Jarosław Dąbrowski

Jaroslaw Dabrowski w Alexandra Dock w porcie Hull, polowa 1975  r. Jeden z ostatnich rejsow statku. Dabrowski byl nie tylko ostatnim parowcem PLO, ale i jednym z ostatnich frachtowcow z silownia parowa opalana weglem kamiennym wchodzacym na Tamize. Choc do Londynu zawijal rzadko.

Jaroslaw Dabrowski w Alexandra Dock w por­cie Hull, polowa 1975 r. Jeden z ostat­nich rej­sow statku. Dabrowski byl nie tylko ostat­nim parow­cem PLO, ale i jed­nym z ostat­nich frach­tow­cow z silow­nia parowa opa­lana weglem kamien­nym wcho­dza­cym na Tamize. Choc do Londynu zawi­jal rzadko. Fot. Porta Mare

Wraz z okre­sem powo­jen­nym na mor­skich szla­kach żeglu­go­wych nad­szedł kres ery parow­ców. Królowały one na nich nie­po­dziel­nie ponad sto lat, cie­sząc się zasłu­żo­nym powo­dze­niem. Tak było też w naszym kraju, czemu sprzy­jały zwłasz­cza bogate zasoby węgla i ogra­ni­czona moż­li­wość importu ropy naf­to­wej. Rodzime stocz­nie seryj­nie wypusz­czały róż­no­rodne jed­nostki na rynek pol­ski i na eks­port. Armatorzy byli z tych stat­ków zado­wo­leni, gdyż tło­kowe maszyny parowe, które je napę­dzały, cecho­wały się nie­za­wod­no­ścią, pro­stotą kon­struk­cji i obsługi. Nie były jed­nak eko­no­miczne i to spra­wiło, że z cza­sem zaczęły prze­gry­wać walkę z sil­ni­kami spa­li­no­wymi.

Ostatnim parow­cem w Polskich Liniach Oceanicznych był s/s Jarosław Dąbrowski, spe­cjal­nie zapro­jek­to­wany na linię lon­dyń­ską. Drobnicowiec ten w angiel­skiej stoczni Blyth Dry Dock & Shipbuilding Company Ltd. zamó­wiło Polsko-Brytyjskie Towarzystwo Okrętowe „Polbryt”. Zaproponowało ono wtedy dla niego nazwę Rus. Zamówienie to zostało w stycz­niu 1950 r. prze­jęte przez GAL (Gdynia – Ameryka Linie Żeglugowe) dla Żeglugi Polskiej.
Wodowanie statku odbyło się 28 sierp­nia 1950 r. z udzia­łem matki chrzest­nej Marii Woźniakiewicz, pra­cow­nicy Konsulatu Generalnego RP w Londynie. Była to jed­nak uro­czy­stość odmienna od innych tego typu, która bar­dzo zasko­czyła budow­ni­czych jed­nostki. Szeroko roz­pi­sy­wała się potem o niej bry­tyj­ska prasa. Oznajmiała ona, że zła­mano wtedy tra­dy­cję tam­tej­szego prze­my­słu stocz­nio­wego. Mianowicie pani Maria Woźniakiewicz zwo­do­wała sta­tek roz­bi­ja­jąc na jego dzio­bie butelkę wina, lecz nie nadała mu nazwy. Mąż matki chrzest­nej oświad­czył po fak­cie, że nasz kraj nie mógł zbu­do­wać tak dosko­na­łego statku i dla­tego Polacy chcieli cho­ciaż imię nadać mu w swej ojczyź­nie. Dodał też, że zda­jąc sobie sprawę z tego, że jest to odstęp­stwo od mor­skiej tra­dy­cji, pro­szą o zro­zu­mie­nie i wyba­cze­nie.
Drobnicowiec po raz pierw­szy przy­pły­nął z Blyth do Gdyni 6 stycz­nia 1951 r., dowo­dzony przez kpt. ż.w. Tadeusza Dumanię. Tutaj też nadano mu nazwę Jarosław Dąbrowski, żeby upa­mięt­nić gene­rała, rewo­lu­cjo­ni­stę i dowódcę wojsk Komuny Paryskiej. Jednostkę prze­ka­zano do eks­plo­ata­cji Polskim Liniom Oceanicznym 1 lutego 1951 r. i zatrud­niono na tra­sie Gdynia – Londyn, a póź­niej Gdynia – Hull. W dniach 28 czerwca – 9 lipca 1973 r. odbyła ona jubi­le­uszowy, pięć­setny rejs, kie­ro­wana przez kpt. ż.w. Mieczysława Kuleszę.
Parowiec miał dwa pokłady, cztery czę­ściowo chło­dzone ładow­nie oraz trans­por­to­wał towary spo­żyw­cze, prze­waż­nie mięso, nabiał, warzywa i owoce. Wyjątkiem było przy­wie­zie­nie w listo­pa­dzie 1957 r. ze Szkocji do Polski cen­nej kolek­cji 108 obra­zów i 1765 gra­fik – daru dla przy­szłego Muzeum Śląskiego w Katowicach od prze­by­wa­ją­cego na emi­gra­cji gene­rała Józefa Zająca.
Jarosław Dąbrowski – nr IMO 5170446 – miał dłu­gość 109,2 m, sze­ro­kość 14,8 m, zanu­rze­nie 5,7 m, nośność 3040 DWT, pojem­ność 3196 BRT i 1308 NRT, pręd­kość 13 w. Jego napę­dem głów­nym była maszyna parowa potrój­nego roz­prę­ża­nia George Clark o mocy 3200 KM, która poru­szała jedną śrubę. Drobnicowiec miał załogę liczącą 46 osób, mógł także zabie­rać 12 pasa­że­rów.

  • Krzysztof Stefański

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE