Katori, Kashima i Kashii – szkolna trójka Japońskiej Cesarskiej Floty

MIO_1_2015_katori
Od 6 do 10 sierp­nia 2013 r. miesz­kańcy Trójmiasta mieli nie­zwy­kłą oka­zję zwie­dze­nia trzech okrę­tów Japońskich Morskich Sił Samoobrony, które zawi­nęły do Gdyni z wizytą kur­tu­azyjną. Było to wyda­rze­nie szcze­gólne, bowiem nigdy wcze­śniej w pol­skim por­cie nie gościł żaden okręt Kraju Kwitnącej Wiśni. Jednym z nich była jed­nostka szkolna – Kashima. Warto zwró­cić uwagę na fakt, że jest ona spad­ko­biercą nazwy innego okrętu o tym prze­zna­cze­niu z okresu II wojny świa­to­wej, który nale­żał do trójki typu Katori, zapro­jek­to­wa­nych i zbu­do­wa­nych spe­cjal­nie do celów kształ­ce­nia kadr mary­nar­skich i ofi­cer­skich mają­cych peł­nić służbę na jed­nost­kach dyna­micz­nie roz­wi­ja­ją­cej się Japońskiej Cesarskiej Floty.

Okręty szkolne Cesarskiej Floty do 1937 roku

Początki szkol­nic­twa mor­skiego w Japońskiej Cesarskiej Flocie się­gają 1869 r., w któ­rym to doszło do kilku decy­du­ją­cych dla dal­szych losów Nipponu zda­rzeń. Rok wcze­śniej na tro­nie zasiadł nowy cesarz Mutsuhito prze­no­sząc sie­dzibę wład­ców kraju z Kioto do Edo, które prze­mia­no­wane zostało na Tokio i stało się ofi­cjalną sto­licą Japonii. Od tego momentu można dato­wać począ­tek gwał­tow­nego pro­cesu zmian w jej pań­stwo­wo­ści. Zmian doty­czą­cych pra­wie każ­dej dzie­dziny życia, w tym także armii i mary­narki wojen­nej. Po zakoń­cze­niu wojny domo­wej w czerwcu 1869 r. i tym samym ery pano­wa­nia szo­gu­natu rodu Tokugawa, nie­mal natych­miast przy­stą­piono do struk­tu­ral­nej reor­ga­ni­za­cji floty.

Podobnie jak wiele innych reform mili­tar­nych miała ona odby­wać się na wzór wysoko roz­wi­nię­tych i uprze­my­sło­wio­nych kra­jów zachod­nich. Podstawą roz­woju floty miał stać się nie­ba­wem rodzący się dopiero wła­sny prze­mysł stocz­niowy. Jednak nie geneza potęgi Cesarskiej Floty jest tema­tem naszego arty­kułu, a kwe­stia jej szkol­nic­twa mor­skiego. W związku z wpro­wa­dzaną od 1869 reor­ga­ni­za­cją, 22 paź­dzier­nika tr. utwo­rzona została Szkoła Kadr Morskich zlo­ka­li­zo­wana w sto­licy. Zdawano sobie w pełni sprawę z faktu, że dla pla­no­wa­nych nowych okrę­tów, coraz nowo­cze­śniej­szych i zara­zem coraz bar­dziej skom­pli­ko­wa­nych tech­nicz­nie, a także coraz licz­niej­szych, nie­zbędne będą dobrze wyszko­lone kadry zarówno ofi­cer­skie, jak i mary­nar­skie. Szkoła mor­ska była przed­się­wzię­ciem niezbędnym.

Co warta byłaby jed­nak sama pla­cówka bez odpo­wied­nich moż­li­wo­ści szko­le­nia i ćwi­czeń na praw­dzi­wych okrę­tach w morzu. I tak, 23 marca prze­ka­zano jej kano­nierkę 3. klasy Chiyodagata. Była to nie­wielka jed­nostka wojenna o wypor­no­ści zale­d­wie 142 t, zbu­do­wana w latach 1861 – 1863 w małej stoczni Ishikawajima, która z cza­sem wyro­sła na poten­tata. Następnym okrę­tem szkol­nym Szkoły Kadr Morskich, która 25 grud­nia 1870 r. zmie­niła swoją nazwę na Kaigun Heigakuryo, co można by dość swo­bod­nie prze­tłu­ma­czyć jako… Biuro Naukowe Morskiej Taktyki Wojennej stała się trzy­masz­towa kano­nierka Fujiyama Kan (znana także jako Fuji). Był to już więk­szy okręt, o wypor­no­ści 1000 t, zbu­do­wany spe­cjal­nie dla Szoguna w Nowym Jorku
w latach 1863 – 1864 i prze­ka­zany Japonii 20 maja 1868 r.

Otwierająca się w tym cza­sie na świat feu­dalna Japonia, która z roku na rok dyna­micz­nie roz­bu­do­wy­wała swoją flotę wojenną mającą zapew­nić bez­pie­czeń­stwo żeglu­dze han­dlo­wej, potrze­bo­wała nowych, dobrze wyszko­lo­nych kadr ofi­cer­skich i mary­nar­skich dla obsa­dze­nia nowych okrę­tów wojen­nych. Akademia Marynarki, otwarta w sierp­niu 1888 r. i zlo­ka­li­zo­wana w pobliżu Kure na wyspie Etajima uży­wała wiele okrę­tów będą­cych naj­czę­ściej sta­rymi i wysłu­żo­nymi jed­nost­kami odda­wa­nymi przez flotę zamiast na złom, wła­śnie do jej dys­po­zy­cji. W okre­sie do wybu­chu I wojny świa­to­wej dys­po­no­wała ona 9 okrę­tami szkol­nymi, wśród któ­rych znaj­do­wało się 7 pod­sta­rza­łych krą­żow­ni­ków pan­cer­nych Yakumo, Azuma, Asama, Tokiwa, Izumo, Iwate i Aso (ex‑ros. Bajan) oraz 2 krą­żow­niki pan­cer­no­po­kła­dowe Sōya (ex‑ros. Warjag) i Kasagi. Okręty te prze­trwały w służ­bie szko­le­nio­wej okres I wojny i wszystko wska­zy­wało na to, że w więk­szo­ści dotrwają – mimo zaawan­so­wa­nego wieku – do końca lat 30. XX w.

Wprawdzie Japończycy przy­go­to­wali w 1933 r. plan zastą­pie­nia czę­ści z nich trzema sto­sun­kowo nowymi krą­żow­ni­kami lek­kimi typu Kuma, rzecz jasna po sto­sow­nej prze­bu­do­wie każ­dego, to jed­nak pro­gram ten nie został zre­ali­zo­wany. Wyznaczone do tego celu Kuma, Tama i Kitakami miały być prze­obra­żone na okręty szkolne. Na taką decy­zje miał wpływ wynik poro­zu­mień kon­fe­ren­cji lon­dyń­skiej z 1930 r. Chodziło o to, aby „uszczu­plić” przy­na­leżny Japonii tonaż w kla­sie krą­żow­ni­ków lek­kich dla budo­wa­nych wła­śnie dwóch kolej­nych – Suzuya i Kumano. Kiedy Japończycy z koń­cem 1934 r. pod­jęli decy­zję o wyco­fa­niu się z wszyst­kich dotych­cza­so­wych posta­no­wień trak­ta­to­wych, trzy okręty typu Kuma pozo­sta­wiono w linii, a pro­jekt prze­ka­za­nia ich do szko­le­nia upadł osta­tecz­nie w 1937 r.

W tym okre­sie japoń­skie dowódz­two floty zda­wało sobie sprawę, że kształ­ce­nie kadr dla okrę­tów wcho­dzą­cych do służby na prze­sta­rza­łych i wysłu­żo­nych jed­nost­kach szkol­nych nie zapewni wła­ści­wego poziomu umie­jęt­no­ści prak­tycz­nych zało­gom przy­szłych nabyt­ków Cesarskiej Floty. W tej sytu­acji pod­jęta została decy­zja o zapro­jek­to­wa­niu od pod­staw i zbu­do­wa­niu kilku zupeł­nie nowych jed­no­stek zdol­nych do odby­wa­nia dale­kich rej­sów oce­anicz­nych i szko­le­nia pod­cho­rą­żych oraz kade­tów w warun­kach jak naj­bar­dziej zbli­żo­nych do bojowych.

Projekt i budowa nowych okrę­tów szkol­nych typu Katori

Sztab Marynarki sfor­mu­ło­wał wstępne wyma­ga­nia dla nowych okrę­tów szkol­nych, według któ­rych każdy miał cecho­wać się wypor­no­ścią stan­dar­dową w gra­ni­cach 5800 ts, pręd­ko­ścią 18 w., a co naj­waż­niej­sze miały być tak zapro­jek­to­wane, aby można było zakwa­te­ro­wać na każ­dym z nich po 375 pod­cho­rą­żych lub kade­tów, 200 ofi­ce­rów nawi­ga­cyj­nych, 100 ofi­ce­rów mecha­ni­ków, 50 ofi­ce­rów admi­ni­stra­cji i 50 leka­rzy. Okręty o takiej wypor­no­ści i odpo­wied­niej licz­bie kabin miesz­kal­nych (i w ogóle kwa­ter w postaci wie­lo­oso­bo­wych kubry­ków), siłą rze­czy wiel­ko­ścią musiały odpo­wia­dać krą­żow­ni­kom. Od początku jed­nak nie pla­no­wano wyko­rzy­sta­nia ich jako jed­no­stek bojo­wych, dla­tego też ogra­ni­czone uzbro­je­nie i wypo­sa­że­nie pokła­dowe miało jedy­nie zapew­nić wła­ściwy poziom szko­le­nia i przy­go­to­wa­nia do służby na innych okrętach.

  • Grzegorz Nowak

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE