Niezastąpione nad morzem śmi­głowce Mi-14 w Lotnictwie Marynarki Wojennej

Niezastapione nad morzem Smiglowce Mi-14 w Lotnictwie Marynarki Wojennej

Niezastapione nad morzem Smiglowce Mi-14 w Lotnictwie Marynarki Wojennej

Stworzenie „czter­nastki” oka­zało się przy­sło­wio­wym „strza­łem w dzie­siątkę”. Przygotowane wer­sje zwal­cza­nia okrę­tów pod­wod­nych, ratow­ni­cza oraz prze­ciw­mi­nowa, a ponadto zdol­ność do wodo­wa­nia spra­wiły, że śmi­gło­wiec stał się obiek­tem pożą­da­nia wielu flot. Rozwój tej kon­struk­cji z uwagą śle­dziła rów­nież pol­ska Marynarka Wojenna.

Pierwsze wzmianki w doku­men­tach Dowództwa Marynarki Wojennej o nowym radziec­kim śmi­głowcu mor­skim poja­wiły się pod koniec lat sześć­dzie­sią­tych. W trak­cie kon­sul­ta­cji z ZSRR poru­szono m.in. temat roz­woju pol­skiego lot­nic­twa mor­skiego. Zwracano przede wszyst­kim uwagę na nie­wiel­kie moż­li­wo­ści bojowe wystę­pu­ją­cego w struk­tu­rze 28. eska­dry ratow­ni­czej MW w Darłowie klu­cza śmi­głow­ców zwal­cza­nia okrę­tów pod­wod­nych (ZOP) Mi-4ME.
W roz­mo­wach z dowódcą Marynarki Wojennej ZSRR admi­ra­łem S. Gorszkowem padła suge­stia doku­pie­nia 9 kolej­nych Mi-4ME i roz­wi­nię­cia klu­cza w eska­drę śmi­głow­ców ZOP, jed­nak jako alter­na­tywę zapro­po­no­wano rów­nież pocze­ka­nie „chwilę” na będącą w koń­co­wym sta­dium opra­co­wa­nia, więk­szą i znacz­nie nowo­cze­śniej­szą maszynę. W trak­cie kolej­nych kon­sul­ta­cji ujaw­niono, że powstaje ona na bazie zna­nego nam wie­lo­za­da­nio­wego śmi­głowca śred­niego Mi-8 i nosi ozna­cze­nie robo­cze W-8M. Z radziec­kiej per­spek­tywy czas ocze­ki­wa­nia mógł wyda­wać się krótki, ale nale­żało pamię­tać, że Polska będzie musiała pocze­kać dłu­żej aż W-8M znaj­dzie się w ofer­cie eks­por­to­wej ZSRR, a następ­nie usta­wić się w kolejce na dostawę.
Teoretycznie pośpie­chu nie było, lot­nic­two śmi­głow­cowe Marynarki Wojennej może nie było two­rzone dyna­micz­nie, ale sys­te­ma­tycz­nie otrzy­my­wało nowy sprzęt. Od 1962 r. roz­wi­jano kom­po­nent do pro­wa­dze­nia powietrz­nego ratow­nic­twa mor­skiego, w tym celu SM-2 przy­sto­so­wano do rato­wa­nia roz­bit­ków i pod­no­sze­nia ludzi z wody lub pokładu jed­no­stek pły­wa­ją­cych. W 1968 r. zaczęto do tego zada­nia dosto­so­wy­wać wie­lo­za­da­niowe śmi­głowce lek­kie Mi-2, któ­rych wytwa­rza­nie pod­jęto w zakła­dach WSK Świdnik.
1 stycz­nia 1969 r. na sta­nie 28. eska­dry ratow­ni­czej MW były m.in. 4 szt. Mi-4ME i 1 egzem­plarz Mi-4A, a także 4 śmi­głowce ratow­ni­cze SM-2 i 3 nowe Mi-2. Z kolei w 18. eska­drze lot­nic­twa łącz­ni­ko­wego MW w Gdyni-Babich Dołach znaj­do­wały się 2 egzem­pla­rze Mi-2, 2 ratow­ni­cze SM-2 i 2 szkolno-łącz­ni­kowe SM-1 (Mi-1). Wadą posia­da­nego sprzętu była przede wszyst­kim wiel­kość śmi­głow­ców. Były to kon­struk­cje lek­kie, które były mocno zależne od warun­ków atmos­fe­rycz­nych, ponadto nie dys­po­no­wały one ani odpo­wied­nim zasię­giem lotu, ani udźwi­giem pozwa­la­ją­cym na zabra­nie na pokład więk­szej ilo­ści uzbro­je­nia i spe­cja­li­stycz­nego wypo­sa­że­nia, czy więk­szej liczby pasa­że­rów (roz­bit­ków lub poszko­do­wa­nych).
Nic więc dziw­nego, że w zatwier­dzo­nych w 1969 r. pla­nach roz­woju Sił Zbrojnych PRL na lata 1970 – 85 uwzględ­niono zakup śmi­głow­ców mor­skich. Zostały one wpi­sane tak w plan opra­co­wany dla Marynarki Wojennej, jak i dla całego lot­nic­twa woj­sko­wego. W doku­men­cie przy­go­to­wa­nym przez Dowództwo Wojsk Lotniczych zakła­dano sfor­mo­wa­nie Brygady Lotnictwa MW, która miała skła­dać się z dwóch puł­ków lot­nic­twa sztur­mowo-roz­po­znaw­czego, pułku lot­nic­twa mie­sza­nego i eska­dry lot­nic­twa łącz­ni­ko­wego.
Pułk lot­nic­twa mie­sza­nego sta­cjo­nu­jący w Darłowie miał mieć począt­kowo jedną eska­drę ZOP z 9 śmi­głow­cami nowego typu (w tej licz­bie 1 egzem­plarz szkolny), które ozna­czano w doku­men­tach jako Mi-8M. Do końca 1985 r. po wyco­fa­niu Mi-4ME w dwóch eska­drach miało być łącz­nie 24 śmi­głowce Mi-8M i 2 maszyny szkolne.
Nieco ina­czej do sprawy pode­szło Dowództwo Marynarki Wojennej. Ono rów­nież widziało potrzebę roz­wi­nię­cia 28. eska­dry w pułk. W pierw­szym eta­pie zakła­dano pozy­ska­nie 10 nowych śmi­głow­ców ZOP zaku­pio­nych w latach 1971 – 75, a następ­nie naby­cie dodat­ko­wych 12 w latach 1976 – 80. Realizacja tego zamiaru naj­pierw się opóź­niła w związku z bra­kiem na rynku goto­wego pro­duktu (ze względu na znaczne prze­cią­gnię­cie się w cza­sie prób pań­stwo­wych Mi-14PŁ, śmi­gło­wiec ofi­cjal­nie przy­jęto do uzbro­je­nia radziec­kiego lot­nic­twa dopiero 11 maja 1976 r.), póź­niej zaś zde­cy­do­wano się odstą­pić w pla­nach od zakupu 12 śmi­głow­ców ZOP dla dru­giej eska­dry, pozo­sta­wia­jąc w nich jedy­nie pierw­sze dzie­sięć.

Pierwsze podej­ście

Produkcja śmi­głow­ców mor­skich Mi-14 roz­po­częła się w 1973 r. Pierwsze serie tra­fiły do tzw. eks­plo­ata­cji nad­zo­ro­wa­nej m.in. na lot­ni­sko Donskoje, do 745. samo­dziel­nego pułku śmi­głow­ców ZOP Floty Bałtyckiej ZSRR. Była to pierw­sza jed­nostka liniowa wypo­sa­żona w „czter­nastki”. Tu też prze­pro­wa­dzono pokaz dla przed­sta­wi­cieli armii Układu Warszawskiego, które miały stać się odbior­cami śmi­głow­ców tego typu.
W szcze­gó­ło­wych pla­nach moder­ni­za­cji tech­nicz­nej Sił Zbrojnych PRL zakup pierw­szych śmi­głow­ców zwal­cza­nia okrę­tów pod­wod­nych Mi-14PŁ (pro­ti­wo­ło­docz­nyj) zapla­no­wano na koniec pię­cio­latki 1976 – 80. Na prze­ło­mie 1976 i 1977 r. w 28. eska­drze w Darłowie roz­po­częto przy­go­to­wa­nia do wysła­nia na szko­le­nie na nowy sprzęt pię­ciu załóg. Wytypowano pierw­szych i dru­gich pilo­tów oraz nawi­ga­to­rów (bez tech­ni­ków pokła­do­wych). Cała grupa w maju 1977 r. tra­fiła do Donskoje na dwu­mie­sięczny kurs teo­re­tyczny. Po zda­niu egza­mi­nów i krót­kich urlo­pach w tym samym miej­scu prze­pro­wa­dzono szko­le­nie prak­tyczne, które trwało do grud­nia 1977 r. Szkolenie pro­wa­dzono na śmi­głow­cach pierw­szej serii pro­duk­cyj­nej, która w tym cza­sie była jesz­cze popra­wiana i dosko­na­lona. Oczekiwanie na „czter­nastki” w Darłowie prze­dłu­żyło się jed­nak o trzy lata.
W tym samym cza­sie i miej­scu (a dokład­nie w ostat­niej deka­dzie listo­pada 1977 r.) wraz z prze­szka­la­nymi zało­gami zna­la­zła się grupa 13 ofi­ce­rów m.in. z Szefostwa Techniki Lotniczej Głównego Inspektoratu Techniki WP i Dowództwa Marynarki Wojennej, która miała oka­zję dokład­niej zapo­znać się z kon­struk­cją Mi-14PŁ. To wła­śnie raport napi­sany po tej wizy­ta­cji stał się pod­stawą do wstrzy­ma­nia roz­mów w spra­wie zakupu śmi­głow­ców tego typu dla naszej floty. Ocena naszych spe­cja­li­stów była jed­no­znaczna, kon­struk­cja jest bar­dzo potrzebna Marynarce Wojennej, ale wymaga dopra­co­wa­nia wielu ele­men­tów. Zwracano też uwagę, że będzie ona dość kosz­towna i kło­po­tliwa w codzien­nej eks­plo­ata­cji.
W spi­sa­nych wnio­skach zwra­cano uwagę, że śmi­gło­wiec Mi-14PŁ to duży postęp w porów­na­niu z uży­wa­nym Mi-4ME. Wśród nie­do­pra­co­wa­nych ele­men­tów kon­struk­cji w tym cza­sie wska­zy­wano na zapo­ży­czony od Mi-8 układ prze­nie­sie­nia napędu, który nie pozwa­lał na wyko­rzy­sta­nie peł­nej mocy zmo­der­ni­zo­wa­nych sil­ni­ków TW-3 – 117M. W trak­cie eks­plo­ata­cji star­tu­jące maszyny były o 2 t cięż­sze niż dopusz­czalna mak­sy­malna masa star­towa, co ozna­czało ich szyb­sze zuży­cie. Nie dopra­co­wano jesz­cze tak waż­nego ele­mentu jak szczel­ność komory bom­bo­wej, przez co nie dopusz­czano do szkol­nych wodo­wań śmi­głow­ców (nie tre­no­wały tego ele­mentu pilo­tażu także pol­skie załogi).
W oce­nach pod­kre­ślano, że obszar poszu­ki­wa­nia zanu­rzo­nego okrętu pod­wod­nego przez cztery Mi-14PŁ w ciągu 1 godziny jest 25-krot­nie więk­szy od obszaru, który w tym samym cza­sie mogą „prze­cze­sać” cztery ści­ga­cze okrę­tów pod­wod­nych pro­jektu 912M. Mankamentem śmi­głowca było czę­ściowo jego uzbro­je­nie. Według ofi­cjal­nych radziec­kich wyli­czeń praw­do­po­do­bień­stwo znisz­cze­nia okrętu pod­wod­nego lot­ni­czymi bom­bami głę­bi­no­wymi PŁAB-250 – 120 zrzu­co­nymi przez cztery prze­ciw­po­dwodne Mi-14PŁ było bar­dzo małe (około 0,11−0,14) i porów­ny­walne do zrzutu mor­skich bomb głę­bi­no­wych B-1 przez ści­ga­cze pro­jektu 912M.

  • Robert Rochowicz

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE