Oddziały RSI w walce na fron­cie wschod­nim: 1943 – 1945

Zamaskowane stanowisko karabinu maszynowego piechoty RSI. Włoscy specjaliści od stawiania zasłon dymnych i ochrony portów w Gdyni i Gdańsku we wrześniu 1943 r. stali się jednostką nowej armii Mussoliniego. W 1945 r. musieli oni stawić czoło Armii Czerwonej.

Zamaskowane sta­no­wi­sko kara­binu maszy­no­wego pie­choty RSI. Włoscy spe­cja­li­ści od sta­wia­nia zasłon dym­nych i ochrony por­tów w Gdyni i Gdańsku we wrze­śniu 1943 r. stali się jed­nostką nowej armii Mussoliniego. W 1945 r. musieli oni sta­wić czoło Armii Czerwonej.

Podpisanie 3 wrze­śnia 1943 r. aktu kapi­tu­la­cji Włoch, który wszedł w życie pięć dni póź­niej zastało setki tysięcy wło­skich żoł­nie­rzy poza gra­ni­cami kraju. Najwięcej oddzia­łów wło­skich sta­cjo­no­wało na Bałkanach, w Grecji, na Krecie, na wyspach Morza Egejskiego, we Francji, Rumunii, w III Rzeszy, w Związku Radzieckim oraz na dale­kim wscho­dzie, w Japonii i Indochinach, gdzie dzia­łały wraz z nie­miec­kimi U‑Bootami wło­skie okręty pod­wodne.

Większość z tych oddzia­łów została inter­no­wana przez Niemców i umiesz­czona w obo­zach. Część żoł­nie­rzy w szoku z powodu tego co się stało i bru­tal­nego trak­to­wa­nia ich przez sojusz­nika ucie­kała przed inter­no­wa­niem do par­ty­zan­tów. We Włoszech część oddzia­łów po pro­stu się samo roz­wią­zała a jej żoł­nie­rze ruszyli w pie­szą drogę do domów. Bywało jed­nak ina­czej. Część żoł­nie­rzy, ale i całe jed­nostki zgła­szały swą chęć do pod­ję­cia dal­szej walki u boku Wehrmachtu. Godne uwagi jest to, że w nie­miec­kim prze­my­śle zbro­je­nio­wym oraz w rol­nic­twie pra­co­wało 170 000 wło­skich robot­ni­ków, któ­rzy przy­by­wali do III Rzeszy od momentu wybu­chu wojny aż po upa­dek ich kraju.
Całe kom­pa­nie, bata­liony pod wło­skim dowódz­twem i w nie­mal nie­zmie­nio­nym sta­nie oso­bo­wym, poza przy­dzie­le­niem nie­miec­kiego ofi­cera lub pod­ofi­cera pod­jęły dal­szą walkę. Wytworzyła się dość spe­cy­ficzna i dziwna sytu­acja, kiedy to wło­scy żoł­nie­rze we wło­skich mun­du­rach i pod wło­skim dowódz­twem wal­czyli dalej po stro­nie jakby nie było daw­nego sojusz­nika nie mając swo­jego dowódz­twa i wła­dzy zwierzch­niej. Składali dodat­kowo przy­sięgę na wier­ność Adolfowi Hitlerowi, wodzowi żoł­nie­rzy armii nie­miec­kiej. Trwało to do momentu utwo­rze­nia Włoskiej Republiki Socjalnej (Repubblica Sociale Italiana, RSI) 18 wrze­śnia 1943 r.

Włoska Misja Wojskowa w Berlinie

Ministerstwo Sił Zbrojnych RSI, na któ­rego czele stał mar­sza­łek Rodolfo Graziani bar­dzo szybko zdało sobie sprawę, że ogromna część żoł­nie­rzy wło­skich, któ­rzy mogli zostać wyko­rzy­stani w kraju, wal­czy poza jego gra­ni­cami w nie wło­skiej armii. Podjęto więc dzia­ła­nia, które miały to jak naj­szyb­ciej zmie­nić. W Berlinie została utwo­rzona Włoska Misja Wojskowa z sze­ścioma oddzia­łami ds. współ­pracy. Dowódcą i sze­fem misji był gen. Emilio Canevari, a po nim puł­kow­nik (w cza­sie urzę­do­wa­nia awan­so­wany na gene­rała) Umberto Morera. Podjęto ści­słą współ­pracą z nie­miec­kim Naczelnym Dowództwem Wehrmachtu, Luftwaffe i Kriegsmarine. OKW przy­słało nawet listę jed­no­stek, w któ­rych słu­żyli wło­scy ochot­nicy. Lista zabie­rała wykaz 101 jed­no­stek fron­to­wych i tyło­wych.
W prace wło­skiej misji zaan­ga­żo­wał się 1. Ausländer Amt ds. wło­skich, który odpo­wia­dał za współ­pracę od strony nie­miec­kiej. To te służby miały za zada­nie koor­dy­no­wać i orga­ni­zo­wać Włochów wier­nych wobec Mussoliniego w służbę na rzecz wspól­nej, dal­szej walki. Podjęto roz­mowy na temat jurys­dyk­cji nad oddzia­łami w skła­dzie Wehrmachtu oraz nad inter­no­wa­nymi żoł­nie­rzami, aby prze­pro­wa­dzić wśród nich akcję wer­bun­kową. Pojawiły się jed­nak zgrzyty. O ile Niemcy nie mieli nic prze­ciwko, żeby Włosi w sze­re­gach ich oddzia­łów nosili nowe umun­du­ro­wa­nie, mieli nową flagę czy nowych ofi­ce­rów, to nie chcieli się pozby­wać ani jed­nego oddziału wło­skiego ze swych sze­re­gów i wysy­łać ich do Włoch.
Na fron­cie wschod­nim potrze­bo­wano każ­dego żoł­nie­rza, a jeśli był doświad­czony, lojalny i nie był Niemcem – tym lepiej. W końcu zgo­dzono się, że poje­dyn­cze grupki żoł­nie­rzy z kon­kret­nych oddzia­łów lub poje­dyn­czy żoł­nie­rze wrócą do kraju, nato­miast oddziały miały zostać w miej­scu sta­cjo­no­wa­nia. Oficjalnie każdy z oddzia­łów pod­le­gał dowódz­twu woj­sko­wemu RSI w prak­tyce jed­nak te jed­nostki pod­le­gały dowódz­twu nie­miec­kiemu, od jed­nostki z którą współ­pra­co­wali po dowódz­two dywi­zji, kor­pusu itp.

Młodzi włosi –ochotnicy do nowej armii Mussoliniego, która powstała do dalszej walki u boku niemieckiego sojusznika, nawet na odległym froncie wschodnim.

Młodzi włosi –ochot­nicy do nowej armii Mussoliniego, która powstała do dal­szej walki u boku nie­miec­kiego sojusz­nika, nawet na odle­głym fron­cie wschod­nim.

Poza tymi usta­le­niami Włoska Misja Wojskowa w Berlinie objęła swą jurys­dyk­cją rów­nież opiekę na wło­skimi żoł­nie­rzami z czte­rech szko­lo­nych w III Rzeszy dywi­zji nowej armii RSI – ENR (Esercito Nazionale Repubblicana). Do zadań misji nale­żało repre­zen­to­wa­nie rów­nież oby­wa­teli Włoskiej Republiki Socjalnej miesz­ka­ją­cych i pra­cu­ją­cych poza gra­ni­cami Włoch. Sama misja miała bar­dzo trudne zada­nie. Chodziło nie tylko o prze­zwy­cię­że­nie sil­nej nie­uf­no­ści a nawet wro­go­ści Niemców wobec nowego, sta­rego sojusz­nika, który jakby nie było już „zdra­dził wspólną sprawę”, ale rów­nież sko­or­dy­no­wa­nie swych dzia­łań na ogrom­nych poła­ciach Europy nadal zaj­mo­wa­nych i oku­po­wa­nych przez armię oraz admi­ni­stra­cję nie­miecką. Pomimo ogrom­nych trud­no­ści, łącz­nie z współ­pracą z wła­snym Ministerstwem Sił Zbrojnych trzeba przy­znać, że pra­cow­ni­kom misji udało się stwo­rzyć sprawny, scen­tra­li­zo­wany sys­tem kon­troli i nad­zoru na wło­skimi pra­cow­ni­kami, żoł­nie­rzami i cywi­lami poza RSI. Misja dzia­łała nie­prze­rwa­nie do 10 kwiet­nia 1945 r., kiedy to człon­ko­wie misji ruszy­liw drogę powrotną do kraju.

Zamiana z jed­no­stek tyło­wych na fron­towe

W III Rzeszy, szcze­gól­nie na tere­nach przy wiel­kich por­tach i bazach Krigsmarine Niemcom naj­bar­dziej zale­żało na utrzy­ma­niu po swo­jej stro­nie wło­skich spe­cja­li­stów od sta­wia­nia zasłon dym­nych i ochrony przed alianc­kimi nalo­tami tzw. zady­mia­rzami. Udało im się, choć nie było to pro­ste, na co wska­zują pery­pe­tie przy prze­cią­ga­niu na swoją stronę wło­skich „zady­mia­rzy” i mary­na­rzy w nad­bał­tyc­kich bazach.
W dniu ogło­sze­nia kapi­tu­la­cji Włoch 8 wrze­śnia 1943 r. do kpt. Arilli w Gdańsku przy­byli nie­mieccy ofi­ce­ro­wie i zażą­dali pod­da­nia się oraz prze­ka­za­nia obsa­dzo­nych przez jego ludzi okrę­tów pod­wod­nych. Spotkali się jed­nak z kate­go­ryczną odmową, szcze­gól­nie silny sprze­ciw wyra­zili kpt. Angelo Amendolia i por. Alberto Longhi. Również wło­scy mary­na­rze w bazie w Piławie zostali inter­no­wani, a raczej zamknięci w aresz­cie „domo­wym”.
Niemiecki dowódca bazy wraz z kil­koma ofi­ce­rami popro­sił zdez­o­rien­to­wa­nych Włochów o spo­kój do momentu wyja­śnie­nia się całej sytu­acji. Komandor Galeazzi, dowódca Włochów w Piławie szybko wró­cił do Gdyni, gdzie wraz ze swoim zastępcą Arillo prze­dys­ku­to­wali sytu­ację i posta­no­wili, że w tej sytu­acji jaka ich zastała naj­roz­sąd­niej­sze będzie kon­ty­nu­owa­nie walki po stro­nie Niemców. Oficerowie prze­ka­zali decy­zję pod­le­głym im mary­na­rzom. Włosi podzie­lili się na dwa obozy, jedni byli jak naj­bar­dziej zwo­len­ni­kami dal­szej walki po stro­nie nie­miec­kiej, a dru­dzy posta­no­wili śle­dzić dal­sze wyda­rze­nia w kraju i w samych Niemczech po kapi­tu­la­cji ich kraju.
Dość napiętą sytu­ację pró­bo­wał opa­no­wać kmdr Enzo Grossi, dowódca wło­skiej bazy w Bordeaux (Betasom), który już 12 wrze­śnia 1943 r. poje­chał do Berlina i na spo­tka­niu z adm. Karlem Dönitzem prze­ka­zał mu infor­ma­cję, że jego ludzie posta­no­wili kon­ty­nu­ować walkę. Taką samą wia­do­mość od Grossiego otrzy­mał Arillo, wraz z roz­ka­zami włą­cze­nia się w skład jed­no­stek nie­miec­kich okrę­tów pod­wod­nych. Sam Grossi przy­był do bazy w Piławie 14 wrze­śnia 1943 r. W cza­sie swego pobytu prze­ko­ny­wał mary­na­rzy do pod­ję­cia takiej samej decy­zji. Część z nich była jed­nak nie­zde­cy­do­wana, dla­tego koman­dor się­gnął po argu­ment nie­mal osta­teczny, powie­dział im, że mogą zostać wysłani do obo­zów jeniec­kich.
Po trzech lub czte­rech dniach załogi z Piławy prze­trans­por­to­wano do Gdańska. Na pokła­dzie tor­pe­dowca, 18 lub 19 wrze­śnia, Grossi przy­był do Gdyni wraz z czę­ścią mary­na­rzy. Odbył kolejne roz­mowy z ofi­ce­rami i z zało­gami okrę­tów prze­by­wa­ją­cych na pokła­dzie okrętu Deutschland. Ponownie zaape­lo­wał o pod­ję­cie słusz­nej – tej samej co on i jego ludzie – decy­zji. Większość taką decy­zję pod­jęła, oprócz 6 ofi­ce­rów, 2 pod­ofi­ce­rów i 35 sze­re­gow­ców (według innych wło­skich źró­deł łącz­nie odmó­wiło dal­szej służby około 60 ludzi), któ­rzy natych­miast zostali zwol­nieni ze służby, inter­no­wani przez Niemców i ode­słani do obozu jeniec­kiego w Toruniu – Thorn Stalag XXA. Ci mary­na­rze i żoł­nie­rze, któ­rzy opo­wie­dzieli się za dal­szą współ­pracą z Niemcami weszli w skład two­rzo­nych od nowa oddzia­łów zady­mia­rzy, tym razem Sił Zbrojnych RSI.
W por­cie w Wilhelmshaven powstało dowódz­two wło­skich jed­no­stek zady­mia­rzy (Comando Truppe Nebbiogene), które skła­dało się z 5 ofi­ce­rów i pod­ofi­ce­rów oraz 9 żoł­nie­rzy. W por­cie powstało rów­nież Centrum Szkolenia (Centro Addestramento Comando Truppe Nebbiogene) oraz 51. kom­pa­nia, w któ­rej słu­żyło 48 ofi­ce­rów, 38 pod­ofi­ce­rów oraz 171 żoł­nie­rzy, jak rów­nież III bata­lion (plu­ton dowo­dze­nia, 38. i 39. kom­pa­nia) – 12 ofi­ce­rów, 39 pod­ofi­ce­rów i 477 żoł­nie­rzy. W bazie mor­skiej i por­cie w Świnoujściu (Swinemünde) sta­cjo­no­wał I bata­lion w skła­dzie: plu­ton dowo­dze­nia oraz 34. i 35. kom­pa­nia, łącz­nie 19 ofi­ce­rów, 29 pod­ofi­ce­rów i 418 żoł­nie­rzy. Ponadto znaj­do­wała się tam 40. kom­pa­nia zło­żona z 5 ofi­ce­rów, 23 pod­ofi­ce­rów i 204 żoł­nie­rzy. W bazie i ośrodku szko­le­nio­wym w Gdyni (Gotenhafen) sta­cjo­no­wał II bata­lion (plu­ton dowo­dze­nia, 29., 32., 33. i 41. kom­pa­nia) – 30 ofi­ce­rów, 67 pod­ofi­ce­rów i 629 żoł­nie­rzy. Otrzymał on nie­miecką nazwę 2. ita­lie­ni­sche Nebel – Batalion.

  • Leszek Molendowski

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE