Holenderskie okręty pod Kamperduin i ich załogi

Obraz Thomasa Whitecombe`a przedstawiający bitwę pod Kamperduin, czyli Camperdown jak określają to miejsce Brytyjczycy, 11 października 1797 r. Fot. zbiory National Maritime Museum w Greenwich

Obraz Thomasa Whitecombe‘a przed­sta­wia­jący bitwę pod Kamperduin, czyli Camperdown jak okre­ślają to miej­sce Brytyjczycy, 11 paź­dzier­nika 1797 r. Fot. zbiory National Maritime Museum w Greenwich

O bitwie pod Kamperduin z 11 paź­dzier­nika 1797 r., znacz­nie sze­rzej zna­nej w angiel­skiej wer­sji geo­gra­fii jako bitwa pod Camperdown, czy­tał każdy zain­te­re­so­wany histo­rią wojen mor­skich. Opisy kon­cen­trują się zwy­kle na tak­tyce bry­tyj­skiego adm. Adama Duncana (1731−1804), na któ­rej rze­komo miał wzo­ro­wać się potem wadm. Nelson pod Trafalgarem i na wiel­kiej porażce Holendrów. Ponieważ Anglicy współ­czuli poko­na­nym – zmu­szo­nym do walki po stro­nie „sojusz­nika” narzu­co­nego siłą – i czuli się wstrzą­śnięci zada­nymi im ogrom­nymi stra­tami w ludziach, bry­tyj­scy histo­rycy i publi­cy­ści od razu stwo­rzyli mit nie­zwy­kle dziel­nych mary­na­rzy holen­der­skich wal­czą­cych za nie swoją sprawę na maleń­kich, roz­sy­pu­ją­cych się ze sta­ro­ści okrę­tach. To jed­nak wie­lo­płasz­czy­znowy fałsz.

Liniowce holen­der­skie w 1797 roku

Marynarka Holandii była w dru­giej poło­wie XVIII w. już tylko cie­niem floty, która za cza­sów adm. Michiela de Ruytera (1607−1676) biła wszyst­kie świa­towe potęgi mor­skie. Złożyło się na to bar­dzo wiele przy­czyn, na któ­rych oma­wia­nie – nawet skró­towe – nie ma tu miej­sca. Warto jed­nak zauwa­żyć, że kry­zys był nie­ro­ze­rwal­nie zwią­zany ze sła­bo­ściami całego pań­stwa i zmniej­sze­niem się jego roli na mię­dzy­na­ro­do­wej sce­nie poli­tycz­nej i gospo­dar­czej. Tym nie­mniej regres w zakre­sie mary­narki nie miał cha­rak­teru per­ma­nent­nego, nie wyni­kał on też wyłącz­nie z braku dosko­na­le­nia kon­struk­cji czy zanie­cha­nia budowy nowych okrę­tów. Wręcz prze­ciw­nie, od czasu do czasu poja­wiały się plany roz­bu­dowy floty, nie reali­zo­wane w zamie­rzo­nej skali głów­nie z powodu trud­no­ści finan­so­wych, acz­kol­wiek błędy i kło­poty orga­ni­za­cyjne też się zda­rzały. Oczywiście nie mogło już być mowy o powro­cie do stanu liczeb­nego liniow­ców z początku XVIII stu­le­cia, kiedy Holendrzy mieli ponad 25 pro­cent jed­no­stek tej kate­go­rii, trak­tu­jąc jako wiel­kość bazową sumę z pię­ciu czo­ło­wych flot świata (Wielkiej Brytanii, Francji, Holandii, Rosji i Hiszpanii). Tym nie­mniej po sys­te­ma­tycz­nym spadku tej war­to­ści do zale­d­wie czte­rech pro­cent w 1775 r., kolejne ćwierć­wie­cze przy­nio­sło jej dwu­krotny wzrost. W bez­względ­nych war­to­ściach siła mary­narki holen­der­skiej nadal przed­sta­wiała się słabo – cał­ko­wita liczba liniow­ców nie się­gnęła połowy ich liczby u naj­słab­szej z pozo­sta­łej czwórki mor­skich potęg – lecz ten zna­czący przy­rost pro­cen­towy był odbi­ciem bar­dzo ambit­nych zamia­rów i skrom­niej­szych doko­nań, a ponadto świa­dec­twem nie­wiel­kiego śred­niego wieku jed­no­stek. Po woj­nie ame­ry­kań­skiej Holandia zin­ten­sy­fi­ko­wała budow­nic­two okrę­towe, gdyż nadal miała czego bro­nić. Holenderska flota han­dlowa na razie ustę­po­wała w Europie tylko bry­tyj­skiej i fran­cu­skiej, a impe­rium roz­cią­ga­jące się od wysp w Indiach Zachodnich, poprzez Afrykę, po posia­dło­ści na obsza­rach dzi­siej­szej Indonezji oraz poje­dyn­cze fak­to­rie w Japonii i Chinach, cią­gle wyma­gało wspar­cia z morza. Jednak o sła­bo­ści ówcze­snych stoczni nider­landz­kich świad­czy zarówno począt­kowa próba (nie­udana) kupie­nia okrę­tów wojen­nych w Danii i Szwecji, czyli kra­jach doko­nu­ją­cych oneg­daj takich zaku­pów wła­śnie w Holandii, jak i dość żenu­jący przy­pa­dek zbu­do­wa­nia dwóch 74-dzia­łow­ców, które nigdy nie zdo­łały wyjść z portu, za płyt­kiego i za małego jak na potrzeby manew­ro­wa­nia kadłu­bami tych żaglow­ców. Niewiele wyszło z planu z 1779 r., zakła­da­ją­cego doj­ście do liczby około 75 liniow­ców oraz 35 do 40 fre­gat, lecz to wła­śnie ten pro­gram Stanów Generalnych Republiki Niderlandów zaowo­co­wał zwo­do­wa­niem okrę­tów linio­wych, które wzięły potem udział w bitwie pod Kamperduin, więc opo­wie­ści o „kom­plet­nie prze­sta­rza­łych” jed­nost­kach, mają­cych cza­sem nawet ponad sto lat, są zupeł­nymi zmy­śle­niami.
Holendrzy mieli wiele pro­ble­mów rzu­tu­ją­cych nega­tyw­nie na kon­struk­cję ich liniow­ców. Przede wszyst­kim porty były czę­sto za małe i oddzie­lone od morza pły­ci­znami, ponadto całe wybrzeże usiane mie­li­znami, zmu­sza­jące duże okręty do poru­sza­nia się tylko wzdłuż głęb­szych torów wod­nych, zwa­nych przez nich kana­łami. Dawało to wpraw­dzie cza­sem dobre schro­nie­nie dla stat­ków han­dlo­wych, ale powo­do­wało też zamy­ka­nie całych flot w pułap­kach bez wyj­ścia.

  • Krzysztof Gerlach

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE