Operacja „Husky”: bry­tyj­sko-ame­ry­kań­ska inwa­zja na Sycylię cz.2

Rozładunek ciężarówek z okrętu desantowego USS LST-336 na przyczółku pod Gelą. Na pierwszym planie widoczni wszędobylscy włoscy jeńcy.

Rozładunek cię­ża­ró­wek z okrętu desan­to­wego USS LST-336 na przy­czółku pod Gelą. Na pierw­szym pla­nie widoczni wszę­do­byl­scy wło­scy jeńcy.

Chociaż pierw­szego dnia inwa­zji żoł­nie­rze Siódmej Armii Pattona odparli wło­sko-nie­miecki kontr­atak, wciąż gro­ziło im zepchnię­cie do morza. Tymczasem woj­ska Montgomery’ego, nie napo­tkaw­szy więk­szego oporu, roz­wi­jały jed­no­cze­sne natar­cie na Katanię i w głąb wyspy.

Amerykanie spę­dzili noc 1011 lipca 1943 r. na przy­go­to­wa­niach do odpar­cia kolej­nego, nie­uchron­nego kontr­ataku na swój nie­bez­piecz­nie wąski przy­czó­łek w Zatoce Geli. Wyładunek czoł­gów i arty­le­rii utrud­niały przy­brzeżne łachy pia­sku oraz wykryte w kilku miej­scach miny. Sytuację dodat­kowo pogar­szali żoł­nie­rze jed­nostki zabez­pie­cze­nia inży­nie­ryj­nego, któ­rzy mieli przy­go­to­wać plaże. Większość z nich była odrzu­tami z jed­no­stek bojo­wych. Część zajęła się plą­dro­wa­niem wor­ków z ekwi­pun­kiem żoł­nie­rzy. Ostatecznie ich dowódca sta­nął przed sądem wojen­nym.

Z drzew zwi­sały ludz­kie ciała”

Tymczasem gen. Conrath, dowódca dywi­zji „Hermann Göring”, dowie­dział się, że o świ­cie następ­nego dnia (11 lipca) ma uczest­ni­czyć w sko­or­dy­no­wa­nym ataku z udzia­łem dywi­zji „Livorno” i resz­tek roz­bi­tej dzień wcze­śniej Gruppo Mobile E. Włosi mieli nacie­rać na lewą flankę i śro­dek pier­ście­nia obrony wokół przy­czółka pod Gelą, Niemcy na śro­dek i prawą flankę – jedni i dru­dzy trzema kolum­nami.
Kontratak sił Osi ruszył o 6:15. Prawa kolumna Włochów po dro­dze została zwią­zana walką przez patrol 30. RCT (puł­ko­wego zespołu bojo­wego ze składu 3. dywi­zji) w sile kom­pa­nii, wysłany z Licaty, by nawią­zał kon­takt z 1. dywi­zją gen. Allena pod Gelą. Środkowa kolumna dotarła na przed­mie­ścia Geli. Tam ran­gersi, wspie­rani ogniem krą­żow­nika lek­kiego USS Savannah, urzą­dzili jatkę podobną do tej, któ­rej Włosi doświad­czyli poprzed­niego dnia.
Tymczasem na środ­ko­wym odcinku obrony ude­rzyła lewa kolumna wło­ska i prawa nie­miecka, nacie­ra­jąc rów­no­le­gle po obu stro­nach drogi nr 117 z Ponte Olivo. Przełamały obronę 26. RCT, który dzień wcze­śniej stra­cił całą broń prze­ciw­pan­cerną w zbom­bar­do­wa­nym okrę­cie desan­to­wym. Nieoczekiwanie na sta­no­wi­sku dowo­dze­nia ran­ger­sów poja­wił się Patton, który wła­śnie wtedy posta­no­wił zejść na ląd. Widząc, co się dzieje, zawo­łał do sie­dzą­cego przy radio­sta­cji ofi­cera: Jeśli możesz się połą­czyć z waszą cho­lerną mary­narką, niech na litość boską przy­walą parę razy w tę drogę! Chwilę póź­niej we wska­zane miej­sce zaczęły spa­dać salwy z krą­żow­nika lek­kiego USS Boise.
Włosi podą­żyli pro­sto do Geli, gdzie podzie­lili los pozo­sta­łych dwóch kolumn ich natar­cia. Tymczasem prawa kolumna nie­miecka, któ­rej trzon sta­no­wiły czołgi pułku pan­cer­nego dywi­zji „Hermann Göring”, skrę­ciła w kie­runku plaży bez­po­śred­nio na wschód od Geli, gdzie 1. dywi­zja wciąż pró­bo­wała wyła­do­wać na brzeg swój ciężki sprzęt.
W rów­nie trud­nej sytu­acji Amerykanie zna­leźli się na pra­wej flance obrony przy­czółka pod Gelą. Tu, drogą z Niscemi, nacie­rała środ­kowa kolumna nie­miecka, któ­rej trzon sta­no­wił pułk gre­na­die­rów pan­cer­nych dywi­zji „Hermann Göring”, dowo­dzona oso­bi­ście przez gen. Conratha. Jego atak odrzu­cił 16. RCT z wysu­nię­tych pozy­cji pod Abbio Priolo, spy­cha­jąc Amerykanów do skrzy­żo­wa­nia u pod­nóża Piano Lupo. Część nie­miec­kich czoł­gów prze­biła się dalej, zmie­rza­jąc ku pla­żom. Wszędzie jed­nak ata­ku­jący napo­ty­kali mor­der­czy ostrzał z morza, który tego dnia pro­wa­dziły dwa krą­żow­niki lek­kie i sześć nisz­czy­cieli US Navy. Na ostat­niej linii obrony dołą­czyły hau­bice 32. dywi­zjonu arty­le­rii polo­wej (przy­wie­zione chwilę wcze­śniej przez amfi­bie DUKW), strze­la­jąc ogniem pła­sko­to­ro­wym ponad wydmami.

Amfibie DUKW, które na Sycylii miały swój debiut bojowy, okazały się niezastąpione w przerzucaniu na ląd żołnierzy, broni i zaopatrzenia; Gela, lipiec 1943 r.

Amfibie DUKW, które na Sycylii miały swój debiut bojowy, oka­zały się nie­za­stą­pione w prze­rzu­ca­niu na ląd żoł­nie­rzy, broni i zaopa­trze­nia; Gela, lipiec 1943 r.

Dalej na wschód nacie­rała lewa kolumna nie­miecka – gre­na­die­rzy dywi­zji „Herman Göring”, dywi­zjon dział sztur­mo­wych i kom­pa­nia Tygrysów. Uderzyli na Ponte Dirillo, gdzie droga nr 115 prze­kra­cza rzekę Acate. Broniący tego miej­sca 180. RCT ze składu 45. dywi­zji „Thunderbird” nie wytrzy­mał naporu i zaczął się cofać w kie­runku plaży.
W tym kry­tycz­nym momen­cie poja­wił się płk Gavin, dowódca 505. pułku 82. Dywizji Powietrznodesantowej, który od wylą­do­wa­nia na Sycylii szu­kał oka­zji do włą­cze­nia się do walk. Maszerując nad­brzeżną drogą z Vittorii do Geli, po dro­dze zbie­rał roz­pro­szone grupki spa­do­chro­nia­rzy i pie­chu­rów z 45. dywi­zji. Te ok. 250 żoł­nie­rzy roz­mie­ścił na grani nazwa­nej przez Amerykanów Biazza Ridge, góru­ją­cej nad drogą z Biscari (obec­nie Acate), którą nacie­rała lewa kolumna nie­miec­kiego ataku. Kiedy pró­bo­wali się oko­pać, oka­zało się, że ska­li­ste pod­łoże grani prak­tycz­nie to unie­moż­li­wia. Mimo to płk Gavin oświad­czył: Zostajemy na tej cho­ler­nej grani, choćby nie wiem co.
Generał Middleton, dowódca 45. dywi­zji, który miał kwa­terę zale­d­wie kilka kilo­me­trów dalej, dosy­łał obroń­com Biazza Ridge, co tylko miał pod ręką: bazo­oki, kilka moź­dzie­rzy kal. 81 mm, dwie hau­bice kal. 75 mm i kilka dział prze­ciw­pan­cer­nych, przy­cią­gnię­tych przez trans­por­tery pół­gą­sie­ni­cowe. Zanim to nastą­piło, zaradni spa­do­chro­nia­rze kon­tak­to­wali się z US Navy za pomocą zdo­bycz­nej radio­sta­cji! Tymczasem Niemcy wciąż bory­kali się z pro­ble­mem sła­bej kadry dowód­czej, który poprzed­niego dnia dopro­wa­dził do zała­ma­nia się ich natar­cia. Jak zauwa­żył maj. Vandervoort: Mieli dość sił, by nas zmieść z tej grani, gdyby tylko chcieli. Albo dostali roz­kaz, żeby przejść do obrony, albo mieli bez­na­dziej­nego dowódcę.
W trak­cie walki dołą­czali kolejni spa­do­chro­nia­rze. To było nie­sa­mo­wite, wspo­mi­nał Vandervoort, jak nasi roz­pro­szeni żoł­nie­rze scho­dzili się zewsząd, kie­ru­jąc się odgło­sami walki. Mimo to wcze­snym wie­czo­rem sytu­acja na grani stała się dra­ma­tyczna. Wtedy jed­nak nad­cią­gnęła odsiecz w postaci kilku Shermanów, które w końcu wydo­stały się z plaży po kosz­mar­nych zma­ga­niach, w trak­cie któ­rych czołgi zrzu­cały gąsie­nice w miał­kim pia­chu, a dru­ciane maty do utwar­dza­nia pod­łoża wkrę­cały się w koła napę­dowe. Gavin uznał, że czas prze­jąć ini­cja­tywę i pode­rwał swo­ich pod­ko­mend­nych do ataku wspar­tego przez Shermany. Porucznik Swingler wystrze­lał załogę Tygrysa, którą zasko­czył na zewnątrz (zapewne pró­bu­jącą napra­wić zerwaną gąsie­nicę), zdo­by­wa­jąc czołg.
W końcu, po ośmiu godzi­nach natar­cia, Conrath ponow­nie musiał uznać wyż­szość prze­ciw­nika i zarzą­dził odwrót na pozy­cje wyj­ściowe. Do tego czasu dywi­zja „Hermann Göring” stra­ciła 630 żoł­nie­rzy, w tym 30 ofi­ce­rów oraz ok. 40 – 50 czoł­gów. W obli­czu inten­syw­nego ostrzału arty­le­rii okrę­to­wej, hau­bic, moź­dzie­rzy, czoł­go­wych armat i dział prze­ciw­pan­cer­nych Niemcy zdali sobie sprawę, że dalej się nie prze­biją.
Nie ujmu­jąc nic męstwu ame­ry­kań­skich spa­do­chro­nia­rzy, ran­ger­sów i pie­chu­rów, przy­czó­łek pod Gelą ura­to­wała US Navy. Podczas pierw­szego wło­sko-nie­miec­kiego kontr­ataku, z 10 lipca, krą­żow­nik Savannah wystrze­lił 126 razy, a Boise 162, nato­miast nisz­czy­ciele Shubrick i Jeffers odpo­wied­nio 100 i 184 – łącz­nie 288 poci­sków kal. 152 mm i 284 kal. 127 mm. Nazajutrz Savannah wystrze­lił 906 poci­sków, Boise zaś 86. Niszczyciele doło­żyły od sie­bie: Tillman 46, Butler 48, Cowie 200, Glennon 358, Laub 751, a Beatty aż 799 (dwa ostat­nie strze­lały prak­tycz­nie do wyczer­pa­nia amu­ni­cji) – łącz­nie 992 poci­ski kal. 152 mm i 2202 kal. 127 mm! Rangersi na przed­polu swo­ich pozy­cji w Geli wzięli do nie­woli ok. 400 Włochów, onie­mia­łych i oszo­ło­mio­nych nawałą ogniową. Z drzew zwi­sały ludz­kie ciała, zapa­mię­tał kpt. Lyle, który w tym miej­scu koor­dy­no­wał ostrzał z morza. Zespół obser­wa­to­rów kie­ru­jący z lądu ogniem okrę­tów zamel­do­wał, że nisz­czy­ciel Laub obez­wład­nił cztery Tygrysy (w kontr­ataku z 11 lipca 2. kom­pa­nia 504. bata­lionu czoł­gów cięż­kich stra­ciła bez­pow­rot­nie pięć ze swo­ich 17 Tygrysów).
Także w sek­to­rze bry­tyj­skim woj­ska lądowe miały zapew­nione wspar­cie ogniowe mary­narki (Royal Navy) – nisz­czy­ciele Blankney i Brissenden ostrze­li­wały cele w Pozzallo, moni­tor Erebus oraz krą­żow­niki lek­kie Orion, Uganda i Mauritius w rejo­nie Syrakuz, a nisz­czy­ciele Eskimo, Exmoor i grecki Kanaris w Auguście.

Nie zawa­ham się wyda­wać wyro­ków śmierci”

Tego dnia (11 lipca) Amerykanie nie tylko odpie­rali kontr­ataki. Na ich lewej flance nie ata­ko­wana 3. dywi­zja gen. Truscotta prze­szła do natar­cia. W efek­cie wspo­mnia­nej wcze­śniej akcji, 30. RCT roz­bił napo­tkaną po dro­dze kolumnę z dywi­zji „Livorno”, następ­nie dotarł na pozy­cje 1. dywi­zji, łącząc przy­czółki pod Licatą i Gelą. Do końca dnia Truscott roz­sze­rzył swój „stan posia­da­nia” o ok. 20 km we wszyst­kie strony, do linii Palma di Montechiaro – Naro – Campobello – Riesi. Również na pra­wej flance ame­ry­kań­skie woj­ska, popę­dzane przez Pattona, po odpar­ciu kontr­ata­ków momen­tal­nie prze­jęły ini­cja­tywę. Jeszcze przed koń­cem 11 lipca dwie puł­kowe grupy bojowe 45. dywi­zji ruszyły na pół­noc i wschód, zdo­by­wa­jąc lot­ni­sko w Comiso, a na nim 125 samo­lo­tów (w tym 20 spraw­nych) i ponad 750 000 l ben­zyny lot­ni­czej. Jedna kom­pa­nia, posu­wa­jąc się wzdłuż połu­dnio­wego wybrzeża, „z roz­pędu” wkro­czyła do Ragusy, która leżała w sek­to­rze bry­tyj­skim.
Także 11 lipca woj­sko na przy­czół­kach Siódmej Armii nie docze­kało się bez­po­śred­niego wspar­cia z powie­trza. Żaden z ofi­ce­rów lot­nic­twa obec­nych na okrę­tach floty inwa­zyj­nej nie był władny kie­ro­wać dzia­ła­niami samo­lo­tów. To prawo zastrze­gły sobie sztaby na lądzie, które żądały, by listę celów, do ewen­tu­al­nego roz­pa­trze­nia, przed­kła­dać im z 12-godzin­nym wyprze­dze­niem! Co gor­sza, lot­nicy nie byli na bie­żąco z dzia­ła­niami na ziemi, o czym szybko prze­ko­nał się CCA (Combat Command A) – pod­od­dział 2. Dywizji Pancernej przy­dzie­lony do 3. Dywizji Piechoty. Kiedy 11 lipca ruszył z przy­czółka pod Licatą, po wkro­cze­niu do mia­steczka Naro (pod­da­nego bez walki) został zbom­bar­do­wany przez ame­ry­kań­skie bom­bowce B-26 Marauder. Podczas pierw­szego tygo­dnia inwa­zji CCA stra­cił w takich incy­den­tach 14 pojaz­dów i 75 ludzi.
Lotnictwo alian­tów pro­wa­dziło wła­sne, inten­sywne dzia­ła­nia – głów­nie wiele kilo­me­trów za linią frontu, przez co mary­narce i woj­skom lądo­wym trudno było doce­nić jego wkład. Walki toczone przez siły powietrzne obu stron to temat na osobny arty­kuł, ale warto wspo­mnieć, że tylko 11 lipca piloci myśliw­ców RAF i USAAF zgło­sili 39 zestrze­leń nad Sycylią. Mimo to w ciągu dnia Amerykanie stra­cili okręt desan­towy LST-158, stra­wiony przez pożar po tra­fie­niu bombą (doko­nał tego Oblt. Ottmar Simon, pilot Fw 190 z III./SKG 10 – ten sam, który dzień wcze­śniej zato­pił LST-313) oraz trans­por­to­wiec typu Liberty SS Robert Rowan z ładun­kiem amu­ni­cji, który eks­plo­do­wał po tra­fie­niu bombą w trak­cie popo­łu­dnio­wego nalotu Ju 88. Co gor­sza, pło­nący wrak osiadł na dnie w płyt­kiej wodzie, po zmroku oświe­tla­jąc całą redę pod Gelą.
Słaba koor­dy­na­cja dzia­łań lot­nic­twa z pozo­sta­łymi rodza­jami wojsk dopro­wa­dziła do tra­ge­dii nocą 1112 lipca, gdy w dro­dze do celu desant 504. RCT z 82. Dywizji Powietrznodesantowej został omył­kowo zdzie­siąt­ko­wany ogniem prze­ciw­lot­ni­czym alianc­kich okrę­tów. Zrzut 2300 spa­do­chro­nia­rzy, któ­rzy mieli odcią­żyć przy­czó­łek w Zatoce Geli, cho­ciaż nie powi­nien był spra­wić więk­szych trud­no­ści, zmie­nił się w kosz­mar.
Marynarka odpie­rała naloty przez więk­szość dnia. Niecałą godzinę przed poja­wie­niem się samo­lo­tów trans­por­to­wych lot­nic­two Osi prze­pro­wa­dziło naj­cięż­szy tego dnia atak na flotę inwa­zyjną. Zaledwie minuty dzie­liły koniec bom­bar­do­wa­nia od przy­by­cia for­ma­cji C-47 ze spa­do­chro­nia­rzami na pokła­dach. Pierwszy rzut dotarł nad Gelę bez prze­szkód, ale kiedy nad­le­ciał drugi, jakiś ner­wowy strze­lec posłał w niebo serię poci­sków smu­go­wych. W jed­nej chwili nie­mal wszyst­kie bate­rie prze­ciw­lot­ni­cze na morzu i lądzie otwo­rzyły bez­ładny ogień, strze­la­jąc bez opa­mię­ta­nia. Nieszczęsne kolumny lecą­cych powoli samo­lo­tów trans­por­to­wych wpa­dły w pułapkę nad­la­tu­ją­cych ze wszyst­kich stron poci­sków. Piloci pró­bo­wali się rato­wać gwał­tow­nymi uni­kami i w oka­mgnie­niu samo­loty roz­pierz­chły się na wszyst­kie strony. Ze 144 maszyn, które wzięły udział w tej ope­ra­cji, 23 prze­pa­dło bez śladu, a kolejne 37 zostało poważ­nie uszko­dzo­nych. Straty w ludziach wynio­sły 60 zabi­tych pilo­tów lub człon­ków załóg oraz 81 spa­do­chro­nia­rzy; ponadto 132 zostało ran­nych a 16 zagi­nęło. Wśród tych, któ­rzy pole­gli, zna­lazł się zastępca dowódcy 82. Dywizji Powietrznodesantowej, gen. Keerans.
Tej samej nocy (11÷12 lipca) okręty zespo­łów osło­no­wych Royal Navy ostrze­lały cele w naj­da­lej wysu­nię­tej na zachód czę­ści wybrzeża Sycylii – pan­cer­niki Howe i King George V Favignanę (jedną z Wysp Egadzkich) oraz bazę mary­narki w Trapani, a krą­żow­niki lek­kie Dido i Sirius Marsalę – by stwo­rzyć wra­że­nie, że także tam alianci szy­kują desant z morza. Trzy kutry tor­pe­dowe, ope­ru­jące ze zdo­by­tego portu w Syrakuzach, zapu­ściły się w rejon Cieśniny Mesyńskiej. Tam zasko­czyły dwa pły­nące na powierzchni okręty pod­wodne. MTB-81 wystrze­lił z nie­ca­łych 100 m tor­pedę, którą zato­pił U-561. Drugi U-Boot umknął pod wodę.
Rankiem 12 lipca kontr­adm. Troubridge, dowódca jed­nego z zespo­łów okrę­tów Royal Navy wspie­ra­ją­cych desant Ósmej Armii, wybrał się nisz­czy­cie­lem HMS Exmoor do Augusty. Port wyda­wał się opu­sto­szały. Kiedy jed­nak Exmoor i towa­rzy­szący mu grecki nisz­czy­ciel Kanaris pod­pły­nęły bli­żej, dostały się pod ogień nad­brzeż­nej bate­rii i musiały pospiesz­nie wyco­fać się na pełne morze. Zrządzeniem losu, jedno z dział obsłu­gi­wał adm. Leonardi, dowódca Piazza marit­tima Augusta-Siracusa (mor­skiego rejonu for­tecz­nego), z pomocą dwóch człon­ków jego sztabu. Ratując honor wło­skiej mary­narki, zastę­po­wali obsługę działa, która porzu­ciła swoje sta­no­wi­sko i ucie­kła. Był to bodaj jedyny przy­pa­dek w tej woj­nie, kiedy jeden admi­rał oso­bi­ście strze­lał do innego.
Amerykanie wraz z nasta­niem dnia (12 lipca) kon­ty­nu­owali roz­sze­rza­nie przy­czół­ków. W pasie natar­cia 3. dywi­zji, wspie­ra­nego ogniem krą­żow­ni­ków lek­kich Birmingham i Brooklyn, po raz pierw­szy dała o sobie znać 15. Dywizja Grenadierów Pancernych. Także w tej czę­ści wyspy Niemcy mieli pro­blem z sojusz­ni­kiem. Włoskie oddziały na obu ich flan­kach przy pierw­szym kon­tak­cie bojo­wym szły w roz­sypkę, dla­tego gre­na­die­rzy gen. Rodta raz za razem musieli się cofać, by nie dać się okrą­żyć.
Rankiem 1. dywi­zja zdo­była lot­ni­sko Gela-Ponte Olivo. W tym cza­sie ran­gersi, wspie­rani ogniem krą­żow­nika Savannah (który wystrze­lił 519 poci­sków do celu odle­głego o 21 km) zajęli gór­skie mia­steczko Butera, ale dalej na prawo wciąż toczyły się cięż­kie walki. Kiedy gen. Guzzoni (for­malny dowódca wojsk Osi na Sycylii) zdał sobie sprawę, że kontr­atak pod Gelą nie powiódł się, skie­ro­wał uwagę na sek­tor bry­tyj­ski, gdzie Ósma Armia z alar­mu­jącą łatwo­ścią zajęła Syrakuzy. Dywizja „Hermann Göring” otrzy­mała roz­kaz prze­rzu­ce­nia głów­nych sił na wschód, w celu wspar­cia Kampfgruppe „Schmalz” cofa­ją­cej się pod napo­rem wojsk Montgomery’ego.
Generał Conrath, nie­za­do­wo­lony z powodu dwu­krot­nej porażki, posta­no­wił jed­nak ude­rzyć jesz­cze raz. Skierował atak na wzgó­rze w rejo­nie Piano Lupo (znane jako „Hill 411”), z któ­rego Amerykanie wyparli o świ­cie jego żoł­nie­rzy. Odpieraniem pierw­szego szturmu dowo­dził ppłk Gorham, dowódca 1. bata­lionu 505. pułku spa­do­chro­no­wego. Gdy jeden z czoł­gów zbli­żył się na odle­głość około 70 m, wyce­lo­wał do niego z bazo­oki. Obsługujący armatę Niemiec zdą­żył wystrze­lić pierw­szy i Gorham zgi­nął.
Grenadierzy, wsparci tuzi­nem czoł­gów Tygrys, czte­ro­krot­nie sztur­mo­wali ten nie mający żad­nego zna­cze­nia pagó­rek. Bez powo­dze­nia – do tego czasu 1. dywi­zja zdą­żyła wyła­do­wać na brzeg Shermany CCB (przy­dzie­lo­nego pod­od­działu 2. Dywizji Pancernej) i wła­sną arty­le­rię. Do akcji włą­czył się rów­nież krą­żow­nik Boise, wystrze­li­wu­jąc 208 poci­sków kal. 152 mm.
Po tym trze­cim z rzędu pogro­mie dywi­zji „Hermann Göring” Conrath wysto­so­wał do swo­ich pod­ko­mend­nych ostrą repry­mendę: W ciągu ostat­nich paru dni byłem świad­kiem gor­szą­cych scen i zacho­wań nie­god­nych nie­miec­kiego żoł­nie­rza, a w szcze­gól­no­ści żoł­nie­rza dywi­zji pan­cer­nej „Hermann Göring”. Widziałem takich, któ­rzy ucie­kali na tyły, histe­rycz­nie pła­cząc, gdyż usły­szeli gdzieś w pobliżu wybuch albo poje­dyn­czy wystrzał z kara­binu. Odwrót bez roz­kazu i tchó­rzo­stwo będą karane w try­bie natych­mia­sto­wym. W szcze­gól­nie rażą­cych przy­pad­kach nie zawa­ham się wyda­wać wyro­ków śmierci.
Tymczasem 45. dywi­zja, roz­wi­ja­jąc natar­cie z przy­czółka pod Scoglitti, do końca dnia zajęła Biscari, a dalej na prawo, na pół­noc od Ragusy, mia­steczko Chiaramonte Gulfi. Dzień póź­niej (13 lipca) Amerykanie zdo­byli Niscemi i lot­ni­sko Biscari-San Pietro. Na pra­wej flance posu­wali się na pół­noc, wzdłuż gra­nicy sek­to­rów ame­ry­kań­skiego i bry­tyj­skiego. Tam, mimo wkro­cze­nia w trudny teren, zajęli gór­skie mia­steczka Giarratana i Monterosso Almo, skąd do Vizzini dzie­liło ich już tylko 15 km.

Nie ma potrzeby, żebyśtu przy­jeż­dżał”

Sytuacja wojsk Osi na wschod­nim wybrzeżu wyspy w pierw­szych dniach inwa­zji była bar­dzo nie­pewna. Ósma Armia szybko parła na pół­noc, w kie­runku Katanii i Mesyny. Na podej­ściach do Syrakuz załogi tra­łow­ców Royal Navy zdo­były 12 lipca wło­ski okręt pod­wodny Bronzo, któ­rego kapi­tan nie wie­dział, że port jest już w rękach Brytyjczyków. Wieczorem okręt desan­towy HMS Ulster Monarch, osła­niany przez nisz­czy­ciel i dwie kano­nierki, wpły­nął do Augusty i wysa­dził na brzeg żoł­nie­rzy, któ­rzy zajęli ten sto­sun­kowo duży i bez­cenny dla alian­tów port.
Część Włochów kon­ty­nu­owała walkę. Rankiem 13 lipca sam gen. Guzzoni omal nie zgi­nął w swo­jej kwa­te­rze głów­nej w Ennie, którą zrów­nał z zie­mią nalot alianc­kiego lot­nic­twa. W ciągu dnia jeden z bata­lio­nów dywi­zji „Napoli” prze­pro­wa­dził śmiały, cho­ciaż pozba­wiony więk­szego sensu kontr­atak, odbi­ja­jąc bazę wod­no­sa­mo­lo­tów w Auguście; naza­jutrz, zagro­żony odcię­ciem, wyco­fał się. W połu­dnie u brze­gów Avoli wło­skie bom­bowce nur­ku­jące zato­piły SS Timothy Pickering, trans­por­to­wiec typu Liberty, na pokła­dzie któ­rego zgi­nęło ok. 100 bry­tyj­skich żoł­nie­rzy i 30 mary­na­rzy z ame­ry­kań­skiej załogi statku. Na wschód od Augusty okręt pod­wodny Nereide, pod­kra­da­jąc się do floty inwa­zyj­nej, został namie­rzony i zato­piony przez bry­tyj­skie nisz­czy­ciele Ilex i Echo. Wieczorem tego samego dnia bry­tyj­ski okręt desan­towy wysa­dził za linią frontu oddział koman­do­sów, który „uci­szył” wło­ską bate­rię ostrze­li­wu­jącą Augustę z przy­lądka Campolato, na pół­noc od portu. Po dro­dze eskor­tu­jący ich nisz­czy­ciel HMS Tetcott odparł atak wło­skich kutrów tor­pe­do­wych.
Tymczasem na lądzie jedyny liczący się opór w sek­to­rze Ósmej Armii sta­wiała Kampfgruppe „Schmalz”, pier­wot­nie zło­żona z bata­lionu pie­choty i dwóch bate­rii arty­le­rii z dywi­zji „Hermann Göring” oraz 115. pułku gre­na­die­rów pan­cer­nych zabra­nego ze składu 15. Dywizji Grenadierów Pancernych. Dowodził nią płk Wilhelm Schmalz, wete­ran kam­pa­nii w Polsce, Francji, na Bałkanach i w Rosji. Jego grupa bojowa, zbyt słaba, by samo­dziel­nie zatrzy­mać Brytyjczyków, do tam­tej pory pro­wa­dziła jedy­nie walki odwro­towe, stop­niowo cofa­jąc się na pół­noc. Schmalz liczył na swoją macie­rzy­stą jed­nostkę, dywi­zję „Hermann Göring”, ale jej dowódca, zamiast zgod­nie z roz­ka­zem prze­miesz­czać się w kie­runku Katanii, jesz­cze 12 lipca (trzeci dzień z rzędu) trwo­nił siły na jałowe
kontr­ataki pod Gelą.
Tego samego dnia płk Schmalz docze­kał się pierw­szych posił­ków. Był to 2. bata­lion 382. pułku gre­na­die­rów pan­cer­nych oraz bata­lion for­teczny „Reggio”. Obie te jed­nostki Kesselring do tam­tej pory trzy­mał w odwo­dzie na wypa­dek desan­tów w rejo­nie Mesyny lub Kalabrii. Jednocześnie w rejon Katanii zaczął przy­by­wać naj­groź­niej­szy prze­ciw­nik, z jakim alian­tom przy­szło się zmie­rzyć na Sycylii – „Zielone Diabły”.

Okręt desantowy LCI(L)-196 i amfibia DUKW na plaży w Scoglitti; 11 lipca 1943 r.

Okręt desan­towy LCI(L)-196 i amfi­bia DUKW na plaży w Scoglitti; 11 lipca 1943 r.

Tymczasem Montgomery zamie­rzał śmia­łym wypa­dem ku Mesynie odnieść szyb­kie, roz­strzy­ga­jące zwy­cię­stwo na Sycylii. Już 11 lipca wysłał do Alexandra zuchwałą w tonie depe­szę: Wszystko idzie dobrze. Nie ma potrzeby, żebyś tu przy­jeż­dżał, jeśli nie chcesz. Jestem bar­dzo zajęty i pra­cuję inten­syw­nie nad pla­nami, które nam pozwolą utrzy­mać ini­cja­tywę. Nie mam wia­do­mo­ści na temat postę­pów Amerykanów. Gdyby ude­rzyli w głąb lądu, zajęli Caltagirone i Canicatti i osło­nili mnie od zachodu, był­bym spo­koj­niej­szy.
Taki roz­wój sytu­acji odpo­wia­dał kon­cep­cji Montgomery’ego, który już mie­siąc przed roz­po­czę­ciem ope­ra­cji „Husky”, przy braku wska­zó­wek ze strony Alexandra, sfor­mu­ło­wał wła­sny plan dzia­ła­nia dla Ósmej Armii: Ogólna idea jest taka, by trzy­mać gardę na lewej flance i ude­rzać z pra­wej. Dowódca 50. Dywizji Piechoty, któ­remu Montgomery roz­ka­zał nacie­rać z mak­sy­malną pręd­ko­ścią na pół­noc, w stronę Niziny Katańskiej, oznaj­mił swoim żoł­nie­rzom: Nie będzie żad­nego sie­dze­nia i odpo­czy­wa­nia. Przed wami nie ma nikogo, tylko pusta prze­strzeń. Macie posu­wać się naprzód, dopóki nie pad­nie­cie. Jeśli dzi­siaj nie zaj­mie­cie tego terenu z mar­szu, jutro będzie­cie musieli o niego wal­czyć.
Montgomery nie prze­wi­dział tak szyb­kich postę­pów swo­ich wojsk, dla­tego więk­szość cię­ża­ró­wek miała dotrzeć na brzeg w póź­niej­szych rzu­tach. W efek­cie, przez pierw­sze dni kam­pa­nii Ósma Armia bory­kała się z chro­nicz­nym bra­kiem środ­ków trans­portu. Żołnierze byli zmu­szeni masze­ro­wać w nie­mi­ło­sier­nym skwa­rze, nio­sąc na wła­snych bar­kach nie tylko pod­sta­wowy ekwi­pu­nek, ale rów­nież zapas żyw­no­ści i wody. Po dro­dze rekwi­ro­wali wszel­kie napo­tkane środki trans­portu, w tym fur­manki, muły i rowery.
12 lipca Montgomery (który tego dnia przy­był na Sycylię na pokła­dzie nisz­czy­ciela Royal Navy), zano­to­wał w swoim dzien­niku: Toczyłem wła­sną bitwę, a Siódma Armia swoją. Nie było żad­nej koor­dy­na­cji ze strony Alexandra. Gdybym miał kon­trolę nad cało­ścią, to jestem prze­ko­nany, że mógł­bym spro­wa­dzić na nie­przy­ja­ciela praw­dziwą kata­strofę i osa­czyć wszyst­kie jego woj­ska na Sycylii. Wysłałem więc do Alexandra nastę­pu­jący szy­fro­gram, pre­zen­tu­jąc wła­sny pogląd na temat tego, jak należy roze­grać tę bitwę:
„Moja obecna sytu­acja tak­tyczna jest bar­dzo dobra. Zająłem Augustę i prze­su­ną­łem front na linię Sortino – Vizzini [Montgomery nawet się nie zająk­nął, że tej dru­giej miej­sco­wo­ści jesz­cze nie zdo­był – przyp. aut.] – Ragusa – Scicli. Zamierzam nacie­rać wzdłuż dwóch osi: XIII kor­pus na Katanię i dalej na pół­noc, XXX kor­pus w kie­runku Caltagirone – Enna – Leonforte. Sugeruję, by ame­ry­kań­ska dywi­zja w Comiso prze­su­nęła się na zachód do Niscemi i Geli. Nasze zasoby i moż­li­wo­ści trans­por­towe oraz sytu­acja dro­gowa unie­moż­li­wiają jed­no­cze­sne pro­wa­dze­nie dzia­łań zaczep­nych na więk­szą skalę siłami obu armii. Proponuję, by to moja armia ude­rzyła na pół­noc i roz­cięła wyspę na pół, a Siódma Armia zajęła pozy­cje obronne fron­tem na zachód wzdłuż linii Caltanissetta – Canicatti – Licata. Dostępne zasoby należy roz­dy­spo­no­wać zgod­nie z tym podzia­łem ról.

  • Tomasz Szlagor

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE