Zapisz się do naszego new­slet­tera

Wybierz listę(y):

ZAPOMNIAŁEŚ HASŁA?

Operacja „Berlin” Scharnhorst i Gneisenau ruszają na Atlantyk

MiO_spec_1_2016_pancernik

Atlantycka wyprawa pan­cer­ni­ków Scharnhorst i Gneisenau, pod dowódz­twem adm. Günthera Lütjensa, na początku 1941 r. była i jest po 75 latach, jakie wła­śnie mijają od tam­tych wyda­rzeń, oce­niana w róż­no­rodny spo­sób. Z jed­nej strony bry­tyj­ska Admiralicja uznała za porażkę fakt, że w trak­cie jej trwa­nia zespoły Home Fleet nie zdo­łały nie­miec­kich okrę­tów prze­chwy­cić i znisz­czyć, a na szla­kach kon­wo­jo­wych zapa­no­wał w wyniku ich rajdu chaos. Z dru­giej strony sami Niemcy, choć całą akcję wyko­rzy­stali korzyst­nie pro­pa­gan­dowo, to ze względu na poten­cjał bojowy swo­jego zespołu i cały zor­ga­ni­zo­wany „wysi­łek” logi­styczny, spo­dzie­wali się znacz­nie lep­szych wyni­ków – w licz­bie i tonażu zato­pio­nych bądź zdo­by­tych stat­ków.

Ostatecznie jed­nak wyprawa Lütjensa była suk­ce­sem i to jed­nym z ostat­nich, jakie odnio­sły w wypra­wach na Atlantyk duże okręty Kriegsmarine. Przyniosła bowiem zato­pie­nie 19 i zdo­by­cie 3 stat­ków alianc­kich o łącz­nym tonażu 113 690 BRT. Wcześniej dzia­ła­jący na Atlantyku (od listo­pada 1940 r.) krą­żow­nik ciężki Admiral Scheer miał jak dotąd udany rajd (zwłasz­cza dość sku­tecz­nie zaata­ko­wał kon­wój HX 84 w dniu 5 listo­pada), z mało efek­tyw­nego wypadu powró­cił krą­żow­nik ciężki Admiral Hipper, ale z począt­kiem lutego 1941 r. zamie­rzano wysłać go w kolejny atlan­tycki rejs kor­sar­ski. Nieco wcze­śniej na ocean dowódz­two Kriegsmarine posta­no­wiło wysłać dużo groź­niej­szą parę bliź­nia­ków – pan­cer­niki Scharnhorst i Gneisenau – pod dowódz­twem adm. Lütjensa. Grossadmiral Erich Raeder słusz­nie bowiem rozu­mo­wał, że jed­no­cze­sna obec­ność w róż­nych miej­scach Atlantyku kilku cięż­kich okrę­tów Kriegsmarine ata­ku­ją­cych kon­woje i poje­dyn­cze statki, spo­wo­duje nie tylko jesz­cze więk­sze zamie­sza­nie na alianc­kich szla­kach żeglu­go­wych i zakłóci „rytm” kon­wo­jów zmie­rza­ją­cych do Wielkiej Brytanii, ale dodat­kowo wybit­nie utrudni okrę­tom Royal Navy ich wytro­pie­nie (zespół Lütjensa miał swo­imi dzia­ła­niami odwra­cać uwagę Brytyjczyków od pozo­sta­łych kor­sa­rzy). Pancerniki Lütjensa miały jesz­cze jedną zaletę – były wyjąt­kowo szyb­kie (mogły roz­wi­nąć pręd­kość rzędu 30‑31 w., czyli poru­szały się o kilka węzłów szyb­ciej od krą­żow­ni­ków cięż­kich typu Scheer), co pozwa­lało – zwłasz­cza w trud­niej­szych warun­kach hydro­me­te­oro­lo­gicz­nych – na dość łatwe ode­rwa­nie się od ści­ga­ją­cych ich jed­no­stek Home Fleet w razie nie­po­żą­da­nego spo­tka­nia, bo bry­tyj­skie pan­cer­niki i (znacz­nie star­sze od nie­miec­kich okrę­tów) krą­żow­niki liniowe prze­waż­nie nie były w sta­nie roz­wi­nąć podob­nej pręd­ko­ści pod­czas ewen­tu­al­nego pościgu.
Mimo to wyprawa obu pan­cer­ni­ków nio­sła za sobą dość wyso­kie ryzyko. Okręty Lütjensa potrze­bo­wały sys­te­ma­tycz­nego uzu­peł­nia­nia szybko top­nie­ją­cych zapa­sów paliwa, żyw­no­ści i amu­ni­cji, a to wyma­gało wysła­nia na prze­wi­dziany obszar dzia­łań odpo­wied­niej liczby (zaka­mu­flo­wa­nych pod neu­tral­nymi ban­de­rami) stat­ków zaopa­trze­nio­wych, z uwzględ­nie­niem moż­li­wych sytu­acji awa­ryj­nych (ist­niało ryzyko, że nie­które z tych jed­no­stek mogą być w trak­cie rajdu wykryte, roz­po­znane i zato­pione przez stronę aliancką i musiało być ich wię­cej – by w razie potrzeby inny zaopa­trze­nio­wiec prze­jął zada­nia zato­pio­nego). Wiele więc zale­żało także od sku­tecz­no­ści (bądź jej braku) dzia­łań nie­przy­ja­ciela w rejo­nie prze­wi­dzia­nych spo­tkań zaopa­trze­nio­wych.
Przygotowując ope­ra­cję pan­cer­ni­ków już w grud­niu wysłano na jak naj­mniej uczęsz­czane miej­sca żeglu­gowe 6 nie­miec­kich jed­no­stek zaopa­trze­nio­wych (statki Adria, Esso Hamburg, Schlettstadt, Friedrich Breme, Ermland i Uckermark ex Altmark – w początku II wojny świa­to­wej zaopa­trze­nio­wiec Admirala Grafa Spee). Pierwszy z nich ocze­ki­wał na nie­miecki zespół daleko na pół­nocy – na Morzu Arktycznym, następne – nieco na połu­dniowy zachód od przy­lądka Farvel (płd. Grenlandia), pozo­stałe – na środ­ko­wej czę­ści Atlantyku.
Czas ope­ra­cji wybrano roz­sąd­nie – w tej porze roku, tuż po świę­tach Bożego Narodzenia, noce były naj­dłuż­sze, co dla skry­tego spo­sobu dzia­łań okrę­tów Lütjensa było bar­dzo istotne (w tym okre­sie wojny okręty strony alianc­kiej, a także samo­loty, nie miały jesz­cze prze­wagi jeśli cho­dzi o wyko­rzy­sty­wa­nie urzą­dzeń rada­ro­wych – na jed­nost­kach Royal Navy nie były one wystar­cza­jąco roz­po­wszech­nione).

Niefortunny począ­tek

Pierwotne plany Niemcom pokrzy­żo­wała wybit­nie zła pogoda. Gdy zespół 28 grud­nia 1940 r. wyru­szył z Kilonii, pierw­szy raz, już dwa dni póź­niej, napo­tkał bar­dzo silny sztorm. W trak­cie jego trwa­nia Gneisenau doznał uszko­dzeń na wyso­ko­ści Bergen, a jego pręd­kość została znacz­nie zmniej­szona. Lütjens naka­zał powrót obu jed­nost­kom, które zostały skie­ro­wane do Gdyni (wtedy Gotenhafen), gdzie usu­nięto powstałe szkody. Opóźniło to jed­nak ponowne wyj­ście zespołu na Atlantyk o pra­wie mie­siąc. Każdy z pan­cer­ni­ków, kilka dni przed wyzna­czo­nym przez sztab Kriegsmarine nowym ter­mi­nem akcji, prze­szedł osobno do Kilonii, dopiero stam­tąd miały one wyru­szyć razem ponow­nie na Atlantyk. Operacja (któ­rej nadano kryp­to­nim „Berlin”) roz­po­częła się wyj­ściem obu okrę­tów z Kilonii 22 stycz­nia 1941 r. drogą przez Wielki Bełt. Trasa była jed­nak tej zimy tak sil­nie zalo­dzona, że jedy­nie z pomocą lodo­ła­ma­czy można było posu­wać się naprzód i zespół Lütjensa dotarł przez Kattegat do pół­noc­nego krańca Półwyspu Jutlandzkiego dopiero 24 stycz­nia, a stam­tąd prze­pły­nął przez Skagerrak na Morze Północne, kie­ru­jąc się na pół­noc jak naj­bli­żej brze­gów nor­we­skich (by unik­nąć wykry­cia przez bry­tyj­skie lot­nic­two).

  • Tadeusz Kasperski

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE
TOP