Jaki zasięg ma Iskander?

Szczątki rakiet porozrzucane na kazachskich stepach były, przez lata istnienia ZSRS, widokiem codziennym. Na 11 wielkich poligonach rakiety różnych typów odpalano wtedy corocznie setkami. Niemal 30 lat po rozpadzie ZSRS sytuacja zmieniła się na tyle, że widok dopalających się szczątków rakiety i ich zdjęcia w mediach wywołują sensację.

Szczątki rakiet poroz­rzu­cane na kazach­skich ste­pach były, przez lata ist­nie­nia ZSRS, wido­kiem codzien­nym. Na 11 wiel­kich poli­go­nach rakiety róż­nych typów odpa­lano wtedy corocz­nie set­kami. Niemal 30 lat po roz­pa­dzie ZSRS sytu­acja zmie­niła się na tyle, że widok dopa­la­ją­cych się szcząt­ków rakiety i ich zdję­cia w mediach wywo­łują sen­sa­cję.

Przed rokiem na łamach „Wojska i Techniki” opu­bli­ko­wa­li­śmy arty­kuł „Pocisk manew­ru­jący 9M729 – o co tu cho­dzi?” (WiT 2/2019), opi­su­jący kon­tro­wer­sje zwią­zane z nowym poci­skiem manew­ru­ją­cym wpro­wa­dza­nym do zestawu uzbro­je­nia sys­temu Iskander-M1. A także prze­bieg wyre­ży­se­ro­wa­nego przez Ministerstwo Obrony Federacji Rosyjskiej spek­ta­klu, nazwa­nego „brie­fin­giem pra­so­wym”, pod­czas któ­rego, pre­zen­tu­jąc tylko pojem­nik trans­por­towo-star­towy poci­sku i kilka sche­ma­tów, usi­ło­wano wmó­wić zapro­szo­nym gościom, że pocisk 9M729 może osią­gać cele poło­żone co naj­wy­żej o 480 km od miej­sca startu, czyli dwa – trzy razy bli­żej niż jego mor­skie rodzime i zagra­niczne odpo­wied­niki – pocisk 3M14 sys­temu Kalibr, zbu­do­wany w tym samym biu­rze kon­struk­cyj­nym Nowator z Jekaterynburga oraz ame­ry­kań­ski RGM/UGM-109 Tomahawk. Od tego wyda­rze­nia nie minął jesz­cze rok, a w mediach mie­li­śmy kolejne zamie­sza­nie z sys­te­mem Iskander‑M w tle i pyta­niem o prze­strze­ga­nie przez Rosję trak­tatu INF/RSMD.

9 stycz­nia 2020 r., dwa kilo­me­try od miej­sco­wo­ści Nogajty w obwo­dzie aktob­skim w Republice Kazachstanu zna­le­ziono na ziemi dopa­la­jące się szczątki nie­zi­den­ty­fi­ko­wa­nego obiektu, który spadł z nieba ok. 14.30 czasu lokal­nego. Zdjęcia opu­bli­ko­wane w mediach spo­łecz­no­ścio­wych przez miej­sco­wych, poka­zy­wały coś, co już na pierw­szy rzut oka przy­po­mi­nało szczątki rakiety. Na ziemi w miej­scu upadku nie było leja, śla­dów wybu­chu czy innych znisz­czeń. O zna­le­zi­sku oczy­wi­ście zawia­do­miono wła­dze. Cechy cha­rak­te­ry­styczne szcząt­ków, widocz­nych na zdję­ciach, pozwa­lają ziden­ty­fi­ko­wać zna­le­zi­sko jako kor­pus sil­nika rakie­to­wego, prze­dział ogo­nowy i prze­dział apa­ra­tury, naj­praw­do­po­dob­niej poci­sku 9M723 tak­tyczno-ope­ra­cyj­nego sys­temu rakie­to­wego Iskander‑M.

Zdarzenie w Kazachstanie – „nie wie­rzę w nie­zde­men­to­wane infor­ma­cje”

Oficjalny komu­ni­kat, wydany dwa dni póź­niej przez Ministerstwo Obrony Republiki Kazachstanu doty­czący tego zda­rze­nia infor­mo­wał: W cza­sie pla­no­wych ćwi­czeń pro­wa­dzo­nych przez ośro­dek doświad­czalny Ministerstwa Obrony Federacji Rosyjskiej, dzier­ża­wiący w Kazachstanie poli­gony w ramach dwu­stron­nej umowy mię­dzy­pań­stwo­wej, odłamki jed­nej z odpa­lo­nych rakiet spa­dły poza usta­no­wio­nym obsza­rem. Wybuchu w miej­scu upadku nie było. Nie ma też ofiar i znisz­czeń. Zdarzenie nie przed­sta­wia zagro­że­nia dla oko­licz­nych miesz­kań­ców. Strzelania rakie­towe z wyko­rzy­sta­niem obiek­tów na tery­to­rium Republiki Kazachstan pro­wa­dzone są zgod­nie z rocz­nym pla­nem i gra­fi­kiem prze­biegu ćwi­czeń. Rejon upadku został oto­czony przez poli­cję. Zgodnie z poro­zu­mie­niem dwu­stron­nym przy­czyny wypadku będzie wyja­śniać komi­sja kazach­stań­sko-rosyj­ska przy aki­ma­cie obwodu aktob­skiego.

Biorąc powyż­sze pod uwagę, nie byłoby w tym zda­rze­niu w zasa­dzie nic nad­zwy­czaj­nego, ot pocisk – praw­do­po­dob­nie odpa­lony z wyrzutni sys­temu Iskander‑M miał awa­rię i upadł poza tere­nem poli­gonu, gdyby nie loka­li­za­cja miej­sca upadku. Nogajty leżą bowiem ok. 650 km na wschód od gra­nicy z Rosją i znaj­du­ją­cego się tuż przy gra­nicy z Kazachstanem 4. Centralnego Państwowego Poligonu Ogólnowojskowego, zna­nego sze­rzej pod nazwą poli­gon Kapustin Jar, z dowódz­twem w Znamiensku. Powszechnie uważa się, że to z jego obszaru w Rosji w kie­runku pól tar­czo­wych na poli­go­nach w Kazachstanie, odpa­lane są poci­ski „zie­mia – zie­mia” w cza­sie strze­lań testo­wych i szkol­nych. Mimo że nie podano miej­sca startu, to wła­śnie ta odle­głość czyni naj­więk­sze zamie­sza­nie w całej histo­rii, ponie­waż 650 km to co naj­mniej 150 km wię­cej niż górny limit zasięgu uzbro­je­nia rakie­to­wego dopusz­czo­nego do uży­wa­nia zgod­nie z poro­zu­mie­niem z 1987 r. I cho­ciaż ogra­ni­cze­nia trak­tatu INF/RSMD, po odstą­pie­niu od jego prze­strze­ga­nia przez Stany Zjednoczone i Federację Rosyjską obu stron już for­mal­nie nie obo­wią­zują, jed­nak sys­tem Iskander‑M skon­stru­owano i wszedł do uzbro­je­nia w cza­sie, gdy Rosja ofi­cjal­nie dekla­ro­wała prze­strze­ga­nie posta­no­wień poro­zu­mie­nia.

Niestety, szer­szych wyja­śnień w tej spra­wie na pewno nie będzie, ponie­waż – jak głosi następny ofi­cjalny komu­ni­kat resortu obrony Kazachstanu, wydany 14 stycz­nia – komi­sja dwu­stronna bada­jąca zda­rze­nie pod Nogajtami stwier­dziła już po wstęp­nych oglę­dzi­nach, że szczątki zna­le­zione na ziemi to… ele­menty rakiety geo­fi­zycz­nej, prze­zna­czo­nej do son­do­wa­nia gór­nych warstw atmos­fery. Dementując tym samym wcze­śniej­sze pogło­ski o jakim­kol­wiek ich związku z sys­te­mem Iskander‑M.

W tym miej­scu sprawę można by uznać za zakoń­czoną, przy­naj­mniej ofi­cjal­nie. Podobne zda­rze­nia miały już miej­sce w prze­szło­ści. 27 marca 2014 r., pół kilo­me­tra od wsi Szungaj w rejo­nie Bokejordyńskim obwodu zachod­nio­ka­zach­stań­skiego upa­dła rosyj­ska rakieta geo­fi­zyczna MN-300 odpa­lona z poli­gonu Kapustin Jar. Oba zda­rze­nia, mimo że przy­pi­sy­wane rakie­tom geo­fi­zycz­nym, róż­nią się jed­nak i to zasad­ni­czo w kilku aspek­tach. Pierwszy to taki, że Szungaj leży 15 km od gra­nicy z Rosją, a nie 650 km jak Nogajty. Drugi to wygląd szcząt­ków, o któ­rych na pewno nie można powie­dzieć, że są podobne. Ostatnia róż­nica polega na tym, że w przy­padku miesz­kań­ców wsi Szungaj poli­cja nie zmu­szała ich do kaso­wa­nia zdjęć i fil­mów w tele­fo­nach komór­ko­wych, a ze stron inter­ne­to­wych nie zni­kały arty­kuły opi­su­jące zda­rze­nie.

Skoro jest ofi­cjalne dementi, temat należy drą­żyć głę­biej, zgod­nie z mak­symą XIX-wiecz­nego rosyj­skiego poli­tyka Aleksandra Gorczakowa, który mawiał „Nie wie­rzę w nie­zde­men­to­wane infor­ma­cje”.

Czy zatem Rosjanie od początku łamali trak­tat INF/RSMD, wpro­wa­dza­jąc do uzbro­je­nia poci­ski o zasięgu prze­kra­cza­ją­cym limity trak­ta­towe, czy też obec­nie, gdy limity już nie obo­wią­zują, moder­ni­zują sys­tem wpro­wa­dza­jąc nie tylko nowe poci­ski manew­ru­jące 9M729, ale i zwięk­sza­jąc zasięg poci­sków bali­stycz­nych? Bo sytu­acja by rakiety sys­temu Iskander‑M miały zasięg więk­szy niż 500 km, a jed­no­cze­śnie speł­niały kry­te­ria uzbro­je­nia dozwo­lo­nego trak­ta­tem INF/RSMD wydaje się kurio­zalna i cał­ko­wi­cie nie­moż­liwa do speł­nie­nia! Aczkolwiek, roz­wa­ża­jąc czy­sto teo­re­tycz­nie…

Pociski Iskandera a trak­tat INF/RSMD – gdy dia­beł tkwi w zapi­sach

Gdy uważ­nie wczy­tamy się w treść trak­tatu INF/RSMD znaj­dziemy w para­gra­fie 4. arty­kułu VII zapis, mówiący w jaki spo­sób obie strony poro­zu­miały się co do defi­ni­cji zasięgu poci­sków bali­stycz­nych i manew­ru­ją­cych, które w chwili pod­pi­sa­nia trak­tatu jesz­cze nie ist­niały fizycz­nie, a mogły się poja­wić w przy­szło­ści. Czytamy w nim: The range capa­bi­lity of a GLBM not listed in Article III of this Treaty shall be con­si­de­red to be the maxi­mum range to which it has been tested. Jako zasięg lądo­wych poci­sków bali­stycz­nych, nie­wy­szcze­gól­nio­nych w art. III tego trak­tatu [wyszcze­gól­niono w nim typy poci­sków krót­kiego i śred­niego zasięgu pod­le­ga­jące likwi­da­cji – przyp. autora], powi­nien być uwa­żany mak­sy­malny, zasięg na jakim pocisk był testo­wany.

Rozważając więc czy­sto teo­re­tycz­nie, to co wyda­wa­łoby się, że jest sprzeczne z logiką, tj. mieć uzbro­je­nie o zasięgu ponad 500 km, czyli prze­kra­cza­ją­cym normy trak­ta­towe, a jed­no­cze­śnie być z nim w zgo­dzie jest moż­liwe, pod warun­kiem zaak­cep­to­wa­nia pew­nego kom­pro­misu, któ­rym byłoby przy­ję­cie do uzbro­je­nia poci­sków nie­spraw­dzo­nych w peł­nym zakre­sie ich osią­gów!
Być może dla zwo­len­ni­ków róż­nych teo­rii spi­sko­wych to roz­wią­za­nie akcep­to­walne, jed­nak zdrowy roz­są­dek pod­po­wiada, że jest ono nie do przy­ję­cia dla żad­nego woj­sko­wego. Bardziej logicz­nym wyja­śnie­niem pocho­dze­nia szcząt­ków pod Nogajtami pozo­staje więc moder­ni­za­cja poci­sków.

  • Krzysztof Nicpoń

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE