MOL sta­cja, któ­rej nie było.

  • Lotnictwo Aviation International 4/2016
Start rakiety Titan-3C z makietą MOL i statkiem Gemini-B.

Start rakiety Titan-3C z makietą MOL i stat­kiem Gemini-B.

Początek i połowa lat sześć­dzie­sią­tych ubie­głego wieku był okre­sem inten­syw­nego roz­woju astro­nau­tyki w Stanach Zjednoczonych. Prym wio­dła oczy­wi­ście cywilna naro­dowa agen­cja kosmiczna NASA (National Aeronautics and Space Administration), która reali­zo­wała nie tylko swój sztan­da­rowy zało­gowy pro­gram księ­ży­cowy Apollo, lecz rów­nież śmiało spo­glą­dała w przy­szłość. Po zdo­by­ciu Księżyca miała przyjść kolej także na inne zna­mie­nite cele, m.in. wokół­ziem­ską zało­gową sta­cję orbi­talną. Ale NASA, choć oczy­wi­ście jako orga­ni­za­cja publiczna naj­bar­dziej znana, nie była jedyną, która pro­wa­dziła prace naukowo-badaw­cze i inży­nie­ryjno-kon­struk­cyjne w tym zakre­sie. Również woj­sko wyka­zy­wało sze­ro­kie, choć oczy­wi­ście nie tak bar­dzo nagło­śnione zain­te­re­so­wa­nie tema­tem.

Departament Obrony Stanów Zjednoczonych uważ­nie śle­dził nie­za­leżne i samo­dzielne poczy­na­nia poszcze­gól­nych rodza­jów sił zbroj­nych w tym zakre­sie. Siły Morskie kon­cen­tro­wały się głów­nie na apli­ka­cjach nauko­wych (np. pro­gram Vanguard), Siły Lądowe kon­wer­to­wały mię­dzy­kon­ty­nen­talne rakie­towe poci­ski bali­styczne Atlas i Titan na rakiety kosmiczne, Siły Powietrzne zaś pla­no­wały stwo­rze­nie orbi­tal­nego samo­lotu zwia­dow­czego i ude­rze­nio­wego X-20 Dyna Soar. W tle tych poczy­nań tkwiło ści­śle tajne Narodowe Biuro Zwiadu. Była to utwo­rzona w sierp­niu 1961 r. pod egidą Centralnej Agencji Wywiadowczej wyspe­cja­li­zo­wana agen­cja, któ­rej główna sie­dziba mie­ści się w Chantilly (stan Wirginia). Jej ist­nie­nie oraz zada­nia zostały publicz­nie ujaw­nione dopiero 31 lat póź­niej.
Podstawowym jej celem było pro­jek­to­wa­nie i użyt­ko­wa­nie orbi­tal­nych sys­te­mów zwia­dow­czych oraz pozy­ski­wa­nie i archi­wa­cja danych. W owym cza­sie dobre rezul­taty przy­no­sił pro­gram CORONA, wyko­rzy­stu­jący sate­lity roz­po­zna­nia obra­zo­wego pod nazwą Discoverer. Okrążały one naszą pla­netę w ciągu jed­nego lub kilku dni, wyko­nu­jąc kil­ka­dzie­siąt lub kil­ka­set zdjęć okre­ślo­nego obszaru, po czym ich lądow­niki wraz z fil­mem były spro­wa­dzane na Ziemię. Uzyskany mate­riał dostar­czano do labo­ra­to­rium Narodowego Biura Zwiadu, gdzie wywo­ły­wano go, utrwa­lano i wyko­ny­wano kilka kopii. Kopie te tra­fiały w ręce ana­li­ty­ków, któ­rzy wyszu­ki­wali na nich inte­re­su­jące obiekty stra­te­giczne. Dopiero tak opra­co­wany mate­riał tra­fiał do naj­bar­dziej zain­te­re­so­wa­nych. W naj­lep­szym wypadku od zro­bie­nia zdję­cia mijało wów­czas 5 – 7 dni, zazwy­czaj były to jed­nak dwa tygo­dnie. System spraw­dzał się w przy­padku obser­wa­cji budowy obiek­tów woj­sko­wych w rodzaju lot­nisk, wyrzutni rakiet czy por­tów, ale zawo­dził w sytu­acjach dyna­micz­nych, np. przy śle­dze­niu prze­gru­po­wań oddzia­łów woj­sko­wych. W tej sytu­acji koniecz­no­ścią sta­wała się stała obec­ność czło­wieka w sta­cji orbi­tal­nej, wypo­sa­żo­nej w odpo­wiedni sprzęt obser­wa­cyjny. Departament Obrony Stanów Zjednoczonych roz­po­czął pro­gram zało­go­wego labo­ra­to­rium orbi­tal­nego MOL (Manned Orbital Laboratory).

Rozgrywki wokół MOL

Niezależne podej­ście NASA i Departamentu Obrony do tematu sta­cji kosmicz­nej pró­bo­wała w 1962 r. połą­czyć admi­ni­stra­cja pre­zy­denta Kennedy’ego, chcąca stwo­rzyć jedną, naro­dową sta­cję kosmiczną. Jej sta­ra­nia zakoń­czyły się w paź­dzier­niku 1963 r. jedy­nie wyda­niem wspól­nego oświad­cze­nia agen­cji kosmicz­nej i Departamentu Obrony, w któ­rym sfor­mu­ło­wano kry­te­ria powsta­nia takiej sta­cji, po czym obie strony nadal zaj­mo­wały się swo­imi kon­cep­cjami. Pierwsza for­malna decy­zja na temat MOL, któ­rego nazwa, nawia­sem mówiąc, została nie­znacz­nie zmie­niona na Manned Orbiting Laboratory (zało­gowe labo­ra­to­rium orbi­tu­jące), została pod­jęta 10 grud­nia 1963 r.
Tego dnia sekre­tarz obrony Robert S. McNamara ofi­cjal­nie zamknął pro­gram Dyna Soar i (zapewne z cichym przy­zwo­le­niem nowego pre­zy­denta Lyndona B. Johnsona) nie oglą­da­jąc się na NASA, ogło­sił roz­po­czę­cie pro­gramu woj­sko­wej sta­cji kosmicz­nej. Pomimo przy­chyl­no­ści Johnsona, pro­gram został for­mal­nie wnie­siony do budżetu dopiero dwa lata póź­niej, a pierw­sze, nie­wiel­kie zresztą (6−10 mln USD) wydatki na ten cel, pocho­dziły z fun­du­szu oso­bi­stego sekre­ta­rza obrony. Jednak droga do reali­za­cji MOL nie była usłana różami – NASA nadal pre­fe­ro­wała swój pro­jekt sta­cji MORL (Manned Orbital Research Laboratory) twier­dząc, nie bez racji, że jest on bar­dziej per­spek­ty­wiczny i roz­wo­jowy. Rzeczywiście, ambi­cje NASA się­gały znacz­nie dalej, niż dwu­oso­bowa sta­cja ze star­tu­jącą wraz z nią jed­no­ra­zową załogą, mającą spę­dzić w kosmo­sie około mie­siąca.

  • Waldemar Zwierzchlejski

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE