Łowcy U-Bootów z DDR

Maly okret ZOP projektu 133.1 Parchim. Jednostki te i ich ulepszona wersja radziecka, okazaly sie udane. Niektóre sluza do dzis w Rosji oraz w Indonezji. W nowych, wolnorynkowych realiach chwalila sie nimi stocznia Peenewerft, ktora byla wówczas w rękach grupy P+S. Fot. P+S

Maly okret ZOP pro­jektu 133.1 Parchim. Jednostki te i ich ulep­szona wer­sja radziecka, oka­zaly sie udane. Niektóre sluza do dzis w Rosji oraz w Indonezji. W nowych, wol­no­ryn­ko­wych realiach chwa­lila sie nimi stocz­nia Peenewerft, ktora byla wów­czas w rękach grupy P+S. Fot. P+S

Korwety zwal­cza­nia okrę­tów pod­wod­nych pro­jektu 133.1, od pierw­szej jed­nostki znane jako typ Parchim, to przy­kład, że okręty bojowe w kra­jach demo­kra­cji ludo­wej można było budo­wać szybko i w dłu­gich seriach. Szkoda, że podob­nych jed­no­stek zabra­kło w pol­skiej flo­cie.

W nume­rze 6/2017 naszego mie­sięcz­nika przed­sta­wiona została histo­ria pol­skiej nie­mocy pro­jek­to­wej i budow­la­nej, innymi słowy męczar­nie przy two­rze­niu jed­no­stek prze­ciw­po­dwod­nych. Tymczasem u naszych sąsia­dów z zachodu nie dość, że w latach 60. w krót­kim cza­sie opra­co­wano plany i zbu­do­wano serię 12 inte­re­su­ją­cych ści­ga­czy proj. 12.4, to w latach 70. udało się przy­go­to­wać doku­men­ta­cję znacz­nie więk­szych i nowo­cze­śniej­szych kor­wet (for­mal­nie małych okrę­tów prze­ciw­po­dwod­nych – Kleines U-Bootabwehrschiff), które do służby w Volksmarine tra­fiły w latach 1981 – 1985. Gdy pol­scy stocz­niowcy zma­gali się z kadłu­bem nie­pra­wi­dłowo zwo­do­wa­nego przy­szłego dozo­rowca ORP Kaszub, ener­dow­scy mary­na­rze mieli już
w służ­bie 16 seryj­nych jed­no­stek podob­nej klasy…

Konsekwentna praca daje rezul­taty

Siły prze­ciw­po­dwodne przez cały okres ist­nie­nia Volksmarine dys­po­no­wały cie­ka­wymi jed­nost­kami, które poza ści­ga­czami proj. 201M (NATO: SO-1), zbu­do­wał wła­sny prze­mysł stocz­niowy, choć prak­tycz­nie wszyst­kie ele­menty uzbro­je­nia i nie­mal wszyst­kie wypo­sa­że­nia elek­tro­nicz­nego były pro­duk­cji radziec­kiej. To czym dys­po­no­wała dla porów­na­nia nasza flota może budzić tylko współ­czu­cie.
Pierwsze do zadań poszu­ki­wa­nia i zwal­cza­nia okrę­tów pod­wod­nych przy­sto­so­wano kutry zbu­do­wane w latach 1951 – 1953 w Yachtwerft w Berlinie. Ich głów­nym zada­niem było patro­lo­wa­nie gra­nic mor­skich nie­dawno powsta­łego pań­stwa wschod­nio­nie­miec­kiego.
Miały one 78 t wypor­no­ści przy dłu­go­ści 28,8 m. Początkowo uzbro­jono je w dwa poje­dyn­cze działka kal. 20 mm (Flak 38 były fak­tycz­nie Oerlikonami bry­tyj­skiej wojen­nej pro­duk­cji). Z cza­sem 10 kutrów wypo­sa­żono w sta­cję hydro­aku­styczną Tamir-10 i dwie rufowe zrzut­nie dla 12 bomb głę­bi­no­wych BB-1. Wykorzystywano je do szko­le­nia załóg w zada­niach ZOP, w per­spek­ty­wie mając prze­ję­cie znacz­nie więk­szych jed­no­stek.
Pierwsze ści­ga­cze z praw­dzi­wego zda­rze­nia Volksmarine otrzy­mała z ZSRR. Były to jed­nostki wspo­mnia­nego proj. 201M, któ­rych 12 sztuk prze­jęto pomię­dzy grud­niem 1959 a sierp­niem 1960 r. Znów więc nasi sąsie­dzi z zachodu dys­po­no­wali licz­niej­szym i nowo­cze­śniej­szym zespo­łem niż w tym cza­sie MW PRL.
Organizacja floty wschod­nio­nie­miec­kiej opie­rała się od początku funk­cjo­no­wa­nia o podział na flo­tylle, a w ich skła­dach bry­gady jed­no­stek poszcze­gól­nych klas. Pozyskane ści­ga­cze proj. 201M tra­fiły do 1. Flotylli bazu­ją­cej w Peenemünde oraz 4. Flotylli sta­cjo­nu­ją­cej w Warnemünde (w każ­dej po 6 jed­no­stek).
Ale na tym nie koniec. Ponieważ głów­nym wro­giem miały być roz­ra­sta­jące się siły Bundesmarine zde­cy­do­wano o szyb­kim uru­cho­mie­niu pro­duk­cji ści­ga­czy wła­snej kon­struk­cji. Ambitne plany zakła­dały stwo­rze­nie jed­nostki wypo­sa­żo­nej w tur­binę gazową, która miała zapew­niać dużą pręd­kość pod­czas polo­wa­nia na zanu­rzo­nego wroga. Ponieważ – podob­nie jak w Polsce – nowy napęd był wiel­kim wyzwa­niem dla kon­struk­to­rów, jed­nostka doświad­czalna proj. 12.1 weszła do służby dopiero w 1963 r., ale rów­no­cze­śnie wcie­lono też przed­se­ryjny ści­gacz ozna­czany jako wer­sja 12.3. Co cie­kawe, bada­nia i testy pro­wa­dzono bły­ska­wicz­nie i już z począt­kiem 1964 r. roz­po­częto budowę jed­no­stek seryj­nych, które otrzy­mały ozna­cze­nie 12.4 Hai (rekin). Dwanaście ści­ga­czy wcie­lono do służby pomię­dzy lip­cem 1965 a listo­pa­dem roku następ­nego. Razem więc siły ZOP Volksmarine liczyły 24 jed­nostki, każda była uzbro­jona w 4 pię­cio­ru­rowe wyrzut­nie rakie­to­wych bomb głę­bi­no­wych RBU-1200.
Po wcie­le­niu wszyst­kich jed­no­stek pro­jektu 12.4 star­sze typu 201M zostały for­mal­nie prze­su­nięte do 6. Brygady WOP (6 Grenzbrigade), ale z zacho­wa­niem zadań ZOP także w cza­sie „P”. Ich miej­sce we flo­tyl­lach zajęły „rekiny”, w któ­rych utwo­rzono dla nich dywi­zjony ści­ga­czy (U-Jägdabteilung).
Zbudowane w NRD ści­ga­cze były w swoim cza­sie uda­nymi jed­nost­kami. Ich układ kon­struk­cyjny był bar­dzo podobny do radziec­kich z serii typów 201 i 204, któ­rych cechą cha­rak­te­ry­styczną były 4 dzio­bowe wyrzut­nie RBU-1200. Wymiary i wypor­ność były odpo­wied­nie do peł­nie­nia służby na morzu zamknię­tym i w rejo­nach przy­brzeż­nych. Co cie­kawe, otrzy­mały one jako napęd dużych pręd­ko­ści dwie, opra­co­wane przez ener­dow­skich inży­nie­rów, tur­biny gazowe Pirna 0511 oraz kadłu­bową sta­cję hydro­lo­ka­cyjną KLA-58. Ich zapro­jek­to­wa­nie i zbu­do­wa­nie oka­zało się
w dal­szej per­spek­ty­wie spo­rym suk­ce­sem prze­my­słu wschod­nio­nie­miec­kiego. W krót­kim cza­sie udało się w NRD przy­go­to­wać kon­cep­cję, pro­jekty, zbu­do­wać jed­nostki doświad­czalne, przed­se­ryjną i seryjne z wła­snymi ele­men­tami wypo­sa­że­nia. Zostało to zauwa­żone cho­ciażby przez towa­rzy­szy radziec­kich, któ­rzy bacz­nie przy­glą­dali się wszyst­kim takim suk­ce­som osią­ga­nym w kra­jach demo­kra­cji ludo­wej i człon­kow­skich Układu Warszawskiego (UW).
Związek Radziecki od początku lat 50. naci­skał, aby kraje sate­lic­kie roz­wi­jały te gałę­zie prze­my­słu, które będą przy­datne w roz­woju mili­tar­nej potęgi bloku wschod­niego. Wobec w zasa­dzie cią­głego wyścigu zbro­jeń ich fabryki z tru­dem wyra­biały plany dostaw sprzętu do wła­snej armii, dla­tego też każdy zakład zdolny do pro­duk­cji czoł­gów, samo­lo­tów czy okrę­tów był mile widziany. Oczywiście w ramach uni­fi­ka­cji fabryki te wytwa­rzały przede wszyst­kim uzbro­je­nie na pod­sta­wie kupio­nych w ZSRR licen­cji, ale poja­wiały się także wyroby wła­snej myśli tech­nicz­nej. W dziale mor­skim począt­kowo prym w koope­ra­cji wio­dły stocz­nie pol­skie, ale NRD dość szybko nad­ro­biła dystans. Zaprojektowanie i uru­cho­mie­nie w latach 60. pro­duk­cji seryj­nej kil­ku­na­stu typów okrę­tów spra­wiło, że dowódz­two radziec­kiej floty przy­chyl­niej zaczęło patrzeć na zacie­śnie­nie współ­pracy wła­śnie z prze­my­słem wschod­nio­nie­miec­kim. Pod koniec lat 60. na nara­dach w Zjednoczonym Dowództwie Sił Zbrojnych UW przy­jęto reko­men­da­cje roz­woju tech­niki mor­skiej na kolejne dekady. Polska w ramach „podziału tortu” otrzy­mała przy­sło­wiowe zie­lone świa­tło do dal­szego roz­woju okrę­tów desan­to­wych, spe­cjal­nych oraz tra­łow­ców z kadłu­bami z two­rzyw sztucz­nych. Z kolei NRD miało zająć się nowymi pro­jek­tami lek­kich jed­no­stek ude­rze­nio­wych. Czyli każdy dostał w zasa­dzie to, z czym do tej pory radził sobie i były wymierne efekty w postaci goto­wych okrę­tów.

  • Robert Rochowicz

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE