Moździerze śred­niego kali­bru dla Wojska Polskiego cz.1

Francuski moździerz kalibru 120 mm na stanowisku bojowym. Konstrukcyjnie broń ta różniła się wyraźnie od lżejszych, 81 mm wariantów oferowanych przez Stockes-Brandt.

Francuski moź­dzierz kali­bru 120 mm na sta­no­wi­sku bojo­wym. Konstrukcyjnie broń ta róż­niła się wyraź­nie od lżej­szych, 81 mm warian­tów ofe­ro­wa­nych przez Stockes-Brandt.

W histo­rii pol­skiej woj­sko­wo­ści okresu mię­dzy­wo­jen­nego tema­tyka moź­dzie­rzy to zagad­nie­nie poboczne, w dużej mie­rze zdo­mi­no­wane przez powszechne w WP moź­dzie­rze kal. 81 mm oraz pro­to­ty­powy tylko mio­tacz min wz. 40 kal. 120 mm pro­duk­cji Zakładów Starachowickich. Do dziś nie powstała nato­miast żadna publi­ka­cja oma­wia­jąca pro­ces sprzę­to­wego i tak­tycz­nego zasto­so­wa­nia moź­dzie­rzy śred­niego kali­bru w WP przed 1939 r. Nie udało się nawet w krót­kiej for­mie przed­sta­wić dys­ku­sji toczo­nej na temat wypo­sa­że­nia w sprzęt arty­le­ryj­ski plu­to­nów arty­le­rii pie­choty, gdzie ele­men­tar­nymi kwe­stiami były zasad­ność ist­nie­nia takich pod­od­dzia­łów jak i wska­za­nie na armatę lub moź­dzierz, jako wła­ści­wego dla nich uzbro­je­nia.

Całkowicie sym­bo­liczny jest też udział przed­mio­to­wego sprzętu w publi­ka­cjach doty­czą­cych moder­ni­za­cji Wojska Polskiego, a zwłasz­cza klu­czo­wego dla pol­skiej armii pro­gramu roz­bu­dowy arty­le­rii. Dążąc do wypeł­nie­nia tej luki autor przed­sta­wia w arty­kule sta­ra­nia mające na celu pozy­ska­nie moź­dzie­rzy kal. 120 mm dla WP za gra­nicą, zesta­wia­jąc je z kra­jo­wymi pra­cami nad ana­lo­gicz­nym sprzę­tem.
Lata 30. XX wieku były dla Wojska Polskiego okre­sem inten­syw­nych prze­mian zarówno pod wzglę­dem struk­tu­ral­nym jak i mate­ria­łowo-sprzę­to­wym. Sukcesywnie jed­nostki otrzy­my­wały nowe wzory uzbro­je­nia, co ujed­no­li­cało ich formę oraz wzmac­niało siłę ognia. Przykładem tego typu zmian był fran­cu­ski moź­dzierz Stockes-Brandt kal. 81 mm, przy­jęty przez WP na wypo­sa­że­nie jako moź­dzierz wz. 31.
Stromotorowa broń oka­zała się cen­nym uzu­peł­nie­niem dla bata­lio­nów i puł­ków pie­choty, któ­rym dotych­cza­sowe wspar­cie zapew­niały jed­nostki arty­le­rii nie zawsze mogące pro­wa­dzić ogień do ukry­tego za zasłoną prze­ciw­nika.
Po kilku latach naczelne wła­dze woj­skowe doszły jed­nak do wnio­sku, że kali­ber posia­da­nych moź­dzie­rzy jest zbyt mały, a wystrze­li­wane gra­naty nie mogą nisz­czyć zapór kol­cza­stych, lek­kich umoc­nień polo­wych, a nawet impro­wi­zo­wa­nych, choć dobrze wkom­po­no­wa­nych w teren sta­no­wisk cięż­kich kara­bi­nów maszy­no­wych. Nie pozo­sta­wało nic innego, jak wzo­rem armii ościen­nych, dążyć do zwięk­sze­nia samo­dziel­no­ści tak­tycz­nej i siły ognia wła­snych batalionów/pułków pie­choty.
Najkorzystniejszym instru­men­tem wyda­wały się być tutaj moź­dzie­rze śred­niego kali­bru dające moż­li­wość bez­po­śred­niego i szyb­kiego wspar­cia wła­snych żoł­nie­rzy, a ze względu na para­me­try mio­ta­nych gra­na­tów zastę­pu­jące przy­dzie­laną pie­cho­cie arty­le­rię polową.
Największym mankamentem 120 mm moździerzy była droga w produkcji amunicja. Równocześnie ich zdolność niszczenia oraz celność przewyższała możliwości artylerii lekkiej.

Największym man­ka­men­tem 120 mm moź­dzie­rzy była droga w pro­duk­cji amu­ni­cja. Równocześnie ich zdol­ność nisz­cze­nia oraz cel­ność prze­wyż­szała moż­li­wo­ści arty­le­rii lek­kiej.

Francuski szlak

Jednym z naj­bar­dziej zna­nych w Europie jak i na świe­cie fran­cu­skich pro­du­cen­tów uzbro­je­nia była pary­ska spółka zało­żona przez Edgara Brandta. Do pew­nego stop­nia zmo­no­po­li­zo­wała ona kwe­stię dostaw broni stro­mo­to­ro­wej pro­du­ku­jąc na rzecz armii fran­cu­skiej znaczne ilo­ści moź­dzie­rzy lek­kich kal. 60 i 81 mm. Zbrojeniowa hossa została zachwiana, gdy podob­nie jak wiele innych przed­się­biorstw, także zakłady Brandta ule­gły nacjo­na­li­za­cji w 1936 r.
Po tym jak nie udało się prze­ko­nać armii fran­cu­skiej do wymiany prze­sta­rza­łych moź­dzie­rzy kal. 150 mm (mor­tier de 150 mm T Mle 1917 Fabry) na wyraź­nie nowo­cze­śniej­szy sprzęt ofe­ro­wany przez Brandta eks­por­towa poli­tyka przed­się­bior­stwa przy­brała na sile. Ambitne dzia­ła­nia han­dlowe ponow­nie skie­ro­wano na Rzeczpospolitą, w któ­rej w sku­tek wcze­śniej­szej współ­pracy upa­try­wano poten­cjal­nego odbiorcę kolej­nych wzo­rów sprzętu woj­sko­wego.
Pierwsze ślady poważ­niej­szego zain­te­re­so­wa­nia strony pol­skiej fran­cu­skimi moź­dzie­rzami śred­niego kali­bru ofe­ro­wa­nymi przez przed­się­bior­stwo Brandt się­gają początku lat trzy­dzie­stych. Dowodem na to jest pismo szefa Departamentu Uzbrojenia (DeoUzbr.) do szefa Departamentu Piechoty (L.dz.236/Tjn.Broń.R) z 29 marca 1932 r. Wśród dys­ku­to­wa­nych w doku­men­cie zagad­nień doty­czą­cych broni prze­ciw­pan­cer­nej, dzia­łek i arty­le­rii pie­choty, wymie­niono rów­nież moź­dzie­rze i gra­nat­niki.
W pierw­szej kolej­no­ści DepUzbr. refe­ro­wał sprawę pro­duk­cji sprzętu wz. 31, aby nieco dalej poin­for­mo­wać, że w ramach Instytutu Badań Materiałów Uzbrojenia (IBMU) trwają prace nad kra­jo­wym moź­dzie­rzem kal. 120 mm. Prototyp miał być gotowy do prób w dru­giej poło­wie 1932 r. Równocześnie autor pisma zazna­czał, że w razie ujem­nych rezul­ta­tów i nie­ro­ku­ją­cej powo­dze­nia kon­struk­cji powzięta zosta­nie decy­zja odno­śnie prób z moź­dzie­rzem kal. 120 mm ofe­ro­wa­nym już wtedy woj­sku przez spółkę Brandt.
Kolejna wzmianka na temat stro­mo­to­ro­wej broni śred­niego kali­bru znaj­duje się w piśmie Instytutu Technicznego Uzbrojenia (ITU) z 19 wrze­śnia 1934 r. (L.dz.836/tj). Ten krótki doku­ment doty­czył zwo­ły­wa­nej kilka dni póź­niej kon­fe­ren­cji z udzia­łem przed­sta­wi­cieli szefa Sztabu Głównego oraz Oddziału I SG, repre­zen­tan­tów poszcze­gól­nych Departamentów MSWojsk. (Uzbrojenia, Piechoty, Artylerii) oraz Komendantów Centrum Wyszkolenia Piechoty (CWPiech.) i Centrum Badań Balistycznych (CBBal.).
Zgromadzeni ofi­ce­ro­wie mieli omó­wić sprawę nowego typu moź­dzie­rza kal. 120 mm, która nieco nie­spo­dzie­wa­nie powró­ciła po prze­rwie na woj­skową agendę wcze­sną jesie­nią 1934 r. Można zatem przy­pusz­czać, że wspo­mniany wcze­śniej pol­ski model 120 mm mio­ta­cza min opra­co­wy­wany w IBMU nie spro­stał ocze­ki­wa­niom.
Po wspo­mnia­nej kon­fe­ren­cji szef DepUzbr. pole­cił kie­row­nic­twu IBMU prze­stu­dio­wane sprzętu i amu­ni­cji w opar­ciu o nade­słany z Francji opis oraz omó­wie­nie we współ­pracy z DepPiech. nastę­pu­ją­cych zagad­nień:

  • czy warto zain­te­re­so­wać się przed­mio­to­wym sprzę­tem;
  • jeżeli może on być dla WP inte­re­su­ją­cym, to na jakim szcze­blu można go zasto­so­wać;
  • wydać reko­men­da­cję odno­śnie ewen­tu­al­nego pokazu broni w Polsce lub też zakupu nie­wiel­kiej par­tii wraz z amu­ni­cją do prze­pro­wa­dze­nia wła­snych prób;

Rekomendacje komi­sji jak i IBMU były zbieżne, a oba organy jed­no­gło­śnie usta­liły, że pro­po­no­wany sprzęt zachodni zasłu­guje na bliż­sze zain­te­re­so­wa­nie WP. Zaproponowano zakup dwóch egzem­pla­rzy dosto­so­wa­nych do ciągu kon­nego i prze­pro­wa­dze­nie serii doświad­czeń w kraju. W lutym 1935 r. przy­stą­piono do opra­co­wa­nia szcze­gó­ło­wego pro­gramu prób. 5 czerwca 1935 r., Departament Piechoty MSWojsk. przy­go­to­wał doku­ment, pt. „Moździerz 120 mm Brandt – refe­rat infor­ma­cyjny, roze­sła­nie” (L.dz.2236/KSUST/tjn), który prze­ka­za­nodo zain­te­re­so­wa­nych stron.
Parafowany przed płk. dypl. Janickiego, szefa DepPiech., refe­rat w spo­sób nastę­pu­jący cha­rak­te­ry­zo­wał zapro­po­no­waną pol­skiej armii broń stro­mo­to­rową: Moździerz Brandta 120 m/m cechuje duża potęga ognia, przy lek­ko­ści, ruchli­wo­ści i cel­no­ści sprzętu strze­la­ją­cego pod bar­dzo wyso­kimi kątami. Sprzęt według danych fabrycz­nych był stu­dio­wany przez sze­reg lat. Broń ta może mieć pierw­szo­rzędne zna­cze­nie w walce pozy­cyj­nej, szcze­gól­nie na odcin­kach ufor­ty­fi­ko­wa­nych. Lekkość i ruchli­wość, połą­czona z łatwo­ścią przy­go­to­wa­nia do strze­la­nia, zezwala na szyb­kie prze­rzu­ca­nie ognia na zagro­żone punkty pola walki, a dzięki róż­nym środ­kom trans­por­to­wym (przy­czepka na gąsie­ni­cach za czoł­giem lub samo­cho­dem, ciąg konny, prze­cią­ga­nie przez 6 ludzi obsługi), uła­twia szyb­kie i łatwe prze­rzu­ca­nie sprzętu. Pod wzglę­dem cel­no­ści i zdol­no­ści wyko­na­nia zadań sprzęt ten ma dorów­ny­wać sprzę­towi arty­le­ryj­skiemu (hau­bi­com) o zbli­żo­nym kali­brze. Ponadto szyb­ko­strzel­ność i wielka siła wybu­chu poci­sków oraz duży kąt upadku typują moź­dzierz jako broń sku­teczną zarówno dla celów nie­osło­nię­tych, jak i ukry­tych. Sprzęt ten, ze względu na ruchli­wość i potęgę ognia, mógłby się nadać jako dys­po­zy­cyjny sprzęt ogniowy wyż­szych dowód­ców.
Cechą cha­rak­te­ry­styczną 120 mm moź­dzie­rza Brandta był tzw. osła­biacz odrzutu, pozwa­la­jący na wyco­fa­nie lufy po strzale wzdłuż jej osi podłuż­nej. Urządzenia miało zapo­bie­gać uszko­dze­niom sprzętu, które mogły wystą­pić przy zbyt sztyw­nym złą­cze­niu lufy z łożem. Proponowany osła­biacz skła­dał się z dwóch śli­zga­ją­cych się rur, umiesz­czo­nych w tzw. obroży, a połą­czony był z lufą za pomocą pier­ście­nia zaci­sko­wego ze śrubą. Po strzale lufa broni cofała się na pewną odle­głość zależ­nie od skoku gwintu, pocią­gała za sobą łoży­sko osła­bia­cza i ści­skała sprę­żyny, które z kolei po zakoń­cze­niu odrzutu przy­wra­cały lufę do pier­wot­nej pozy­cji. Francuski pro­du­cent broni poza samym sprzę­tem arty­le­rii ofe­ro­wał w 1934 r. rów­nież dwa pojazdy towa­rzy­szące:
biedkę amu­ni­cyjną z przod­kiem (jaszcz) w for­mie plat­formy na dwóch kołach o peł­nych gumach (masywy), na któ­rej umiesz­czono 40 prze­gród miesz­czą­cych bądź kosze wikli­nowe z gra­na­tami moź­dzie­rzo­wymi, bądź pakiety ładun­ków mio­ta­ją­cych oraz dal­szych 8 prze­gród na kolejne ładunki lub zapal­niki;
przo­dek do moź­dzie­rza wyko­rzy­sty­wany tylko w przy­padku trak­cji kon­nej, rów­nież wyko­nany w for­mie jed­no­osio­wego wózka z peł­nymi opo­nami (masywy). Na przodku umiesz­czano skrzy­nie z czę­ściami zapa­so­wymi i nie­zbęd­nymi przy­bo­rami.
Jak się okaże kilka lat póź­niej rów­no­le­gle z moź­dzie­rzem ewo­lu­owały rów­nież środki trans­portu słu­żące do prze­wozu obsługi, amu­ni­cji i wypo­sa­że­nia spe­cja­li­stycz­nego – zmie­niano koła oraz sam kształt pół­wozi.
W przy­go­to­wa­nym przez DepPiech. doku­men­cie wyszcze­gól­niono rów­nież skład dzia­łonu moź­dzie­rza: sze­ściu arty­le­rzy­stów obsłu­gu­ją­cych broń oraz woź­nica kie­ru­jący czte­ro­kon­nym zaprzę­giem. Koszt kom­plet­nego dzia­łonu wraz z urzą­dze­niami celow­ni­czymi ana­lo­gicz­nymi do tych sto­so­wa­nych w moź­dzier­zach wz. 31 wyno­sił około 34 000,00 zł (około 120 000,00 fran­ków fran­cu­skich). Podawana war­tość nie obej­mo­wała jed­nak naj­mniej­szych nawet ilo­ści amu­ni­cji, któ­rej bar­dzo wyso­kie, nawet jak na amu­ni­cję moź­dzie­rzową, ceny ofer­towe zachowa-
ły się do dziś. Wartość poszcze­gól­nych typów gra­na­tów była zróż­ni­co­wana: ćwi­czebny – 174 zł (610 fran­ków), ostry – 230 zł (810 fran­ków), dymny – 235 zł (825 fran­ków).
Nie mniej według auto­rów refe­ratu ogólny koszt dzia­łonu był przy­naj­mniej o 50% niż­szy od ceny hau­bicy podob­nego kali­bru – rze­czy­wi­sta cena samej hau­bicy kal. 100 mm wz. 1419 była dużo wyż­sza i wyno­siła około 130 000,00 zł, dane odpo­wia­dają nato­miast rela­cji wzglę­dem armaty polo­wej kali­bru 75 mm. Dla peł­niej­szego odda­nia róż­nic dodać tutaj należy, że prze­wi­dy­wana cena jed­nost­kowa gra­natu kal. 120 mm kra­jo­wego wyrobu nie miała prze­kro­czyć 150 zł po wpro­wa­dze­niu nie­zbęd­nych uprosz­czeń. Równocześnie stan­dar­dowy pocisk moź­dzie­rza kal. 81 mm kosz­to­wał 37 zł, a jego cięż­sza wer­sja około 100 zł.
Pod koniec płk dypl. Janicki stwier­dzał: Jeżeli względy budże­towe lub prze­my­słu wojen­nego nie pozwo­li­łyby, nawet po dodat­nich wyni­kach prób, na wpro­wa­dze­nie tego sprzętu, to i wów­czas prze­stu­dio­wa­nie zagad­nie­nia może na wypa­dek wojny uła­twić nam wybór sprzętu, który wów­czas będzie trzeba zaku­pić.
Jednocześnie szef Departamentu Dowodzenia Ogólnego MSWojsk. (DDOgn.) płk dypl. Witold Wartha w piśmie prze­wod­nim załą­czo­nym do roz­sy­ła­nego refe­ratu zazna­czał, że: sprawa naby­cia tych moź­dzie­rzy według obec­nego stanu rze­czy we Francji jest na razie nie­ak­tu­alną, to jed­nak przed­sta­wię ją dla infor­ma­cji na jed­nym z posie­dzeń Komisji SUST.
Kilka mie­sięcy póź­niej, w jed­nym z zesta­wień doty­czą­cych sprzętu woj­sko­wego spo­rzą­dzo­nych dla potrzeb Komitetu do Spraw Uzbrojenia i Sprzętu (KSUS) pod datą 14 stycz­nia 1936 r. zapi­sano: Ciężkie dale­ko­no­śne mio­ta­cze min. KSUS zwraca uwagę na koniecz­ność prze­stu­dio­wa­nia typów cięż­kich dale­ko­no­śnych mio­ta­czy min. (…) Zamówiono we Francji w fabryce Brandta 2 moź­dzie­rze cięż­kie o kali­brze 120 mm wraz z amu­ni­cją. Dotychczas moź­dzie­rze jesz­cze nie nade­szły, choć są już gotowe.
Cennym mate­ria­łem badaw­czym są dwie, pozba­wione dat notatki spo­rzą­dzone dla szefa Oddziału I SG w spra­wie naby­cia oma­wia­nego mate­riału wojen­nego. Dokumenty te w przy­bli­że­niu dato­wać można na pierw­szą połowę 1936 r., infor­mują one, że DepUzbr. zgod­nie z decy­zją szefa SG nego­cjo­wał z pro­du­cen­tem broni kwe­stię zakupu dwóch moź­dzie­rzy śred­niego kali­bru. Przedsiębiorstwo zawia­do­miło, że zga­dza się na sprze­daż broni, a wstępna war­tość trans­ak­cji wynieść miała około 180 000,00 zł.
Niestety DepUzbr. środ­ków na zakup nie posia­dał, stąd nale­żało je wyod­ręb­nić z dodat­ko­wych kre­dy­tów przy­dzie­la­nych przez Sztab Główny. W trak­cie uszcze­gó­ła­wia­nia zamó­wie­nia opie­wa­ją­cego poza uzbro­je­niem na pewną liczbę gra­na­tów kal. 120 mm jego łączna war­tość wzro­sła jed­nak do 230 000,00 zł. Najprawdopodobniej spo­wo­do­wane to było zwięk­sze­niem do 400 sztuk zamó­wie­nia na gra­naty moź­dzie­rzowe. Mowa więc o kwo­cie wyraź­nie odbie­ga­ją­cej od tej poda­wa­nej przez DepPiech. jesz­cze w 1935 r.
Z notatki wynika rów­nież, że objęty trans­ak­cją sprzęt mógł tra­fić nad Wisłę nie póź­niej niż 15 sierp­nia, przy czym odpo­wied­nia umowa powinna zostać pil­nie pod­pi­sana (według autora została pod­pi­sana kilka mie­sięcy póź­niej). Korzystając z dostęp­nych, choć roz­pro­szo­nych mię­dzy roz­ma­itymi jed­nost­kami archi­wal­nymi, źró­deł można odtwo­rzyć z pew­nym przy­bli­że­niem struk­turę ponie­sio­nych przez Wojsko Polskie nakła­dów: Do zasad­ni­czych ele­men­tów obję­tych trans­ak­cją nale­żały:

  • dwa kom­plety moź­dzie­rzy z przod­kami i wypo­sa­że­niem w cenie jed­nost­ko­wej 40 000 zł;
  • dwa jed­no­osiowe jasz­cze amu­ni­cyjne w cenie jed­nost­ko­wej 10 000 zł;
  • czte­ry­sta gra­na­tów (brak szcze­gó­ło­wego zesta­wie­nia) o war­to­ści łącz­nej około 95 – 100 000 zł dla obu moź­dzie­rzy;
  • dwa zestawy uprzęży czte­ro­kon­nych w cenie jed­nost­ko­wej 1400 zł;
  • osiem koni pocią­go­wych dla dwóch zaprzę­gów czte­ro­kon­nych w cenie jed­nost­ko­wej 600 zł.

Sprawę trudno było uznać za pilną, mię­dzy poszcze­gól­nymi decy­zjami upły­wało zazwy­czaj kilka mie­sięcy, a pro­blem „doj­rze­wał” wśród pil­niej­szych zagad­nień. W ten spo­sób dopiero w trak­cie posie­dze­nia komi­sji ds. roz­bu­dowy arty­le­rii, 2 lipca 1936 r., kwe­stia moź­dzie­rzy śred­niego kali­bru ponow­nie weszła na agendę, a refe­ro­wał ją Komendant Centrum Wyszkolenia Artylerii w Toruniu gen. bryg. Stanisław Miller. Stwierdzał on w kon­tek­ście oma­wia­nia bate­rii towa­rzy­szą­cych puł­kom pie­choty, że środki do zwal­cza­nia źró­deł ognia i broni pan­cer­nej prze­ciw­nika są nie­wy­star­cza­jące.
Pomijając w tym miej­scu kwe­stię armat prze­ciw­pan­cer­nych wz. 36 kal. 37 mm Bofors należy wska­zać, że pre­le­gent jed­no­znacz­nie skła­niał się ku wpro­wa­dze­niu do puł­ków pie­choty wła­śnie 120 mm moź­dzie­rza Brandt: O ile pułki pie­choty otrzy­ma­łyby poza pro­po­no­waną wyżej ilo­ścią dzia­łek Boforsa jesz­cze moź­dzie­rze 120 mm Brandta i o ile z dzia­łek 37 mm moż­naby zwal­czać broń maszy­nową prze­ciw­nika to moż­naby osta­tecz­nie zre­zy­gno­wać z armat 75 mm wz. 0226.
Należy dodać, że cała dys­ku­sja, w któ­rej brali udział rów­nież płk dypl. Józef Jaklicz, płk dypl. Jan Sadowski oraz zastępca szefa SG gen. bryg. Tadeusz Malinowski miała udzie­lić odpo­wie­dzi na pyta­nie: czy pułki pie­choty powinny w ogóle posia­dać wła­sną arty­le­rię, a jeśli tak to jak liczną i w jaki sprzęt wypo­sa­żoną? Wobec braku alter­na­tyw i jed­no­znacz­nym odrzu­ce­niu armaty wz. 1897 jako nie­przy­dat­nej, pozo­sta­wiono w linii armaty wz. 0226 do czasu ich zastą­pie­nia bar­dziej odpo­wia­da­ją­cym potrze­bom pie­choty sprzę­tem.
W myśl powsta­łych jesz­cze w lipcu 1936 r. zało­żeń sfor­mu­ło­wa­nych przez DepPiech. MSWojsk. na początku kolej­nego roku dotarły do Polski dwa zamó­wione w przed­się­bior­stwie Brandt moź­dzie­rze kal. 120 mm (numery seryjne broni: 200 i 201).
24 lutego 1937 r. w myśl pisma „Próby 120 mm moź­dzie­rza” (L.dz.218/tj.) powo­łano spe­cjalną Komisję Odbiorczą zło­żoną przed­sta­wi­cieli zain­te­re­so­wa­nych Departamentów MSWojsk., pra­cow­ni­ków firmy „Granat” repre­zen­tu­ją­cych inte­resy fran­cu­skiego Brandta czy powo­ła­nych celem dodat­ko­wych usta­leń ofi­ce­rów Biura Badań Broni Pancernych (BBTechBrPanc.) oraz Szkoły Gazowej. Właściwy obiór miał miej­sce mię­dzy 26, a 27 lutego. Za błędne uznać trzeba powie­lane m.in., przez p. Piotra Zarzyckiego infor­ma­cje mówiące o pod­pi­sa­niu umowy zakupu dwóch moź­dzie­rzy w kwiet­niu 1937 r. i ich pierw­szych pró­bach w sierp­niu tego samego roku.
Kilka dni póź­niej, 1 marca, ITU infor­mo­wało, że Komisja Odbiorcza stwier­dziła w dosta­wie z Francji brak ładun­ków mio­ta­ją­cych (łusko­wych i dodat­ko­wych), które zostaną dopiero wysłane do Polski około 5 marca (ogniowe próby odbior­cze miały roz­po­cząć się 3 marca). Siłą rze­czy nale­żało więc odro­czyć w cza­sie strze­la­nia odbior­cze, co nie ozna­czało jed­nak zmar­no­wa­nia czasu. Zaplanowane oglę­dziny i pomiary mate­riału wojen­nego miały miej­sce z wyko­rzy­sta­niem jed­nego z moź­dzie­rzy. Drugi ode­słano do CWPiech: dla przy­go­to­wa­nia pro­jektu instruk­cji wyszko­le­nia obsługi i dzia­ło­czy­nów potrzeb­nych do wyszko­le­nia obsługi, która będzie potrzebna w trak­cie prób badaw­czych.
Co wię­cej, kie­row­nik ITU uzna­wał za konieczne spro­wa­dze­nie na czas prób do Polski inży­niera z firmy Brandt, który miałby przy­wieźć ze sobą tabele strzel­ni­cze, któ­rych rów­nież zabra­kło we wcze­śniej­szych dosta­wach. Strona pol­ska ocze­ki­wała rów­nież prze­ka­za­nia zak­tu­ali­zo­wa­nego opisu broni, gdyż zaku­pione egzem­pla­rze róż­niły się od tych zna­nych z cha­rak­te­ry­styk oma­wia­nych w 1934 r.
4 marca 1937 r. powo­łano do Komisji Odbiorczej dodat­ko­wych spe­cja­li­stów (min. 1 osoba) z Dowództwa Broni Pancernych (DowBrPanc.) i BBTechBrPanc. jako obser­wa­to­rów mają­cych zapo­znać się z bro­nią przed pró­bami rucho­wymi. Niestety, w związku z nie­kom­plet­no­ścią dostaw znad Sekwany dopiero 7 i 8 kwiet­nia 1937 r. zło­żona z przed­sta­wi­cieli CWPiech, CBBal, ITU, KZU oraz ww. dorad­ców komi­sja prze­pro­wa­dziła strze­la­nie odbior­cze z wyko­rzy­sta­niem pary zaku­pio­nych w Paryżu moź­dzie­rzy. Na miej­scu obecni byli jesz­cze przed­sta­wi­ciel spółki Brandt p. Henry de Lucenay oraz repre­zen­tu­jący pol­ską spółkę „Granat” p. Tołłoczko.

  • Jędrzej Korbal

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE