Największa od lat ope­ra­cja Hel HaAwir nad Syrią

F-16I Sufa – podstawowy samolot Hel HaAwir w czasie ostatnich atakow na cele polozone na terytorium Syrii.

F-16I Sufa – pod­sta­wowy samo­lot Hel HaAwir w cza­sie ostat­nich ata­kow na cele polo­zone na tery­to­rium Syrii.

10 maja izra­el­skie lot­nic­two prze­pro­wa­dziło naj­więk­szą od 44 lat ope­ra­cję powietrzną prze­ciwko Syrii, któ­rej celami – według ostat­niej ofi­cjal­nej wer­sji władz izra­el­skich – miały być bazy i obiekty dzia­ła­ją­cych w Syrii sił irań­skich. Podobnie, jak w przy­padku kwiet­nio­wego ame­ry­kań­sko-fran­cu­sko-bry­tyj­skiego ataku, także majowy atak izra­el­ski budzi wąt­pli­wo­ści odno­śnie celów zamie­rzo­nych i osią­gnię­tych. Przy oka­zji ataku Izrael ogło­sił też pierw­sze bojowe uży­cie myśliw­ców F-35I Adir.

Pierwszy incy­dent w tym roku miał miej­sce 10 lutego, kiedy z syryj­skiej bazy lot­ni­czej Tijas (zna­nej też jako T-4, koło Palmyry w środ­ko­wej Syrii, odda­lo­nej od gra­nicy z Izraelem o 250 km) wystar­to­wał irań­ski bez­za­ło­go­wiec roz­po­znaw­czo-bojowy, praw­do­po­dob­nie typu Saegheh (w ukła­dzie lata­ją­cego skrzy­dła). Odbył on lot wzdłuż gra­nicy syryj­sko-jor­dań­skiej, a następ­nie wle­ciał nad tery­to­rium Izraela. Nie wia­domo jaki był dokład­nie cel jego misji – czy prze­pro­wa­dze­nie roz­po­zna­nia pozy­cji Sił Obronnych Izraela (CaHal), czy prze­te­sto­wa­nie sys­temu obrony powietrz­nej – a dokład­nie tego, jakie są moż­li­wo­ści izra­el­skich sta­cji radio­lo­ka­cyj­nych wykry­cia takich irań­skich maszyn.
Już 90 sekund po prze­kro­cze­niu gra­nicy apa­rat bez­za­ło­gowy został zestrze­lony przez izra­el­ski śmi­gło­wiec AH-64D. W odwe­cie za naru­sze­nie prze­strzeni powietrz­nej Izraela, co uznane zostało za akt agre­sji, pode­rwa­nych w powie­trze zostało osiem samo­lo­tów F-16I Sufa, które w dwóch falach zaata­ko­wały bazę Tijas przy uży­ciu poci­sków kie­ro­wa­nych dale­kiego zasięgu. Jeden z nich, typu Delilah, miał znisz­czyć cię­ża­rówkę ze sta­cją kie­ro­wa­nia BSP. Nagranie z układu napro­wa­dza­nia poci­sku upu­blicz­niono. Izraelskie samo­loty zostały ostrze­lane przez syryj­ską obronę powietrzną, a kon­kret­nie sys­temy rakie­towe Pieczora-2M i Wega, które zda­niem źró­deł izra­el­skich miały wystrze­lić łącz­nie 27 poci­sków. Jeden z nich – z zestawu S-200WE Wega – uszko­dził jed­nego z powra­ca­ją­cych F-16I na tyle poważ­nie, że maszyna spa­dła na zie­mię na tere­nie pół­noc­nego Izraela (załoga prze­żyła), co wielu komen­ta­to­rów okrzyk­nęło począt­kowo jako „koniec powietrz­nej domi­na­cji Izraela w regio­nie”. Dwa tygo­dnie po tym wyda­rze­niu dowódz­two CaHalu poin­for­mo­wało, że winę za utratę samo­lotu ponosi jego załoga, która nie wyko­nała odpo­wied­nich manew­rów uni­ko­wych. F-16 leciał na dużej wyso­ko­ści, na któ­rej był łatwy do prze­chwy­ce­nia przez S-200, ponie­waż zbie­rał dane obra­zowe w celu osza­co­wa­nia zada­nych prze­ciw­ni­kowi strat. Można żar­to­bli­wie powie­dzieć, że w F-16I nie tra­fił pocisk W-880E, tylko odłamki z jego gło­wicy bojo­wej. Zaś stwier­dze­nie, że strą­cona maszyna aku­rat wyko­ny­wała misję roz­po­znaw­czą jest czę­stą for­mułką uży­waną w takich przy­pad­kach przez różne siły powietrzne pod każdą sze­ro­ko­ścią geo­gra­ficzną. Natomiast obec­nie CaHal w ogóle nie pisze o zestrze­le­niu, tylko o kata­pul­to­wa­niu się załogi F-16I, pomi­ja­jąc przy­czynę.
Kolejny izra­el­ski atak na bazę T-4 nastą­pił 9 kwiet­nia, kiedy „liczne” poci­ski „zie­mia – powie­trze” dale­kiego zasięgu znisz­czyły han­gar, w któ­rym znaj­do­wały się praw­do­po­dob­nie kolejne irań­skie bez­za­ło­gowce roz­po­znaw­cze, nie­wy­klu­czone, że w mię­dzy­cza­sie wyko­rzy­sty­wane do son­do­wa­nia sys­temu obrony gra­nicy Izraela, a nawet – jak twier­dzi strona izra­el­ska – prze­pro­wa­dza­nia ata­ków. Zdaniem źró­deł rosyj­skich ataku na bazę T-4 doko­nały dwa myśliwce izra­el­skie (zapewne F-16I lub F-15I), a aż osiem z wystrze­lo­nych przez nie poci­sków zostało zestrze­lo­nych przez syryj­ską OPL. Izrael dla odmiany podał, że znisz­czył trzy irań­skie rakie­towe bate­rie OPL, bez poda­wa­nia typu uży­wa­nego przez nie sprzętu.

Domek z kart

Dalsze zaognie­nie sytu­acji nastą­piło 8 maja, kiedy Stany Zjednoczone ogło­siły wyco­fa­nie się z poro­zu­mie­nia nukle­ar­nego z Iranem, zawar­tego 14 lipca 2015 r. Za pre­tekst pre­zy­dent Donald Trump wyko­rzy­stał wygło­szone dzie­więć dni wcze­śniej przez pre­miera Izraela Binjamina Netanjahu oskar­że­nia Iranu o kon­ty­nu­owa­nie pro­gramu nukle­ar­nego. Netanjahu w efek­tow­nym wystą­pie­niu przed­sta­wiał dowody sprzed 2013 r. jako aktu­alne dane wywia­dow­cze. Wiarygodne dla Stanów Zjednoczonych, ale już nie dla Unii Europejskiej, która sprze­ci­wiła się zerwa­niu poro­zu­mie­nia i tym samym chyba po raz pierw­szy zade­mon­stro­wała swoją pod­mio­to­wość poli­tyczną wzglę­dem Waszyngtonu. Należy też pamię­tać, że 9 maja pre­mier Netanjahu był w Moskwie na obcho­dach Dnia Zwycięstwa i nie trzeba zga­dy­wać, o czym mógł roz­ma­wiać z pre­zy­den­tem Władimirem Putinem, skoro następ­nej nocy roz­po­czął atak. Izrael nadał ope­ra­cji kryp­to­nim House of Cards (Domek z kart). Nie wia­domo, czy była to izra­el­ska ocena syryj­skiej obrony, czy może irań­skich wysił­ków utwo­rze­nia przy­czółka na tere­nie Syrii.
Tuż po ataku, jesz­cze 10 maja, izra­el­skie dowódz­two wydało ofi­cjalne uza­sad­nie­nie przy­czyn ope­ra­cji, wyboru zaata­ko­wa­nych celów i przed­sta­wiło osią­gnięte rezul­taty. Atak prze­pro­wa­dziło 28 myśliw­ców F-16I Sufa i F-15I Raam, które odpa­liły 60 poci­sków manew­ru­ją­cych „powie­trze – zie­mia”. Dodatkowo CaHal odpa­lił 10 poci­sków „zie­mia – zie­mia” ze Wzgórz Golan. Dane te czę­ściowo pocho­dzą od Ministerstwa Obrony Federacji Rosyjskiej, które podało je tuż po ataku i bio­rąc pod uwagę dokład­ność rosyj­skich danych o nalo­cie z 14 kwiet­nia, można uznać je za wia­ry­godne. Poniekąd potwier­dziły je Hel HaAwir, infor­mu­jąc, że zaata­ko­wano 70 irań­skich celów w nie­całe dwie godziny (od godziny 01.45 do 03.45 czasu lokal­nego wg MO FR). Izraelskie myśliwce odpa­lały poci­ski spoza syryj­skiej prze­strzeni powietrz­nej. Na pewno znad pół­noc­nego Izraela, także od strony Libanu (co Izrael robił już wcze­śniej), być może z naru­sze­niem jego prze­strzeni powietrz­nej przez samo­loty (wg władz Libanu 10 maja zro­biły to cztery myśliwce).
Według Hel HaAwir zaata­ko­wano irań­skie bazy: dowódz­two logi­styki w Syrii, bazę woj­skową i kom­pleks logi­styczny koło Al-Kiswa, obóz woj­skowy na pół­noc od Damaszku, maga­zyn uzbro­je­nia na tere­nie Portu lot­ni­czego Damaszek, sys­temy roz­po­znaw­cze i insta­la­cje, poste­runki obser­wa­cyjne oraz maga­zyny uzbro­je­nia w stre­fie bufo­ro­wej przy Wzgórzach Golan, a nie­opo­dal nich także polową wyrzut­nię rakie­tową po syryj­skiej stro­nie gra­nicy. Łącznie CaHal przy­pi­suje sobie znisz­cze­nie ponad 50 wyzna­czo­nych uprzed­nio obiek­tów. Według strony izra­el­skiej syryj­ska OPL wystrze­liła od 70 do 100 poci­sków prze­ciw­lot­ni­czych. Dowództwo Hel HaAwir twier­dzi, że ich sku­tecz­ność wynio­sła zero. Podobnie jak 14 kwiet­nia, zdję­cia i nagra­nia noc­nego syryj­skiego nieba (głów­nie nad Damaszkiem) poka­zują jed­nak inną histo­rię.
Hel HaAwir w nalo­cie sto­so­wał poci­ski manew­ru­jące, dzięki któ­rym odpa­la­jące je samo­loty mogły pozo­stać poza zasię­giem syryj­skiej OPL. Przeciwko sta­no­wi­skom OPL wystrze­li­wano rodzi­mej pro­duk­cji poci­ski typu IMI Systems Delilah, które cza­sem są kla­sy­fi­ko­wane jako amu­ni­cja krą­żąca (loite­ring muni­tion). Broń ta jest uni­wer­salna i może być odpa­lana z róż­nego rodzaju plat­form powietrz­nych oraz z ziemi (wer­sja Delilah-GL) i razić cele mor­skie, powietrzne i lądowe. Pełną goto­wość ope­ra­cyjną Delilah uzy­skały w poło­wie lat 90., a spraw­dzono je bojowo po raz pierw­szy w Libanie w 2006 r. (odpa­lano je z F-16D). Delilah cha­rak­te­ry­zuje się zasię­giem 250 km i moż­li­wo­ścią zasto­so­wa­nia róż­nego rodzaju gło­wic bojo­wych. Napęd sta­nowi sil­nik tur­bo­od­rzu­towy zapew­nia­jący wysoką manew­ro­wość i moż­li­wość dłu­go­trwa­łego prze­by­wa­nia w powie­trzu. To i zasto­so­wa­nie auto­pi­lota wyko­rzy­stu­ją­cego sys­tem nawi­ga­cji INS/GPS oraz ter­mo­wi­zyj­nej gło­wicy obser­wa­cyjno-celow­ni­czej (zapew­nia­ją­cych dokład­ność tra­fie­nia rzędu 1 m) umoż­li­wia poci­skowi prze­by­wa­nie w wyzna­czo­nej stre­fie do czasu wykry­cia odpo­wied­niego celu. Pocisk może wów­czas doko­nać ataku w try­bie auto­ma­tycz­nym bądź prze­słać uprzed­nio obraz celu do ope­ra­tora (w tym przy­padku członka załogi F-16I lub F-15I), który podej­muje decy­zję o doko­na­niu ataku. Delilah prze­no­szą lekką i przez to słabą gło­wicę bojową o masie tylko 30 kg, dla­tego Hel HaAwir musiał zasto­so­wać też sil­niej­sze poci­ski do ata­ko­wa­nia schro­nów. Mogły nimi być Rafael Popeye o zasięgu ponad 70 km i 340-kg gło­wi­cach, któ­rymi Izrael już wcze­śniej ata­ko­wał cele w Syrii, czego dowo­dzą szczątki strą­co­nych poci­sków.
Zdjęcia poten­cjal­nych celów – irań­skich baz w Syrii – przy oka­zji ataku 10 maja opu­bli­ko­wało Ministerstwo Obrony Izraela, ale bez foto­gra­fii porów­naw­czych przed i po ataku. Takie zdję­cia sate­li­tarne z opi­sem upu­blicz­niła izra­el­ska spółka ISI (ImageSat International N.V.), na któ­rych poka­zano wyniki ataku na port lot­ni­czy w Damaszku.

  • Maciej Szopa, współpraca Adam M. Maciejewski

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE