Kronprinz Wilhelm w kor­sar­skiej służ­bie

Kronprinz Wilhelm – jeden ze słynnych  „czterokominowców” ze szczecińskiego Vulcana. Fot. archiwum redakcji

Kronprinz Wilhelm – jeden ze słyn­nych „czte­ro­ko­mi­now­ców” ze szcze­ciń­skiego Vulcana. Fot. archi­wum redak­cji

Kolejnym nie­miec­kim „pasa­żer­skim” kor­sa­rzem w I woj­nie świa­to­wej był Kronprinz Wilhelm (14 908 BRT, arma­tor Norddeutscher Lloyd z Bremy i Bremerhaven), który po rocz­nej służ­bie zasły­nął w 1902 r. zdo­by­ciem Błękitnej Wstęgi – tytułu za naj­szyb­sze prze­pły­nię­cie Atlantyku z Europy do Ameryki. Tuż przed wybu­chem kon­fliktu ten, rów­nież jak Kaiser Wilhelm der Grosse, nieco wysłu­żony (wod. 1901 r.) trans­atlan­tyk przy­był 22 lipca 1914 r. z Bremerhaven do Hoboken w sta­nie New Jersey w USA, gdzie przy­go­to­wy­wał się do powrotu do ojczy­zny. Jednak 2 sierp­nia nie­miecki atta­ché mor­ski w Nowym Jorku, kmdr por. Karl Boy-Ed, pole­cił kapi­ta­nowi „pasa­żera” jak naj­szyb­ciej wypły­nąć na morze i przy­go­to­wać jed­nostkę do wojny.

3 sierp­nia na sta­tek dotarła wia­do­mość o groź­bie wojny mię­dzy Niemcami a Wielką Brytanią i Francją. Ponieważ kapi­tan jed­nostki, Burghard Wilhelmi, był na urlo­pie, dowódz­two trans­atlan­tyka pod­czas tego rejsu objął pierw­szy ofi­cer, Kurt Grahn. Na jego roz­kaz zała­do­wano na Kronprinza wię­cej paliwa niż mógł on wziąć. Zazwyczaj było to mak­sy­mal­nie 4420 t, a w tym przy­padku 6000 t węgla. Stąd bogato zdo­biony duży salon statku stał się maga­zy­nem tego paliwa. Oficjalnie Grahn kazał ogło­sić, że jed­nostka wraca do Bremerhaven.
Jeszcze 3 sierp­nia wie­czo­rem Kron-prinz Wilhelm wyszedł z Nowego Jorku z zada­niem spo­tka­nia się na morzu z krą­żow­ni­kiem lek­kim Karlsruhe, do któ­rego doszło rano 6 sierp­nia na pozy­cji 25°26’N, 72°36’W. Statek pod­jął z okrętu uzbro­je­nie i 15 mary­na­rzy róż­nych spe­cjal­no­ści oraz nowego dowódcę. Tym uzbro­je­niem były tylko 2 armaty kal. 88 mm z 290 nabo­jami, ponadto kara­bin maszy­nowy, 36 kara­bi­nów Mauser 98k i kilka pisto­le­tów. Obie armaty kal. 88 mm umiesz­czono na dzio­bie, gdzie miały pola ostrzału z grub­sza pod kątem pół­peł­nym z obu burt. Komendę nad jed­nostką objął ofi­cer nawi­ga­cyjny Karlsruhe, 31-letni kpt. mar. Paul Wolfgang Thierfelder. Dotychczasowy kapi­tan statku, Kurt Grahn, został pierw­szym ofi­ce­rem. Z kolei część załogi wiel­kiego parowca została zabrana przez Karlsruhe. W trak­cie spo­tka­nia nie­miec­kie jed­nostki zostały zasko­czone przez bry­tyj­ski
krą­żow­nik pan­cerny Suffolk. Kronprinz i Karlsruhe natych­miast się roz­łą­czyły odpły­wa­jąc w prze­ciw­nych kie­run­kach, a Suffolk podą­żył za Karlsruhe, gdyż Brytyjczycy uznali, że krą­żow­nik jest bar­dziej nie­bez­pieczny od wiel­kiego, acz­kol­wiek uzbro­jo­nego statku pasa­żer­skiego, jakim był Kronprinz. Jednak Karlsruhe osią­ga­jący pręd­kość 28 w. łatwo uszedł Suffolkowi, mogą­cemu roz­wi­nąć co naj­wy­żej 23 w.. Niepokojony Kronprinz – jako „Hilfskreuzer C” – 6 sierp­nia pod­jął kor­sar­skie dzia­ła­nia na środ­ko­wym Atlantyku.

Początek rajdu

Korsarz udał się na kolejne spo­tka­nie, które nastą­piło 17 (lub 18) sierp­nia koło São Miguel – głów­nej wyspy por­tu­gal­skich Azorów, z nie­miec­kim paro­wym frach­tow­cem Walhalla (3913 BRT). Ten sta­tek 1 sierp­nia wyru­szył z Las Palmas z 2500 t węgla dla okrętu. Po prze­ję­ciu ładunku przez krą­żow­nik pomoc­ni­czy, Walhalla zabrała kilku człon­ków jego załogi nie pod­le­ga­ją­cych służ­bie woj­sko­wej i powró­ciła do portu wyj­ścia. 21 sierp­nia na kor­sa­rzu wykryto „śle­pego” pasa­żera. Był to 15-letni Niemiec, który ukrył się na parowcu, aby speł­nić swe marze­nia o służ­bie na wiel­kim statku. Ponieważ nie można było się go pozbyć, otrzy­mał on funk­cję sygna­li­sty, a za swą wzo­rową służbę został póź­niej odzna­czony Krzyżem Żelaznym II klasy. Kronprinz począt­kowo dzia­łał na tra­sie mię­dzy Wyspami Kanaryjskimi a Wyspami Zielonego Przylądka, gdzie miały pły­nąć statki z por­tów bra­zy­lij­skich i argen­tyń­skich, ale nie napo­tkał żad­nej jed­nostki. Dlatego też 27 sierp-nia Thierfelder naka­zał uda­nie się na wody u ujścia Amazonki.

  • Rafał Mariusz Kaczmarek

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE