Niezwykły suk­ces Schnellbootów

Niezwykly sukces Schnellbootow

Niezwykly suk­ces Schnellbootow

Ścigacze tor­pe­dowe Kriegsmarine (Schnellbooty) odnio­sły do połowy 1941 r. wiele suk­ce­sów bojo­wych – miały na kon­cie mię­dzy innymi zato­pie­nie dwóch bry­tyj­skich i dwóch fran­cu­skich nisz­czy­cieli. Ich dzia­ła­nia na Bałtyku, zwią­zane z inwa­zją na Związek Radziecki, nie trwały długo i nie przy­nio­sły szcze­gól­nie pokaź­nego wydłu­że­nia listy strat zada­nych prze­ciw­ni­kowi. W pierw­szych dniach ope­ra­cji „Barbarossa” udało im się jed­nak, jedyny raz pod­czas II wojny świa­to­wej, posłać na dno okręt pod­wodny, w dodatku wcale nie za pomocą tor­pedy.

W pla­nie najazdu na kraj Stalina Kriegsmarine odgry­wała rolę mar­gi­nalną – miała przede wszyst­kim „zakor­ko­wać” minami Zatokę Fińską, by zapo­biec wyj­ściu jed­no­stek prze­ciw­nika na środ­kową część Bałtyku, gdzie zbie­gały się linie żeglu­gowe łączące porty III Rzeszy ze szwedz­kimi i fiń­skimi. Potem wystar­czało tylko, by armie Wehrmachtu na pół­noc­nym skrzy­dle frontu zdo­by­wały kolejne bazy Floty Bałtyckiej, koń­cząc na Leningradzie. Duże okręty potrzebne byłyby więc na krótko, tylko dla zapo­bie­że­nia ewen­tu­al­nej pró­bie ucieczki jed­no­stek rosyj­skich do neu­tral­nej Szwecji.
Trzon sił Kriegsmarine, które wyzna­czono do dzia­łań na Bałtyku (było to łącz­nie około 130 jed­no­stek), sta­no­wiło 10 sta­wia­czy min. W pla­nach ope­ra­cyj­nych prze­wi­dziano, że oprócz kutrów tra­ło­wych (Räumbootów) będą je osła­niać ści­ga­cze, mające rów­nież samo­dziel­nie wyko­ny­wać dywer­syjne zada­nia minowe (każdy mógł zabrać 6 magne­tycz­nych min den­nych typu TMB) i ataki tor­pe­dowe. W tym cza­sie Niemcy mieli 3 flo­tylle tych okrę­tów, 1., 2. i 3. Były to for­ma­cje zapra­wione w bojach, naj­pierw dzięki udzia­łowi w kam­pa­nii nor­we­skiej, a potem mie­sią­com wypa­dów pod wschod­nie wybrzeża Wielkiej Brytanii, mające w swo­ich sze­re­gach dzie­wię­ciu ofi­ce­rów wyróż­nio­nych Krzyżami Rycerskimi Krzyża Żelaznego. Przerzucanie ich z baz nad Morzem Północnym na wschód roz­po­częło się w maju 1941 r., w poło­wie czerwca utwo­rzona została w Gdyni, z kilku „odde­le­go­wa­nych” okrę­tów, kolejna, 5. Najliczniejszą wśród tej czwórki była dowo­dzona przez kpt. mar. Friedricha Kemnade 3. flo­tylla, którą two­rzyło 10 jed­no­stek: S 31, S 34, S 35, S 54, S 55 oraz S 57 do 61. Tak jak 5. bazo­wała ona w por­tach nie­miec­kich (1. i 2. popły­nęły do Finlandii), a dokład­nie w Memlu (Kłajpedzie) i Pillau (Piławie, obec­nie to rosyj­ski Bałtyjsk).
Swój udział w ope­ra­cji „Barbarossa” 3. flo­tylla roz­po­częła w nocy z 21 na 22 czerwca, od zami­no­wa­nia podejść do Lipawy (obec­nie Liepaja, Łotwa) i Windawy (obec­nie Ventspils, Łotwa), por­tów, które po zaanek­to­wa­niu kra­jów nad­bał­tyc­kich przez ZSRR stały się wysu­nię­tymi bazami prze­ciw­nika. Grupa, którą two­rzyły S 34, S 54, S 55, S 58 i S 61, pozo­sta­wiła 29 (30?) TMB, z serii przy­sto­so­wa­nej do sta­wia­nia z tak małych okrę­tów, pod pierw­szym z nich (zagroda „Erfurt”). Dziełem pozo­sta­łych, bez S 57, który zawró­cił do bazy z powodu pro­ble­mów z napę­dem, była zagroda „Weimar” (24 miny).
Zgodnie z roz­ka­zem, od 03:00 ści­ga­cze mogły przy­stą­pić do dzia­łań z otwartą przy­łbicą. Czwórka wra­ca­jąca spod Windawy była wów­czas na przy­bli­żo­nej pozy­cji 57°25’N-20°21’E — mniej wię­cej
w poło­wie drogi mię­dzy tym por­tem a leżącą naprze­ciw Gotlandią, i natknęła się tam na drew­no­wiec Gaisma (ex-łotew­ski, 3077 BRT, pły­nął z Rygi do…Lubeki). S 59 i S 60 spró­bo­wały go zatrzy­mać, wystrze­li­wu­jąc przed dziób statku serie poci­sków smu­go­wych. Ten zamiast zasto­po­wać przy­spie­szył i o 03:12 dowo­dzący S 60 i całą for­ma­cją por. mar. Siegfried Wuppermann roz­ka­zał S 59 wystrze­lić tor­pedę. Trafiła, ale Gaisma nawet nie nabrała prze­chyłu, wobec czego o 03:14 rów­nież S 60 opróż­nił jedną wyrzut­nię. Pocisk tra­fił i sta­tek zaczął powoli tonąć rufą naprzód, dopiero wów­czas został opusz­czony przez załogę. Gdy o 03:22 ści­ga­cze odpły­wały z powodu poja­wie­nia się samo­lo­tów prze­ciw­nika (prze­rwało to akcję ratow­ni­czą, pod­nie­sio­nych zostało tylko dwóch ludzi), nadal trzy­mał się dzięki swemu ładun­kowi na wodzie (poda­wane jest, że dopiero 20 lipca został dobity przez okręt szwedzki). Nie był to koniec „polo­wa­nia” w dro­dze powrot­nej do Pillau – o 07:45 S 31 zatrzy­mał traw­ler Szczuka (316 BRT) i posłał go na dno za pomocą ładun­ków wybu­cho­wych. Większość załogi Niemcy puścili wolno w dwóch łodziach, zabie­ra­jąc na pokład czte­rech ludzi.
Zgodnie z nowym roz­ka­zem, następ­nej nocy jed­nostki 3. flo­tylli miały posta­wić kolejne miny, tym razem w łączą­cej Zatokę Ryską z otwar­tym Bałtykiem Cieśninie Irbeńskiej (zapora „Eisenach”) oraz prze­cze­sać wody na zachód od niej i pod Windawą. Zostały więc podzie­lone na 3 grupy: sta­wia­czy (S 59 i S 31 dołą­czyły do S 45 z „dwójki”) oraz dwie „myśliw­skie”. Pierwszą z nich utwo­rzyły S 55, S 34, S 61 i S 54, a drugą S 60, S 35 oraz S 58.
Trójka ści­ga­czy pod komendą Wuppermanna opu­ściła Memel o 17:15. Gdy upły­wała pierw­sza godzina jej rejsu po nie­malże ide­al­nie gład­kim morzu, S 58 zamel­do­wał, że ma awa­rię jed­nego z sil­ni­ków. Wuppermann, mający na pokła­dzie ofi­cera mecha­nika flo­tylli, pole­cił mu się prze­siąść, a gdy usły­szał, że pro­blem jest poważny, ode­słał okręt do bazy. Niedługo póź­niej, mię­dzy 18:30 i 18:40, pły­nąca bli­sko brzegu para została ostrze­lana przez nie­miec­kie bate­rie. Nadanie po raz czwarty sygnału iden­ty­fi­ka­cyj­nego na tę dobę nie przy­nio­sło prze­rwa­nia ostrzału, więc ści­ga­cze ucie­kły na zachód. W swoim rapor­cie Wuppermann odno­to­wał też, że salwy z brzegu były dobre kie­run­kowo, ale za dłu­gie o 100 – 300 m.

  • Wojciech Holicki

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE