ORP Wicher

Piekne portretowe zdjecie pierwszego polskiego kontrtorpedowca w II RP ORP Wicher na gdyńskiej redzie. Okret nosil na obu burtach na dziobie biala litere „W” jako znak taktyczny do konca lipca 1938 r.

Piekne por­tre­towe zdje­cie pierw­szego pol­skiego kontr­tor­pe­dowca w II RP ORP Wicher na gdyń­skiej redzie. Okret nosil na obu bur­tach na dzio­bie biala litere „W” jako znak tak­tyczny do konca lipca 1938 r.

Na początku lipca 1930 r., czyli pra­wie 12 lat od utwo­rze­nia Marynarki Wojennej Polski Odrodzonej, pod biało-czer­woną ban­derę wszedł do służby pierw­szy nowo­cze­sny kontr­tor­pe­do­wiec, który został zbu­do­wany we Francji. Do jego tra­gicz­nego zato­nię­cia we wrze­śniu 1939 r. dowo­dziło nim pię­ciu star­szych stop­niem ofi­ce­rów, w tym jeden dwu­krot­nie.

Na początku lat 20. XX wieku Polska Marynarka Wojenna (PMW) dopiero roz­po­czy­nała swoją długą drogę roz­woju. Początki były trudne, młoda flota wojenna na Bałtyku posia­dała kilka klas okrę­tów (jed­nostkę pomoc­ni­czą – hydro­gra­ficzną, 2 kano­nierki, 4 minowce i 6 tor­pe­dow­ców), które były bar­dzo przy­pad­kowe i w kiep­skim sta­nie tech­nicz­nym. Rozpoczęły się także prace przy­go­to­waw­cze przy budo­wie wojen­nej bazy mor­skiej (z praw­dzi­wego zda­rze­nia) w Oksywiu. W por­cie wojen­nym w Pucku i na Helu mogły cumo­wać tylko jed­nostki o małym tonażu; nie było moż­li­wo­ści sze­ro­kiego roz­wi­nię­cia floty wojen­nej. Dopiero dzięki peł­niej­szemu dostę­powi do morza, powsta­niu portu w Gdyni, roz­wo­jowi rodzi­mego budow­nic­twa okrę­to­wego (m.in. budowa nowej gene­ra­cji minow­ców i jed­no­stek pomoc­ni­czych) oraz zaku­pom za gra­nicą nowo­cze­snych okrę­tów nawod­nych i pod­wod­nych udało się unik­nąć wiele pro­ble­mów. Ale nie wszyst­kie pro­jekty zwią­zane z budową okrę­tów róż­nych klas w kraju i za gra­nicą oraz opra­co­wane pro­gramy mor­skie zdo­łano zre­ali­zo­wać.
W latach przed­wo­jen­nych PMW zma­gała się z bra­kiem wystar­cza­ją­cych środ­ków finan­so­wych na jej szyb­szy roz­wój. Skromny budżet, jakim dys­po­no­wał Departament dla Spraw Morskich (DSM), a następ­nie Kierownictwo Marynarki Wojennej (nazwa obo­wią­zy­wała od 1 stycz­nia 1922 r.) w Warszawie, nie sprzy­jał zde­cy­do­wa­nemu powięk­sze­niu tonażu jed­no­stek mor­skich. Ale owe prze­ciw­no­ści odro­dzo­nego pań­stwa pol­skiego, które było zde­wa­sto­wane po I woj­nie świa­to­wej, nie znie­chę­ciły twór­ców PMW – admi­ra­łów Kazimierza Porębskiego, Jerzego Świrskiego i Józefa Unruga, do roz­bu­dowy floty wojen­nej oraz wycho­wa­nia i wyszko­le­nia kolej­nych rocz­ni­ków ofi­ce­rów, pod­ofi­ce­rów i mary­na­rzy.

Marzenia o mocar­stwo­wej flo­cie

Pierwszy pro­gram roz­woju pol­skiej floty wojen­nej, przy­go­to­wany w sierp­niu 1919 r. przez zastępcę szefa DSM, płk. mar. (w czerwcu 1921 r. zwe­ry­fi­ko­wany jako koman­dor ze star­szeń­stwem) Jerzego Świrskiego, przed­sta­wiony w Ministerstwie Spraw Wojskowych w Warszawie, prze­wi­dy­wał siły mor­skie skła­da­jące się z 1 krą­żow­nika, 4 małych kontr­tor­pe­dow­ców (zwa­nych póź­niej nisz­czy­cie­lami), 2 okrę­tów pod­wod­nych, 6 minow­ców i 4 ści­ga­czy arty­le­ryj­skich.
Ponadto pro­jekt zakła­dał wypo­sa­że­nie PMW w dwie bazy pły­wa­jące dla załóg kontr­tor­pe­dow­ców i jed­no­stek pod­wod­nych oraz szkol­nego okrętu żaglo­wego. Próba stwo­rze­nia pierw­szego pro­gramu budowy pol­skiej floty na Bałtyku po prze­szło stu­let­niej nie­obec­no­ści Polski na mapach świata miała na celu zapew­nie­nie sku­tecz­nej rywa­li­za­cji na Bałtyku na wypa­dek ewen­tu­al­nej wojny z odwiecz­nymi prze­ciw­ni­kami – Niemcami lub Rosją (w tym przy­padku Sowiecką).
Kolejny pro­gram roz­bu­dowy PMW, który pod koniec 1919 r. został przy­go­to­wany przez admi­ra­łów Kazimierza Porębskiego i Wacława Kłoczkowskiego, był wyra­zem nie­mal „mocar­stwo­wych” aspi­ra­cji pol­skiej floty bojo­wej na morzu. Zakładał on w ciągu 10 lat (drogą kupna lub budowy) roz­po­rzą­dza­nie 2 pan­cer­ni­kami, 6 krą­żow­ni­kami, 28 kontr­tor­pe­dow­cami, 42 okrę­tami pod­wod­nymi (tor­pe­do­wymi), 3 pod­wod­nymi sta­wia­czami min, 28 minow­cami (tra­łow­cami), 54 kutrami tor­pe­do­wymi, 14 jed­nost­kami pomoc­ni­czymi oraz ponad 70 samo­lo­tami róż­nych typów na potrzeby lot­nic­twa mor­skiego. Okazało się, że ta śmiała ini­cja­tywa, która zakła­dała posia­da­nie floty wojen­nej o łącz­nej wypor­no­ści ponad 200 000 t i spo­tkała się z pełną akcep­ta­cją ówcze­snego mini­stra spraw woj­sko­wych gen. por. Józefa Leśniewskiego, nie miała szans powo­dze­nia – opty­mi­stycz­nie zakła­dano, że PMW zosta­nie oparta na pol­skich rosz­cze­niach do udziału w podziale flot Niemiec, Austro-Węgier i car­skiej Rosji. Tymczasem marze­nia o stwo­rze­niu mocar­stwo­wej floty na Bałtyku pozo­stały na papie­rze – z powodu braku odpo­wied­nich baz do dzia­ła­nia i wobec nie­ist­nie­nia prze­my­słu stocz­nio­wego.
Z uwagi na nie­sta­bilną sytu­ację gospo­dar­czą pań­stwa pol­skiego nie było moż­li­wo­ści upo­ra­nia się z tak dużym pro­gra­mem zbro­jeń mor­skich, i dla­tego we wrze­śniu 1920 r. przed­sta­wi­ciele DSM wyszli z nową pro­po­zy­cją – obli­czo­nym tym razem na 3 lata pro­gra­mem roz­bu­dowy floty, zna­nym jako pro­gram mini­mum. Wycofano się chwi­lowo z pomy­słu budowy nowych okrę­tów w kraju, a prze­wi­dy­wano zakup jed­no­stek mor­skich, głów­nie we Francji i w Wielkiej Brytanii. Miały to być nastę­pu­jące okręty: 1 krą­żow­nik, 4 kontr­tor­pe­dowce, 2 okręty pod­wodne, 12 kutrów (ści­ga­czy) tor­pe­do­wych, 6 ponie­miec­kich tor­pe­dow­ców, pewna liczba tra­łow­ców (zw. wtedy trau­le­rami), 2 bazy pły­wa­jące dla pomiesz­cze­nia ludzi oraz warsz­ta­tów, sze­reg okrę­tów pomoc­ni­czych i 4 bate­rie arty­le­rii po 4 armaty kal. 155 mm. Także i ta kon­cep­cja – choć zyskała przy­chyl­ność Naczelnego Dowództwa i została zatwier­dzona przez Ministerstwo Spraw Wojskowych – nie­stety nie mogła być zre­ali­zo­wana w wyzna­czo­nym ter­mi­nie.
Okazuje się, że przy­szły kształt mary­narki wojen­nej spod biało-czer­wo­nej ban­dery był w kolej­nych latach jesz­cze wie­lo­krot­nie tema­tem gorą­cych dys­ku­sji. Pojawiły się nowe pro­po­zy­cje planu roz­bu­dowy floty, któ­rej two­rze­nie zostało nie­stety ogra­ni­czone ze wzglę­dów eko­no­micz­nych. W śro­do­wi­sku PMW liczono na sze­roko pojętą pomoc finan­sową (kre­dyty) udzie­loną przez jed­nego z pol­skich sprzy­mie­rzeń­ców – Francję lub Wielką Brytanię. Prawda oka­zała się bar­dziej bru­talna, bo rządy obu zachod­nich mocarstw nie zamie­rzały poma­gać Polsce w roz­bu­do­wie floty wojen­nej.
Do połowy lat 20. mocno prze­war­to­ścio­wane zostały ambitne plany roz­bu­dowy floty przez Porębskiego. Zmieniono w końcu zda­nie co do kwe­stii ope­ra­cyj­nych PMW na Bałtyku. Zrezygnowano z pomy­słu blo­kady wybrzeży i por­tów prze­ciw­nika, a zaczęto mówić o koniecz­no­ści aktyw­nej obrony wybrzeża, rozu­mie­jąc pod tym poję­ciem dzia­ła­nia lek­kich sił, zło­żo­nych głów­nie z nie­wiel­kich tor­pe­dow­ców, minow­ców i szyb­kich kutrów tor­pe­do­wych. Siły takie, nie wyma­ga­jące dużych nakła­dów pie­nięż­nych, mogły aktyw­nie dzia­łać przy wła­snym brzegu, a także sta­wiać miny i ata­ko­wać jed­nostki prze­ciw­nika na jego wodach.
W 1924 r. KMW przy­go­to­wało nowy, per­spek­ty­wiczny, 12-letni pro­gram roz­woju. Zakładał on budowę sił mor­skich skła­da­ją­cych się z 2 krą­żow­ni­ków, 6 kontr­tor­pe­dow­ców, 12 tor­pe­dow­ców, 12 okrę­tów pod­wod­nych oraz róż­nego rodzaju jed­no­stek pomoc­ni­czych. Wywołało to gorącą pole­mikę na łamach prasy ogól­no­kra­jo­wej i facho­wej. Wielu zaj­mu­ją­cych się pro­ble­ma­tyką mor­ską publi­cy­stów, a także nie­któ­rzy ofi­ce­ro­wie PMW byli zda­nia, że flota wojenna powinna być roz­bu­do­wy­wana przede wszyst­kim pod kątem jej przy­dat­no­ści do dzia­łań na Bałtyku, a co za tym idzie, w jej skład powinny wcho­dzić głów­nie mniej­sze, szyb­kie okręty bojowe. Mimo ich oczy­wi­stej racji, zastrze­że­nia te nie zna­la­zły zro­zu­mie­nia w ści­słym oto­cze­nia ówcze­snego szefa KMW, wadm. Porębskiego. Wciąż domi­no­wał tam pogląd, że two­rze­nie nowo­cze­snej floty należy roz­po­cząć od zaku­pie­nia kilku sto­sun­kowo dużych jed­no­stek, a więc kontr­tor­pe­dow­ców oraz więk­szych okrę­tów pod­wod­nych.

  • Mariusz Borowiak

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE