Hochseeflotte – wielka misty­fi­ka­cja?

Predrednot Deutschland. Fot. zbiory Andrzeja Danilewicza

Predrednot Deutschland. Fot. zbiory Andrzeja Danilewicza

Jeśli nasz kocha­jący Bóg nie pomoże Flocie, to nasze per­spek­tywy wyglą­dają ponuro – pisał wielki adm. Alfred von Tirpitz w liście do swo­jej żony z 14 wrze­śnia 1914 r. Twórca dru­giej po Royal Navy floty linio­wej świata, w pry­wat­nych listach porzu­cał urzę­dowy opty­mizm, jaki od 17 lat upra­wiał wma­wia­jąc Niemcom i ich poli­ty­kom, że w ich stra­te­gicz­nym inte­re­sie leży zbu­do­wa­nie jak naj­więk­szej liczby nowo­cze­snych okrę­tów linio­wych. Nie – dużej floty, ale wła­śnie okrę­tów linio­wych. Podobny, mało opty­mi­styczny ton znaj­du­jemy w pry­wat­nej kore­spon­den­cji wielu innych tuzów ówcze­snej mary­narki wojen­nej Niemiec. Dlaczego ci, co latami pro­mo­wali wyścig mor­skich zbro­jeń z Wielką Brytanią mieli po wybu­chu wojny tak marne humory? Ano dla­tego, że wie­dzieli, iż budo­wa­nie wiel­kim nakła­dem finan­so­wym Hochseeflotte i wma­wia­nie pła­cą­cym podatki nie­miec­kim oby­wa­te­lom, że nie będą bez niej bez­pieczni, było od początku genial­nym kłam­stwem.

Hochseeflotte zna­czyło – Flota Pełnomorska. Sugerowało wej­ście Niemiec do świata potęg kolo­nial­nych i maha­now­skiej kon­troli nad morzami. Nic bar­dziej myl­nego – do wojny z Wielką Brytanią Hochseeflotte przy­stę­po­wała z pla­nem nie­od­da­la­nia się od Helgolandu na dalej niż 50 Mm! Co gor­sza, pierw­sze dni wojny poka­zały, że nawet bar­dzo oględne przy­miarki do ope­ra­cyj­nego zasto­so­wa­nia okrę­tów linio­wych w woj­nie z Albionem oka­zały się kom­plet­nym fia­skiem. Royal Navy przy­jęła bowiem stra­te­gię ope­ra­cyjną, któ­rej nie­miec­kie dowódz­two floty nie prze­wi­działo.

(Nie)zbędna Hochseeflotte

Najlepszym punk­tem wyj­ścia do roz­wa­żań nad flotą nie­miecką z okresu I wojny świa­to­wej jest powo­ła­nie się na uży­wany przez nie­miec­kich histo­ry­ków ter­min „Luxus Flotte”, który pre­cy­zyj­nie okre­ślał jej pozy­cję w struk­tu­rach mili­tar­nych Cesarstwa. Określenie to pocho­dzi od wypo­wie­dzi Pierwszego Lorda Admiralicji Winstona Churchilla z 1912 r., który stwier­dził, że mary­narka wojenna jest dla Niemiec z pew­nego punktu widze­nia rodza­jem luk­susu. Słowo „luk­sus” ma w języku nie­miec­kim nega­tywne kono­ta­cje ze sło­wem „prze­pych”, czyli z wydat­kiem na pokaz. „Pokaz” w tym wypadku był wypad­kową mocar­stwo­wych aspi­ra­cji zjed­no­czo­nych od 1871 r. Niemiec, które z powodu roz­drob­nie­nia poli­tycz­nego omi­nęły zarówno podziały kolo­nialne, jak i odgry­wa­nie więk­szego zna­cze­nia na are­nie mię­dzy­na­ro­do­wej. Pod koniec XIX w. Cesarstwo Niemieckie, zwane też II Rzeszą – a w skró­cie po pro­stu Rzeszą, osią­gnęło nie­zwy­kłą potęgę gospo­dar­czą, a mocar­stwowy byt chro­niła kil­ku­set­ty­sięczna armia pru­ska. Flota była temu pań­stwu potrzebna jedy­nie do obrony podejść do wła­snych por­tów – od strony Morza Północnego (Atlantyku) Niemcy miały jedy­nie około 100 km linii brze­go­wej, dodat­kowo usia­nej mie­li­znami i nęka­nej sil­nymi pły­wami. Główny atlan­tycki port han­dlowy – Hamburg – jest poło­żony o 70 km od wybrzeża i nie był w żaden spo­sób zagro­żony obcą inwa­zją. Drugim naj­waż­niej­szym miej­scem prze­ła­dunku nie­miec­kich towa­rów były… porty z zasady neu­tral­nej Holandii. Niemcy miały dwóch poten­cjal­nych wro­gów w Europie – Francję i Rosję. Oba te pań­stwa mogły zostać poko­nane bez uży­cia sił mor­skich. Trzecie mocar­stwo euro­pej­skie – Wielka Brytania – utrzy­my­wało z Niemcami tra­dy­cyj­nie bar­dzo dobre sto­sunki mię­dzy­na­ro­dowe, wzmoc­nione na doda­tek panu­jącą na Wyspach dyna­stią wywo­dzącą się z Niemiec. Mimo tego Niemcy zde­cy­do­wały się na prze­ło­mie wie­ków na budo­wa­nie wiel­kim kosz­tem dużej floty linio­wej. Był to akt wymie­rzony w jedyne pań­stwo, któ­rego Cesarstwo nie mogło poko­nać przy uży­ciu swo­jej armii. W szer­szej per­spek­ty­wie wielka flota utoż­sa­miała aspi­ra­cje nie­agrar­nych grup spo­łecz­nych – kup­ców, boga­tych rze­mieśl­ni­ków, praw­ni­ków, leka­rzy, praw­ni­ków i nauczy­cieli. Armia pru­ska oparta o kor­pus ofi­cer­ski wywo­dzący się głów­nie ze szlachty ziem­skiej dawała pań­stwu bez­pie­czeń­stwo. Flota, która była insty­tu­cją fede­ralną i rekru­to­wała ofi­ce­rów ze wszyst­kich państw nie­miec­kich, miała pomóc w speł­nie­niu marzeń o nie­miec­kim Weltmacht, czyli wpły­wie na losy świata. Jest to rzecz godna zapa­mię­ta­nia, bowiem kon­se­kwen­cją takiego patrze­nia na flotę była daleko posu­nięta zacho­waw­czość i bier­ność w jej ope­ra­cyj­nym wyko­rzy­sty­wa­niu. Istnienie floty nie było dla nie­miec­kich poli­ty­ków warun­kiem zwią­za­nym z obroną pań­stwa, a tylko narzę­dziem do wywie­ra­nia naci­sków na are­nie mię­dzy­na­ro­do­wej. Utrata lub znaczne osła­bie­nie floty mogło spo­wo­do­wać, że z Niemcami nikt już by się nie liczył. Istnienie floty było wystar­cza­jąco sil­nym argu­men­tem – po cóż byłoby ryzy­ko­wać jej utratę ?

  • Tadeusz Klimczyk

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE