Orły zaj­mują gniazda

 Zdjęcie z powietrza bazy lotniczej Rakowice. Po zakończeniu walk o granice państwa polskiego, jednym z największych wyzwań stojących przed władzami lotniczymi była modernizacja infrastruktury lotniskowej i dostosowanie jej do potrzeb II Rzeczypospolitej. Fot. ze zbiorów MLP w Krakowie

Zdjęcie z powie­trza bazy lot­ni­czej Rakowice. Po zakoń­cze­niu walk o gra­nice pań­stwa pol­skiego, jed­nym z naj­więk­szych wyzwań sto­ją­cych przed wła­dzami lot­ni­czymi była moder­ni­za­cja infra­struk­tury lot­ni­sko­wej i dosto­so­wa­nie jej do potrzeb II Rzeczypospolitej. Fot. ze zbio­rów MLP w Krakowie

Historia pol­skiego lot­nic­twa to jedna z pięk­niej­szych kart w dzie­jach Polski. W powszech­nej świa­do­mo­ści zako­rze­niły się jed­nak przede wszyst­kim obrazy naj­więk­szej chwały: uczest­nic­two pol­skich lot­ni­ków myśliw­skich w bitwie o Anglię w 1940, zwy­cię­stwo Franciszka Żwirki i Stanisława Wigury w Challenge’u w 1932, czy też walki pol­skich i ame­ry­kań­skich lot­ni­ków z kawa­le­rią Siemiona Budionnego w 1920 r. Słabiej znane są pierw­sze mie­siące ist­nie­nia pol­skich Wojsk Lotniczych.

Prawdopodobnie przez to, że prze­łom lat 1918 i 1919 nie przy­niósł spek­ta­ku­lar­nych suk­ce­sów, a był to raczej czas żmud­nej i cięż­kiej pracy. O realiach tam­tego czasu auto­rzy pracy „Ku czci pole­głych lot­ni­ków” napi­sali: „Organizację” bowiem – w ówcze­snym poję­ciu – sta­no­wiło zdo­by­cie sta­rego han­garu z dwoma, trzema wąt­pli­wej war­to­ści samo­lo­tami, z roz­rzu­co­nemi narzę­dziami i czę­ściami zapa­so­wemi… „Organizacją” nazy­wano zain­sta­lo­wa­nie się w zim­nym, roz­wa­lo­nym baraku, bez „kan­ce­larji”, papieru i ołówka. „Organizację” sta­no­wiło kilku zapa­leń­ców, któ­rzy po prze­szu­ki­wa­niu zdo­by­tych skła­dów i po segre­go­wa­niu mater­jału, w mroźny lub słotny wie­czór, w rze­ko­mym „uni­for­mie”, pod­bi­tym wia­trem, bez względu na szarżę, z kara­bi­nem w ręku strze­gli przez noce tego napoły spróch­nia­łego sprzętu, a w dzień star­to­wali na zbu­twia­łych samo­lo­ta­ch1.
Okres od końca paź­dzier­nika 1918 do początku stycz­nia 1919 r. to czas oddol­nego kształ­to­wa­nia się pol­skiego lot­nic­twa. Polacy zdo­łali wtedy prze­jąć 6 lot­nisk użyt­ko­wa­nych wcze­śniej przez austro-węgier­skie i nie­miec­kie jed­nostki lot­ni­cze: Rakowice, Hureczko, Lewandówkę, Lublin, Warszawę i Ławicę. Lotniska poło­żone na tere­nie Galicji (Rakowice, Hureczko, Lewandówka) i na zie­miach byłego Królestwa Kongresowego (Lublin, Warszawa) zostały zdo­byte jesz­cze przed powo­ła­niem do życia Sekcji Żeglugi Napowietrznej. W auto­no­micz­nej do końca pierw­szej połowy 1919 r. Wielkopolsce dopiero zdo­by­cie lot­ni­ska sta­no­wiło impuls do stwo­rze­nia refe­ratu lot­ni­czego w dowódz­twie powsta­nia.
Decydującą rolę w zaję­ciu i utrzy­ma­niu tych lot­nisk ode­grali ofi­ce­ro­wie-wete­rani lot­nic­twa państw zabor­czych. Elementem naj­bar­dziej ener­gicz­nym byli młodsi ofi­ce­ro­wie: porucz­nicy i pod­po­rucz­nicy.
Celem arty­kułu jest przed­sta­wie­nie, jak Polacy w róż­nych regio­nach histo­rycz­nych ziem pol­skich zdo­łali zdo­być lot­ni­ska. Opiszemy przy­go­to­wa­nia do zaję­cia obiek­tów, spo­sób zdo­by­cia sta­cji lot­ni­czych, bilans zysków i strat oraz moment pod­po­rząd­ko­wa­nia się wła­dzom zwierzch­nim.

Rakowice pod Krakowem

Pierwsze stałe lot­ni­sko zdo­byte przez Polaków w 1918 r. znaj­do­wało się w pod­kra­kow­skich Rakowicach. Pole wzlo­tów miało tam 500 m dłu­go­ści i 300 m sze­ro­ko­ści. Na sta­cji lot­ni­czej znaj­do­wało się 6 – 7 han­ga­rów o kon­struk­cji sta­lo­wej, ale obi­tych deskami, budy­nek dowódz­twa, dwa budynki miesz­czące kan­ce­la­rię, war­tow­nia, areszt, kilka bara­ków, a także kilka dom­ków dla ofi­ce­rów. W końcu 1918 r. wykań­czano 4 drew­niane han­gary oraz budynki kosza­rowo-admi­ni­stra­cyjne. Do 1920 r. udało się wykoń­czyć ponadto skrzy­dlar­nię, sto­lar­nię, garaże, hamow­nię i rampę; cią­gle budo­wano nato­miast kolejną sto­lar­nię, warsz­taty mecha­niczne, mon­tow­nię sil­ni­ków i maga­zyn główny.
Początki austro-węgier­skiego lot­ni­ska w Rakowicach to rok 1912. Pierwotnie była to baza Fliegerkompanie 7. (7. Kompanii Lotniczej), w 1916 r. jej miej­sce zajęła Fliegerersatzkompanie 10. (10. Zapasowa Kompania Lotnicza). Ta ostat­nia zaj­mo­wała się m.in. pod­sta­wo­wym szko­le­niem w pilo­tażu. Personel tutaj prze­szko­lony tra­fiał póź­niej do fron­to­wych kom­pa­nii Cesarsko-Królewskich Sił Powietrznych (K. u. K. Luftfahrtruppe) oraz do obsługi powietrz­nych linii komu­ni­ka­cyj­nych. Lotnicy Fliegerersatzkompanie 10. obsłu­gi­wali ponadto port lot­ni­czy na tra­sie Wiedeń – Kraków – Lwów – Kijów – Odessa. W kom­pa­nii słu­żyło mniej wię­cej 200 osób.
Od listo­pada 1917 r. dowódcą Fliegerersatzkompanie 10. był kpt. pil. Roman Florer. W histo­rio­gra­fii uznaje się go za Polaka, bądź też ofi­cera austro-węgier­skiego o pol­skich korze­niach. Na początku I wojny świa­to­wej Florer słu­żył w Cesarsko-Królewskich Siłach Powietrznych w cha­rak­te­rze obser­wa­tora (m.in. w Flik 4.). W latach 1915 – 1916 prze­szko­lił się na pilota. Później latał w Flik 27. Z cza­sem został dowódcą tej jed­nostki. Obok Florera w kom­pa­nii na Rakowicach było jesz­cze kilku Polaków: sierż. pil. Franciszek Kołodziński, sierż. Antoni Jucha oraz pewna grupa sze­re­go­wych.
31 paź­dzier­nika 1918 r. wsku­tek roz­padu struk­tur pań­stwa austro-węgier­skiego wła­dza admi­ni­stra­cyjna i woj­skowa w Krakowie prze­szła w ręce Polskiej Komisji Likwidacyjnej. Dowodzący po pol­skiej stro­nie bry­ga­dier Bolesław Roja (wkrótce awan­so­wany przez PKL na gene­rała bry­gady) jesz­cze tego samego dnia zde­cy­do­wał się zająć lot­ni­sko w Rakowicach. W tym celu utwo­rzył komi­sję skła­da­jącą się z por. rez. dr. Zdzisława Dzikowskiego, ppor. Legionów Polskich Jana Szuberta oraz inż. Feliksa Sobolewskiego. Około połu­dnia 31 paź­dzier­nika przed­sta­wi­ciele bry­ga­diera Roi udali się na lot­ni­sko z żąda­niem pod­po­rząd­ko­wa­nia sta­cji lot­ni­czej Polskiej Komisji Likwidacyjnej. Kpt. Florer bez opo­rów prze­ka­zał wła­dzę por. Dzikowskiemu, który objął funk­cję tylko sym­bo­licz­nie, zde­cy­do­wał się bowiem powró­cić do Krakowa, a jako swego przed­sta­wi­ciela pozo­sta­wił sierż. Antoniego Juchę. Nieformalnym doradcą pod­ofi­cera był kpt. Florer.

  • Mariusz Niestrawski

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE