Marynarskie świę­to­wa­nie. Lata 1951 – 1959

1951 r. – okręt hydrograficzny ORP Żuraw na redzie Gdyni. Na pierwszym planie łodzie okrętowe podczas regat wiosłowych tradycyjnie organizowanych w Dniu Marynarki Wojennej w latach 50.

1951 r. – okręt hydro­gra­ficzny ORP Żuraw na redzie Gdyni. Na pierw­szym pla­nie łodzie okrę­towe pod­czas regat wio­sło­wych tra­dy­cyj­nie orga­ni­zo­wa­nych w Dniu Marynarki Wojennej
w latach 50.

W 1951 r. usta­no­wiono nowe święto mary­nar­skiego rodzaju sił zbroj­nych – Dzień Marynarki Wojennej. Zostało ono wpi­sane w cykl imprez pań­stwo­wych z oka­zji Dni Morza, orga­ni­zo­wa­nych zwy­cza­jowo w ostat­nim tygo­dniu czerwca.

W okre­sie II Rzeczypospolitej dla Marynarki Wojennej ważne były dwie daty w kalen­da­rzu. Pierwszą był 10 lutego, czyli dzień w któ­rym gen. Józef Haller doko­nał w Pucku sym­bo­licz­nych zaślu­bin Polski z morzem oraz 28 listo­pada, a więc dzień wyda­nia przez Tymczasowego Naczelnika Państwa dekretu o powsta­niu „Marynarki Polskiej”. Obie daty komu­ni­stom nie paso­wały ze względu na przed­wo­jenny rodo­wód. Przy otwar­tym nego­wa­niu doko­nań bur­żu­azyj­nej Polski, które prze­cież dopro­wa­dziły do klę­ski we wrze­śniu 1939 r., nie można było jed­no­cze­śnie obcho­dzić tych samych świąt. Zdecydowano się więc na stwo­rze­nie wła­snego.
Nim do tego doszło, w latach 40. pró­bo­wano na Wybrzeżu świę­to­wać rocz­nice wyzwo­le­nia Trójmiasta z rąk hitle­row­ców. Nie było to łatwe, bowiem Gdańsk i Gdynię wyzwo­lono w odstę­pie tygo­dnia (30 marca i 5 kwiet­nia). Do tego, gdy poja­wiały się pomy­sły świę­to­wa­nia na Pomorzu Zachodnim, w grę wcho­dziły jesz­cze inne daty. Dlatego też pierw­sze sześć lat po zakoń­cze­niu wojny Marynarka Wojenna swo­jego święta nie miała. Okazje do zapre­zen­to­wa­nia się były w tym cza­sie nie­liczne. 1 lipca 1945 r. w Gdańsku odbyła się defi­lada woj­skowa, któ­rej póź­niej przy­cze­piono nawet łatkę pierw­szych po woj­nie obcho­dów Święta Morza. Najważniejszymi gośćmi tego dnia byli – Prezydent Krajowej Rady Narodowej Bolesław Bierut i Naczelny Dowódca WP, marsz. Polski Michał Rola-Żymierski. Według zacho­wa­nych rela­cji, wśród ruin śród­mie­ścia w Gdańsku przede­fi­lo­wały przede wszyst­kim pod­od­działy pie­choty i broni pan­cer­nej. Jedynym mor­skim akcen­tem był prze­marsz kom­pa­nii z 1. Samodzielnego Morskiego Batalionu Zapasowego.
Niecały rok póź­niej, na początku kwiet­nia 1946, do Szczecina i Świnoujścia wszedł dywi­zjon tra­łow­ców. Razem z Rolą-Żymierskim uro­czy­ście świę­to­wano pierw­szą rocz­nicę „powrotu sta­rych ziem pia­stow­skich do macie­rzy”. I to był w zasa­dzie koniec świę­to­wa­nia w tam­tej deka­dzie, choć – jak wspo­mniano – obcho­dzono rocz­nice wyzwo­le­nia Gdyni i Gdańska.
Końcówka 1949 r. i począ­tek nowej dekady, to w całym woj­sku, rów­nież na Wybrzeżu, okres szczy­to­wej sowie­ty­za­cji, przy jed­no­cze­snym odrzu­ce­niu wszyst­kiego co nie miało związku z budową socja­li­zmu i walką z impe­ria­li­zmem. Masowe aresz­to­wa­nia lub „tylko” wyrzu­ca­nie do cywila żoł­nie­rzy o przed­wo­jen­nym rodo­wo­dzie i obsa­dza­nie sta­no­wisk prze­bie­ra­nymi w pol­skie mun­dury towa­rzy­szami ze Wschodu zmie­niło obli­cze naszej armii. Wraz z nową kadrą dowód­czą zmie­niało się wszystko, nie mogło też zabrak­nąć inge­ren­cji w histo­rię.

Historia pisana od nowa

Nowe święto, wspo­mniany na początku Dzień Marynarki Wojennej, usank­cjo­no­wał roz­kaz mini­stra obrony naro­do­wej (dalej – ON) marsz. Konstantego Rokossowskiego nr 19/MON pod­pi­sany 8 maja 1951 r. Można w nim prze­czy­tać, że Dzień Marynarki Wojennej to oka­zja do powrotu do pol­skich tra­dy­cji mor­skich z okresu walk z Krzyżakami, w tym zwy­cię­stwa w Zatoce Świeżej (czyli na Zalewie Wiślanym), do tra­dy­cji floty z cza­sów Zygmunta II Augusta i Władysława IV, walk ze Szwedami i zwy­cię­stwa w bitwie pod Oliwą. I ani słowa o powsta­niu mor­skiego rodzaju sił zbroj­nych w 1918 r., czy wal­kach pod­czas II wojny świa­to­wej.
Jeszcze dalej poszedł szef Głównego Zarządu Polityczno-Wychowawczego WP, gen. bryg. Marian Naszkowski w swoim zarzą­dze­niu 054/Polit. z 12 czerwca 1951 r. Nakazał on bowiem obcho­dzić Dzień Marynarki Wojennej uro­czy­ście w całym Wojsku Polskim. Jego cele­bro­wa­nie miało przy­czy­nić się do pogłę­bia­nia gorą­cej i ser­decz­nej przy­jaźni z ZSRR, dzięki boha­ter­skiej Armii Czerwonej bowiem wyzwo­lono pol­skie porty, uzy­skano sze­roki dostęp do Bałtyku oraz powstała „Ludowa Marynarka Wojenna”.
Dzień Marynarki Wojennej w zamy­śle jego pomy­sło­daw­ców był kolej­nym ele­men­tem wyma­zy­wa­nia z histo­rii tra­dy­cji przed­wo­jen­nych i czy­nów z okresu dopiero co prze­cież zakoń­czo­nej wojny. Morski rodzaj sił zbroj­nych dla ówcze­snego kie­row­nic­twa MON miał pod tym wzglę­dem jedną, ale jakże nie­ba­ga­telną wadę. Nie miał szlaku bojo­wego u boku Armii Czerwonej. Samodzielny Morski Batalion Zapasowy był jedy­nym mary­nar­skim akcen­tem, ale zbyt sła­bym, aby opie­rać na nim całe mor­skie tra­dy­cje. Do tego cztery naj­więk­sze ówcze­sne okręty, a mia­no­wi­cie nisz­czy­ciel ORP Błyskawica i okręty pod­wodne OORP Sęp, Ryś i Żbik były pły­wa­ją­cymi świa­dec­twami histo­rii, o któ­rej posta­no­wiono zapo­mnieć.

  • Robert Rochowicz

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE