Irański sys­tem prze­ciw­lot­ni­czy Bawar-373

Pierwsza prezentacja kluczowych komponentów systemu Bawar-373 w 2016 r. Wyrzutnia z dwoma pojemnikami i anteną radiolokatora bez modułu interrogatora systemu „swój–obcy”.

Pierwsza pre­zen­ta­cja klu­czo­wych kom­po­nen­tów sys­temu Bawar-373 w 2016 r. Wyrzutnia z dwoma pojem­ni­kami i anteną radio­lo­ka­tora bez modułu inter­ro­ga­tora sys­temu „swój – obcy”.

Rzeczywiste moż­li­wo­ści prze­my­słu zbro­je­nio­wego Islamskiej Republiki Iranu były i są przed­mio­tem licz­nych dys­ku­sji wśród ana­li­ty­ków. Wiadomo, że Iran, jeden z liczą­cych się eks­por­te­rów ropy, ma środki finan­sowe na zakupy goto­wych kon­struk­cji, tech­no­lo­gii i usług pro­jek­tan­tów za gra­nicą, ale liczne sank­cje mię­dzy­na­ro­dowe utrud­niają dostęp do wszyst­kich tych moż­li­wo­ści. Na doda­tek wła­dze Iranu sta­rają się unik­nąć uza­leż­nie­nia od dostaw uzbro­je­nia i jego kom­po­nen­tów z zagra­nicy, co jest jak naj­bar­dziej zasadne, a z dru­giej strony, ze wzglę­dów pro­pa­gan­do­wych chcia­łyby, aby wszelka nowa irań­ska broń ucho­dziła za dzieło lokal­nych inży­nie­rów. Względy pro­pa­gan­dowe mogą także popy­chać decy­den­tów do orga­ni­zo­wa­nia misty­fi­ka­cji i dla­tego nie wszystko, co demon­strują irań­skie media, z pew­no­ścią jest dzia­ła­jącą bro­nią. W takich oko­licz­no­ściach bar­dzo trudno obiek­tyw­nie oce­nić moż­li­wo­ści nowego irań­skiego uzbro­je­nia, kie­ru­jąc się jedy­nie medial­nymi rela­cjami.

Obrona prze­ciw­lot­ni­cza ma dla władz w Teheranie prio­ry­te­towe zna­cze­nie. Lądowy atak na to duże pań­stwo jest mało praw­do­po­dobny i zupeł­nie nie­moż­liwy bez dłu­go­trwa­łego przy­go­to­wa­nia, gro­ma­dze­nia sił w base­nie Zatoki Perskiej i indok­try­no­wa­nia świa­to­wej opi­nii publicz­nej prze­ciw Iranowi. Natomiast atak z powie­trza jest moż­liwy nie­mal w każ­dej chwili, przede wszyst­kim siłami lot­nictw Arabii Saudyjskiej i Stanów Zjednoczonych. Irańskie lot­nic­two myśliw­skie jest słabe i roz­pro­szone – trudno byłoby mu zapew­nić sku­teczną ochronę prze­strzeni powietrz­nej, nawet w przy­padku ataku o ogra­ni­czo­nym cha­rak­te­rze. Dlatego obrona prze­ciw­lot­ni­cza musi opie­rać się na naziem­nych sta­cjach radio­lo­ka­cyj­nych i rakie­to­wych sys­te­mach prze­ciw­lot­ni­czych. Niezależnie od tego wła­dze Iranu zde­cy­do­wały się naj­pierw na roz­bu­dowę rakie­to­wego poten­cjału ofen­syw­nego.

W „spadku” po cza­sach sza­cha Mohammada Rezy Pahlawiego w Siłach Zbrojnych Islamskiej Republiki Iranu zna­la­zły się liczne sys­temy MIM-23 HAWK, które do dziś pozo­stają w linii bez zauwa­żal­nych moder­ni­za­cji (choć Irańczycy chwalą się takową, okre­ślaną Mersad) i zestawy Rapier. I jedne, i dru­gie są obec­nie zupeł­nie prze­sta­rzałe i w naj­lep­szym przy­padku mogłyby uzu­peł­niać struk­turę obrony prze­ciw­lot­ni­czej zwal­cza­jąc naj­ła­twiej­sze cele. Obronę naj­pierw wzmoc­niono sprzę­tem zaku­pio­nym w Chińskiej Republice Ludowej. Były to bar­dzo już wtedy prze­sta­rzałe sys­temy HQ‑2 (kopie radziec­kich S‑75), które z cza­sem nie­znacz­nie zmo­der­ni­zo­wano i nazwano Sajjad‑1 oraz tro­chę nowo­cze­śniej­sze FM-80 (Crotale), znane w Iranie jako JaZahra. Nieco now­szy sprzęt spro­wa­dzono z Rosji, począw­szy od lat 90. Były to sys­temy dale­kiego zasięgu S‑200WE, w któ­rych liczbę kana­łów celu zwięk­szono, kupu­jąc dodat­kowe sta­cje napro­wa­dza­nia rakiet (sys­tem Fadżr‑8) i 29 samo­bież­nych zesta­wów 9K331 Tor-M1. I jed­nych, i dru­gich kupiono jed­nak tak mało, że mogły posłu­żyć do ochrony dosłow­nie kilku obiek­tów. Dopiero nie­dawno, bo w listo­pa­dzie 2016 r., dostar­czono pierw­sze sys­temy S‑300PMU‑2, ale w zupeł­nie sym­bo­licz­nej licz­bie (dwa zestawy puł­kowe) w sto­sunku do potrzeb.

Gdy poja­wiły się pierw­sze zdję­cia ory­gi­nal­nych irań­skich rakie­to­wych sys­te­mów prze­ciw­lot­ni­czych, ana­li­tycy nie mieli wła­ści­wie żad­nych wąt­pli­wo­ści – były to dość pry­mi­tywne makiety, zarówno wyrzutni, jak i samych poci­sków. Bodaj tylko nośniki były w miarę auten­tyczne, a co naj­mniej były w sta­nie poru­szać się samo­dziel­nie. Co cie­kawe, poka­zy­wano je kon­se­kwent­nie na kolej­nych defi­la­dach i dało się zauwa­żyć nastę­pu­jące powoli zmiany w ich kon­struk­cji, zmie­rza­jące naj­wy­raź­niej w kie­runku ich więk­szego „reali­zmu”. Z cza­sem zaczęto pre­zen­to­wać filmy z odpa­leń rakiet, poka­zy­wano też sprzęt roz­wi­nięty w tere­nie – sys­temy zło­żone z kilku wyrzutni i sta­cji radio­lo­ka­cyj­nych, a przy­wód­com Iranu demon­stro­wano w świe­tle reflek­to­rów poci­ski o coraz bar­dziej reali­stycz­nym wyglą­dzie.

Dla porządku należy wymie­nić nowe poci­ski, demon­stro­wane od 2012 r. Pierwszy, do sys­temu Raad, przy­po­mi­nał pocisk 9M38 sys­temu Buk. Drugi, do sys­temu Sajjad‑2 – ame­ry­kań­ski Standard SM‑1. Trzeci, poka­zy­wany tylko w postaci cylin­drycz­nego „pojem­nika trans­por­towo-star­to­wego”, uda­wał pocisk do S‑300P. Najciekawszy był jed­nak pocisk sys­temu Sajjad‑3, po raz pierw­szy poka­zany w 2014 r. Nie był bowiem kopią żad­nej rakiety zagra­nicz­nej, a pod wzglę­dem układu aero­dy­na­micz­nego naj­bar­dziej przy­po­mi­nał rosyj­ski 9M317 z sys­temu Buk-M2. Miał jed­nak więk­sze roz­miary i wyraź­nie mniej­sze wydłu­że­nie od tego ostat­niego.

Podobieństwa do rakiet zagra­nicz­nych nie wyka­zy­wał także pocisk, ujaw­niony w 2014 r. bez żad­nego ozna­cze­nia i przez jakiś czas nazy­wany przez zagra­nicz­nych ana­li­ty­ków Sajjad‑4 (saj­jad to w farsi łowca/myśliwy). Początkowo nie było nawet wia­domo, jaka jest kon­fi­gu­ra­cja jego powierzchni aero­dy­na­micz­nych, gdyż na zdję­ciach była widoczna tylko część gło­wi­cowa. Ponieważ przed­nia część kadłuba miała kształt stożka, ina­czej niż cylin­dryczne kor­pusy innych irań­skich poci­sków prze­ciw­lot­ni­czych, było wia­domo, że nie jest to ani Sajjad‑2, ani 3. Dopiero defi­lada z kwiet­nia 2015 r. rzu­ciła świa­tło na szcze­góły kon­struk­cji nowej rakiety, gdyż pocisk tego typu prze­wie­ziono na koło­wej plat­for­mie przed try­buną hono­rową. Okazało się, że nowa rakieta powta­rza aero­dy­na­miczne roz­wią­za­nia Sajjada‑3 – nie­wiel­kie powierzch­nie aero­dy­na­miczne znaj­dują się w tyl­nej czę­ści kadłuba, a za nimi umiesz­czono cztery stery pły­towe.

Stopniowo ujaw­niano także infor­ma­cje na temat nowego sys­temu. Podobno prace nad nim zaini­cjo­wano na oso­bi­ste pole­ce­nie aja­tol­laha Alego Chamanei, gdy Rosja, sto­su­jąc się do sank­cji nało­żo­nych na Iran rezo­lu­cją Rady Bezpieczeństwa ONZ nr 1929 z czerwca 2010 r., wyco­fała się ze sprze­daży sys­temu S‑300PMU‑2, którą uzgod­niono w 2007 r. Nowy sys­tem miał pod wzglę­dem osią­gów odpo­wia­dać temu ostat­niemu, co ozna­czało: zasięg raże­nia celów aero­dy­na­micz­nych ok. 150 km, moż­li­wość rów­no­cze­snego raże­nia wielu celów i ogra­ni­czone zdol­no­ści prze­ciw­ba­li­styczne. Równocześnie pra­co­wano nad odpo­wied­nim poci­skiem, rada­rami, środ­kami łącz­no­ści i trans­mi­sji danych oraz apa­ra­turą dowo­dze­nia. Na doda­tek zapla­no­wano, że wszyst­kie kom­po­nenty sys­temu będą mobilne. Nadano mu nazwę Bawar-373. Bawar to „wiara” w języku farsi, a 373, to imię Mahomet w trans­kryp­cji licz­bo­wej. System miał być gotowy już w 2013 r., co było zupeł­nie nie­re­alne, póź­niej ter­min prze­su­nięto na koniec 2015 r. W 2016 r. poka­zano po raz pierw­szy publicz­nie kom­po­nenty sys­temu: radar, wyrzut­nię i sta­no­wi­sko dowo­dze­nia.

W sierp­niu 2019 r. w Teheranie zapre­zen­to­wano cały sys­tem, zło­żony z dwóch typów rada­rów, kabiny dowo­dze­nia i czte­ro­po­jem­ni­ko­wych wyrzutni, któ­rych w bate­rii jest sześć (podobno począt­kowo pla­no­wano zasto­so­wa­nie wyrzutni dwu­po­jem­ni­ko­wych na lżej­szych nośni­kach). Pojemniki trans­por­towo-star­towe są pro­sto­pa­dło­ścienne, usztyw­nione gęstym żebro­wa­niem i do startu są usta­wiane pio­nowo. To istotne novum, gdyż wszyst­kie wcze­śniej­sze irań­skie poci­ski prze­ciw­lot­ni­cze star­tują z nachy­lo­nych w kie­runku celu pojemników/wyrzutni. Wyrzutnie są zamon­to­wane na cię­ża­rów­kach Zoljanah w ukła­dzie 10×10 i ładow­no­ści 30 ton. Zapewne o ich wybo­rze zade­cy­do­wała jed­nak nie ładow­ność, a dopusz­czalna dłu­gość ładunku. Wcześniej, od 2012 r., samo­chody tego typu demon­stro­wano bez ładunku uży­tecz­nego, ale z futu­ry­styczną kabiną, z któ­rej zre­zy­gno­wano na rzecz jak naj­bar­dziej kla­sycz­nego roz­wią­za­nia. Radary i sta­no­wi­sko dowo­dze­nia umiesz­czono na cię­ża­rów­kach Zafar w ukła­dzie, odpo­wied­nio, 8×8 i 6×6.

Podczas pre­zen­ta­cji wszyst­kich ele­men­tów sys­temu poka­zano pocisk z zapewne fik­cyj­nym nume­rem seryj­nym. Najważniejsze jed­nak, że było też na nim ozna­cze­nie typu – SD4 – czyli, jak można domnie­my­wać Sajjad‑4! Podano też infor­ma­cję, że sys­tem może wyko­rzy­sty­wać także inne poci­ski, zapewne Sajjad‑2 i 3.

Nie ma wia­ry­god­nych infor­ma­cji na temat metody napro­wa­dza­nia poci­sków. Ich zasięg ma wyno­sić ponad 200 km, a mak­sy­malna wyso­kość lotu zwal­cza­nych celów 27 km, co ozna­cza, że spo­sób kie­ro­wa­nia powi­nien być kom­bi­no­wany. Najpierw układ bez­wład­no­ściowy, czyli pocisk kie­ruje się w stronę punktu w prze­strzeni wybra­nego przez kom­pu­ter sys­temu jako opty­malny wobec eks­tra­po­lo­wa­nego poło­że­nia celu. Potem nastę­puje korekta tra­jek­to­rii za pomocą sygna­łów radio­wych, wysy­ła­nych z ziemi (uplink), a na koń­co­wym odcinku tra­jek­to­rii konieczne jest napro­wa­dza­nie pre­cy­zyjne. Mogłoby to być napro­wa­dza­nie pół­ak­tywne (na odbite od celu sygnały wysy­łane przez radar naziemny), ale wtedy moc sta­cji napro­wa­dza­nia rakiet musia­łaby być bar­dzo duża. Innym spo­so­bem jest TVM, czyli śle­dze­nie celu za pomocą radaru rakiety (metoda sto­so­wana w Patriotach i S‑300P) i kory­go­wa­nie tra­jek­to­rii sygna­łami z ziemi, jesz­cze innym – napro­wa­dza­nie aktywne z zasto­so­wa­niem radio­lo­ka­tora oraz kom­pu­tera poci­sku, co ozna­cza, że krótko przed tra­fie­niem rakieta prze­staje być zależna od infor­ma­cji prze­ka­zy­wa­nych z ziemi. Metoda pół­ak­tywna jest naj­prost­sza, TVM – naj­od­por­niej­sza na zakłó­ce­nia, a aktywna umoż­li­wia nie­mal rów­no­cze­sne raże­nie kilku celów. W poci­skach Sajjad‑2 i 3 zasto­so­wano naj­praw­do­po­dob­niej napro­wa­dza­nie pół­ak­tywne, zapewne w odmia­nie LOBL (lock-on before launch), w któ­rej gło­wica rakiety zaczyna odbie­rać sygnały odbite od celu jesz­cze przed star­tem, o czym świad­czą otwie­rane z wyprze­dze­niem pokrywy pojem­ni­ków star­to­wych. Który z tych spo­so­bów został wybrany dla Sajjada‑4, nie wia­domo. Wskazówką mogłyby być zdję­cia prób­nych star­tów. Widać na nich przed­nie czę­ści poci­sków, co wyma­gało zde­mon­to­wa­nia przed­niej czę­ści pojem­ni­ków star­to­wych. Wnętrze pojem­ni­ków jest zabez­pie­czone cienką prze­poną, z któ­rej wystają czepce bali­styczne. Mogłoby to wska­zy­wać na zasto­so­wa­nie spraw­dzo­nej metody pół­ak­tyw­nej w odmia­nie LOBL. Nie jest to jed­nak oczy­wi­ste, gdyż rakiety star­tują pio­nowo, a sygnał odbity od celu dociera pod tym mniej­szym kątem ele­wa­cji, im bar­dziej cel jest odle­gły. Antena gło­wicy napro­wa­dza­nia poci­sku musia­łaby więc być ruchoma w zakre­sie bli­skim 180°, aby sys­tem funk­cjo­no­wał pra­wi­dłowo. Nawet jed­nak wtedy sygnał odbity od celu odle­głego o 200 km byłby bar­dzo słaby i lepiej byłoby zasto­so­wać metodę kom­bi­no­waną. Jeśli jed­nak tak zro­biono, to po co kom­pli­ko­wano kon­struk­cję pojem­ni­ków i pro­ce­durę star­tową?

  • Tomasz Szulc

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE