Mały okręt desan­towy

Maly okret desantowy nowego typu mial byc jednostka o niewiele mniejszej ladownosci niz ODS z lat 60. Te drugie mogly zabrac 5 lub maksymalnie 6 transporterow lub czolgow plywajacych, zas na ODM planowano prewozić 4 takie pojazdy czy nawet 6 w przypadku nowych BWP-1.

Maly okret desan­towy nowego typu mial byc jed­nostka o nie­wiele mniej­szej ladow­no­sci niz ODS z lat 60. Te dru­gie mogly zabrac 5 lub mak­sy­mal­nie 6 trans­por­te­row lub czol­gow ply­wa­ja­cych, zas na ODM pla­no­wano pre­wo­zić 4 takie pojazdy czy nawet 6 w przy­padku nowych BWP-1. Fot. WAF/zbiory NAC

Opisana w tym arty­kule jed­nostka nigdy nie została zbu­do­wana. Co wię­cej, jej plany nie wyszły poza fazę ogól­nej kon­cep­cji, a pro­gramy roz­woju pol­skiej Marynarki Wojennej na koniec XX wieku w zasa­dzie nie uwzględ­niały koniecz­no­ści jej posia­da­nia. Dziś ślad po niej zacho­wał się jedy­nie w doku­men­tach prze­cho­wy­wa­nych w Archiwum Wojskowym w Gdyni.

Lata 80., to czas gdy powstało kilka pla­nów moder­ni­za­cji tech­nicz­nej naszej floty, przy­go­to­wano także wiele pro­jek­tów jed­no­stek pły­wa­ją­cych, które miały pod­nieść biało-czer­wone ban­dery. Wśród prac, które nie docze­kały się reali­za­cji, było też kilka inte­re­su­ją­cych pro­po­zy­cji doty­czą­cych wymiany sprzętu w 2. Brygadzie Okrętów Desantowych (2.BOD) ze Świnoujścia.

Nowe kon­cep­cje trans­portu desantu

Na początku wspo­mnia­nej dekady trzon sił desan­to­wych naszej floty sta­no­wiły okręty śred­nie (ODS) rodziny proj. 770771 oraz kutry proj. 709M. Okres bez­piecz­nej ich eks­plo­ata­cji skoń­czyć się miał defi­ni­tyw­nie na początku lat 90. Był więc czas, aby sta­ran­nie prze­my­śleć potrzebę wymiany sprzętu, zapro­jek­to­wać jed­nostki i uru­cho­mić ich seryjną pro­duk­cję. Celem nad­rzęd­nym było co naj­mniej utrzy­ma­nie na dotych­cza­so­wym pozio­mie zdol­no­ści prze­wo­zo­wych ludzi i sprzętu 7. Łużyckiej Dywizji Desantowej (7.DDes) oraz zapew­nie­nie odpo­wied­niego wspar­cia ognio­wego pod­czas podej­ścia do nie­przy­ja­ciel­skich plaż. W począt­ko­wym okre­sie opra­co­wy­wa­nia kon­cep­cji (od mniej wię­cej połowy lat 70. do 1983 r.) usta­lono, że do końca lat 80. w służ­bie powinny poja­wić się: śred­nie okręty desan­towe (o ładow­no­ści do 10 czoł­gów pod­sta­wo­wych), małe okręty desan­towe (do 3 miejsc w ładowni dla pojaz­dów o masie do 40 t), kutry desan­towe (jedno sta­no­wi­sko w ładowni dla pojazdu mecha­nicz­nego), okręty wspar­cia ognio­wego i okręt dowo­dze­nia desan­tem. Ta wizja sze­ro­kiej gamy wyspe­cja­li­zo­wa­nych jed­no­stek nie­stety nie miała szans reali­za­cji. Oznaczała bowiem budowę zbyt wielu nowych okrę­tów i kutrów, na co nie pozwa­lały ani potrzeby floty w innych kla­sach jed­no­stek pły­wa­ją­cych, a z cza­sem także pogłę­bia­jący się kry­zys gospo­dar­czy pań­stwa.
Zbudowanie wszyst­kich wyżej wymie­nio­nych pod­klas środ­ków desan­to­wych ozna­cza­łoby zna­czące wzmoc­nie­nie moż­li­wo­ści prze­wo­zo­wych. Tymczasem lata 80. przy­nio­sły sporo zmian w przy­go­to­wa­niach do prze­pro­wa­dze­nia na Bałtyku potęż­nej mor­skiej ope­ra­cji desan­to­wej. W zamia­rach zaku­pów nowego sprzętu woj­sko­wego na obie pię­cio­latki tej dekady, do wymiany w pierw­szej kolej­no­ści wska­zy­wano sta­rze­jące się pod­sta­wowe wypo­sa­że­nie pod­od­dzia­łów „nie­bie­skich bere­tów”, a więc pły­wa­jące trans­por­tery opan­ce­rzone TOPAS, jak i czołgi pły­wa­jące PT-76. Problem w tym, że nie za bar­dzo dostrze­gano ich god­nych następ­ców. Na prze­ło­mie lat 70. i 80. poja­wiła się w Sztabie Generalnym Wojska Polskiego (SG WP) suge­stia, aby roz­wa­żyć zakup
w ZSRR trans­por­te­rów rodziny BTR. Szybko jed­nak z tego pomy­słu się wyco­fano. Uznano, że to sprzęt zbyt drogi (jak wszystko, co nie było pro­du­ko­wane w kraju), ponadto wyma­ga­łoby zasad­ni­czych zmian w struk­tu­rach orga­ni­za­cyj­nych puł­ków desan­to­wych ze względu na mniej­szą pojem­ność prze­działu trans­por­to­wego niż w TOPAS-ach. Albo więc trzeba byłoby zmniej­szyć liczeb­ność pod­od­dzia­łów dywi­zji, albo prze­wi­dzieć więk­szą liczbę nowych trans­por­te­rów. Oba roz­wią­za­nia na tym eta­pie pla­no­wa­nia nie wcho­dziły w grę. Na pierw­sze nie było zgody towa­rzy­szy z Moskwy, tym bar­dziej, że dywi­zją ten zwią­zek tak­tyczny był tylko z nazwy. De facto stany oso­bowe i sprzę­towe, struk­tura pułku oraz jed­no­stek wspar­cia były na pozio­mie bry­gady, i tak też była ona okre­ślana w pla­nach Zjednoczonego Dowództwa Sił Zbrojnych Układu Warszawskiego. To dru­gie roz­wią­za­nie z kolei ozna­cza­łoby koniecz­ność zwięk­sze­nia liczby posia­da­nych przez MW okrę­tów desan­to­wych. A trzeba też przy­po­mnieć, że już na początku lat 70. w SG WP zapa­dła decy­zja o rezy­gna­cji z budowy dla 2.BOD trze­ciego tuzina ODS-ów, tym razem według proj. 773.
W kolej­nych latach nie wra­cano już do pla­no­wa­nia zaku­pów dla „nie­bie­skich bere­tów” nowego, wysoce wyspe­cja­li­zo­wa­nego wypo­sa­że­nia. Później żoł­nie­rze w nie­bie­skich bere­tach jedyne czego się mogli spo­dzie­wać, to prze­su­nięć sprzętu w ramach zmian w innych związ­kach tak­tycz­nych, lub zakupu typów uzbro­je­nia wpro­wa­dza­nych w całej armii. Choć to też nie byłoby ani dla bry­gady, ani dla mary­na­rzy dobrym roz­wią­za­niem, bo pojem­ność prze­działu desantu trans­por­te­rów opan­ce­rzo­nych SKOT była mniej­sza niż TOPAS-ów.
Problem więc zosta­wiono, aż w poło­wie lat 80. roz­wią­zał się – można powie­dzieć – nie­mal sam, poprzez wyda­nie kilku kolej­nych decy­zji orga­ni­za­cyj­nych. Pierwszą, przede wszyst­kim for­malną, choć przy­go­to­wu­jącą grunt do dal­szych roszad, była zmiana nazwy. W lipcu 1986 r. dotych­cza­sowa 7. Dywizja Desantowa prze­isto­czyła się dość nie­spo­dzie­wa­nie w 7. Brygadę Obrony Wybrzeża. To co było nawet waż­niej­sze w nowej nazwie, to jej drugi człon suge­ru­jący zasad­ni­czą zmianę cha­rak­teru „nie­bie­skich bere­tów” z jed­nostki ofen­syw­nej na prze­zna­czaną do zadań obron­nych. Pewne odprę­że­nie w Europie oraz rychłe roz­po­czę­cie roz­mów o ogra­ni­cze­niu zbro­jeń kon­wen­cjo­nal­nych wobec nara­sta­ją­cej kolej­nej fazy kry­zysu gospo­dar­czego pań­stwa było jak naj­bar­dziej na rękę pla­ni­stom z SG WP. Na liście jed­no­stek obję­tych reduk­cjami zna­la­zła się bry­gada. Po restruk­tu­ry­za­cji jej siła ofen­sywna została mocno ogra­ni­czona. A w związku z tym rów­nież środki potrzebne do prze­pro­wa­dze­nia ope­ra­cji desan­to­wej mogły być mniej­sze.
Jak już wspo­mniano, siły 2.BOD w począt­ko­wych pla­nach na lata 80. nie były na liście prio­ry­te­tów do zmian. Postawiony waru­nek zacho­wa­nia zdol­no­ści prze­wo­zo­wych miał być decy­du­jący przy zama­wia­nej licz­bie nowych okrę­tów i kutrów. Nie ogra­ni­czał jed­nak kon­struk­to­rów w fazie two­rze­nia nowych pro­jek­tów. A doświad­czeń, które mogli wyko­rzy­stać było sporo.
Trzeba pamię­tać, że w pierw­szej poło­wie lat 80. w pro­duk­cji w dal­szym ciągu pozo­sta­wały jed­nostki eks­por­to­wej wer­sji roz­wo­jo­wej ODS proj. 773, które już w Stoczni Marynarki Wojennej w Gdyni (SMW) powsta­wały na zamó­wie­nie Indii. Trwała też pro­duk­cja dużych desan­tow­ców proj. 775 dostar­cza­nych flo­tom ZSRR. Układ kon­struk­cyjny tych dru­gich był począt­kowo roz­wa­żany dla następ­nej gene­ra­cji pol­skich ODS-ów, które otrzy­mały osta­tecz­nie numer proj. 767 Brzegówka. Polacy mieli także doświad­cze­nie w pro­jek­to­wa­niu i budo­wie kutrów desan­to­wych, choć w przy­padku jed­no­stek proj. 719 Marabut pokła­dane nadzieje w kon­struk­cji wyko­na­nej z two­rzyw sztucz­nych nie spraw­dziły się pod­czas codzien­nej eks­plo­ata­cji. Podejmowano też próby pro­duk­cji wła­snych podusz­kow­ców, ale po kilku latach prace w tym zakre­sie zostały wstrzy­mane. To wszystko dawało nadzieję na szyb­kie stwo­rze­nie nowych uda­nych kon­struk­cji.

  • Robert Rochowicz

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE