Niemiecka armata prze­ciw­pan­cerna PaK 36 kal. 37 mm

  • Wojsko i Technika Historia numer specjalny 3/2019
Armat przeciwpancernych 3,7 cm PaK 35/36 kal. 37 mm użyto bojowo m.in. w kampanii polskiej 1939 r. Na zdjęciu: armata tego typu holowana przez półgąsienicowy transporter SdKfz 10.

Armat prze­ciw­pan­cer­nych 3,7 cm PaK 3536 kal. 37 mm użyto bojowo m.in. w kam­pa­nii pol­skiej 1939 r. Na zdję­ciu: armata tego typu holo­wana przez pół­gą­sie­ni­cowy trans­por­ter SdKfz 10.

37 mm armata prze­ciw­pan­cerna PaK 36 była pierw­szym masowo pro­du­ko­wa­nym nie­miec­kim dzia­łem prze­zna­czo­nym do zwal­cza­nia opan­ce­rzo­nych wozów bojo­wych. Była to bar­dzo udana kon­struk­cja – lekka, celna, wygodna w obsłu­dze i nie­za­wodna. Chrzest bojowy armata PaK 36 prze­szła w trak­cie hisz­pań­skiej wojny domo­wej 1936 – 1939.

Pierwszym nie­miec­kim dzia­łem spe­cjal­nie skon­stru­owa­nym jako prze­ciw­pan­cerne było 3,7 cm Fischer TaK (Tankabwehr Kanone), któ­rego opra­co­wa­nie roz­po­częto latem 1918 r. Po począt­ko­wych doświad­cze­niach z uży­ciem prze­ciw­pan­cer­nych poci­sków kara­bi­no­wych Kajzerowskie Niemcy zde­cy­do­wały, że potrzebne jest działo małego kali­bru, wyspe­cja­li­zo­wane w nisz­cze­niu tej nowej wów­czas broni, jaką były czołgi. Pomysł był pro­sty – wziąć lek­kie działo pie­choty 3,7 cm Revolverkanone (ReK) i prze­ro­bić je na prze­ciw­pan­cerne. 3,7 cm ReK strze­lało poci­skami odłam­kowo-burzą­cymi, innych typów nie sto­so­wano. Poza prze­bu­dową łoża na holo­wane z prze­no­śnego, takiego typo­wego działa „oko­po­wego”, trzeba też było opra­co­wać poci­ski prze­ciw­pan­cerne.
Zlecenie na opra­co­wa­nie takiego działa i poci­sków prze­ciw­pan­cer­nych do niego otrzy­mały firmy Rheinmetall z Düsseldorfu i Friedrich Krupp AG z Essen. Ostatecznie w sierp­niu 1918 r. zamó­wiono w fir­mie Rheinmetall krótką serię 15 sztuk działa opra­co­wa­nego przez pod­puł­kow­nika Karla Fischera, ofi­cera arty­le­rzy­stę. Nie zdą­żono jed­nak użyć go już bojowo, ze względu na zakoń­cze­nie I wojny świa­to­wej. Zamówiono też 350 sztuk podob­nego działa opra­co­wa­nego przez firmę Rheinmetall oraz 250 sztuk firmy Krupp. Ta ostat­nia firma nie zdo­łała uru­cho­mić pro­duk­cji, ale Rheinmetall dostar­czył bli­sko 600 dział też ozna­czo­nych 3,7 cm TaK 18. Pierwsze egzem­pla­rze dotarły do wojsk na prze­ło­mie wrze­śnia i paź­dzier­nika 1918 r. W paź­dzier­niku użyto ich bojowo prze­ciwko czoł­gom wojsk Ententy. Wszystkie te działa musiały być jed­nak znisz­czone po wej­ściu w życie trak­tatu Wersalskiego, pod­pi­sa­nego 28 czerwca 1919 r.
W 1920 r. weszły w życie posta­no­wie­nia trak­tatu wer­sal­skiego, który zabra­niał Niemcom posia­da­nia m.in. arty­le­rii prze­ciw­pan­cer­nej. Mogli oni dys­po­no­wać jedy­nie 1000 kara­bi­nów prze­ciw­pan­cer­nych (rusz­nic), co w Reichswehrze natych­miast uznano za liczbę nie­wy­star­cza­jącą. Dlatego w 1924 r. pod­jęto stu­dia nad opra­co­wa­niem nowej armaty prze­ciw­pan­cer­nej. Dlaczego dopiero wów­czas? Powody były dwa. Po pierw­sze, począ­tek lat dwu­dzie­stych to okres nie­po­ko­jów w Niemczech i kształ­to­wa­nia się Republiki Weimarskiej. To także poważny kry­zys finan­sowy pań­stwa i pro­gramy zbro­je­niowe nie mogły mieć w tej sytu­acji prio­ry­tetu. Drugim powo­dem był fakt, że w okre­sie od 11 stycz­nia 1923 r. do 25 sierp­nia 1925 r. Zagłębie Ruhry było oku­po­wane przez woj­ska fran­cu­skie i bel­gij­skie. Miały one dopil­no­wać prze­ka­zy­wa­nie kon­try­bu­cji na rzecz zwy­cię­skich państw Ententy, nało­żo­nych na Niemcy trak­ta­tem wer­sal­skim. Zakłady Krupp AG w Essen leżały na oku­po­wa­nych tere­nach. Mimo, że Düsseldorf for­mal­nie leży na połu­dnie od Zagłębia Ruhry, to jed­nak także zna­lazł się w oku­po­wa­nej stre­fie. W tej sytu­acji do sierp­nia 1925 r. pro­wa­dze­nie w tych zakła­dach jakich­kol­wiek prac nad arma­tami prze­ciw­pan­cer­nymi było for­mal­nie nie­moż­liwe. W zakła­dach Rheinmetall w 1924 r. pod­jęto w naj­więk­szej tajem­nicy teo­re­tyczne stu­dia nad następcą 3,7 cm TaK 18 tego samego kali­bru, ale na tym koniec.
Kiedy obce woj­ska w sierp­niu 1925 r. wyco­fały się z Zagłębia Ruhry, można było pomy­śleć o opra­co­wa­niu odpo­wied­niego działa. Już pół roku póź­niej, w lutym 1926 r., Inspektion für Waffen und Gerät zum Heereswaffenamt (HWA), znany póź­niej jako Waffen-Prüfung 4 (Wa-Prüf 4), wydał wyma­ga­nia na opra­co­wa­nie takiego działa. Miało ono prze­bi­jać pan­cerz wyko­nany ze stali pan­cer­nej wyso­kiej jako­ści o gru­bo­ści co naj­mniej 40 mm usta­wiony pod kątem 30o do pionu z odle­gło­ści nie mniej­szej niż 500 m. Pocisk miał dawać wystar­cza­jącą ilość odłam­ków, by pora­zić załogę wewnątrz czołgu. Działo miało się też nada­wać do nisz­cze­nia takich celów, jak sta­no­wi­sko kara­binu maszy­no­wego chro­nio­nego przed­nią płytą pan­cerną (jak na przy­kład Maxim). I wresz­cie działo miało być na tyle lek­kie, by pie­chu­rzy byli w sta­nie nim ręcz­nie manew­ro­wać na okre­ślo­nym obsza­rze. Początkowo zakła­dano nawet masę nie więk­szą, niż 250 kg, co jed­nak póź­niej oka­zało się nie­re­alne.
Wymagania okre­ślały też, że łoże armaty prze­ciw­pan­cer­nej ma mieć podwójne, roz­kła­dane ogony, dla zacho­wa­nia sta­bil­no­ści przy strze­la­niu pod pła­skimi kątami. Zakres pod­nie­sie­nia lufy okre­ślono na ‑5o do +15o w pio­nie i po co naj­mniej 20o na boki. Sugerowano też wyko­rzy­sta­nie goto­wej lufy od działa TaK 18 kal. 37 mm i o dłu­go­ści 45 kali­brów, z pół­au­to­ma­tycz­nym zam­kiem. Taki zamek miało działo sys­temu Fischera. Ponadto działo miało mieć pan­cerną osłonę z przodu o gru­bo­ści 4,5 mm, co miało je chro­nić przed ogniem kara­bi­no­wym kal. 7,92 mm.
Opracowanie działa i dopra­co­wa­nie trwało dwa lata. W stycz­niu 1928 r. roz­po­częto próby działa firmy Rheinmetall na poli­go­nie Kummersdorf. Po ich pomyśl­nym zakoń­cze­niu, pod koniec tego roku przy­jęto je do uzbro­je­nia jako 3,7 cm Tankabwehr Kanone 28 (TaK 28). Działo miało drew­niane koła dosto­so­wane do ciągu kon­nego, mecha­nicz­nego ciągu wów­czas nie prze­wi­dy­wano. Do maja 1929 r. wypro­du­ko­wano pierw­sze 13 przed­se­ryj­nych egzem­pla­rzy, a w 1930 r. roz­po­częto jego seryjną pro­duk­cję. Łącznie do paź­dzier­nika 1932 r. dostar­czono Reichswehrze 264 armaty
prze­ciw­pan­cerne 3,7 cm TaK 28.
W 1936 r. pojawiła się nieznacznie zmodyfikowana odmiana armaty przeciwpancernej PaK 35 oznaczona 3,7 cm PaK 36. Ponieważ starsze egzemplarze szybko doprowadzono do nowego standardu, powszechnie zaczęto stosować oznaczenie 3,7 cm PaK 35/36 dla wszystkich wyprodukowanych armat.

W 1936 r. poja­wiła się nie­znacz­nie zmo­dy­fi­ko­wana odmiana armaty prze­ciw­pan­cer­nej PaK 35 ozna­czona 3,7 cm PaK 36. Ponieważ star­sze egzem­pla­rze szybko dopro­wa­dzono do nowego stan­dardu, powszech­nie zaczęto sto­so­wać ozna­cze­nie 3,7 cm PaK 3536 dla wszyst­kich wypro­du­ko­wa­nych armat.

Działo miało poziomy zamek kli­nowy, dzia­ła­jący pół­au­to­ma­tycz­nie, dzięki czemu uzy­ski­wano dobrą szyb­ko­strzel­ność. Ogony działa roz­kła­dały się na kąt 60o, a z przodu obsługę chro­niła płyta pan­cerna o gru­bo­ści 5 mm. Działo do trans­portu ważyło tylko 430 kg, a po usta­wie­niu na sta­no­wi­sku ognio­wym i odcze­pie­niu czę­ści wypo­sa­że­nia mon­to­wa­nego na nim do trans­portu – tylko 328 kg.
Specjalnie dla działa opra­co­wano dwa rodzaje poci­sków prze­ciw­pan­cer­nych. Pierwszy to tzw. Spitzgeschoß (SG), pocisk z czep­cem bali­stycz­nym, wzo­ro­wany po czę­ści na prze­ciw­pan­cer­nym poci­sku kara­bi­no­wym Mauser kal. 7,92 mm z I wojny świa­to­wej. Drugi typ to jego cięż­sza odmiana, znany jako schwere Spitzgeschoß (sSG). Przebijalność pan­ce­rza tymi poci­skami nie była impo­nu­jąca i wyno­siła 34 mm ze 100 m i 22,5 mm z 500 m.
Zapotrzebowanie na te działa było więk­sze, w owym cza­sie bowiem Reichswehra miała 21 dywi­zji pie­choty, trzy dywi­zje kawa­le­rii i dwie bry­gady kawa­le­rii. Zgodnie z eta­tem potrzeb­nych było ponad 600 armat prze­ciw­pan­cer­nych. Jednakże w owym okre­sie ćwi­cze­nia z uży­ciem makiet czoł­gów poka­zały, że walka z nimi nie będzie pro­sta. Założono, że pie­chota nie jest w sta­nie nisz­czyć czoł­gów swoją bro­nią eta­tową, w tym także dzia­łami pie­choty. Uważano, że działa pie­choty mogą zostać szybko znisz­czone w zaska­ku­ją­cym ataku czoł­gów. Dlatego zale­cano, by przy zbli­ża­niu się czoł­gów pie­chota ukryła się, prze­pu­ściła je, a następ­nie pod­jęła walkę z posu­wa­jącą się za nimi pie­chotą wroga.
Głównym zada­niem arty­le­rii polo­wej było ostrze­la­nie czoł­gów ogniem pośred­nim w momen­cie kon­cen­tra­cji przed natar­ciem. Natomiast armaty prze­ciw­pan­cerne miały być roz­miesz­czone za linią pie­choty i nisz­czyć je po tym, jak te prze­kro­czą linię wła­snych oko­pów. Sytuacją ide­alną byłoby skon­cen­tro­wa­nie kom­pa­nii armat prze­ciw­pan­cer­nych w cało­ści, na kie­runku natar­cia czoł­gów. Jednak ciąg konny tego nie zapew­niał.

  • Michał Fiszer, Jerzy Gruszczyński

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE