Krążowniki Leipzig i Nürnberg

Nürnberg w Kanale Kilońskim. Dobrze widoczne są najbardziej rzucające się różnice między nimi: większa nadbudówka dziobowa i katapulta dla wodnosamolotu (okręt miał ją od razu) za kominem.

Nürnberg w Kanale Kilońskim. Dobrze widoczne są naj­bar­dziej rzu­ca­jące się róż­nice mię­dzy nimi: więk­sza nad­bu­dówka dzio­bowa i kata­pulta dla wod­no­sa­mo­lotu (okręt miał ją od razu) za komi­nem.

Po trzech mie­sią­cach dzia­łań bojo­wych, na początku grud­nia 1939 r., U‑Booty miały już na kon­cie zato­pie­nie lot­ni­skowca Courageous, pan­cer­nika Royal Oak i wielu stat­ków. W porów­na­niu z nimi bry­tyj­skie okręty pod­wodne, mające co prawda dużo mniej­sze moż­li­wo­ści zna­le­zie­nia celów i dowód­ców muszą­cych pamię­tać o ści­słym prze­strze­ga­niu prawa mię­dzy­na­ro­do­wego, wypa­dały blado – jedy­nym posła­nym przez nie na dno okrę­tem był patro­lo­wiec pomoc­ni­czy. Na naj­wyż­szych szcze­blach Admiralicji mocno pożą­dano więc dotkli­wego ciosu, który zada­łaby Niemcom któ­raś z jed­no­stek Submarine Service.

Brytyjski okręt pod­wodny Salmon, nale­żący do 1. Flotylli, prze­rzu­co­nej z Morza Śródziemnego w paź­dzier­niku 1939 r., opu­ścił 2 grud­nia Harwich, roz­po­czy­na­jąc swój drugi rejs bojowy. Dwa dni potem, dotarł­szy do rejonu patro­lo­wego na połu­dniowy zachód od nor­we­skiego Kristiansandu, z nasta­niem dnia zszedł pod wodę. Niewiele się działo aż do 13:30 – wtedy to, po kolej­nym pod­nie­sie­niu pery­skopu, peł­niący wachtę por. Wykeham-Martin, dzięki dobrej tego dnia widzial­no­ści, zauwa­żył w oddali obiekt, który uznał za U‑Boota. Poleciwszy ope­ra­to­rowi azdyku wytę­żyć słuch, szybko docze­kał się mel­dunku, że z tego samego namiaru dobie­gają słabe odgłosy pracy „szyb­kich” śrub.
Wezwany do cen­trali dowódca Salmona, kpt. mar. Edward O. Bickford, rzu­ciw­szy okiem przez pery­skop zgo­dził się ze swoim zastępcą. W prze­rwach mię­dzy komen­dami alarmu bojo­wego, manew­ro­wymi (roz­ka­zał odbić ostro w lewo i dać całą naprzód na sil­ni­kach elek­trycz­nych) i dla obsługi wyrzutni tor­pe­do­wych, wyja­śnił mu, że roz­po­czął atak na U‑Boota idą­cego kur­sem około 350°, a więc na Atlantyk. O 13:55, po kolej­nych manew­rach, Bickford miał odda­la­jący się cel w pra­wej ćwiartce dzio­bo­wej okrętu. Odległość – jakieś 5000 m – nie zachę­cała do strzału, jed­nak naj­now­sze roz­kazy Admiralicji pozwa­lały odda­wać do U‑Bootów nawet pełne salwy. Rozkazał więc opróż­nić wszyst­kie 6 wyrzutni na dzio­bie, wypusz­cza­jąc co 7 s tor­pedę Mk VIII** nasta­wioną na zasięg mak­sy­malny (6400 m), pręd­kość 40 w. i głę­bo­kość biegu 2,5 m. Przywarty do oku­laru pery­skopu widział, że nie wszystko idzie dobrze – ucie­ka­jące z rur powie­trze zabu­rzało wodę przed dzio­bem, a do chwili, gdy utrata trymu pozba­wiła go moż­li­wo­ści obser­wa­cji celu, zauwa­żył wysko­cze­nie jed­nego poci­sku nad powierzch­nię.
Leipzig na zdjęciu z okresu po 1936 r., o czym świadczy obecność katapulty. Wodnosamolot pokładowy na niej to maszyna typu Heinkel He-60C.

Leipzig na zdję­ciu z okresu po 1936 r., o czym świad­czy obec­ność kata­pulty. Wodnosamolot pokła­dowy na niej to maszyna typu Heinkel He-60C.

O 13:59 pery­skop odzy­sku­ją­cego rów­no­wagę Salmona wyszedł nad wodę w samą porę, by Bickford ujrzał jak U‑Boot roz­pada się na kawałki, wyla­tu­jące kil­ka­dzie­siąt metrów w górę. Gdy jego wynu­rzony okręt dotarł na miej­sce, gdzie roz­le­wała się plama paliwa, nie było kogo rato­wać – pły­wały tam tylko szczątki, jedno ciało i kami­zelka ratun­kowa. Bickford uznał wyła­wia­nie jej jako dowodu zwy­cię­stwa za zbędne, nie zamie­rzał też zbyt długo pozo­sta­wać na powierzchni, więc po prze­cię­ciu plamy roz­ka­zał o 14:16 zejść pod wodę.
U‑Bootem, pierw­szym na liście ofiar bry­tyj­skich okrę­tów pod­wod­nych, był U‑36, jed­nostka typu VII A pod komendą kmdr. ppor. Wilhelma Fröhlicha, mająca na kon­cie trzy statki, zato­pione nota­bene z pełną dba­ło­ścią o bez­pie­czeń­stwo ich załóg. Warto dodać, że 17 wrze­śnia, pod­czas dru­giego rejsu bojo­wego, okręt ten zatrzy­mał do kon­troli duń­ski frach­to­wiec N.J.Ohlsen (819 BRT) i będący w pobliżu Seahorse, jed­nostka sio­strzana Salmona, wyko­rzy­stał to. Niemcy mieli wów­czas wiel­kie szczę­ście, bo jedna z trzech wystrze­lo­nych wów­czas tor­ped prze­szła tuż pod stępką U‑Boota. Salwa Salmona, oddana na przy­bli­żo­nej pozy­cji 57°00’N‑05°20’E, zakoń­czyła trzeci rejs bojowy U‑36, z któ­rym zgi­nęło 40 ludzi.
12 grud­nia okręt Bickforda, będący w nie­od­le­głym miej­scu, napo­tkał o 9:30 idący z dużą pręd­ko­ścią kur­sem 140°, poma­lo­wany na szaro ogromny sta­tek pasa­żer­ski z dwoma niskimi, sze­ro­kimi komi­nami. Nie było wąt­pli­wo­ści, że to nie­miecki Bremen (51731 BRT)1, więc – mając wyraźny roz­kaz ata­ko­wa­nia tylko okrę­tów – dowódca Salmona wypa­try­wał na nim jakie­goś uzbro­je­nia. Bezskutecznie, więc pole­cił wyjść na powierzch­nię, roz­ka­zu­jąc przy­go­to­wać do uży­cia wyrzut­nie i obsa­dzić armatę pokła­dową. Nadawany aldi­sem sygnał żąda­jący zasto­po­wa­nia nie przy­niósł pożą­da­nego rezul­tatu i armata miała wła­śnie oddać strzał ostrze­gaw­czy, gdy poja­wiła się łódź lata­jąca Luftwaffe. Zmuszony do zanu­rze­nia alar­mo­wego Bickford osta­tecz­nie uznał, że eskorta powietrzna nie uspra­wie­dli­wia ataku na tego rodzaju jed­nostkę, tym bar­dziej, że nie zdą­żył jej ostrzec strza­łem. W swoim rapor­cie napi­sał też o braku instruk­cji na taki wypa­dek i poczu­ciu zwią­za­nia pra­wem mię­dzy­na­ro­do­wym. Rozmawiając ze swym przy­ja­cie­lem, dowódcą Snappera, przy­znał jed­nak, że led­wie zdo­łał nie ulec poku­sie zaata­ko­wa­nia słyn­nego statku.
Zaraz po poin­for­mo­wa­niu dowódz­twa o zda­rze­niu, Bickford posta­no­wił zmie­nić „nie­zdrowe” wobec zdra­dze­nia swej pozy­cji oto­cze­nie. Skierował więc Salmona na połu­dniowy zachód, ku Great Fisher Bank, zamie­rza­jąc tam poszu­kać któ­re­goś z U‑Bootów, o któ­rych mówiły mel­dunki lot­ni­cze. Ta decy­zja przy­nio­sła mu kolejny suk­ces.

Dwa ostat­nie

Na mocy trak­tatu wer­sal­skiego naj­więk­szymi okrę­tami floty poko­na­nych Niemiec było 6 pan­cer­ni­ków i 6 krą­żow­ni­ków pan­cer­no­po­kła­do­wych; po dwie jed­nostki w każ­dej z tych kate­go­rii mogły być w rezer­wie. Wszystkie ze względu na wiek i zuży­cie wyco­fano ze służby czyn­nej jesz­cze przed koń­cem I wojny świa­to­wej. Na ewen­tu­alne nowe okręty trak­tat nało­żył ogra­ni­cze­nia jako­ściowe, w przy­padku krą­żow­ni­ków wypor­ność kon­struk­cyjna (nor­malna) nie mogła prze­kra­czać 6000 t, a kali­ber armat 150 mm. Pozwalał jed­nak wymie­niać stare po prze­kro­cze­niu przez nie 20 lat służby, co ozna­czało moż­li­wość roz­po­czę­cia tego pro­cesu już w 1920 r.
W 1921 r., mogąc zastą­pić Ariadne, Niemcy poło­żyli stępkę pod Emdena, nie­wiele róż­nią­cego się od okrę­tów zasi­la­ją­cych Kaiserliche Marine pod koniec wojny. Potem „góra” Reichsmarine uznała, że kolejne krą­żow­niki muszą być jak naj­no­wo­cze­śniej­sze, by dorów­ny­wać bry­tyj­skim i fran­cu­skim, które nie pod­le­gają limi­tom. Trójka jed­no­stek typu K (Karlsruhe, Köln i Königsberg) otrzy­mała więc lekką, w więk­szo­ści spa­waną kon­struk­cję, napęd mie­szany (tur­biny parowe dla uzy­ski­wa­nia pręd­ko­ści mak­sy­mal­nej i sil­niki wyso­ko­prężne do eko­no­micz­nej) oraz 9 armat kal. 150 mm w trzech wie­żach, co czy­niło je sil­niej uzbro­jo­nymi od podob­nych okrę­tów.
W ramach roku budże­to­wego 1927 ujęto środki na Kreuzer E, zastę­pu­jący Amazone. W trak­cie prac kon­cep­cyj­nych posta­no­wiono popra­wić typ K, co osta­tecz­nie ozna­czało zmiany układu napę­do­wego, inne roz­miesz­cze­nie wież armat­nich, wzmoc­nie­nie kon­struk­cji kadłuba (m.in. poprzez jesz­cze szer­sze zasto­so­wa­nie spa­wa­nia elek­trycz­nego) i korekty opan­ce­rze­nia. Modyfikacje napędu uwi­docz­niły się zewnętrz­nie w przej­ściu na jeden sze­roki komin, gru­pu­jący prze­wody dymne z sze­ściu a nie ośmiu kotłów, które zajęły parami trzy prze­działy pod nim. Dwa zespoły tur­bin sys­temu Parsonsa, bez czę­ści dla pręd­ko­ści mar­szo­wej, zna­la­zły się we wspól­nym prze­dziale za nimi. W kolej­nym ulo­ko­wane zostały cztery 7‑cylindrowe sil­niki wyso­ko­prężne firmy MAN, obra­ca­jące wałem cen­tral­nym, któ­rego śruba (jej płaty mogły być usta­wiane w cho­rą­giewkę, by zmniej­szyć opór hydro­dy­na­miczny) nada­wała okrę­towi pręd­kość eko­no­miczną. Wspomniane tur­biny, wpra­wia­jące w ruch wały zewnętrzne poprzez jed­no­stop­niowe prze­kład­nie reduk­cyjne, odpo­wia­dały za pręd­kość mak­sy­malną. Obecność wału cen­tral­nego pocią­gnęła za sobą rezy­gna­cję z pawę­żo­wego zakoń­cze­nia rufy na rzecz zaokrą­glo­nego w rzu­cie z góry szpica, z nawi­sem w rzu­cie bocz­nym. Zmiany w kon­struk­cji kadłuba pozwo­liły na zwięk­sze­nie zapasu mazutu dla kotłów i oleju napę­do­wego dla sil­ni­ków.
Osobliwością arty­le­rii głów­nej na okrę­tach typu K było to, że wieże rufowe ulo­ko­wano asy­me­trycz­nie – B znaj­do­wała się bli­żej lewej burty, a C bli­żej pra­wej (teo­re­tycz­nie, przy opusz­czo­nych sten­gach masztu dzio­bo­wego, pozwa­lało to na strze­la­nie z nich ku dzio­bowi). Wobec uzna­nia, że jed­nak dużo bar­dziej praw­do­po­dobne w ewen­tu­al­nym wyko­rzy­sta­niu bojo­wym będą ucieczki niż pościgi, Kreuzer E otrzy­mał wieże w „tra­dy­cyj­nym” ukła­dzie, w płasz­czyź­nie syme­trii wzdłuż­nej kadłuba. Jego cięż­kie uzbro­je­nie plot. miały two­rzyć 4 armaty kal. 88 mm L/75, podwój­nie sprzę­żone na pod­sta­wach C/25. Ponieważ pod­stawy nie spraw­dziły się pod­czas testów na Kölnie, posta­no­wiono nowy okręt uzbroić w dwie poje­dyn­cze armaty tego samego kali­bru, ale o krót­szej lufie (L/45). Dołożono do tego 4 sta­no­wi­ska podwój­nie sprzę­żo­nych dzia­łek kal. 37 mm i 4 poje­dyn­cze działka kal. 20 mm. Uzbrojenie tor­pe­dowe pozo­stało takie samo jak na typie K (12 wyrzutni rucho­mych, w ukła­dzie 4xIII, 12 tor­ped zapa­so­wych), zacho­wano moż­li­wość zabie­ra­nia iden­tycz­nej liczby min (120).
Zmiany w opan­ce­rze­niu objęły głów­nie wieże – ich płyty czo­łowe pogru­biono z 30 do 80, dachy i płyty tylne z 20 do 32 (gru­bość boków pozo­stała taka sama), a bar­bety z 30 do 60 mm. Drobnym mody­fi­ka­cjom pod­dane zostały pas bur­towy i pokład, ten drugi pochy­lał się na sko­sach przy­bur­to­wych, któ­rych nie było na jed­nost­kach typu K. Kreuzer E był pierw­szym krą­żow­ni­kiem nie­miec­kim, w któ­rego pro­jek­cie od razu ujęta została kata­pulta dla wod­no­sa­mo­lotu, ulo­ko­wana mię­dzy pomo­stem bojo­wym a komi­nem. Ze względu na treść jed­nego z posta­no­wień trak­tatu wer­sal­skiego, zamon­to­wano ją dopiero w 1936 r.
Kontrakt na budowę nowego krą­żow­nika otrzy­mała pań­stwowa Stocznia Marynarki Wojennej (Marinewerft) w Wilhelmshaven, roz­po­częto ją 18 kwiet­nia 1928 r. Wodowanie Leipziga, bo taką nazwę otrzy­mał „Ersatz Amazone”, odbyło się dokład­nie pół­tora roku póź­niej (w rocz­nicę bitwy pod Lipskiem), a jego wej­ście do służby w Reichsmarine nastą­piło 8 paź­dzier­nika 1931 r.
W tym cza­sie Niemcy nie­mal prze­stali się przej­mo­wać wer­sal­skimi ogra­ni­cze­niami i w dowódz­twie Reichsmarine zaczęto myśleć o pro­jek­cie krą­żow­nika „waszyng­toń­skiego”. Ponieważ jego opra­co­wa­nie musiało potrwać, osta­tecz­nie zapa­dła decy­zja, by kon­ty­nu­ować ewo­lu­cję typu K. Kreuzer F (Ersatz Nymphe) miał być powięk­szo­nym (wzrost wypor­no­ści do 8000 t) warian­tem Leipziga, uwzględ­nia­ją­cym dane wywia­dow­cze o naj­now­szych bry­tyj­skich krą­żow­ni­kach lek­kich (typ Town). Ostatecznie jed­nak zmiany wcale nie poszły daleko. Największą mody­fi­ka­cją w opan­ce­rze­niu było zmniej­sze­nie gru­bo­ści ścian sta­no­wi­ska dowo­dze­nia bojo­wego (ze 100 do 60 mm), w new­ral­gicz­nych miej­scach zasto­so­wano stal nie­har­to­waną Wotan hart (Wotan twardy, Wh). Armaty w lekko zmie­nio­nych wie­żach otrzy­mały uno­wo­cze­śnione mecha­ni­zmy, arty­le­rię śred­nią utwo­rzyły 4 sta­no­wi­ska podwój­nie sprzę­żo­nych armat kal. 88 mm, ulo­ko­wane po dwa przy bur­tach na śród­o­krę­ciu, uzbro­je­nie mało­ka­li­browe, tor­pe­dowe i minowe pozo­stało takie samo. Inna była nato­miast kon­struk­cja pomo­stu bojo­wego (mostek admi­ral­ski i ste­rówka zostały prze­su­nięte ku pod­sta­wie masztu), a kata­pulta (zain­sta­lo­wana od razu) zna­la­zła się za komi­nem.

  • Wojciech Holicki

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE