Klęska ope­ra­cji Rimau

Motorised Submersible Canoe, czyli „spiaca slicznotka” zanurza sie do akcji. Fot. Western Australian Museum

Motorised Submersible Canoe, czyli „spiaca slicz­notka” zanu­rza sie do akcji. Fot. Western Australian Museum

Ekspansja mili­tarna Japonii, roz­po­częta pod koniec 1941 r., przy­nio­sła Imperium Brytyjskiemu dotkliwe straty tery­to­rialne. We względ­nie krót­kim cza­sie w ręce Japończyków dostały się: Hongkong, Półwysep Malajski, Singapur oraz Birma. Wobec szczu­pło­ści swo­ich sił Brytyjczycy skło­nili się ku ope­ra­cjom spe­cjal­nym. Miały one sta­no­wić sygnał goto­wo­ści Imperium do dzia­ła­nia na tere­nach zaję­tych przez Japończyków. Dużą rolę w tym zakre­sie ode­grały akcje wymie­rzone w siły mor­skie wroga.

Pierwszą tego rodzaju akcją była prze­pro­wa­dzona we wrze­śniu 1943 r. ope­ra­cja „Jaywick”. W jej ramach bry­tyj­scy i austra­lij­scy koman­dosi prze­pły­nęli na kutrze Krait z zatoki Broken Bay w połu­dniowo-wschod­niej Australii w oko­lice Singapuru. Wyładowali sprzęt na jed­nej z wysp i na roz­kła­da­nych kaja­kach prze­byli około 50 km, po czym wdarli się nocą do sin­ga­pur­skiego portu. Przymocowali miny magne­tyczne do kadłu­bów sta­cjo­nu­ją­cych tam jed­no­stek, a następ­nie ewa­ku­owali się na kuter i powró­cili nim do Australii. Rezultaty ope­ra­cji były bar­dzo obie­cu­jące: koman­dosi zdo­łali zato­pić sie­dem stat­ków, nie pono­sząc przy tym strat wła­snych.
Ów suk­ces, będący pochodną sta­ran­nego przy­go­to­wa­nia, boha­ter­stwa żoł­nie­rzy (oraz cał­ko­wi­tego zasko­cze­nia Japończyków), natchnął bry­tyj­skie Dowództwo Operacji Specjalnych (SOE) do zapla­no­wa­nia akcji podob­nej, lecz już na inną skalę.

Planowanie

Dowództwo Operacji Specjalnych w Australii (SOA), współ­dzia­ła­jące z SOE, opra­co­wało kolejny plan. Operacja „Hornbill” – bo taki kryp­to­nim jej nadano – zakła­dała opa­no­wa­nie wysp Natuna (odda­lo­nych od Singapuru o ok. 600 km) i zało­że­nie tam taj­nej bazy wypa­do­wej. Do raj­dów na tereny wroga (w tym na Indochiny i Singapur), miały być wyko­rzy­sty­wane trzy moto­rowe dżonki. Dla pod­kre­śle­nia sojusz­ni­czego cha­rak­teru przed­się­wzię­cia, w ope­ra­cję byłyby także zaan­ga­żo­wane siły Wolnych Francuzów. Niestety, pro­blemy tech­niczne i nie­sna­ski mię­dzy Aliantami poskut­ko­wały zanie­cha­niem uru­cho­mie­nia tego rodzaju ope­ra­cji.
Z planu „Hornbill” pozo­stały tylko nie­które ele­menty, jed­nak wciąż skła­dały się one w sumie na dzia­ła­nie o więk­szym zasięgu niż prze­pro­wa­dzona wcze­śniej akcja „Jaywick”.
Między ope­ra­cją „Jaywick” a pla­no­waną akcją (nadano jej kryp­to­nim „Rimau” – w języku malaj­skim słowo to ozna­cza tygrysa) było kilka zasad­ni­czych róż­nic. Pierwsza odno­siła się do roz­mia­rów przed­się­wzię­cia – w „Rimau” miało wziąć udział około 20 koman­do­sów, co w zamy­śle pla­ni­stów skut­ko­wa­łoby poten­cjal­nie więk­szymi stra­tami zada­nymi wro­gowi. Po dru­gie, w celu pod­wyż­sze­nia poziomu bez­pie­czeń­stwa ope­ra­cji, trans­port koman­do­sów z Australii w oko­lice Singapuru miał się odbyć z wyko­rzy­sta­niem okrętu pod­wod­nego. Po trze­cie wresz­cie, do ataku zamie­rzano użyć spe­cjal­nej broni – mowa tu o „pod­wod­nych kaja­kach moto­ro­wych” (Motorised Submersible Canoe), zwa­nych też „śpią­cymi ślicz­not­kami” (Sleeping Beauty).
Warto poświę­cić nieco miej­sca temu spe­cy­ficz­nemu sprzę­towi. Prace nad kaja­kiem pod­wod­nym roz­po­częły się w 1942 r., a ich kon­struk­cja została opra­co­wana przez mjr. Hugh Reevesa, inży­niera i wyna­lazcę słu­żą­cego w taj­nym ośrodku badaw­czym SOE (Station IX). Jednoosobowy pojazd – zgod­nie ze swoją nazwą – przy­po­mi­nał kajak, róż­nił się od niego wszakże swoją szcze­gólną wła­ści­wo­ścią w postaci zdol­no­ści do zanu­rza­nia się (i wynu­rza­nia), posia­da­niem wła­snego napędu oraz mate­ria­łem, z któ­rego był zbu­do­wany (sta­lowy kadłub i alu­mi­niowe czę­ści wypo­sa­że­nia).
Tak jak w „kla­sycz­nym” kajaku, ope­ra­tor sie­dział przo­dem do kie­runku jazdy, ale był prze­su­nięty ku tyłowi. Patrząc od dziobu, kadłub skła­dał się z try­mo­wego zbior­nika bala­sto­wego, sek­cji bate­rii, głów­nych zbior­ni­ków bala­sto­wych i zbior­ni­ków ze sprę­żo­nym powie­trzem (usy­tu­owa­nych koło nóg ope­ra­tora), kok­pitu (na który skła­dały się wskaź­niki i prze­łącz­niki na desce roz­dziel­czej oraz wolant pozwa­la­jący na kon­tro­lo­wa­nie zarówno kie­runku jazdy, jak i głę­bo­ko­ści), osłony kabiny (na któ­rej były zamon­to­wane rów­nież kom­pas, głę­bo­ko­ścio­mierz i wskaź­nik ciśnie­nia powie­trza), miej­sca sie­dzą­cego dla ope­ra­tora, zbior­nika wypor­no­ścio­wego umiesz­czo­nego tuż za tym miej­scem oraz komory sil­nika, który był usy­tu­owany pod tym zbior­ni­kiem. Kajak był wypo­sa­żony w stery kie­runku i głę­bo­ko­ści oraz w trój­skrzy­dłową śrubę napę­dową.
Wymiary kajaka były nastę­pu­jące: dłu­gość – 3850 mm, sze­ro­kość – 685 mm, wyso­kość – 787 mm, masa – 279 kg (z wypo­sa­że­niem, bez ope­ra­tora). Napęd był zapew­niony przez 4 bate­rie 6 V oraz elek­tryczny sil­nik 24 V o mocy 0,5 KM. Umożliwiało to poru­sza­nie się pojazdu z mak­sy­malną pręd­ko­ścią 4,4 węzła i zapew­niało zasięg około 30 Mm przy pręd­ko­ści 3 w..
Operator kajaka pod­wod­nego miał na sobie kom­bi­ne­zon nur­kowy firmy Dunlop, zapro­jek­to­wany do pracy nur­ko­wej na małych głę­bo­ko­ściach. Oddychanie pod wodą zapew­niał apa­rat tle­nowy Siebe, Gorman & Co. Amphibian Mk II. Pozwalał on na pracę na mak­sy­mal­nej głę­bo­ko­ści około 9 m oraz naj­dłu­żej przez dwie godziny. Dodatkowo ope­ra­tor zabie­rał ze sobą ładunki wybu­chowe (lim­pet mines), które w fazie ataku miał umo­co­wy­wać na kadłu­bie statku lub okrętu.

  • Marcin Gubała

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE