Operacja „Backfire”

Operacja „Backfire”

Operacja „Backfire”

Kiedy w lutym 1939 r. nie­spełna trzy­dzie­sto­dwu­letni nauko­wiec John Brittain odpły­wał na Jamajkę, nie spo­dzie­wał się, że bada­nia, w jakie został włą­czony, okażą się nie tylko cie­kawe oraz pio­nier­skie, otwo­rzą przed nim nowe hory­zonty – ale także zupeł­nie zmie­nią prze­bieg jego kariery i nie­stety rów­nież, w pew­nym sen­sie, zade­cy­dują o jej szyb­kim i tra­gicz­nym zakoń­cze­niu.

Ten nie­zwy­kle uzdol­niony che­mik uro­dził się 5 wrze­śnia 1907 r. w Harrow, dziel­nicy Londynu. Bardzo szybko dały znać o sobie jego spore zdol­no­ści oraz ogromna pasja do zdo­by­wa­nia i sys­te­ma­tycz­nego posze­rza­nia wie­dzy. Kiedy w 1926 r. koń­czył pre­sti­żową szkołę imie­nia króla Edwarda VII w Lytham, drzwi Uniwersytetu kró­lo­wej Wiktorii w Manchesterze stały przed nim otwo­rem. W krót­kim cza­sie miał już w swym dorobku licen­cjacki sto­pień naukowy, pierw­szej klasy nagrodę w dzie­dzi­nie che­mii, nagrodę uni­wer­sy­tecką połą­czoną ze sty­pen­dium, nagrodę Instytutu Badawczego Daltona w postaci kolej­nego sty­pen­dium oraz kilka innych mniej­szych i więk­szych wyróż­nień. Trafił do Laboratorium Badań Koloidalnych imie­nia Thomasa Grahama; w 1930 r. uzy­skał tytuł magi­stra inży­niera. Dwa lata póź­niej John Brittain wraz z D. C. Henrym opu­bli­ko­wał wyniki swych badań w dzie­dzi­nie elek­tro­fo­re­zy1), bro­niąc jed­no­cze­śnie dok­to­rat. W latach 1932 – 1933 był sekre­ta­rzem uni­wer­sy­tec­kiego Towarzystwa Chemicznego, pra­cu­jąc zara­zem w labo­ra­to­rium badań che­miczno-fizycz­nych doty­czą­cych ładun­ków wybu­cho­wych na tere­nie Wydziału Badawczego w Woolwich.
Po przy­by­ciu na Karaiby w roli głów­nego spe­cja­li­sty do spraw mate­ria­łów wybu­cho­wych, od czerwca 1939 r. uczest­ni­czył w pro­jek­cie kie­ro­wa­nym przez sir Alwyna Crow, mają­cym na celu testo­wa­nie prze­ciw­lot­ni­czych poci­sków rakie­to­wych krót­kiego zasięgu UP (Unrotated Projectile) dla bry­tyj­skiej mary­narki wojen­nej. W wyko­ny­wa­niu obo­wiąz­ków Brittainowi towa­rzy­szył też Duncan Sandys, zięć Winstona Churchilla. W zbli­żo­nym okre­sie brał udział rów­nież w pra­cach nad 3-calo­wymi rakie­tami prze­ciw­lot­ni­czymi dla wyrzutni „Z-Battery”. Współpraca z Crowem musiała ukła­dać się nader pomyśl­nie, skoro już w lipcu 1939 r. Brittaina prze­nie­siono do Ośrodka Rozwoju Pocisków (Projectile Development Establishment) w Fort Halstead, któ­rego Crow był dyrek­to­rem. Wkrótce, ze względu na zagro­że­nie roz­po­zna­nia zakła­dów przez Luftwaffe, Brittain zna­lazł się w Aberporth w Walii. W cza­sie wojny kariera naukowca roz­wi­jała się szybko. W 1940 r. awan­so­wał na sta­no­wi­sko zastępcy szefa działu zaj­mu­ją­cego się ładun­kami wybu­cho­wymi, nato­miast w 1943 r. powo­łano go do zespołu pro­fe­sora Barnesa Wallisa, pra­cu­ją­cego nad tzw. ska­czącą bombą (Bouncing Bomb). Później zaj­mo­wał się też pro­jek­tem badaw­czym obej­mu­ją­cym wdra­ża­nie kie­ro­wa­nego poci­sku rakie­to­wego Fairey Stooge, który miał być odpo­wie­dzią na japoń­skie samo­bój­cze ataki Kamikaze.

Kto pierw­szy?

Kiedy 5 marca 1946 r. Winston Churchill wygła­sza­jąc prze­mó­wie­nie w ame­ry­kań­skim Fulton użył powta­rza­nego póź­niej przez lata okre­śle­nia „żela­zna kur­tyna”, zro­bił w to w odpo­wie­dzi na oświad­cze­nie Józefa Stalina z 9 lutego 1946 r., w któ­rym ten ostatni stwier­dził, że „komu­nizm i kapi­ta­lizm nie mogą koeg­zy­sto­wać” oraz ogło­sił plan „przy­go­to­wa­nia ZSRR w ciągu pię­ciu lat na każdą ewen­tu­al­ność”.
Wyścig zbro­jeń z udzia­łem alian­tów zachod­nich i ich wschod­niego sojusz­nika zaczął się jed­nak jesz­cze w cza­sie trwa­nia dru­giej wojny świa­to­wej i kiedy woj­ska ame­ry­kań­skie oraz bry­tyj­skie tra­fiły na tereny III Rzeszy oraz te przez nią dotych­czas oku­po­wane, stało się oczy­wi­ste, że jed­nym z prio­ry­te­tów będzie prze­ję­cie i osza­co­wa­nie nie­miec­kiego arse­nału mili­tar­nego, schwy­ta­nie kon­struk­to­rów, naukow­ców i spe­cja­li­stów w dzie­dzi­nach nowo­cze­snych broni i wyko­rzy­sta­nie jed­nego i dru­giego na wła­sne potrzeby. Oczywiście nale­żało się spie­szyć – zakła­da­jąc, że na ten sam pomysł wpadną prę­dzej czy póź­niej Rosjanie.

  • Piotr Sikora

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE