Magiczny do lata­nia

Magiczny do latania

Magiczny do lata­nia

Z Billie Flynnem, pilo­tem testo­wym na F-35, o moż­li­wo­ściach tego myśliwca i tym jak wygląda on na tle myśliw­ców 4. gene­ra­cji, roz­ma­wiają Jerzy Gruszczyński i Maciej Szopa.

Dlaczego piąta gene­ra­cja myśliw­ców jest taka wyjąt­kowa?
Ważne, żeby zro­zu­mieć ewo­lu­cję samo­lo­tów bojo­wych. F-16 to wspa­niały, straszny samo­lot. Ale czło­wiek nie może znieść wię­cej, niż to co ofe­ruje F-16. Pilot jest zajęty tymi wszyst­kimi ekra­nami, wyświe­tla­czami, heł­mem, HUD-em – ma wiele infor­ma­cji do prze­two­rze­nia. Z tego powodu samo­loty 4. gene­ra­cji nie mogą już osią­gnąć wię­cej. To pro­wa­dzi nas do myśliw­ców 5. gene­ra­cji. Mają one dwie prze­wagi: trud­no­wy­kry­wal­nośc i fuzja danych z sen­so­rów. Trudnowykrywalność ozna­cza, że nikt nie wie że ist­nie­jesz. Fuzja sen­so­rów, że ty widzisz wszystko co ist­nieje. Nie tylko to co widzi twoja sta­cja radio­lo­ka­cyjna, która jest skie­ro­wana do przodu. Widzisz wszystko w 360°.
Trudnowykrywalny samo­lot musi zostać tak zapro­jek­to­wany od początku. Nie może tylko przy­po­mi­nać go wyglą­dem i mieć spe­cy­ficzny kształt. Trzeba wypra­co­wać go od samego początku, a my ode­bra­li­śmy lek­cje z eks­plo­ata­cji F-117 i F-22. Całe paliwo F-35 jest prze­no­szone wewnątrz, to 8500 kg – wię­cej niż mogą prze­no­sić F-15 i F-16, nawet z zewnętrz­nymi zbior­ni­kami. Ma wewnątrz wszyst­kie sen­sory, a tur­bina jego sil­nika jest ukryta, tak że nie można jej zoba­czyć. Każda linia kadłuba ma spe­cy­ficzny geo­me­tryczny kształt, a masywny sil­nik zapew­nia 20 000 kG ciągu, to wię­cej niż jaki­kol­wiek sil­nik myśliwca na świe­cie.
Jak doj­rzały i spraw­dzony jest ten pro­gram?
Codziennie na świe­cie lata pra­wie 200 F-35, lata nimi ponad 300 pilo­tów i pra­cuje przy nich około 3 tys. tech­ni­ków i pra­cow­ni­ków fabrycz­nych. W tej chwili w róż­nych fazach pro­duk­cji znaj­duje się kolej­nych 125 F-35. Byliśmy z nimi w róż­nych miej­scach na świe­cie, być może nas widzie­li­ście w Wielkiej Brytanii czy Holandii na poka­zach lot­ni­czych. Moi kole­dzy wła­śnie wró­cili z trze­ciej tury testów na pokła­dzie lot­ni­skowca, inni wkrótce będą latać z pokładu nie­wiel­kiego lot­ni­skowca desan­to­wego Korpusu Piechoty Morskiej. Pierwszy japoń­ski F-35 już wzbił się w powie­trze, podob­nie pierw­sza maszyna izra­el­ska, którą dostar­czymy w tym roku. Przyspieszamy pro­duk­cję.
Czy może Pan coś powie­dzieć na temat hełmu z wyświe­tla­czem?
Hełm w F-35 to naj­bar­dziej fascy­nu­jący ele­ment. Wyświetla wszyst­kie dane potrzebne do lata­nia: pręd­kość, wyso­kość, kie­ru­nek i to gdzie znaj­dują się cele. Czerpie dane z sen­so­rów roz­miesz­czo­nych wszę­dzie naokoło samo­lotu. Kiedy patrzę na dół widzę zie­mię, tak jak Tony Stark w fil­mie „Ironman”. Na kadłu­bie samo­lotu roz­miesz­czono sześć kamer, wkom­po­no­wa­nych w pokry­cie samo­lotu. To one budują obraz w ter­mo­wi­zji, wszę­dzie gdzie tylko może popa­trzeć czło­wiek. Mamy sen­sory, jakich wcze­śniej nie było. Mamy sys­tem celow­ni­czy, zapro­jek­to­wany przez tych samych ludzi, któ­rzy wcze­śniej stwo­rzyli zasob­nik Sniper. Znajduje się w szkla­nym nosie na dzio­bie F-35.
Mówi się, że F-35 bar­dzo łatwo się lata.
Jest magiczny jeśli cho­dzi o lata­nie. Bardzo pro­sty. Możemy „oszu­ki­wać” samo­lot i robić manewry, któ­rych więk­szość innych maszyn po pro­stu nie potrafi. Nasza praca jako pilota to już nie tyle lata­nie samo­lo­tem, co kie­ro­wa­nie misją, odpa­la­nie poci­sków i zrzu­ca­nie bomb.

  • Jerzy Gruszczyński, Maciej Szopa

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE