Jak Churchill poj­mał Tirpitza, czyli zato­pie­nie krą­żow­nika Mainz

Zagłada Mainza na obrazie  Willego Stöwera.

Zagłada Mainza na obra­zie Willego Stöwera.

Rankiem 28 sierp­nia 1914 r. dwie flo­tylle nisz­czy­cieli Harwich Force pod dowódz­twem komo­dora Reginalda Tyrwhitta, z dale­kim wspar­ciem pię­ciu krą­żow­ni­ków linio­wych dowo­dzo­nych przez wadm. Beatty’ego wpa­dły od pół­nocy na wody Zatoki Helgolandzkiej ata­ku­jąc nie­jako „od tyłu” nie­miec­kie linie dozo­rowe strze­gące podejść do głów­nych baz i por­tów. Starcie to prze­szło do histo­rii jako pierw­sza bitwa w Zatoce Helgolandzkiej, ale nie sama bitwa jest tema­tem niniej­szego opra­co­wa­nia. Bohaterem opo­wie­ści będzie naj­sil­niej­sza jed­nostka nie­miec­kiego dozoru – mały krą­żow­nik Mainz oraz jeden z jego roz­bit­ków, dla któ­rego zato­pie­nie okrętu zakoń­czyło się po latach zażyłą zna­jo­mo­ścią z ówcze­snym Pierwszym Lordem Admiralicji – Winstonem Churchillem.

28 sierp­nia rano – w dniu ataku Harwich Force – krą­żow­nik Mainz stał na dozo­rze około 5 Mm na pół­noc od Borkum. Wyspa ta leżała naprze­ciwko ujścia rzeki Ems i wej­ścia do zatoki, w któ­rej w por­cie Emden znaj­do­wała się główna baza nisz­czy­cieli i sił mino­wych Kaiserliche Marine. Mainz miał strzec podejść do bazy przed ata­kiem lek­kich sił bry­tyj­skich. Do swo­jej dys­po­zy­cji miał samo­lot star­tu­jący z lot­ni­ska na Borkum, dzięki któ­remu w razie potrzeby i sprzy­ja­ją­cej pogody mógł zba­dać sytu­ację „za hory­zon­tem”. Pozycja w któ­rej kotwi­czył Mainz znaj­do­wała się około 20 Mm od miej­sca pla­no­wa­nego ude­rze­nia Royal Navy na nie­miec­kie linie dozoru wokół Helgolandu.
Mainz był lek­kim krą­żow­ni­kiem typu Kolberg, zbu­do­wa­nym w latach 1908- -1909 w stoczni Vulcan w Szczecinie. Miał wypor­ność bojową 4900 t i uzbro­je­nie zło­żone z 12 poje­dyn­czych dział 105 mm, z któ­rych po 2 usta­wiono obok sie­bie na dzio­bie i rufie, a pozo­stałe 8 ulo­ko­wano po 4 na każ­dej bur­cie wzdłuż śród­o­krę­cia. Okręt miał też 2 pod­wodne wyrzut­nie tor­ped 450 mm. Główny pokład okrętu był na całej dłu­go­ści pokryty lek­kim pan­ce­rzem ochron­nym gru­bo­ści 20 mm, podwo­jo­nym nad siłow­nią i się­ga­ją­cym 80 mm na samym dzio­bie. Osłony prze­ciw­o­dłam­kowe dział 105 mm miały 50 mm gru­bo­ści, a pan­cerna ste­rówka i sta­no­wi­sko dowo­dze­nia – 100 mm. Cała czwórka jed­no­stek typu Kolberg (Cöln, Augsburg, Mainz i Kolberg) miała eks­pe­ry­men­talny napęd tur­bi­nowy – każdy okręt miał jed­nak tur­biny innego pro­du­centa. Mainz napę­dzany był dwoma zespo­łami tur­bin AEG Curtis – z całej czwórki miały naj­więk­szą moc, która prze­kła­dała się na pręd­kość mak­sy­malną 26 w. – o pół węzła wię­cej niż pozo­sta­łej trójki. Niemcy poszu­ki­wali wów­czas wła­snych, lub licen­cyj­nych roz­wią­zań doty­czą­cych pro­jek­to­wa­nia tur­bin, które pozwo­li­łyby mary­narce nie­miec­kiej unie­za­leż­nić się od dostaw lub pro­duk­cji licen­cyj­nej bry­tyj­skich tur­bin Parsonsa – ówcze­śnie naj­do­sko­nal­szych będą­cych w eks­plo­ata­cji. Pierwszą eks­pe­ry­men­talną jed­nostką z tur­bi­nami AEG Curtis był nie­duży sta­tek pasa­żer­ski Hapaga – Kaiser, znany po II woj­nie świa­to­wej pol­skiemu czy­tel­ni­kowi jako t/s Beniowski.
Mainz, a także sio­strzane Cöln i Kolberg, któ­rym przy­szło uczest­ni­czyć w pierw­szej bitwie hel­go­landz­kiej, były wyraź­nie sła­biej uzbro­jone od krą­żow­ni­ków bry­tyj­skich, jakie tego dnia weszły do akcji. Flagowy okręt Tyrwhitta – Arethusa, mimo mniej­szej wypor­no­ści był uzbro­jony w 2 działa 152 mm i 10 dział 102 mm oraz 4 wyrzut­nie tor­ped 533 mm. Rozwijał też pręd­kość ponad 28 w., czyli o 2 wię­cej niż naj­szyb­szy w swoim typie Mainz. Krążowniki typu Town, które w skła­dzie 1. Eskadry Krążowników Lekkich eskor­to­wały krą­żow­niki liniowe Beatty’ego były jesz­cze sil­niej uzbro­jone – w zależ­no­ści od pod­typu każdy miał arty­le­rię skła­da­jącą się z od 2 do 9 dział 152 mm. Dysproporcja ta wyni­kała ze spo­rego zachwia­nia rów­no­wagi w samej kon­cep­cji budo­wa­nia struk­tury Hochseeflotte przez wiel­kiego adm. Tirpitza. Liczył się okręt liniowy jako ten, który sta­no­wił pod­sta­wowy punkt odnie­sie­nia w mię­dzy­na­ro­do­wych dywa­ga­cjach doty­czą­cych poten­cjału mor­skich sił zbroj­nych danego pań­stwa. Inne klasy okrę­tów były w mary­narce nie­miec­kiej tro­chę złem koniecz­nym i odbie­ra­ją­cym środki fun­du­szom prze­zna­czo­nym na pan­cer­niki. Dlatego Hochseeflotte miała w dniu wybu­chu wojny dra­ma­tycz­nie mało krą­żow­ni­ków, a na doda­tek były one sła­biej uzbro­jone, bowiem oszczę­dzano na nich jak tylko się dało. Argumenty o koniecz­no­ści posia­da­nia przez flotę liniową „oczu” w postaci krą­żow­ni­ków lek­kich przy­kryto opo­wie­ścią o tanich w budo­wie ste­row­cach, które mogą jesz­cze lepiej słu­żyć flo­cie przy roz­po­zna­niu. Dlatego Niemcy bar­dzo zain­we­sto­wali w roz­wój tych apa­ra­tów powietrz­nych, widząc w nich ide­alne narzę­dzie roz­po­zna­nia zarówno dla floty, jak i dla armii. Ich wielki zasięg i moż­li­wość prze­by­wa­nia prak­tycz­nie poza zasię­giem jakie­go­kol­wiek prze­ciw­nika rze­czy­wi­ście mogły stwa­rzać takie złu­dze­nie, szcze­gól­nie dla celów armij­nych. Niestety ste­rowce były i będą mocno zależne od warun­ków pogo­do­wych, sztormy, burze, ulewne desz­cze utrud­niały lub wręcz unie­moż­li­wiały im poru­sza­nie się, a co dopiero mówić o roz­po­zna­niu. Każdy więk­szy wschodni wiatr powo­do­wał, że ste­rowce floty nie mogły star­to­wać, bowiem nie były w sta­nie w roz­sąd­nym cza­sie dotrzeć nigdzie na akwen Morza Północnego. Mimo tych wad, wspie­rany przez armię roz­wój ste­row­ców przy­sto­po­wał prace nad lot­nic­twem pokła­do­wym i dał wymówkę Tirpitzowi, do nie­wy­da­wa­nia więk­szych pie­nię­dzy na krą­żow­niki. W nie­miec­kiej flo­cie pano­wała bowiem teo­ria, że jeden Zeppelin jest wart ośmiu krą­żow­ni­ków lek­kich. Zresztą wszyst­kie trzy kupione przed wojną ste­rowce były we flo­cie ofi­cjal­nie nazy­wane powietrz­nymi krą­żow­ni­kami. Tak więc Hochseeflotte mogłaby sobie dopi­sać do stanu floty 24 krą­żow­niki… Czyli wię­cej, niż naprawdę miała. Co gor­sza, jesz­cze w tym samym 1913 r., w któ­rym nie­miecka mary­narka kupiła trzy Zeppeliny, dwa z nich zostały znisz­czone w kata­stro­fach – jeden w trak­cie ćwi­czeń z flotą. Jedyny „powietrzny krą­żow­nik”, jakim dys­po­no­wała Hochseeflotte, na początku wojny sta­cjo­no­wał 28 sierp­nia w bazie Fuhlsbüttel pod Hamburgiem, ale zajęty był wyko­ny­wa­niem lotów szko­le­nio­wych.

  • Tadeusz Klimczyk

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE