Jedyny na świe­cie pro­du­cent sil­nika pomoc­ni­czego do Dreamlinera!

Pratt & Whitney AeroPower Rzeszów. Raoul Popescu, wiceprezes Zarządu Pratt & Whitney Rzeszów ds. serwisu i remontów APU, dyrektor zarządzający zakładu silników i remontów – zakładu nr 2. Fot. PW AeroPower

Raoul Popescu, wice­pre­zes Zarządu Pratt & Whitney Rzeszów ds. ser­wisu i remon­tów APU, dyrek­tor zarzą­dza­jący zakładu sil­ni­ków i remon­tów – zakładu nr 2. Fot. PW AeroPower

Z Raoulem Popescu pre­ze­sem zarządu firmy Pratt & Whitney Aero Power Rzeszów o jej poten­cjale w zakre­sie budowy sil­ni­ków pomoc­ni­czych, per­spek­ty­wach i miej­scu na mapie „Doliny Lotniczej”, roz­ma­wia Jerzy Gruszczyński.

Pratt & Whitney Aero Power Rzeszów to cie­kawa firma, zaj­mu­jąca się nowo­cze­snymi tech­no­lo­giami pomoc­ni­czych jed­no­stek napę­do­wych dla lot­nic­twa, jed­nak sze­rzej w naszym kraju nie­znana. Jak zaczęła się wasza dzia­łal­ność w Polsce?
Nasza firma to część grupy United Technologies Corporation (UTC), która wcze­śniej pro­du­ko­wała sil­niki pomoc­ni­cze w zakła­dach w San Diego, w Kalifornii. W 2002 r. UTC kupiło zakłady WSK „PZL-Rzeszów” S.A., a w 2009 r. pod­jęło decy­zję o tym, że w Polsce będą powsta­wały nie tylko czę­ści do sil­ni­ków, ale także całe jed­nostki napę­dowe. Zdecydowaliśmy się zacząć od sil­ni­ków pomoc­ni­czych, bo wszyst­kie doty­czące ich pro­cesy mon­to­wa­nia, moni­to­ro­wa­nia jako­ści i zaku­powe, są podobne jak w przy­padku sil­ni­ków głów­nych. Zaczynaliśmy w budynku nale­żą­cym do WSK „PZL-Rzeszów” S.A. (obec­nie Pratt & Whitney Rzeszów), jako osobna firma Hamilton Sundstrand Poland Sp. z o.o. (obec­nie Pratt & Whitney AeroPower Rzeszów), któ­rej prze­zna­cze­niem miał być mon­taż i remonty sil­ni­ków pomoc­ni­czych.
Kto jest Państwa klien­tem?
W 2011 r. odda­li­śmy nasz pierw­szy sil­nik. Miał bar­dzo dobre wyniki i klienci byli zado­wo­leni z jako­ści i ter­mi­no­wo­ści dostawy. Odtąd naszymi osta­tecz­nymi odbior­cami są firmy Airbus, Boeing i Embraer. Jeśli cho­dzi zaś o remon­tową stronę naszej dzia­łal­no­ści to mamy kon­takty z liniami lot­ni­czymi na całym świe­cie. Mamy wszel­kie moż­liwe upraw­nie­nia doty­czące sil­ni­ków pomoc­ni­czych. Jesteśmy auto­ry­zo­wani na rynki: chiń­ski, japoń­ski, indyj­ski, bra­zy­lij­ski… na cały świat.
A jeśli cho­dzi o pro­jek­to­wa­nie?
Dalej robi się to w Stanach Zjednoczonych, w San Diego. Krokiem w tym kie­runku jest jed­nak także nasze wła­sne biuro kon­struk­cyjne. Stworzyliśmy je na tych samych zasa­dach jak w przy­padku WSK „PZL-Rzeszów” S.A. – poprzez środki unijne przy­dzie­lane przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju. Docelowo zapla­no­wa­li­śmy zatrud­nie­nie tam 70 osób; do dziś udało się nam zebrać zespół 60-oso­bowy. Zbudowaliśmy też sta­no­wi­ska badaw­cze i teraz mamy trzy sta­no­wi­ska pro­duk­cyjne i dwa na bada­nia i roz­wój sil­ni­ków. W 2014 r. grupa UTC roz­po­częła pro­ces zamy­ka­nia zakła­dów w San Diego i trans­fe­ro­wa­nia znacz­nej czę­ści pro­gramu sil­ni­ków pomoc­ni­czych do Polski. Dokładnie cho­dzi o 90 proc. pro­gramu sil­ni­ków wyko­na­nych w tech­no­lo­gii osio­wej. Silniki tech­no­lo­gii „radial” nadal są pro­du­ko­wane w Stanach Zjednoczonych w West Palm Beach.

  • Jerzy Gruszczyński

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE