-rakie­towe,
  • 9 okrę­tów pod­wod­nych,
  • 4 kolejne kutry rakie­towe proj. 205,
  • 6 kutrów rakie­to­wych nowego typu
    z importu,
  • 11 kutrów rakie­to­wych pro­duk­cji kra­jo­wej,
  • 8 kutrów tor­pe­do­wych proj. 664,
  • 16 kutrów tor­pe­dowo-arty­le­ryj­skich pro­duk­cji kra­jo­wej,
  • 24 okręty ZOP pro­duk­cji kra­jo­wej (miały zastą­pić cza­sowo przy­jęte do służby ści­ga­cze proj. 912M, które z kolei miały osta­tecz­nie tra­fić do Wojsk Ochrony Pogranicza, w skró­cie WOP),
  • 12 tra­łow­ców bazo­wych nowego typu (na wymianę jed­no­stek proj. 254K/M),
  • 24 tra­łowce redowe (na wymianę kutrów tra­ło­wych),
  • 17 śred­nich okrę­tów desan­to­wych (dalej ODS, wraz z już 19 posia­da­nymi miały sta­no­wić wypo­sa­że­nie trzech peł­nych dywi­zjo­nów w bry­ga­dzie w Świnoujściu),
  • 15 kutrów desan­to­wych (na wymianę za proj. 709),
  • 2 okręty roz­po­zna­nia radio­elek­tro-
    nicz­nego,
  • 5 okrę­tów dozoru radio­lo­ka­cyj­nego,
  • 3 okręty dowo­dze­nia,
  • 3 okręty hydro­gra­ficzne,
  • 6 okrę­tów ratow­ni­czych,
  • okręt szkolny,
  • kil­ka­dzie­siąt pomoc­ni­czych jed­no­stek pły­wa­ją­cych,
  • 16 okrę­tów, 12 kutrów i 9 wodo­lo­tów patro­lo­wych dla WOP.

Na tym jed­nak lista zaku­pów się nie koń­czyła. Pamiętano o następcy rakie­to­wego sys­temu obrony wybrzeża Sopka (plan prze­ję­cia 8 wyrzutni nowego sys­temu) oraz o wymia­nie samo­lo­tów i śmi­głow­ców w lot­nic­twie mor­skim.
W zamie­rzo­nym okre­sie zakła­dano aż dwu­krotną wymianę samo­lo­tów ude­rze­nio­wych (za każ­dym razem dla dwóch peł­nych puł­ków) i roz­po­znaw­czych (dla jed­nej eska­dry). Pojawić się miało 10 śmi­głow­ców ZOP oraz maszyny łącz­ni­kowe i ratow­ni­cze.
Lista jest doprawdy impo­nu­jąca. Uderza w niej zde­cy­do­wany nacisk na dostawy z wła­snego prze­my­słu. Podstawy do opty­mi­zmu oczy­wi­ście były, bowiem doświad­cze­nie w budo­wie jed­no­stek prze­ciw­mi­no­wych, desan­to­wych, patro­lo­wych, spe­cjal­nych i pomoc­ni­czych (także na eks­port) pol­skie stocz­nie już miały, a na deskach biur pro­jek­to­wych powsta­wały wciąż nowe, stale uak­tu­al­niane wizje także i jed­no­stek bojo­wych. Niestety, w przy­padku tych ostat­nich nie­zbędna była ści­sła współ­praca z ZSRR. Polska, mimo opa­no­wa­nia pro­cesu budowy kadłu­bów, nie była w sta­nie w pełni wypo­sa­żyć ich w nie­zbędny sprzęt oraz przede wszyst­kim w nowo­cze­sne uzbro­je­nie i urzą­dze­nia radio­elek­tro­niczne. Żaden pro­jekt przy­go­to­wy­wany przez pol­skich kon­struk­to­rów nie mógł przejść z fazy wizji arty­stycz­nej do cho­ciażby pro­jektu wstęp­nego, bez doku­men­ta­cji tech­nicz­nej prze­wi­dy­wa­nych na nim sys­te­mów arty­le­ryj­skich, rakie­to­wych czy sta­cji radio­lo­ka­cyj­nych i sona­rów. A tą nasi wschodni „przy­ja­ciele” dzie­lili się bar­dzo nie­chęt­nie. Z jed­nej strony od lat nama­wiali swo­ich sojusz­ni­ków na samo­dzielne podej­mo­wa­nie pro­duk­cji nie­któ­rych wzo­rów uzbro­je­nia twier­dząc, że ich fabryki pra­cują pełną parą dla wła­snej armii. Z dru­giej zaś, gdy poja­wiały się pomy­sły prze­ka­za­nia licen­cji lub pre­zen­ta­cji naj­now­szych roz­wią­zań tech­nicz­nych, zawsze suge­ro­wano prze­ka­za­nie star­szych zamien­ni­ków.
Takie wła­śnie pro­blemy poja­wiły się już w latach 60., gdy powstały pierw­sze kon­cep­cje stwo­rze­nia wła­snych jed­no­stek ZOP. Pogłębiły się one w kolej­nej deka­dzie, gdy nasze prośby zaczęły doty­czyć coraz to nowych rodza­jów uzbro­je­nia, w tym m.in. rakiet klasy „woda-woda”. Projektując nowe okręty, nasi decy­denci zmu­szali twór­ców do umiesz­cza­nia na ich pokła­dach naj­now­szych, pod­pa­trzo­nych w radziec­kiej flo­cie typów armat czy wyrzutni rakiet (to chyba zresztą cał­kiem nor­malne zja­wi­sko). Radzieckie odmowy cały czas opóź­niały przy­jęte har­mo­no­gramy prac. Projekty po kilku latach ewo­lu­owały, w mię­dzy­cza­sie poja­wiały się kolejne wzory uzbro­je­nia i „zabawa” zaczy­nała się od początku. W ten spo­sób dozo­ro­wiec ORP Kaszub tra­fił do służby dopiero
w 1987 r., a powi­nien już na początku lat 70.

Stracona dekada

Dekada rzą­dów Gierka jawi się Polakom jako okres, gdy w sier­miężny socja­lizm poprzed­nich lat na chwilę wkra­dła się odro­bina luk­susu. Dziś wia­domo, że było to życie ponad stan, za zacią­gnięte kre­dyty, ale wtedy zakła­dano, że inwe­sty­cje wpro­wa­dzą nasz kraj do grona tych bogat­szych. Patrząc na tę dekadę z per­spek­tywy całych Sił Zbrojnych można jed­nak powie­dzieć, że był to czas sta­gna­cji. Liczebnie zaha­mo­wano ich wyraźny wzrost, a waha­nia wyni­kały z demo­gra­fii, bo prze­cież armia z poboru była zależna od popu­la­cji kolej­nych rocz­ni­ków pobo­ro­wych. Stąd w tam­tych latach nowe jed­nostki nie „wyra­stały jak grzyby po desz­czu”, a każdy wzrost liczby eta­tów w jed­nym pod­od­dziale musiał wyni­kać z oszczęd­no­ści w innym. Nową jako­ścią miało być przede wszyst­kim nowo­cze­śniej­sze uzbro­je­nie, na które prze­zna­czano coraz wię­cej środ­ków z budżetu pań­stwa. Nowe sys­temy rakie­towe, zme­cha­ni­zo­wa­nie lądo­wych związ­ków tak­tycz­nych, dosko­nal­sze samo­loty kosz­to­wały po pro­stu znacz­nie wię­cej niż sprzęt kupo­wany 10 lat wcze­śniej. Sposobem na ogra­ni­cze­nie – przy­naj­mniej czę­ściowe – kosz­tów, a przy oka­zji oży­wie­nie nie­któ­rych dzia­łów rodzi­mej gospo­darki i ośrod­ków badaw­czych, miało być rosnące unie­za­leż­nie­nie się od importu uzbro­je­nia.

  • Robert Rochowicz

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE