Myśl lot­ni­cza jako ele­ment sys­temu kra­jo­wego OPL

Prezydent Mościcki zwiedza budowę Chemicznego Instytutu Badawczego.

Prezydent Mościcki zwie­dza budowę Chemicznego Instytutu Badawczego.

Można zary­zy­ko­wać tezę, że zaczyn praw­dzi­wie nowej myśli lot­ni­czej na tere­nie Polski dał wkrótce po woj­nie pol­sko-bol­sze­wic­kiej w 1921 r. doświad­czony dowódca i pilot bojowy, płk pil. Stanisław Jasiński.

Jak wynika z omó­wie­nia jego refe­ratu, doko­na­nego po wielu latach przez Adama Kurowskiego, St. Jasiński mówiąc o potrze­bie zor­ga­ni­zo­wa­nia w Polsce lot­nic­twa woj­sko­wego oparł się także na wyni­kach ana­liz i syn­tez doko­na­nych w Stanach Zjednoczonych w 1920 r. Było to prag­ma­tyczne uję­cie, uwzględ­nia­jące nie tylko doświad­cze­nia wojenne. Formułując wnio­ski na przy­szłość, uwzględ­niano też uwa­run­ko­wa­nia eko­no­miczne i prze­my­słowe wystę­pu­jące w trak­cie okresu poko­jo­wego. Amerykanie bez wąt­pie­nia brali pod uwagę wła­sne, dość zawsty­dza­jące doświad­cze­nia: bez­rad­ność prze­my­sło­wego mocar­stwa, które – gdy przy­szło mu wal­czyć na fron­cie zachod­nim pod­czas I wojny świa­to­wej – musiało wypo­sa­żyć siły lot­ni­cze w sprzęt obcy (fran­cu­ski). Ale i w pań­stwie tak doń nie­po­dob­nym pod wzglę­dem geo­po­li­tycz­nego poło­że­nia i poten­cjału prze­my­sło­wego – w Polsce – myśl woj­skową przy­cho­dzącą z kon­ty­nentu pół­noc­no­ame­ry­kań­skiego uznać należy za użyteczną.
Teza, że następna wojna roz­pocz­nie się bez wąt­pie­nia wielką dzia­łal­no­ścią sił powietrz­nych i to jesz­cze przed doj­ściem do walk na lądzie i morzu nie powinna budzić sprze­ciwu w żad­nym z państw kon­ty­nen­tal­nej Europy. Podobnie jak pogląd, że zwy­cię­stwo prze­chyli się na tę stronę, która zdoła uzy­skać prze­wagę w powie­trzu i potrafi ją zacho­wać. Podobne wnio­ski, gdy idzie o sytu­ację Stanów Zjednoczonych w począt­kach I wojny świa­to­wej, jak i odro­dzo­nej w 1918 r. Polski brzmiały nastę­pu­jąco: Tworzenie sił powietrz­nych i orga­ni­za­cja odpo­wied­niego ich zaopa­trze­nia nie jest moż­liwa wtedy, gdy pań­stwo znaj­dzie się już w kry­tycz­nym poło­że­niu z powodu zbli­ża­ją­cej się lub wypo­wie­dzia­nej wojny. Podtrzymać w związku z tym można pogląd A. Kurowskiego, że refe­rat mjr. Jasińskiego nie stra­cił (…) swej aktu­al­no­ści do 1939 r.
Wolno także zauwa­żyć, że pol­skie wła­dze woj­skowe po marcu 1939 r. (dymi­sji gen. L. Rayskiego) gorzko się prze­ko­nały o jej traf­no­ści, gdy gwał­tow­nie zmie­niły dotych­cza­sową, wie­lo­let­nią stra­te­gię dzia­ła­nia (wyłącz­nie samo­loty wła­snej pro­duk­cji), pró­bu­jąc pospiesz­nie doko­nać zakupu samo­lo­tów myśliw­skich za gra­nicą kosz­tem wła­snych kon­struk­cji – tylko po to, aby nic w końcu nie uzy­skać: kra­jo­wych myśliw­ców PZL-50 Jastrząb ani fran­cu­skich Morane-Saulnier MS.406, angiel­skich Hawker Hurricane czy ewen­tu­al­nie ame­ry­kań­skich Seversky.
Trudno wszakże zgo­dzić się bez dys­ku­sji z inną kon­klu­zją A. Kurowskiego, a mia­no­wi­cie, że następ­stwa (…) wystą­pie­nia [St. Jasińskiego – E.M.]1 były zni­kome. Większe wra­że­nie wywo­łał tylko pro­blem przy­sto­so­wa­nia się wojsk do faktu ist­nie­nia lot­nic­twa nie­przy­ja­ciel­skiego. Oceny tego typu uznać wolno w jakiejś czę­ści za typowe dla tych spe­cja­li­stów danej branży, któ­rzy – traf­nie odczu­wa­jąc jej waż­ność – nie dostrze­gają jed­nak w dosta­tecz­nie har­mo­nijny spo­sób potrzeb innych sys­te­mów. Syndrom ten, spro­wa­dza­jący się w prak­tyce do walki o zasoby pomię­dzy róż­nymi rodza­jami broni oraz dzie­dzi­nami gospo­darki, sta­nowi kla­sykę funk­cjo­no­wa­nia sys­temu pań­stwo­wego, w tym i pro­cesu zbrojeniowego.
A. Kurowski pomija w swych komen­ta­rzach zna­cze­nie pol­sko-fran­cu­skiej umowy pod­pi­sa­nej 31 maja 1921 r., czyli zale­d­wie kilka mie­sięcy po trak­ta­cie poko­jo­wym w Rydze, mają­cej na celu wybu­do­wa­nie wiel­kich zakła­dów i roz­wi­nię­cie dużej pro­duk­cji samo­lo­tów i sil­ni­ków lotniczych2. Co wię­cej, to wła­śnie w pierw­szej poło­wie lat dwu­dzie­stych doszło do skie­ro­wa­nia na lot­nic­two wiel­kich jak na ówcze­sne moż­li­wo­ści pie­nię­dzy. Powołano też od stycz­nia 1923 r. facho­wego dowódcę lot­nic­twa woj­sko­wego z Francji (gen. L. Leveque) w celu zapa­no­wa­nia nad powsta­ją­cym roz­zie­wem mię­dzy pla­nami dozbro­je­nia a ich złym wyko­na­niem, powstałe zaś po jego odwo­ła­niu pogor­sze­nie sytu­acji w wyniku poli­tyki gen. W. Sikorskiego i gen. W. Zagórskiego, fatalne w skut­kach, nie było prze­cież zwią­zane z nie­do­ce­nia­niem lotnictwa.
Ówczesne dzia­ła­nia na rzecz lot­nic­twa to wyraźna odpo­wiedź na wnio­ski wyni­ka­jące z refe­ratu Jasińskiego. Owszem, poja­wia­jąca się ówcze­śnie nie­kom­pe­ten­cja, a przy tym zbyt duże poczu­cie swo­body dzia­ła­nia, wyra­ża­jące się m.in. w przy­ję­ciu zbyt szyb­kiego i sze­roko zakro­jo­nego tempa roz­bu­dowy przy nie­li­cze­niu się z kosz­tami, korup­cji i widocz­nym mar­no­traw­stwie mogło wieść ku reflek­sjom, że wła­dzom na lot­nic­twie nie zależy. A zawsze dostrze­gano przy tym wielką dys­pro­por­cję pomię­dzy moż­li­wo­ściami Polski a jej wiel­kimi sąsia­dami, co musiało wieść do nie­po­ko­ją­cego pyta­nia o przy­szłość. Wprawdzie póź­niej­sza (po maju 1926 r.), mozolna na początku, lecz pełna twór­czych stra­te­gii poli­tyka lot­ni­cza stop­niowo dźwi­gała pod wzglę­dem jako­ścio­wym pol­skie lot­nic­two na wysoki poziom, jed­nakże pro­ces ów hamo­wały znaczne straty zaznane w pierw­szej poło­wie lat dwu­dzie­stych, a także ogól­nie niski poten­cjał ówcze­snej Polski. Później zaś wybuchł wielki kry­zys wyrzą­dza­jący nowe, olbrzy­mie straty. Reasumując, ist­nie­jące przez lata poczu­cie pew­nej bez­sil­no­ści, gdy idzie o moż­li­wo­ści obronne II RP, nie mogło nastra­jać opty­mi­stycz­nie, a pokło­sie takich odczuć mogło pozo­stać (i pozo­stało) wśród nie­któ­rych kom­ba­tan­tów do końca.
Powstaje też pyta­nie, czy prze­ko­na­nie o nie­do­sta­tecz­nym dzia­ła­niu nie wyni­kało także z nastroju panu­ją­cego w poza­woj­sko­wych kołach facho­wych, pod­no­szą­cych alarm z powodu sła­bo­ści lot­nic­twa. I ten aspekt wypada wziąć pod uwagę. Wojsko Polskie nie było prze­cież osa­mot­nione w swych pra­cach nad orga­ni­zo­wa­niem nowo­cze­snych sił zbroj­nych. Miało liczące się wspar­cie ze strony myślą­cych po oby­wa­tel­sku ludzi, rekru­tu­ją­cych się spo­śród wysoko posta­wio­nych kadr inży­nier­skich, liczą­cych się na mapie poli­tyczno-gospo­dar­czej kraju. Wyraźnym prze­ja­wem próby akty­wi­za­cji spo­łe­czeń­stwa był ogło­szony w 1923 r. (ter­min nad­sy­ła­nia prac: 1 wrze­śnia tegoż roku) przez Koło tech­ni­ków lot­ni­czych przy Stowarzyszeniu Techników Polskich w Warszawie (…) kon­kurs na bro­szurę popu­larną o lot­nic­twie… Jak można zakła­dać, idea kon­kursu oparta była na zało­że­niu, że w przy­szłej woj­nie wszelka armia pozba­wiona lot­nic­twa jest z góry ska­zana na zagładę, [zaś] stałe utrzy­ma­nie lot­nic­twa woj­sko­wego w roz­mia­rach odpo­wia­da­ją­cych potrze­bom wojen­nym, prze­ra­sta środki nawet zasob­nego skarbu. Normalnie mogą być utrzy­my­wane [tylko] skromne kadry lot­ni­cze i pewien zapas, a w cza­sie wojny moż­li­wie naj­więk­sza część mate­riału lot­ni­czego i tech­nicz­nego musi być dostar­czona przez lot­nic­two cywilne.

  • Edward Malak

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE