Karabin prze­ciw­pan­cerny Mk 1 Boys kal. 13,97 mm

Karabin-przeciwpancerny-mk-1-boys. Chińscy żołnierze z jednostki Kuomintangu podczas ćwiczeń z karabinem ppanc. Boys; prowincja Junnan, 1944 r. Znany jest co najmniej jeden przypadek efektywnego użycia przez stronę chińską Boysów przeciw japońskim pojazdom pancernym. Chodzi o nocne starcie podczas Japońskiej operacji „I-Go”, gdy w nocnej zasadzce pod Chongyangdian w prowincji Henan, zaatakowano 4/5 kwietnia 1945 r. pododdział z japońskiej 3. DPanc. Tyle źródła chińskie (tajwańskie), w których poza wzmianką o zniszczeniu kilku czołgów przeciwnika wspomina się także o śmierci dowódcy japońskiego pododdziału pancernego. Tyle, że w rzeczywistości wzmiankowaną miejscowość zdobyto nie 6 (źródła tajwańskie) a podczas nocnego rajdu pancernego z 11/12 kwietnia. Miasto faktycznie opanowano z użyciem czołgów i towarzyszącego im pododdziału piechoty zmotoryzowanej, które w nocy wdarły się do niego. Była to kompania zwiadowcza w sile 12 czołgów lekkich Typ 95 Ha-Go (1. Kompania z oddziału rozpoznawczego 3. DPanc) i – według strony japońskiej, w starciu nie poniosła strat.

Chińscy żoł­nie­rze z jed­nostki Kuomintangu pod­czas ćwi­czeń z kara­bi­nem ppanc. Boys; pro­win­cja Junnan, 1944 r. Znany jest co naj­mniej jeden przy­pa­dek efek­tyw­nego uży­cia przez stronę chiń­ską Boysów prze­ciw japoń­skim pojaz­dom pan­cer­nym. Chodzi o nocne star­cie pod­czas Japońskiej ope­ra­cji „I‑Go”, gdy w noc­nej zasadzce pod Chongyangdian w pro­win­cji Henan, zaata­ko­wano 45 kwiet­nia 1945 r. pod­od­dział z japoń­skiej 3. DPanc. Tyle źró­dła chiń­skie (taj­wań­skie), w któ­rych poza wzmianką o znisz­cze­niu kilku czoł­gów prze­ciw­nika wspo­mina się także o śmierci dowódcy japoń­skiego pod­od­działu pan­cer­nego. Tyle, że w rze­czy­wi­sto­ści wzmian­ko­waną miej­sco­wość zdo­byto nie 6 (źró­dła taj­wań­skie) a pod­czas noc­nego rajdu pan­cer­nego z 1112 kwiet­nia. Miasto fak­tycz­nie opa­no­wano z uży­ciem czoł­gów i towa­rzy­szą­cego im pod­od­działu pie­choty zmo­to­ry­zo­wa­nej, które w nocy wdarły się do niego. Była to kom­pa­nia zwia­dow­cza w sile 12 czoł­gów lek­kich Typ 95 Ha-Go (1. Kompania z oddziału roz­po­znaw­czego 3. DPanc) i – według strony japoń­skiej, w star­ciu nie ponio­sła strat.

19 wrze­śnia 1931 roku. Stolica Mandżurii, Mukden. Chiński gar­ni­zon nie­mal bez walki opusz­cza mia­sto uni­ka­jąc kon­fron­ta­cji z dep­czą­cymi mu po pię­tach Japończykami z Shimamoto Butai. Japońska kawa­le­ria zaj­muje rynek i koszary Kuomintangu. Piechota por. Komoto wpada do maga­zy­nów zbro­jowni. Tam kon­ster­na­cja. Marszałek Zhang Xueliang, naj­po­tęż­niej­szy war­lord Mandżurii, kazał wywieźć swoim ludziom każdą sztukę prze­cho­wy­wa­nej tam broni. Penetrujący arse­nał pie­chu­rzy z II. Batalionu 1. Samodzielnej Jednostki Garnizonowej wra­cają na plac z pustymi rękami.

Czekający na nich kore­spon­dent tokij­skiego „Mainichi Shimbun” opusz­cza gotowy do ujęć apa­rat foto­gra­ficzny nie kry­jąc roz­cza­ro­wa­nia. Jeszcze rano był pewien, że przed zmierz­chem wyśle moco­daw­com swo­jego dzien­nika rolki filmu z uwiecz­nio­nymi na nich chiń­skimi arma­tami i kara­bi­nami maszy­no­wymi. Zdjęcia wyto­czo­nego na plac ape­lowy sprzętu były by świet­nym uko­ro­no­wa­niem gaze­to­wych nagłów­ków gło­szą­cych nowy try­umf cesar­skiej armii. A tu bieda… Nie ma czego foto­gra­fo­wać!

Kimura z rezerwą lustruje „zdo­bycz­nego” osła, któ­rego grzbiet jakiś dow­cip­niś prze­wią­zał flagą Kuomintangu. Z rezy­gna­cją oce­nia czy warto uwiecz­nić zwie­rzę w obiek­ty­wie ku chwale cesar­skiej armii. Żołnierze nara­dzają się chwilę mię­dzy sobą. Kilku z nich znika ponow­nie w cze­lu­ści budynku, by wró­cić po chwili tar­ga­jąc coś nie bez wysiłku.

A to się nada? – szcze­rząc w uśmie­chu zęby poka­zują przed­miot przy­po­mi­na­jący raczej armatę, niż kara­bin ręczny. Korespondent Kimura ma przed oczami chiń­ski musz­kiet z począt­ków dyna­stii Qing (1644−1912) długi na pra­wie trzy metry.

Porucznik Gene Becker w roli instruktora z US Army nadzorujący ćwiczenia chińskich strzelców z jednostki Kuomintangu podczas prowadzenia ognia z karabinów ppanc. Boys; prowincja Junnan, kwiecień 1944 r. Według oficjalnych danych do kwietnia 1945 r. Amerykanie w ramach Lend-Lease wysłali siłom Kuomintangu 6129 karabinów ppanc. Boys. Z tego 4179 dotarło do Chińczyków a resztę – 1950, utracono podczas transportu. Wraz z nimi dostarczono także 1886 bazook oraz 1182 armat ppanc. M3 kal. 37 mm (z wysłanych 1432 egz.; 250 stracono w transporcie).

Porucznik Gene Becker w roli instruk­tora z US Army nad­zo­ru­jący ćwi­cze­nia chiń­skich strzel­ców z jed­nostki Kuomintangu pod­czas pro­wa­dze­nia ognia z kara­bi­nów ppanc. Boys; pro­win­cja Junnan, kwie­cień 1944 r. Według ofi­cjal­nych danych do kwiet­nia 1945 r. Amerykanie w ramach Lend-Lease wysłali siłom Kuomintangu 6129 kara­bi­nów ppanc. Boys. Z tego 4179 dotarło do Chińczyków a resztę – 1950, utra­cono pod­czas trans­portu. Wraz z nimi dostar­czono także 1886 bazook oraz 1182 armat ppanc. M3 kal. 37 mm (z wysła­nych 1432 egz.; 250 stra­cono w trans­por­cie).

Kimura jest zachwy­cony. Każe żoł­nie­rzom pozo­wać z musz­kie­tem w tle, który pre­zen­tuje się zna­ko­mi­cie. Do takiej broni paso­wałby ktoś o postu­rze Chewbacci z „Gwiezdnych wojen” a nie drobny, azja­tycki strze­lec. Ale wła­śnie o taką dys­pro­por­cję cho­dzi foto­gra­fowi! Zdjęcie tra­fia na roz­kła­dówkę naj­bliż­szego numeru gazety. Jej czy­tel­nicy mogą prze­czy­tać, że: pozba­wieni wyobraźni, głupi Chińczycy zatrzy­mali kara­bin na wypo­sa­że­niu swego gar­ni­zonu z zamia­rem jego uży­cia prze­ciw japoń­skim czoł­gom! Słynny chiń­ski kara­bin prze­ciw­pan­cerny z Mukdenu na długo zapada w wyobraź­nię Japończyków jako syno­nim bez­rad­no­ści wro­giej armii…

Mitsuhiko Kimura nie zbiera lau­rów za zro­bione zdję­cie. Ginie krótko po jego wyko­na­niu prze­cięty serią z kara­binu maszy­no­wego. Spust broni naci­ska japoń­ski lot­nik. Być może zmy­lony bły­skami fle­sza, lub chiń­ską flagą na grzbie­cie grzecz­nie sto­ją­cego osła bie­rze zgro­ma­dzony na placu oddziałza jed­nostkę Kuomintangu …Karabiny ppanc. Boys – ile ich Japończycy zdo­byli Półwysep Malajski. Singapur. 10 lat póź­niej. Gdyby żył, pechowy repor­ter japoń­skiego dzien­nika był by zachwy­cony. Jego kole­dzy zdo­byli nie jeden a bli­sko kil­ka­set kara­bi­nów prze­ciw­czoł­go­wych dużego kali­bru. Flesze apa­ra­tów nie bły­skały w ich stronę tylko dla­tego, że poza kara­bi­nami ppanc. zagar­nięto rów­nie wielką liczbę dział i pojaz­dów pan­cer­nych budzą­cych więk­sze emo­cje.

W samym tylko Singapurze kapi­tu­lu­jący bry­tyj­ski gar­ni­zon prze­ka­zał oddzia­łom japoń­skim łącz­nie 248 kara­bi­nów prze­ciw­pan­cer­nych Boys kal. 13,97 mm. W tej licz­bie zna­la­zło się 171 egzem­pla­rzy w pełni spraw­nej broni a 45 sztuk wyma­gało drob­nych napraw rusz­ni­kar­skich. 20 kara­bi­nów zostało uzna­nych przez Japończyków za uszko­dzone, lub zużyte z zazna­cze­niem jed­nak, że nadają się do dal­szej eks­plo­ata­cji. Jednocześnie w ok. 20 kara­bi­nach stwier­dzono brak zam­ków. Ani jed­nej sztuki nie skre­ślono z ewi­den­cji ze względu na jej stan, za to 12 egzem­pla­rzy broni prze­ka­zano z miej­sca do użytku w japoń­skich pod­od­dzia­łach. I tu mała dygre­sja: nawet jeśli istot­nie cesar­skim strzel­com oddano w lutym-marcu 1942 r. jedy­nie tuzin Boysów pocho­dzą­cych z „sin­ga­pur­skiej” zdo­by­czy, w jed­nost­kach mają­cych za sobą kam­pa­nię malaj­ską posia­dano ich chyba w tym cza­sie znacz­nie wię­cej. Gdy bowiem osta­tecz­nie pod­li­czono „dobra” zagar­nięte w Singapurze wyszło, że do 21 kwiet­nia 1942 r. japoń­skie jed­nostki liniowe „pobrały” 10 894 szt. naboi 0,55 cala prze­wi­dzia­nych dla Boysów. Tak wielki pobór amu­ni­cji suge­ro­wałby, że eks-bry­tyj­skich kara­bi­nów ppanc. „cho­mi­ko­wano” w cesar­skich pod­od­dzia­łach znacz­nie wię­cej niż tuzin.
W przy­go­to­wa­nym w czerwcu 1942 r. rapor­cie pod­su­mo­wu­ją­cym uzbro­je­nie zdo­byte w Singapurze auto­rzy doku­mentu zale­cali prze­ka­za­nie 228 Boysów cesar­skim jed­nost­kom
prze­wi­dzia­nym do służby gar­ni­zo­no­wej na obsza­rze Półwyspu Malajskiego (tzw. Raport Numaguchiego i Akiyamy, cz. 1, s. 9).

W armii cesar­skiej broń tego typu okre­ślano ofi­cjal­nie jako: 13,7 Miri Taisensha-Ju: Miri – mm, Taisensha – prze­ciw­czoł­gowy (sen­sha – czołg), Ju – kara­bin. W swej nie­wy­szu­ka­nej for­mie broń figu­ro­wała, więc w japoń­skich ozna­cze­niach jako: Przeciwczołgowy Karabin kal. 13 mm.

Japończycy zdo­byli przy tym kara­biny prze­ciw­pan­cerne dwóch wer­sji roz­wo­jo­wych. Zarówno pier­wot­nej – z okrą­głym hamul­cem wylo­to­wym i poje­dyn­czym wspor­ni­kiem, jak i broni pod­da­nej mody­fi­ka­cjom po kam­pa­nii fran­cu­skiej 1940 r., kiedy to wpro­wa­dzono hamu­lec spłasz­czony z otwo­rami wier­co­nymi wzdłuż ścia­nek bocz­nych, oraz dwój­nóg zapo­ży­czony z rkm Bren.

Wydaje się jed­nak, że organa decy­zyjne w cesar­skiej armii oce­niły przy­dat­ność kara­bi­nów typu Boys raczej scep­tycz­nie. Brak bowiem broni tego typu wśród zesta­wie­nia uzbro­je­nia pie­choty alianc­kiej prze­sła­nego do Japonii mię­dzy grud­niem 1941 r. a majem 1942 r. tytu­łem testów. Przy czym warto zazna­czyć, że w trans­por­tach tych zna­lazł się olbrzymi wachlarz naj­róż­niej­szych typów broni strze­lec­kiej a wśród nich m.in. 3 nie­miec­kie pisto­lety maszy­nowe MP 38, lub MP 40, czy 2 kara­biny maszy­nowe MG 34…

Możliwe, że na kry­tyczną ocenę kara­binu miało wpływ jego legen­darne „kop­nię­cie” pod­czas strzału tym bar­dziej pro­ble­ma­tyczne dla drob­nych z natury Japończyków. Niemniej w linii mieli wła­sny odpo­wied­nik, Typ 97 kal. 20 mm, będący nawet bro­nią (teo­re­tycz­nie) samo­pow­ta­rzalną, który stwa­rzał strzel­cowi podobne pro­blemy.

Amunicji prze­ciw­pan­cer­nej kal. 13,97 mm sto­so­wa­nej w kara­bi­nach Boys zdo­byto sto­sun­kowo dużą ilość: 360 494 szt.1. Doliczono się także ok. 70 000 maga­zyn­ków prze­wi­dzia­nych każdy na 5 naboi i wkła­da­nych do broni od góry. Doszło tym samym do kurio­zal­nej sytu­acji. Wiosną 1942 r. Japończycy posia­dali do bry­tyj­skich kara­bi­nów ppanc. po ok. 280 maga­zyn­ków oraz po ponad 1440 sztuk naboi na każdy zdo­byty egzem­plarz Boysa! Równolegle bry­tyj­skie sek­cje kara­bi­nów ppanc. w jed­nost­kach ścią­ga­nych pośpiesz­nie (głów­nie z Indii) na bir­mań­ski teatr dzia­łań dys­po­no­wały odpo­wied­nio zapa­sem 6 – 4 maga­zyn­ków na kara­bin w strze­lec­kich kom­pa­niach angiel­skich i 4 – 2 maga­zyn­kami w kom­pa­niach indyj­skich. Tymczasem zgod­nie z eta­tem sama tylko 2‑osobowa sek­cja kara­binu ppanc. powinna była trans­por­to­wać wraz z bro­nią 45 sztuk amu­ni­cji.

Katastrofalne braki w sprzę­cie i uzbro­je­niu, jakie odno­to­wano w bry­tyj­skich for­ma­cjach bro­nią­cych Birmy można jesz­cze zro­zu­mieć mając na uwa­dze zaska­ku­jąco szyb­kie zakoń­cze­nie kam­pa­nii malaj­skiej, mają­cej w zało­że­niu bry­tyj­skich szta­bow­ców na odpo­wied­nio długo zwią­zać siły japoń­skie. Ale, gdy wcze­śniej, w grud­niu 1941 r. w sin­ga­pur­skiej bazie maga­zy­no­wano olbrzy­mie ilo­ści amu­ni­cji prze­ciw­pan­cer­nej kal. 0,55 cala, oddzia­łom linio­wym ope­ru­ją­cym w polu zapasy amu­ni­cji tego typu wyczer­pały się po dwóch tygo­dniach walk2.

Już na początku kam­pa­nii malaj­skiej nie­które pod­od­działy indyj­skie prze­szły na stronę japoń­ską, ewen­tu­al­nie pod­dały się tej ostat­niej bez walki prze­ka­zu­jąc siłom cesar­skim całe posia­dane uzbro­je­nie, w tym rów­nież kara­biny ppanc. Boys. Najbardziej spek­ta­ku­larny tego typu przy­pa­dek sta­no­wiła kapi­tu­la­cja całego I. Batalionu 14. Pułku Pendżabskiego. Kapitan Singh Mohan, Hindus peł­niący obo­wiązki zastępcy dowódcy bata­lionu pod­dał się ze swo­imi ludźmi oto­czony w dżun­gli ok. 30 mil na wschód od miej­sco­wo­ści Alor Setar3. Kapitulację przy­jął mjr Iwaichi Fujiwara, dowódca słyn­nej jed­nostki wywia­dow­czej F‑Kikan mówiący tro­chę w jed­nym z narze­czy hindi i będący wów­czas sze­fem wywiadu 15. Armii japoń­skiej.

Mohan zdał wów­czas Japończykom przy­pusz­czal­nie 10 – 12 kara­bi­nów ppanc. Boys. Jego pod­ko­mendni dys­po­no­wali przy tym do kara­bi­nów tego typu mini­mal­nym zapa­sem amunicji4.
Boysy pozy­ski­wano rów­nież drogą demon­tażu z porzu­co­nych pojaz­dów. Na szla­kach pra­wie 900-kilo­me­tro­wego odwrotu od Jitry po Singapur zdo­byto na Brytyjczykach bli­sko 200 pojaz­dów pan­cer­nych. Większość sta­no­wiły gąsie­ni­cowe trans­por­tery opan­ce­rzone w wer­sji Universal Carrier, z któ­rych część była uzbro­jona m.in. w kara­biny prze­ciw­pan­cerne. Dalsze wozy wer­sji Bren i Universal Carrier zdo­byto, co prawda w nie­po­rów­ny­wal­nie mniej­szej ilo­ści, pod­czas inwa­zji na Birmę.

Także w samym Singapurze prze­jęto m.in. sprzęt pan­cerny nale­żący do 3. Pułku Kawalerii Rozpoznawczej ope­ru­ją­cego w ramach indyj­skiej 11. DP. Składało się nań m.in. 16 samo­cho­dów pan­cer­nych Marmon-Harrington Mk III, z któ­rych w dniu prze­ka­za­nia maszyn Japończykom, 13 uzbro­jo­nych było (każdy) w 1 – 2 kara­biny maszy­nowe Vickers 7,7 mm oraz kara­bin ppanc. Boys 13,97 mm. W efek­cie w listo­pa­dzie 1942 r., Mohan Singh, już jako major, sto­jący na czele indyj­skich for­ma­cji two­rzo­nych przy boku armii japoń­skiej mógł zor­ga­ni­zo­wać zalą­żek jed­nostki pan­cer­nej. Na jej uzbro­je­niu znaj­do­wało się 13 trans­por­te­rów Bren Carrier oraz 14 wozów pan­cer­nych innych typów, w tym kilka ACV-IP Mk II A uzbro­jo­nych m.in. w kara­biny ppanc. kal. 13,97mm5.

Boysy zdo­byto rów­nież po zła­ma­niu oporu jed­no­stek K.N.I.L. (Koninklijk Nederlands Indisch Leger, dalej KNIL). Po zakoń­cze­niu kam­pa­nii na Jawie i pod­li­cze­niu zagar­nię­tego na wyspie uzbro­je­nia oka­zało się, że pozy­skano 15 Boysów. Wszystkie były uszko­dzone, lub nie­kom­pletne (z reguły bra­ko­wało zam­ków), nie­mniej 14 napra­wiono a tylko jeden zezło­mo­wano. Co cie­kawe, Japończycy naj­pew­niej myl­nie ziden­ty­fi­ko­wali tych kil­ka­na­ście kara­bi­nów, jako wypro­du­ko­wa­nych w Australii (tzw. Raport Nr 68, s. 100).

Brytyjskie kara­biny ppanc. kal. 13,97 mm zdo­byto także na oddzia­łach chiń­skiego Kuomintangu, który pewną ilość egzem­pla­rzy broni tego typu otrzy­mał drogą lot­ni­czą w poło­wie 1943 r. od… armii ame­ry­kań­skiej wymie­nia­ją­cej Boysy na wpro­wa­dzane do użytku bazo­oki. Były to kara­biny pro­duk­cji kana­dyj­skiej ze zmie­nio­nym hamul­cem wylo­to­wym pro­jektu firmy Solothurn, rączką do prze­no­sze­nia zamon­to­waną przed komorą zam­kową i doda­nym dwój­no­giem. Prawdopodobnie dwa Boysy tej wer­sji zdo­byli Japończycy rów­nież w wyniku ame­ry­kań­skiego rajdu na Wyspę Makin
w sierp­niu 1942 r.6.

Kilka kara­bi­nów ppanc. zagar­nięto także na Czinditach z 77. Brygady Indyjskiej pod­czas zapo­cząt­ko­wa­nego w lutym 1943 r. rajdu z ich udzia­łem, który prze­to­czył się po cen­tral­nej Birmie. Karabiny pozy­skano z prze­ję­tych, bry­tyj­skich zrzu­tów spa­do­chro­no­wych, gdyż porzu­caną broń Czindici dokład­nie nisz­czyli a następ­nie zako­py­wali, lub, w miarę moż­li­wo­ści topili.

  • Jarosław Jabłoński

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE